Ocena:
oceń

rozmiar czcionki

|

|

poleć

|

drukuj

|

forum

|

2016-03-24 09:15:57

Ciąża po leczeniu raka piersi - cd.

Kontynuacja pytania "Ciąża po leczeniu raka piersi" z 20 marca 2016 r.

 


Po pierwsze chciałam podziękować za odpowiedź oraz dodać zapytania.
Pierwszy raz usłyszałam o zwiększonym ryzyku nawrotu raka w przypadku niskiej ekspresji hormonalnej, tzn. nikt mi wcześniej tego nie powiedział.
Jeśli tak jest to czy hormonoterapia ma w ogóle sens? Chodzi mi o to, że nie chcę niepotrzebnie stosować dość obciążającą kurację.
Podczas wizyty w poradni genetycznej Pan doktor na podstawie wywiadu rodzinnego stwierdza istnienie rzadkiej mutacji, której nie odnaleziono w żadnych badaniach wykonywanych w ramach nfz - przypomnę zachorowania na raka piersi (mama) a jej kuzynki na raka jajnika i piersi. Mama w wieku 32 lat po raku piersi miała sunięte jajniki(?) co ma działanie jak hormonoterapia - a i tak w wieku 50 lat zachorowała na raka drugiej piersi.
To, że ciąża nie pogarsza rokowania słyszę wszędzie a mimo to jest to dla mnie bardzo wątpliwe. Bo jeśli tak jest to dlaczego taka ciąża jest mi odradzana i to nie w okresie pierwszych dwóch lat tylko w ogóle.
Czy nie jest tak, że w czasie ciąży spada odporność organizmu matki? A to już ma wpływ na możliwość wystąpienia choroby czy jej przebieg.
Z drugiej strony czy może być tak że taka ciąża i długie karmienie może chronić przed rakiem w sensie braku miesiączki owulacji itp czy jednak bum hormonalny jest tak duży, że w przypadku raka mniej lub bardziej hormonozależnego może to zwiększyć szanse nawrotu?
I chciałam zapytać o to zdanie: "Może łatwiej będzie Pani podjąć decyzję po wykonaniu badania genetycznego.
Wówczas na szali po jednej stronie ryzyko zachorowania na raka jajnika/drugiej piersi a na drugiej skutki wcześniejszej menopauzy"
O czym Pani doktor pisze? Czy o hormonoterapii czy o mastektomii i usunięciu jajników? Co zmienia badanie genetyczne w przypadku zachorowania na raka piersi w wieku 32 lat? Czy jeśli jestem obciążona genetycznie rakiem piersi i jajnika to hormonoterapia jest właściwa skoro ona sama zwiększa ryzyko zachorowania na raka jajnika? I w końcu stawianie tak sprawy uważam za bardzo nieuczciwe. Decyzja wcale nie jest taka prosta.
Bardzo przepraszam za być może zbyt emocjonalny wpis ale to ciągle nie jest dla mnie bułka z masłem. Czy jeśli nie zgodzę się na proponowane leczenie czyli np. hormonoterapię mogę liczyć na opiekę lekarską? Już raz podczas leczenia poprosiłam lekarza o przeczekanie z podaniem czynnika wzrostu na rzecz witamin b2 i b6, które brałam wcześniej wg zaleceń lekarza podczas spadku odporności co skutkowało. Zostało to potraktowane jako odmowa przyjęcia leku i miałam potem z tego powodu wiele nieprzyjemności w ośrodku w którym się leczyłam.

 

Odpowiedź:

 

Myślę, czytając Pani "emocjonalny wpis", że pierwszą rzeczą, którą powinna pani zrobić jest konsultacja onkopsychologa. On pomoże Pani odnaleźć się w nowej i bezsprzecznie trudnej sytuacji życiowej. A wtedy może nie będzie pani miała żalu do mnie i innych lekarzy, że proponują Pani rozwiązania odmienne od Pani wyobrażenia o najlepszym postępowaniu. Jestem przekonana, że żaden onkolog nie chce pani zrobić krzywdy.
Nie chciałam powiedzieć niczego innego, ponad to co powiedziałam i nie wiem, co ocenia Pani jako nieuczciwe.
Potwierdzenie istnienia mutacji dałoby podstawę do sugerowania mastektomii (zabieg nie jest refundowany) i usunięcia jajników. Teraz można się tylko domyślać, że ma Pani jakąś mutację, której jeszcze u nas się nie oznacza.
Nie wiem, która hormonoterapia zwiększa ryzyko zachorowania na raka jajnika.
Istnieje wiele dowodów na to, że ciąża nie zwiększa ryzyka nawrotu. W pani korespondencji widzę sprzeczność: skoro uważa Pani, że ciąża zwiększa ryzyko nawrotu, do dlaczego szuka Pani możliwości zajścia w ciążę jak najszybciej?
Sposoby zapobiegania neutropenii, o których pani pisze i które chciała Pani stosować zamiast proponowanych przez lekarza prowadzącego zastrzyków były w użyciu lekko licząc trzydzieści lat temu. I wszyscy onkolodzy i ich pacjenci z ulgą przyjęli pojawienie się czynników wzrostu.
Nie ma obowiązku poddawania się leczeniu raka. Jeśli podejmie pani decyzję o obserwacji zamiast hormonoterapii, to lekarz prowadzący odnotuje to w dokumentacji i będzie Panią dalej obserwował, wykonując niezbędne badania kontrolne.

Pani mama żyła bez nowotworu przez 18 lat od operacji usunięcia jajników. Jej ryzyko zachorowania na raka drugiej piersi stało się bliskie ryzyku populacyjnemu, więc sądzę, że nie ma podstaw do mówienia o nieskuteczności hormonoterapii.

poleć znajomemu drukuj skomentuj rss
Oceń artykuł:

Poczytaj również

  • Avatar

    2022-05-28 09:22:05

    Torbiel w miejscu gdzie był guz

    Ponad rok temu przeszłam operację oszczędzającą raka piersi her2 +++, niehormonalnego. W wyniku histopatologicznym po...
  • Avatar

    2022-05-20 09:53:19

    Graviola

    Mam pytanie odnośnie suplementu diety Graviola. Czy można i warto stosować (w jakiej formie najlepiej)? Czy nie wchodzi w...
  • Avatar

    2022-04-22 09:55:22

    Tamoxifen a kozieradka

    Cztery lata temu miałam operację usunięcia raka piersi. Był to rak hormonozależny. Aktualnie biorę Tamoxifen. Mam problem z...