Avatar

Przebieg choroby

We Wrześniu 2008 roku wykryłam u siebie sporego guzka w prawej piersi. Ani przez moment nie pomyślałam, że może być to coś groźnego. Jestem optymistką i choć wiedziałam, że może być różnie to wiedziałam że cokolwiek by to nie było będę walczyć, bo jestem młoda i mam marzenia. W pierwszej chwili powiedziałam o tym tylko młodszej siostrze. Nie chciałam mówić mamie, nie chciałam jej denerwować. Potem poszłam do szkoły i kiedy wróciłam, mama już wiedziała. Powiedziała, że muszę iść do lekarza. Poszłam i dostałam skierowanie do chirurga onkologicznego a stamtąd na biopsje. Już na oddziale zgromadzeni ludzie patrzyli na mnie dość dziwnie. Z politowaniem ale i ze zrozumieniem. Byłam tam najmłodsza, przestraszona. Po kilku dniach dowiedziałam się że to gruczolakowłókniak. Na początku brzmiało to dość groźnie, ale w internecie wyczytałam że to nic bardzo groźnego i dość pospolitego. W szkole zachowywałam się normalnie, jak zawsze. Wiedzieli ci którzy musieli.  Ponieważ musiałam się poddać zabiegowi usunięcia guza. Miał w momencie wykrycia 2,2 cm. W szkole byłam wręcz podziwiana bo nie dałam po sobie poznać że mam jakieś problemy. Podczas zabiegu byłam przytomna i rozmawiałam z lekarzem. Chciałam wziąć nawet guza na pamiątkę ale niestety nie mogłam. Miałam wielkie wsparcie rodziny, która wspierała mnie od początku. Mimo, że nie było to nic groźnego to dla mnie był szok. Dlatego teraz wiem jak warto się regularnie badać. Przestrzegam teraz wszystkie swoje koleżanki, żeby nie musiały się denerwować tak jak ja. Guza od początku nazywałam przyjacielem. Wiem, to dziwne, jednak mi było łatwiej. Przyjacielem, ponieważ to nie był guz złośliwy a otworzył mi oczy na wiele spraw. Przecież ze mną miejszkał i był częścią mnie. Dzisiaj jestem wdzięczna że skończyło się tylko tak. Wiem, że mogłam się modlić i prosić Boga żeby mnie oszczędził. Ja jestem ateistką i wiem, że gdyby Bóg istniał to nie skazałby mnie na taki stres...