Ocena:
oceń

rozmiar czcionki

|

|

poleć

|

drukuj

|

forum

|

2015-01-25 11:04:17

Interpretacja przypadku

Moja siostra 33 lata miała w zeszłym roku zdiagnozowanego raka piersi. Poszła do szpitala bo koło piersi zrobił jej się krwiak, którego potem czyszczono, ale powracał, a przy tej okazji odkryto raka. Operację miała zaraz dwa dni po zdiagnozowaniu raka, bo z krwiaka zrobił jej się krwotok i lekarze bali się, żeby się nie wykrwawiła. czyli operacja była 8 października. Lekarz prowadzący powiedział, że ma mieć 4 chemie, potem radioterapię i potem przez rok herceptynę. Dziś miała mieć ostatnią chemię. Pojechała do szpitala, a tu jakaś lekarka, która była akurat przy podawaniu chemii powiedziała, że ma mieć jeszcze 4 i po każdej teraz ma zostawać w szpitalu na parę dni. Niby wyniki ma ok, ale jakichś szczegółowych badań jej nie robili, żeby dodać jej jeszcze 4 chemie. Na pytanie dlaczego, to pani doktor odpowiedziała: tak musi być, bo NFZ tego wymaga. Niestety nie było jej onkologa prowadzącego. Dziwne jest to, że na temat raka też jej niewiele powiedziano. Wiem, bo pytałam siostrę i robiła mi zdjęcia swoich papierów, że stopień złośliwości miała 3, duży był na 0,4 cm i miała już przerzuty na węzły chłonne i dlatego wycięto jej 10 i 13 - z tego tam gdzie 10 zajęty był 1, a tam gdzie 13 - 3. Nic więcej jej nie powiedziano. Lekarz prowadzący powiedział, że chemia ma być zapobiegawczo, bo raka już nie ma. To na jakiej podstawie mogą jej dodać jeszcze 4 chemie? Powinna siostra tak to zostawić, czy kontaktować się z innymi lekarzami? Siostra do tej pory całkiem dobrze to wszystko znosiła, to teraz się załamała, bo skąd nagle z 4 zrobiło się 8 chemii. I ja nie rozumiem na jakiej podstawie, bo nie robiono jej żadnych badań, tylko podstawowe krwi, które były dobre, bo by dziś nie dostała chemii.

 

Odpowiedź:

 

Po pierwsze, byłoby dobrze, gdyby opanowała Pani emocje, bo to nie pomaga w rozumieniu sytuacji.
Z listu wynika, że zamiast zebrać dokładne informacje o rodzaju operacji i o wyniku badania mikroskopowego, w tym także o receptorach, denerwuje się Pani na "jakąś lekarkę". Zapewniam Panią, że w żadnym ośrodku onkologicznym stosującym herceptynę nie podejmują decyzji "jacyś lekarze", tylko specjaliści w dziedzinie onkologii klinicznej!
A ja na podstawie strzępków informacji wnioskuję, że Pani siostra zachorowała na raka piersi z nadmierną ekspresją receptora HER2. Ma zajęte 4 węzły chłonne. I najpewniej z powodu nerwów, które towarzyszą wiadomości, że rozpoznano nowotwór, który wymaga leczenia, siostra nie do końca usłyszała (lub zrozumiała) wszystkie informacje.
Standardowo w przypadku rozpoznania choroby w takim stopniu zaawansowania podaje się 4 kursy jednego rodzaju chemioterapii, a następnie 4 drugiego rodzaju (niekiedy ten drugi lek podaje się 12 razy co tydzień, bo jeden kurs składa się z trzech cotygodniowych dawek leku). Równocześnie z drugim lekiem (domyślam się, że jest to paklitaksel) siostra może rozpocząć przyjmowanie herceptyny. A to wymaga między innymi zbadania serca. Gdyby nie zrobiono tego w szpitalu, wściekałaby się Pani na lekarzy, że zlecają siostrze badania poza ośrodkiem.

poleć znajomemu drukuj skomentuj rss
Oceń artykuł:

Poczytaj również