nie mam ochoty byc prekursorka nowej mody
chyba odnowicielką/wskrzesicielką bardzo starej mody Nawet, chciałoby się rzec, mody pre_historycznej
*
A ja przylazłam tutaj, coby Wam opowiedzieć moją dzisiejszą przygodę. Będzie to opowiadanie pod tytułem: jak blondynka kupowała kwiatki.
No bo rano zachciało mi sie kwiatków. Co samo w sobie nie jest dziwnym zachowaniem dla blondynki. Ale już pojechanie w takim celu w miejsce specjalne, czyli na Plac Zbawiciela w Warszawie, już zdaje się być podejrzane. No bo będąc blondynką lubię sobie robić blondynkowate przyjemności. Czyli niespiesznym krokiem przejść się wokół placu zastawionego stolikami kawiarnymi, posmakować świeżej bułeczki z kultowej piekarni, kupić truskawki od staruszki spod kościoła, zaszpanować rozwianym włosem i wysokim obcasem, no i oczywiście kupić bukiecik konwalii.
Gdy podchodziłam do kwiaciarki na rogu od razu spostrzegłam siedzącą na ławce gromadę dziwnych ludzi. Z kamerami i z mikofonami. Ale przecież nie tylko ja lubię się polansować w takim miejscu, prawda? Przecież zapewne czekają tu na jakieś znane osobistości, żeby upolowac wywiad...
Odwrócona do nich tyłem długo wybierałam bukiecik. I siódmym zmysłem czułam jak mnie osaczają. Gdy chowałam porfel miałm już wokół siebie dwóch reporterów, dwie kamery, kilka mikrofonów...
Moje zaskoczenie było wielkie. No bo o co chodzi? O konwalie???
- Co pani sądzi o Euro? - usłyszałam
- Nooo... w sprawie Euro to ja generalnie, jako mieszkanka Warszawy, to mi się nie podoba. Bo bym na ten czas chciała wyjechać, bo Warszawa nie jest do Euro zupenie przygotowana i nie będzie można normalnie w tych dniach funkcjonować - kwestię mam przemyśłaną, no to blondynka powiedziała, co myślała...
- No taaak - pani od mikrofonu troszkę się speszyła - ale ja się pytam, co pani myśłi o wprawdzeniu waluty euro w Polsce?
No i mnie zatkało. I wybuchnelam, zapewne z powodu napięcia spowodowanego zaskoczeniem, panicznym śmiechem. I nie mogłam wcale przestać.
- No bo przeciez euro, czy tego chcemy czy nie, zostanie wprowadzone - przez łzy śmiechu próbowała nawiązac kontakt pani reporterka...
- Aaaa, waluta euro (hahaha)... no to ja jestem generalnie za (hahaha)
- Ale dlaczego pani jest za? - reporterka dusi się ze śmiechu, pan od kamery drży od wewnętrznego rechotu, dźwiękowcowi trzęsą się ręce.
- bo tak jest wygodniej (hahaha), wystarczy jedna portmonetka (hahaha), żeby kowalie kupić czy to tu czy w Berlinie....
- No to pani dziękujemy...
*
No i poszłam ciągle nie mogąc zdusić śmiechu. I tak szłam przez Plac Zbawiciela śmiejąc się do rozpuchu.
Tylko, tak na prawdę, nie wiem z czego tak się śmiałam.
Będą blondynką w tak zwanym średnim wieku, uzmysłowiłam sobie, że nie mam przemyśłanych bardzo podstawowych rzeczy. I tak na prawdę mnie one nie interesują.
Śmiać się? czy płakać?
Oto dylemat blondynki.
Gdybyście zobaczyli pewnego razu w tv pewną blondynkę wypowiadającą się na temat euro... prosze o łagodny wymiar zalania jej śmiechem...
Do śmiechu mi chwilowo wcale nie jest... bo ja myślałam jakoś, że w sobotę będzie 27-go. I jutro zaplanowałam odwiedzić swoją mamę, bo w sobotę nie mogę. I mi się pokiełbasiło... Jak ja to zrobiłam?
Chyba jakoś nie mogę się w tej realności połapać. Znacznei lepiej mi idzie łapanie się w fantazjach
24-05-2012
cały wątek
24-05-2012
cały wątek
24-05-2012
cały wątek
24-05-2012
cały wątek
24-05-2012
cały wątek