Ocena:
oceń

rozmiar czcionki

|

|

poleć

|

drukuj

|

forum

|

2012-07-31 16:15:00

Moja historia - ewcia20066

Moja historia zaczęła się 58 lat temu.

 

Bardzo śpieszyłam się, by przyjść na świat. Zamiast w maju, zobaczyłam szpitalny sufit już w marcu 1954 r. Wcześniak, dziecko urodzone w 9 lat po wojnie. Ciężko wtedy było. Chorowałam i to bardzo. Ciągłe zapalenia uszu. Anginy. W wieku 7 lat usunięto mi trzy migdałki. Coraz gorzej słyszałam na prawe ucho. Laryngolog nie mógł sobie z tym poradzić. Zimą 1967 r. bardzo zaniemogłam. Wyrostek. Stan zapalny, trzeba usuwać! Ówczesna medycyna była taka sobie, zainfekowano mi w czasie operacji otrzewną. Nikt nie wiedział o tym. Niespełna miesiąc pózniej...alarm!...okropne bóle brzucha, wysoka gorączka i leukocytoza!!! Szpital w Siemianowicach Śląskich. Wspaniały dr Bońkowski, dyrektor szpitala decyduje się, by mnie operować. Trzeba usunąć lewostronnie zainfekowane przydatki...prawa strona jako taka. Leżę w szpitalu ponad 3 miesiące. Wtedy zapada diagnoza: nie będę miała w przyszłości dzieci!!!
Potem wielokrotne zapalenie jajnika,kolejne pobyty w tym samym szpitalu.

 

Dorastam, dojrzewam...myślę bardzo intensywnie, że jeśli kiedykolwiek wyjdę za mąż muszę urodzić swoje własne dzieci. W międzyczasie chodzę do 2 szkół. Bardzo chcę mieć coś wspólnego z medycyną. Chcę pomagać innym...tak jak kiedyś mi udzielono pomocy! Ale jestem tzw. wypadkowa. Spadam ze schodów tak tragicznie, że łamię sobie kość skroniową i doznaję wstrząsu mózgu. Długa rehabilitacja. Wymazane z życiorysu ponad 3 lata. Dochodzę do siebie. Już pamiętam to co powinnam i się nie jąkam. Jest OK!

 

Mijają lata. Wychodzę za mąż. Mężczyzna mojego życie wie, że nie będziemy mieli własnych dzieci. Uświadamia mi, że jest wiele dzieci wymagających opieki, chcących mieć własny dom! Nagle CUD! Okazuje się, że objawy grypowe to nie grypa! Lekarz oznajmia mi: jest pani w ciąży!...W piątym miesiącu...gorączka, osłabienie, potworne plamy na całym ciele...zatrucie. Zabieg!!! Nie wolno mi ponownie zachodzić w ciążę. Ale przecież jeśli już raz prawie się udało...Ja bardzo chcę!!! W październiku 1980 r. przychodzi na świat nasz pierwszy syn. Następnego syna rodzę w marcu 1983 r. W niedzielę 13-tego! O kolejnym dziecku zamarzyłam, po przeprowadzce do kupionego na obrzeżu miasta, domku! Miałam 35 lat i widząc młode dziewczyny z wózeczkami... Kubuś urodził się po 7 latach oczekiwań...bez wiedzy męża, przy jego współudziale zaszłam w ciążę mając 42 lata!


Mijały kolejne lata.
W październiku 2005 r, kiedy wracałam z pracy, na moje auto najechał swoim samochodem 82 letni staruszek. Doznałam skręcenia odcinka szyjnego kręgosłupa i wielu innych licznych obrażeń ciała. Na przestrzeni roku przeszłam wszelkiego rodzaju różne rehabilitacje i leczenia uszkodzonego kręgosłupa. Nie mogłam chodzić, początkowo siedziałam w wózku, potem poruszałam się o kulach zanim zdecydowałam się na operację. Zniosłam niesamowity ból. Przy kazdym najmniejszym ruchu.
Grudzień 2006 r. WCM Opole i wspaniały, młody neurochirurg. Operacja pod RTG, kilkugodzinna. Mam wszczepione inplanty tytanowe w odcinek szyjny. Jestem sprawna, ale wymagam dalszego leczenia i rehabilitacji!


Czerwiec 2008 r. Zauważam małą wielkości ziarna gorczycy kulkę pod lewą piersią. Ale najpierw jest ślub średniego syna, potem wakacje nad morzem.
No i w kwietniu tego samego roku byłam w ramach programu na mammografii, która nie wykazała zupełnie nic!
22 sierpnia idę na USG zlecone przez lekarza pierwszego kontaktu. To dzień po urodzinach mojego męża! W czasie badania p. doktor pyta: proszę pani czy mogę pokazać pielęgniarce, jak wygląda rak...pierwszy raz w życiu tracę przytomność. Nie pamiętam jak i kiedy wsiadłam do auta i jak dojechałam do domu!
Lekarz z mojej poradni daje mi skierowanie do Onkologii. Jest piątek. Od razu jedziemy tam z mężem, żeby się zarejestrować. Bardzo miła pani widząc strach i przerażenie ...rejestruje nas na następny tydzień, na poniedziałek.
Zaczynam gonitwę z czasem...po badaniu przez lekarza onkologa wiem, że guz jest znacznie większy. Biopsje..3 cienkoigłowe, jedna gruboigłowa. Chemia CAF półroczna - bez efektu...35 naświetlań radykalnych, bo guz jest bardzo złośliwy i już nie operacyjny. Ma prawie 12 cm. Mija czas...wszystko szybko i po znajomości.
9 września 2009 r.  mastektomia radykalna, dół pachowy, wszystkie węzły...w jednym jest przerzut.

Wracam do domu z oprzyrządowaniem, szwami...po 16 godzinach od zabiegu. Codzienne ściąganie chłonki, wizyty w poradni chirurgicznej. Kolejno ściągane szwy.
Żadnego leczenia dalej! Żadnego!
Jestem na badaniach kontrolnych co 3-miesiące. Regularnie sprawdzam drugą pierś...nie dzieje się nic. Ale nie czuje się dobrze. Dostaję skierowania na USG i RTG. W końcu wymuszam TK i PET-CT. Wymuszam skierowanie na wszczepienie PORTU - będzie potrzebny, już to wiem!!!
Są przerzuty do mostka, do całego mostka.
Po raz kolejny tracę przytomność, z bólu. Mąż zawozi mnie do poradni paliatywnej...i Bogu dzięki...bo Tramal juz nie działał od dawna, nawet jego największe dawki.
Dostaję Pamifos i Sevredol. Zaczynam pomału żyć...bez bólu. Mam plasterki Transectu...no, to juz rewelacja. Normalne życie, obowiązki w domu...naturalnie bez przesady. Okna myje moja kochana Jutka - synowa!

Ale...no właśnie, na przełomie stycznia i grudnia 2011/2012 r ...znowu wymuszone badania! Dwukrotnie wszczepiany PORT, bo raz się nie udało. W międzyczasie zamontowane dojście centralne z szyi.
Że tez to wszystko trzeba było na siłę...bo jak normalnie to słyszałam, że nie ma po co, wszystko pod kontrolą. Gówniana to była kontrola, skoro właśnie wtedy okazuje się, że są przerzuty do obu płuc i śródpiersia!!! Że są zmiany w wątrobie, nerce i tarczycy!

Pani doktor w rodzinnej onkologii pyta mnie, czy mam świadomość tego co się dzieje i mówi, że nie wie, co ze mną będzie za 3-4 tygodnie!...że nie ma dla mnie systemowego leczenia. Tak proszę pani, ja wiem co się dzieje, mam tego świadomość, pełną świadomość - mówię patrząc z lekkim uśmiechem kobiecie w oczy,...dostaję skierowanie do oddziału onkologii (nowo otwartego) w Katowicach. Bo ja chce ŻYĆ...bo mam ŻYCIE JEDNO...bo to jest tylko MOJE ŻYCIE!

W Katowicach dostaję się "w ręce" młodego lekarza onkologa, jestem Jego pierwszą pacjentką. Dostaję zlecenie na Docetaxel.

Nie zawiodę Pana panie doktorze...przez pół roku mąż wozi mnie tam i z powrotem. Czeka aż skończy się podłączona do Portu kroplówka. Nieraz i 12 godzin. Wyniki badań każdy raz są imponujące. Bardzo się o to staram. Już wiem, po kolejnej dawce chemii, że tylko ona trzyma mnie przy życiu. W międzyczasie jestem naświetlana jednorazowymi dawkami promieni paliatywnych p/bólowo!

15 maja ostatnia, szósta dawka Docetaxelu. Od 16 maja przez 5 dni zastrzyki Zarzio. Lyrica 75 mg , to lek dzięki któremu odzyskałam czucie w palcach rąk i nóg. Przeszedł ból i mrowienie. ŻYJĘ!
Teraz w trakcie kolejnych badań...przed kolejną chemią (bo własnie dzięki niej będę żyła)...tym razem ma to być Cisplatyna.

Niełatwo przechodzę każdy cykl...i po kroplówkach niejednokrotnie doświadczam piekła...ale wiem, że warto!!!

 

Po każdej burzy świeci słońce...tak też jest z naszym, moim samopoczuciem! Dla najbliższych, tych co nas wspierają i są przy nas blisko...dla nas samych!!! Już widzę zadowolenie w oczach mojego męża, że jestem zdecydowana na kolejną chemię, że chce walczyć...bo On chce żebym żyła. Bo minęły dopiero 34 lata naszego wspólnego, bez kłótni życia...
Nasi starsi synowie pozakładali rodziny. Mam dwoje wspaniałych wnusi. Bartuś ma 3 latka, Julcia niedawno skończyła roczek. Nasz najmłodszy syn, Kubuś ma dopiero 16 lat!


I ja będę walczyć do końca...pełna wiary, optymizmu i siły do walki!


Bo Życie jest Jedno i tylko Moje!

 

poleć znajomemu drukuj skomentuj rss
Oceń artykuł:

Autor

ewcia20066

Forum

Poczytaj również

  • 2014-10-05 08:30:00

    Onkolodzy: nowy lek wydłuża życie kobiet z rakiem piersi

     - Dzięki dodaniu nowego leku do standardowej terapii chore na agresywnego raka piersi z przerzutami żyją 1,5 roku...
  • 2006-10-25 00:00:00

    Leczenie przerzutów raka piersi do kości

    Przerzuty do kości są częstym zjawiskiem u osób z uogólnionym rakiem piersi. Problem ten dotyczy 65–75%...
  • 2010-02-16 00:00:00

    węzły chłonne pachowe

    Węzły chłonne są częścią naturalnego układu odpornościowego organizmu. Chłonka natomiast to nazwa płynu tkankowego,...
  • 2010-01-14 00:00:00

    markery nowotworowe

    Markery to substancje, których zwiększone stężenie we krwi można powiązać z toczącym się w organizmie procesem...
  • 2010-01-18 00:00:00

    progresja choroby nowotworowej

    Progresja choroby (progression of the disease) - zwiększenie się wielkości guza o ponad 25 proc. lub pojawienie się nowych...