Ocena:
oceń

rozmiar czcionki

|

|

poleć

|

drukuj

|

forum

|

2010-04-12 12:51:26

Wspomnień czar

Trudna matematyka


I stało się...
W czwartej klasie przestałam rozumieć matematykę. Wcześniej nie było z nią większych problemów. Nie wiem czy to zbyt ambitny program Bolka , czy niewydolność mojego umysłu była tego przyczyną. Osobiście wolę przyjąć pierwszy wariant// oczko.
Nie pomagały godziny spędzone nad zadaniami. Kompletne zaćmienie umysłu.
Przez pierwsze dwa miesiące skrupulatnie notowałam, a wiecie , ze nie było to rzeczą łatwą przy tempie tego , co pojawiało się na tablicy i znikalo.
Deską ratunku była dla mnie przesympatyczna Ela S. z Podjuch z która siedziałam i to właśnie ona na sprawdzianach i pracach klasowych robiła swoje i moje zadania (Elu, buziaki, próbuje dotrzeć do Ciebie).
Doszłam do wniosku , ze siedzenie i słuchanie czegoś z pogranicza chińszczyzny nie ma sensu. Trzeba było jakoś mądrze wykorzystać ten czas.
Zaczęłam czytać książki - pod ławką , oczywiście. Ten proceder uprawiałam dosyć długo smiling smiley
Pamiętam , że podczas którejś matematyki, akurat zalewałam się łzami nad losem Scarlet O'Hary, gdy jakaś przyjazna dusza szturchnęła mnie. Profesor szedł w moim kierunku. Błyskawicznie schowałam książkę pod marynarkę.Widząc moją zapłakaną twarz spytał , co się dzieje. Odpowiadam , że źle się czuję. A że wcześniej miałam na koncie kilka zasłabnięć na apelach, więc zabrzmiało to chyba wiarygodnie.

Przestraszyłam Go chyba solidnie, bo wyjrzał na korytarz i poprosił jakiegoś przechodzącego nauczyciela o zaprowadzenie mnie do lekarza. Były to czasy, kiedy liceum miało gabinet lekarski i dentystyczny, Szłam , jak na ścięcie głowy, wciąż trzymając się za klatkę piersiową, żeby książka nie wypadła.
W gabinecie przesympatyczna pani dr G. kazała mi się rozebrać. Z płaczem ( tym razem ze wstydu), opowiedziałam jej całą historię. Dzięki Jej wyrozumiałości i tajemnicy zawodowej// śmiech, historia ta dopiero teraz ujrzała światło dzienne.

 

PRZEPRASZAM PANIE PROFESORZE, JUŻ NIGDY WIĘCEJ NIE CZYTAŁAM POD ŁAWKĄ, PRZYNAJMNIEJ NA MATEMATYCE.


 

Próbna matura

Co mi utkwiło? Ano... oblana matura próbna z języka polskiego. Zawsze miałam bardzo dobre oceny, w skrytości ducha wybierałam się na polonistykę.
Pisałam temat, nie pamiętam już go dokładnie, w każdym razie z "Medalionów" Nałkowskiej. Podstawą było opowiadanie "Przy torze kolejowym". Pamiętacie zapewne. Grupa ludzi ucieka z transportu, ranna kobieta zostaje. Jest zbyt daleko lasu, ludzie boją się jej pomóc. Ostatecznie zabija ją młody człowiek, który wcześniej przyniósł jej papierosy i wódkę. Mam nadzieję, ze nic nie pokręciłam.
W temacie pracy miałam się ustosunkować do postawy tego młodego człowieka.
I się ustosunkowałam...
Pióro zawsze miałam lekkie, więc z rozmachem zaczęłam bronić owego człowieka, że spełnił wolę kobiety,
że nie miała szans. W sumie chciałam udowodnić , że był to akt miłosierdzia wobec uciekinierki, która i tak zginęłaby , może w bardziej okrutny sposób.
Kiedy moja ukochana polonistka prof. Siarkiewicz doszła do mojej pracy, zrobiła dłuższą przerwę.
Praca była nienaganna stylistycznie,kompozycyjnie, ortograficznie, ale... PAŁA !!!
Boże, co ja wysłuchałam, Sodoma i Gomora, że faszystka, że nie ma we mnie ludzkich uczuć. Czułam , jak kurczyłam się coraz bardziej pod gradem oskarżeń pani profesor.
Nie trzeba było dużo czasu, abym zrozumiała, że "nadzieja umiera ostatnia" (cytat z tytułu książki H. Birenbaum).
Na maturze właściwej pisałam temat z Odrodzenia. Bezpieczniej.

 

Święto Edukacji

Święto Edukacji jest okazją , aby nagrodzić nauczycieli dobrym słowem ( i nie tylko).
Zostałam zaproszona na uroczystość do UMiG w G. Jak zwykle w tamtych czasach wpadłam w ostatniej chwili.Brak doświadczenia w bywaniu na takich imprezach sprawił, że musiałam zasiąść tuż przy stole "honorowym". Na dodatek było tylko jedno wolne miejsce, (liczyli?),stare, zniszczone krzesło z podartą ceratą na siedzisku i sterczącymi drzazgami. Niewiele myśląc wzięłam kilka serwetek i nakryłam nimi to , co mogło zniszczyć nabytą drogą kupna na tę okazję kreację.
Siadłam ostrożnie i starałam się nie poruszać, żeby zbytnio nie czuć kłującego podłoża.
Rozejrzałam się po sali, najpierw stół - grzech obżarstwa, potem pomachałam dyskretnie znajomym.
Gala niesamowita. Występy dzieci i młodzieży, przemówienia ciągnące się w nieskończoność. Z zazdrością patrzyłam na siedzących z tyłu a raczej tyłoboku, którzy mogli rozmawiać i konsumować. Moje miejsce było tak niefortunne, że smakołykami mogłam nasycić tylko wzrok.
Nagrody, podziękowania ...
Po 7 lekcjach i zajęciach w MDKu byłam tak zmęczona, ze gdybym miała wygodniejsze krzesło, z pewnością udałoby mi się zdrzemnąć. Niestety, z konieczności byłam najpilniej obserwującym przebieg wydarzeń uczestnikiem.
W końcu przyszła kolej na szaraczki do których grona i ja się zaliczałam.
Padło moje imię, nazwisko, nazwa szkoły. Wstałam i weszłam na podium.
Najważniejszy Człowiek Na Sali wręczył mi nagrodę, drugi kwiatka, cmok w rączkę. Od kiedy wstałam zauważyłam dziwne miny , wręcz śmiechy na sali. Speszyło mnie to, ale że lubię interpretować fakty na swoją korzyść, pomyślałam, że ludziska z nudów się zabawiają. Jeszcze tylko zdjęcie dla lokalnej prasy... i wtedy podbiegła kobieta i odczepiła od mojego siedzenia... serwetki, które poszły wraz ze mną (!).Czułam się okropnie.
Teraz po latach myślę, że i tak miałam dużo szczęścia. A gdyby krzesło się ze mną nie wybrało..


 

Wagary

Nasz zacny wychowawca wyznawał zasadę : jesteś dorosły, odpowiadasz za siebie.
Miało to chyba tylko jedną dobrą stronę - mogliśmy po ukończeniu osiemnastego roku życia SAMI PISAĆ USPRAWIEDLIWIENIA NIEOBECNYCH GODZIN CZY DNI.
Większość z nas wkroczyła do czwartej, maturalnej klasy z dowodem osobistym, byliśmy dorośli!
Skoro tak, to trzeba było to jakoś wykorzystać, tym bardziej , że usprawiedliwienie nie musiało być potwierdzane przez rodziców.
Początek września, piękna pogoda, wystarczyło hasło : jutro idziemy na wagary.
Nie wiem tylko , jak to się stało, że ja taka układna panienka//oczko, też się zwerbowałam, sama, bez żadnych nacisków , a może były?
Nazajutrz rano okazało się, że jest mglisto, chłodno i zanosi się na deszcz.
Decyzja zapadła dzień wcześniej, do epoki telefonów komórkowych było dość daleko, nie mieliśmy ze sobą książek ani zeszytów, tylko tzw. suchy( i nie tylko) prowiant smiling smiley
Poszliśmy (chyba sześcioosobową grupą) na most. Jak wagary to wagary. Nie po to cieszyliśmy się z nich całe popołudnie i rano, żeby teraz rezygnować.
Pogoda zupełnie nie chciała brać udziału w naszym wypadzie, bo zaczynało coraz bardziej padać.Nie wiedzieliśmy, co robić. Wracać do domu? Co powiemy rodzicom? Stać pod jakimś okapem w mieście czy przysiąść na dworcu nie można było ze względu na tarcze na rękawach. Groziło to kłopotami.
Zdegustowani kryliśmy się na obrzeżach miasta i ... wcale nie było przyjemnie.Z trudem dotrwaliśmy godziny ukończenia lekcji i szczęśliwi wróciliśmy do domu.

Jednak dla mnie emocje związane z wagarami nie skończyły się. Około 18 wrócił ojciec z pracy i pyta : co w szkole? Zdębiałam , nigdy nie pytał. Próbowałam iść w zaparte, że wszystko w porządku. Kiedy z jego miny wywnioskowałam , że to nie przelewki, z płaczem przyznałam się do popełnionego przestępstwa.
Okazało się, że ojciec spotkał mojego wychowawcę , który zatroskany spytał, co się stało, ze nie było mnie w szkole...
To się nazywa mieć fart....

poleć znajomemu drukuj skomentuj rss
Oceń artykuł:

Autor

Sara

Forum

Poczytaj również

  • 2010-02-16 00:00:00

    węzły chłonne pachowe

    Węzły chłonne są częścią naturalnego układu odpornościowego organizmu. Chłonka natomiast to nazwa płynu tkankowego,...
  • 2010-02-15 00:00:00

    O chemioterapii bez stresu

    Diagnoza nowotworu piersi tak bardzo wytrąciła mnie z równowagi. Wpadłam w taką bezdenną otchłań, w tak bezmierna...
  • 2011-10-04 21:02:18

    Moja historia - joanna_w29

    Mam na imię Asia, mam 31 lat i jestem Amazonką... trudno mi tak o sobie myśleć, trudno mówić... Wszystko zaczeło...
  • 2010-01-13 00:00:00

    gruczolakowłókniak

    Łagodna zmiana w piersi. Najczęściej twardy, ruchomy, dobrze odgraniczony od otoczenia guzek. Rozpoznać go można dzięki...
  • 2010-01-14 00:00:00

    guz

    Wyczuwalne zgrubienie, stwardnienie lub zmiana, którą można znaleźć wykonując badania (prześwietlenie, USG). Może...