Ocena:
oceń

rozmiar czcionki

|

|

poleć

|

drukuj

|

forum

|

2007-04-16 00:00:00

Oswoić strach

Brakuje psychoonkologów – lekarzy dusz dla chorych na raka przecież szybciej wyzdrowieje człowiek chcący walczyć z chorobą niż słaby, przerażony i niepewny swoich sił.

Domyślałam się diagnozy, zanim przyszły wyniki badań – opowiada Iwona Filipiak. – Lekarz starannie zamknął drzwi, milczał dłuższą chwilę, cisza była złowroga. Wiadomość, że Janek ma raka jelita, przyjęłam spokojnie, jako zadanie do wykonania: OK, jest choroba, trzeba ją zwalczyć. I konsekwentnie, krok po kroku, realizowaliśmy ten plan.
Iwona jest ewenementem. Większość ludzi stających twarzą w twarz z wyrokiem nie potrafi wykrzesać z siebie takiej energii. Sparaliżowani strachem wsłuchują się w oszalałe z paniki serce. Lekarz przekazuje okrutną diagnozę w formie suchego komunikatu i radzi się śpieszyć. Zostawia oszołomionego pacjenta sam na sam z wiadomością, że oto w jego organizmie toczy się śmiertelna walka. – Na co dzień nie myślimy o tym, że odejdziemy. Realizujemy jakiś plan: zawodowy, rodzinny, mamy jeszcze tyle do zrobienia – wspomina Janek, mąż Iwony. – Rak postawił mnie w pozycji: oto jestem, to jest moje istnienie, za chwilę, za miesiąc lub rok przestanę być. Poczułem, jak świat staje w miejscu, a ja wrastam w ziemię. Miałem wrażenie, że nagle znalazłem się w centrum Wszechświata, ja i mój rak.

A właściwie: „my i nasz rak”. Bo najbliższa rodzina „współchoruje” z cierpiącym na nowotwór. W tym roku przeszło 100 tysięcy Polaków zacznie leczyć się na tę chorobę. Czy będzie to ktoś z naszej rodziny, lub z bliskiego kręgu znajomych? Albo my sami?

Wspomaganie dusz chorych na nowotwór to coraz bardziej nagląca potrzeba. W tej chwili na oddziałach onkologii w całym kraju pracuje 30 psychoonkologów. To śmiesznie mało, zważywszy na to, że w Polsce każdego roku diagnozuje się, przeszło sto tysięcy przypadków nowych zachorowań na raka. Brakuje co najmniej drugie tyle specjalistów, którzy pomogliby pacjentom takim jak Janek i jego żona uporać się z najzwyklejszym na świecie strachem przed śmiercią. Szpitali nie stać na ich zatrudnianie. Tymczasem w placówkach Europy Zachodniej i USA kontakt z psychoonkologiem jest standardem.

Kiedy do pomocy choremu powinien wkroczyć psycholog? Najlepiej jak najwcześniej. Człowiek chory potrzebuje ogromnego wsparcia i motywacji do walki. Zostawiony sam ze swoim lękiem może się załamać, zaprzeczyćchorobie lub wcale nie podjąć tej walki. Pacjent, który dobrze radzi sobie z własnymi emocjami, lepiej współpracuje z lekarzem i potrafi cieszyć się życiem bez względu na to, jak bardzo jest chory.
Psychologowie analizujący fazy przeżywania choroby nowotworowej stwierdzili, że z etapu niedowierzania chory przechodzi w bunt. Wówczas czuje się na tyle silny, żeby się z chorobą uporać. Od tego, ile ma energii na walkę, zależy powodzenie na drodze do wyzdrowienia. Tu z pomocą chorym i ich bliskim powinien przyjść psychoonkolog. – Pacjent przeżywa chorobę w każdej sferze: w cielesnej jak najbardziej, ale choroba dotyka także jego psychiki i sfery egzystencjalnej, duchowej – mówi Ewa Wojtyna, lekarz i psycholog, certyfikowany terapeuta Simonton Cancer Center. – O ile medycyna skupia się głównie na leczeniu choroby ciała, o tyle dla pacjenta często dużo ważniejsze jest „cierpienie duszy” – strach, złość, żal, rozpacz, uczucia, które nie pozwalają mu walczyć.

W pierwszym okresie po diagnozie psycholog powinien, jeżeli pacjent sobie tego życzy, po prostu być przy nim, rozmawiać, czasem coś wytłumaczyć, ale przede wszystkim wykształcić w nim poczucie, że ma wsparcie i nie jest sam. – Można też zacząć tłumaczyć, jak psychika wpływa na proces zdrowienia i przebieg leczenia. Trzeba też zacząć rozmawiać o nadziei, o tym, że zawsze można coś zrobić, by czuł się lepiej – dodaje Ewa Wojtyna.

Ale, jak uprzedza, jest to początkowa faza bardzo silnych emocji. Bywa, że chory po prostu nie chce skorzystać jeszcze z pomocy terapeutów. Ich praca z niezdrowymi przekonaniami na temat choroby i życia polega na zmianie sposobu myślenia chorego. Dzięki tej zmianie człowiek uzyskuje większy spokój, uczy się radzić sobie z bólem emocjonalnym. Uspokojone emocje pozwalają skupić się na innych sprawach, które mogą przynieść radość i zmniejszają nieustające zamartwianie się chorobą. Terapeuci zalecają pracę z wyobraźnią – dzięki różnym technikom, m.in. wizualizacji, pacjent stymuluje organizm do zdrowienia. Sprawdza się też dystans i poczucie humoru. – W chorobie zbyt często zapominamy o zabawie – przekonuje Ewa Wojtyna. A przecież śmiech to jedno z najprzyjemniejszych lekarstw na świecie. Dobry nastrój stymuluje powrót do zdrowia poprzez całą gamę substancji chemicznych, które się wtedy wydzielają w organizmie. Poza tym pozwala to nabrać dystansu do trudnych spraw, w tym choroby.

Nieocenioną, często jedyną dostę-pną pomoc niosą też bliscy – o ile potrafią wyczuć potrzeby emocjonalne chorego. – Nie rozpaczałam, nie snułam czarnych scenariuszy, starałam się przeganiać każdą osobę, która mogłaby zasiać zamęt – wspomina Iwona Filipiak. – Ważne wydawały mi się pospolite sprawy – regularne, zdrowe odżywianie, sen i spokój. Dla mojego męża i dla mnie, bo ja też musiałam być silna, nie okazując cienia zwątpienia, starając się żyć normalnie. Pomocy szukałam w książkach, w Internecie, u znajomych lekarzy. Rozmawiałam z tymi, którzy chorobę mieli już za sobą. To ważne, by spotkać kogoś, kto powie: „Wiem, co czujesz, też przez to przeszedłem”.

„Współchorujący” potrzebują również ogromnego wsparcia. Ci ludzie często nie potrafią sobie poradzić z uczuciami, nie wiedzą, jak się zachować, mają trudności w porozumiewaniu się z chorym. Muszą szukać pomocy na własną rękę. – Mogą się udać do poradni zdrowia psychicznego – radzi Ewa Wojtyna. – Ale lepiej byłoby włączyć się w Program Simontona (wszechstronny program psychoterapeutyczny dla chorych na raka i osób ich wspierających stworzony przez amerykańskiego lekarza Carla Simontona) czy grupę wsparcia dla rodzin lub samemu taką grupę stworzyć. Bliscy też mogą pracować nad zmianą swoich niezdrowych przekonań dotyczących choroby bliskiego i na własny temat.

Doskonale taką potrzebę wsparcia rozumieją założyciele warszawskiej Fundacji Psychoonkologii „Ogród Nadziei”. – Powołaliśmy ją do życia z potrzeby serca – mówią Monika Anna Popowicz i Tadeusz Haładaj. – Chcieliśmy stworzyć miejsce, w którym chorzy na nowotwór i ich bliscy będą mogli znaleźć pomoc psychoonkologiczną i duchową. Ufamy, że w każdym człowieku, nawet najbardziej schorowanym, drzemią uzdrawiające siły, które można pobudzić czy wzmocnić na wiele sposobów.

Fundacja prowadzi warsztaty weekendowe, grupy wsparcia, sesje indywidualne z certyfikowanymi terapeutami Programu Simontona, zajęcia z arterapii (terapia poprzez sztukę), choreo-terapii (terapia poprzez ruch, taniec), jogę leczniczą, warsztaty bębniarskie. Każde działanie prowadzące do lepszego samopoczucia pobudza układ immunologiczny do działania. Organizm staje się silniejszy i lepiej walczy z chorobą – tę zależność między psychiką, układem nerwowym, hormonalnym i odpornościowym potwierdzają badania psychoneuroimmunologiczne – im silniejszy organizm, tym łatwiej zdrowieje – mówi Monika Popowicz.
Każdy chory odnajduje radość i siły w czymś innym: kobiety po amputacji piersi lubią ćwiczyć jogę lub tańczyć, bo na nowo uczą się kontaktu ze swoim ciałem, mężczyźni decydują się na warsztaty bębniarskie, żeby w ten sposób dać upust swojemu lękowi i poczuć siłę.

Wpływ zdrowych przekonań na proces leczenia jest już dziś dla wielu onkologów oczywisty, ośrodki onkologiczne coraz częściej zatrudniają zespoły psychologów, by wspomagać chorych także psychicznie. Byłoby wspaniale, gdyby onkolog miał nie tylko wiedzę, jak leczyć pacjenta, lecz także umiał mu wskazać, gdzie znajdzie pomoc psychologiczną, i by swoją postawą wspierał jego proces zdrowienia.

– „Nie wyzdrowieję, umrę” – to przekonanie pociąga za sobą rozpacz, strach, złość, znika nadzieja, znika motywacja do robienia czegokolwiek – mówi Wojtyna. – Przeformułowanie tego przekonania na: „mogę wyzdrowieć bez względu na to, jak ciężki jest stan mojego zdrowia”, dodaje nadziei i zwiększa motywację.

Nie jest dobre przekonanie „muszę wyzdrowieć”, bo wiąże się z dużą presją i kiedy leczenie nie przynosi spodziewanych efektów, rodzi to dodatkową frustrację i złość. A to nie wpływa dobrze na zdrowienie.

Rak przewartościowuje dotychczasowe życie: z badań psychiatry prof. Krystyny de Walden Gałuszko wynika, że pacjenci pod wpływem choroby w znacznie większym stopniu niż zdrowi oceniali świat jako piękny i wspaniały i często w obliczu śmierci gotowi są do wewnętrznej przemiany, której w normalnym życiu się boją.

– Dla niektórych choroba jest szansą do rozwoju osobistego – ocenia Ewa Wojtyna. – Dla innych zmiana ta oznacza zachłyśnięcie się życiem i czerpanie z niego pełnymi garściami. U niektórych pacjentów stale utrzymuje się obniżony nastrój i przewlekłe zmęczenie. Ale to nie choroba zmienia pacjenta, jest tylko sygnałem do zmian i ich jakość zależy tylko od niego.

Psychoonkologia nie jest dziedziną magiczną, powodującą cudowne ozdrowienia – ma jedynie przynieść pacjentowi poprawę jakości jego życia w chorobie, nauczyć go żyć tu i teraz i czerpać z tego radość, na ile tylko jest to możliwe. W pracy terapeutycznej z chorymi nie widywała cudownych wyleczeń po interwencjach psychologicznych, ale widziała ludzi cieszących się każdym dniem, realizujących swoje marzenia. Oni umierali spokojnie, z poczuciem spełnienia, a nie przegranej. – Nastawiajmy się  na zdrowienie pacjenta, ale jeszcze bardziej na to, żeby mu było dobrze, bez względu na to, czy cel będzie osiągnięty, czy nie – mówi Wojtyna.

Emocje towarzyszące chorym na raka i ich bliskim nie są ani dobre, ani złe. Pojawiają się jako reakcja na to, co myślą o chorobie, o tym, co ich spotkało. Mają prawo się złościć, czuć żal, niedowierzanie, rozczarowanie. Ale im szybciej zaakceptują chorobę, tym szybciej będzie można zacząć proces terapeutyczny. Praca nad zmianą przekonań jest procesem często trudnym, bo musimy rozstać się z przekonaniami wykształconymi przez lata. Nowe trzeba pielęgnować jak ulubione kwiaty w ogrodzie i nie pozwalać nikomu ich zdeptać.

– Nieraz rozmawiałam z ludźmi w tej ostatniej fazie o tym, co jeszcze chcieliby zrobić dla siebie, dla swoich bliskich i nie chodzi tu o nierealne marzenia, ale o to, co można zrobić tu i teraz – mówi Mariola Kosowicz, psychoonkolog pracująca w warszawskim Centrum Onkologii. – Jedni godzą się z bliskimi, a inni piszą listy do swoich dzieci, tak jak jedna z moich wyleczonych pacjentek: „(…) Przeżyłam coś niezwykłego i otrzymałam nadzieję, że mogę pokonać chorobę i mogę lepiej z nią żyć, nawet jeśli pokonanie jej nie będzie możliwe. Patrzę inaczej na swoją chorobę, na leczenie i wszystko, co dzieje się wokół. Dla mnie jest to coś, co w połączeniu z nieodzownymi procedurami medycznymi może dać mi siłę do walki i pozwoli przeżyć czas, jaki mi zostanie, tak, jak będę chciała”.

poleć znajomemu drukuj skomentuj rss
Oceń artykuł:

Autor

Amazonki.Net

Forum

Poczytaj również

  • Avatar

    2020-11-22 17:48:31

    Osłonięcie głowy w czasie radioterapii

    W czerwcu 2020 roku zdiagnozowano u mnie nowotwór złośliwy piersi lewej (NST st 3), hormonozależny. W jednym...
  • Avatar

    2020-11-22 17:44:08

    Interpretacja przypadku - cd.

      Kontynuacja pytania "Interpretacja przypadku" z 28 października 2020 r.   Wczoraj...
  • Avatar

    2020-11-17 21:49:42

    Czy konieczna jest radioterapia

    Po pierwszej ciąży miałam zmianę na lewej piersi na usg wyglądała łagodnie. Zalecono olej z wiesiołka, zmiana zniknęła. Po...