Ocena:
oceń

rozmiar czcionki

|

|

poleć

|

drukuj

|

forum

|

2016-03-17 09:00:00

Dyrektorzy centrów onkologii o finansach: jeszcze nigdy nie było tak źle.

 Wszystkie wielospecjalistyczne ośrodki onkologiczne w Polsce mają obecnie ten sam problem: straty wynikające z obniżonej wyceny osobodni w radio- i chemioterapii oraz zbyt niskiej ceny punktu rozliczeniowego. Dyrektorzy tych placówek alarmują, że brak rozwiązań w tej kwestii prostą drogą poprowadzi do finansowej katastrofy.

Dyrektorzy centrów onkologii o finansach: jeszcze nigdy nie było tak źle.

Dyrektorzy centrów onkologii o finansach: jeszcze nigdy nie było tak źle.

 Marzena Juczewska, dyrektor Białostockiego Centrum Onkologii im. Marii Skłodowskiej-Curie nie ukrywa, że zależy jej na czasie: BCO straciło płynność finansową, co zdarzyło się po raz pierwszy w historii tej placówki.

Bezpośrednią przyczyną jest obniżenie wyceny osobodni w zakresie radio- i chemioterapii, wprowadzone z dniem 1 stycznia 2015 r., wraz z wejściem w życie pakietu onkologicznego. Np. w przypadku radioterapii zmiana ta oznacza drastyczne przejście od dotychczasowej kwoty 416 zł do kwoty 156 zł, która ma stanowić rzeczywistą cenę pobytu pacjenta przez dobę w oddziale szpitalnym, prowadzącym radioterapię.

- W efekcie nasze straty z tego tytułu za ubiegły rok wynoszą 5,8 mln zł - mówi Rynkowi Zdrowia Marzena Juczewska. - Jeśli każdy pacjent generuje stratę w wysokości 260 zł, oznacza to tylko tyle, że natychmiast trzeba znaleźć rozwiązanie, ponieważ na trwanie w tej sytuacji nie możemy sobie pozwolić - dodaje.

Płacą za błędy innych
Deficyt w BCO wiąże się również, podobnie jak w innych centrach onkologicznych, z problemami w rozliczaniu badań diagnostycznych w ramach pakietu onkologicznego.

- Problemów tych nie rozwiązuje wsparcie Podlaskiego Oddziału Wojewódzkiego NFZ, który umożliwia przesunięcia pomiędzy zakresem limitowanym i nielimitowanym - wyjaśnia Marzena Juczewska.

I wskazuje, że niewłaściwe prowadzenie karty DiLO zanim pacjent trafi do placówki onkologicznej, uniemożliwia centrum onkologii odzyskanie choćby części nakładów poniesionych w związku z koniecznością dokończenia diagnostyki chorego.

Ten problem znany jest dobrze także w innych ośrodkach.

- Kwoty wynikające z błędnie wystawionych kart sięgają u nas obecnie ok. 5 mln zł. NFZ tego nie sfinansował - mówiła w lutym Beata Jagielska, zastępca dyrektora ds. lecznictwa Centrum Onkologii - Instytutu im. Marii Skłodowskiej-Curie w Warszawie podczas Kongresu Wyzwań Zdrowotnych w Katowicach.

50 gr to duża różnica
Dyrektor BCO zaznacza, że kolejną przyczyną pogarszającej się sytuacji finansowej lecznicy jest wycena punktu rozliczeniowego w umowach z NFZ, pozostająca od 2012 r. na tym samym poziomie.

- Gdy w roku 2012 podniesiono nam wycenę punktu o 1 zł, było nas stać na 5-procentową podwyżkę uposażeń dla pracowników. Gdyby do obecnej wyceny punktu, która wynosi 52 zł, dodano zaledwie 50 gr, pozwoliłoby to na wyjście z obecnych problemów finansowych - wskazuje dyrektor Juczewska. 

 Dodaje, że wycena punktu nie zmieniła się od kilku lat, podczas gdy w tym czasie koszty nowoczesnych procedur wdrażanych w terapiach onkologicznych znacząco wzrosły. Przypomina jednocześnie, że wycena w ogóle nie uwzględnia jakości, bo chociaż BCO - oprócz certyfikatu ISO 9001:2008 - ma akredytację ministra zdrowia przyznaną przez krakowskie Centrum Monitorowania Jakości w Ochronie Zdrowia, nie uzyskuje w związku z tym niczego poza prestiżem.

- Na razie obecna wycena punktu rozliczeniowego generuje nam rocznie straty w wysokości ok. 10 mln zł - mówi Marzena Juczewska.

Nie ukrywa ponadto, że i tak trudna sytuacja BCO jest jeszcze trudniejsza w związku z trwającą rozbudową szpitala. Póki co zakończył się jej pierwszy etap o wartości 81 mln zł, sfinansowany ze środków europejskich, samorządu województwa podlaskiego oraz środków własnych placówki.

- Do zakończenia inwestycji pozostaje jeszcze realizacja etapu drugiego, o wartości 58 mln zł, której - biorąc pod uwagę problemy finansowe - nie możemy rozpocząć. Tymczasem brak zakończenia rozbudowy i, co za tym idzie, niemożność osiągnięcia pełnych mocy przerobowych, generuje nam kolejne straty i powoduje, że problemy narastają. I tu koło się zamyka - podsumowuje Juczewska.

Rozwiązania doraźne nie wystarczą
Dyrektor BCO zaapelowała o pomoc w przeprowadzeniu zmian w finansowaniu do podlaskich parlamentarzystów. Także samorząd województwa podlaskiego zapowiada wystąpienie o analizę wyceny niektórych procedur.

Problemy finansowe narastają też w Dolnośląskim Centrum Onkologii we Wrocławiu.

- Na obniżeniu wyceny osobodni w radio- i chemioterapii straciliśmy kilka milionów złotych. Jeśli udało nam się uniknąć straty za rok 2015, to jedynie dzięki temu, że NFZ zapłacił nam za nadwykonania z poprzednich lat. Nie zmienia to jednak faktu, że jest to sytuacja jednorazowa i stanowi tylko rozwiązanie doraźne - mówi nam doc. dr hab. Adam Maciejczyk, dyrektor DCO. 

 Dyrektor nie ukrywa, że poprzednia wycena osobodnia np. w radioterapii była wysoka i można ją było obniżyć o kilkadziesiąt złotych, ale nie o ponad 60 proc.

- Od początku było jasne, że centra onkologii nie wytrzymają tego finansowo. Tym bardziej, że grupa pacjentów, którzy muszą być hospitalizowani w trakcie radioterapii, wcale nie jest mała. Trudno np. wyobrazić sobie, że chory z zaawansowaną chorobą nowotworową poddawany leczeniu skojarzonemu jednoczasowo chemioradioterapią będzie przebywał w domu - dodaje.

Adam Maciejczyk przypomina, że centra onkologii dopłacają także dużo do diagnostyki.

- Pacjenci trafiają do nas z innych lecznic, realizujących pakiet onkologiczny z badaniami złej jakości. Trzeba je powtarzać, a to kosztuje i stanowi kolejny dowód, że onkologią powinni zajmować się eksperci - zaznacza dyrektor.

Ten problem również odczuwany jest we wszystkich wielospecjalistycznych ośrodkach onkologicznych.

- W jaki sposób powstają straty? Oto przykład. Do kliniki trafia pacjent z mięsakiem i zakończoną diagnostyką w ramach pakietu. Okazuje się, że ma wykonane badanie USG, choć powinien mieć badanie rezonansem. Musimy to badanie wykonać w naszej placówce, ale już bez szans na sfinansowanie z pakietu - wyjaśniał podczas Kongresu Wyzwań Zdrowotnych prof. Piotr Rutkowski, kierownik Kliniki Nowotworów Tkanek Miękkich, Kości i Czerniaków CO-I w Warszawie.

Prof. Jacek Fijuth, przewodniczący Zarządu Głównego Polskiego Towarzystwa Onkologicznego podczas HCC wskazywał także, że gdy pacjent trafiający po konsylium do specjalistycznego ośrodka onkologicznego ma nie w pełni wykonaną diagnostykę, konieczne jest uzupełnienie luk.

- To naturalnie kosztuje i zajmuje dodatkowy czas, a zapis ustawowy mówi wyraźnie, że od konsylium do rozpoczęcia leczenia nie może upłynąć więcej niż 14 dni. Jeśli czas zostanie przekroczony, chory wypada ze ścieżki nielimitowanej i wchodzi na limitowaną, co rodzi liczne problemy, w tym finansowe, dla szpitala - dodał prof. Fijuth.

Dyrektor DCO nie ukrywa, że sytuacja finansowa placówki jest obecnie trudna.

- Nigdy jeszcze nie było tak źle. Należy jednak zauważyć, że Dolnośląski OW NFZ służy nam wsparciem i pomocą. Trzeba to docenić, bo z taką sytuacją nie mieliśmy wcześniej zbyt często do czynienia - mówi Adam Maciejczyk.

OCO też na minusie
Pogłębiają się również problemy Opolskiego Centrum Onkologii, które w 2015 r. otrzymało z tytułu obniżonych stawek za osobodzień w radio- i chemioterapii o ok. 3,7 mln zł mniej niż w roku 2014. 

 Jak mówił w lutym PAP odpowiedzialny za ochronę zdrowia wicemarszałek woj. opolskiego Roman Kolek, pakiet onkologiczny poskutkował większą aktywnością ośrodków onkologicznych, jednak ze względu na jednoczesną zmianę wycen części świadczeń onkologicznych aktywność ta przyniosła centrom onkologii poważne straty. Przykładem może być sytuacja OCO, które po raz pierwszy od 11 lat odnotowało ujemny wynik finansowy.

Roman Kolek dodał, że OCO nie straciło wprawdzie płynności finansowej, ale jeśli nie zostaną podjęte kroki w kierunku zmian w finansowaniu i sytuacja będzie się powtarzać, mogą pojawić się zagrożenia dla placówki.

Samorząd województwa opolskiego i wojewoda już zasygnalizowali problem w NFZ i MZ licząc, że potrzeba rozwiązań systemowych "znajdzie zrozumienie w decyzjach dotyczących polityki zdrowotnej państwa, w tym resortu zdrowia".

źródło: www.rynekzdrowia.pl
poleć znajomemu drukuj skomentuj rss
Oceń artykuł:

Autor

Poczytaj również