Ocena:
oceń

rozmiar czcionki

|

|

poleć

|

drukuj

|

forum

|

2019-06-07 12:00:00

„Myśli, które pozwalają żyć: wierzyć, kochać, mieć nadzieję.”

 Słyszymy o tym i wierzymy w to, że słowa mają ogromną moc. Ale też wypowiadamy je bez zastanowienia. Składamy miliony słów w tysiące: przepływających przez nasze głowy myśli, tworzonych przez nasze umysły idei, wypowiadanych przez nasze usta zdań. To właśnie te słowa, te myśli, te przekonania, te wypowiedzi kształtują naszą codzienną rzeczywistość: i tę szarą, zwyczajną i tę wyjątkową szczęśliwą czy kryzysową. Podczas jednego ze szkoleń wolontariuszek usłyszałam: słowa są jak łódki, trudno je zawrócić. Pozostają w naszej pamięci, a ich ślad noszą doświadczenia, które to z kolei wpływają na nasze teraźniejsze zachowania, wybory, postawy.

Zilustruję to znaną opowieścią:


Pewien chłopiec miał naturę kłótliwą i wybuchową. Jego ojciec dał mu pewnego dnia worek gwoździ i kazał wbijać w okalający ogród płot - każdy brak cierpliwości, każdą kłótnię miał dokumentować jeden gwóźdź w płocie. Pierwszego dnia wbił ich trzydzieści siedem. W następnych tygodniach nauczył się panować nad sobą i liczba wbijanych gwoździ malała z dnia na dzień: odkrył, że łatwiej jest panować nad sobą niż wbijać gwoździe. Wreszcie nadszedł dzień, w którym nie wbił ani jednego. Poszedł więc do ojca i powiedział mu to. Wtedy ojciec kazał mu wyciągać z płotu jeden gwóźdź każdego dnia, w którym nie straci cierpliwości i nie pokłóci się z nikim. Mijały dni i w końcu Marek mógł powiedzieć: - Wyciągnąłem z płotu wszystkie gwoździe. Wtedy ojciec zaprowadził go przed płot i rzekł: - Spójrz ile w płocie jest dziur. Płot nigdy już nie będzie taki, jak dawniej. Kiedy się z kimś kłócisz, kiedy kogokolwiek i w jakikolwiek sposób obrażasz zostawiasz w nim ranę. Możesz wbić człowiekowi nóż, a potem go wyciągnąć, ale rana pozostanie. Nieważne, ile razy będziesz przepraszał, rana pozostanie; rana zadana słowem boli tak samo, jak rana fizyczna (https://adonai.pl/opowiadania/rodzinne/?id=7).


Pomysł tego eseju zrodził właśnie z szacunku do słów, z odpowiedzialności za nie oraz wiary, że słowa kształtując nas, a zarazem będąc naszym lustrem, dają nadzieję oraz moc przekuwania tej nadziei i marzeń w realność. Dając Państwu zebrane i wybrane myśli ludzkości, chcę dać wiarę w możliwości własne i świata, miłość do Was samych i otoczenia oraz nadzieję małą, chwilową dodającą skrzydeł Hermesa do zrobienia jednego, pierwszego kroku i wielką będącą perpetuum mobile każdego dnia wyzwań i zmagań. Nie chcę być podejrzewaną o pychę, bo brzmi to tak wzniośle, że aż trywialnie. To są tylko słowa i aż słowa. Wybrane jedynie przez ich czytelnika czującego zawsze ich sprawcze możliwości. A chcącego je pobudzić u Każdego z osobna i u Wszystkich Państwa razem, których linię życia załamała diagnoza choroby nowotworowej. Bez względu na to czy jest to początek drogi czy jeden z kolejnych przystanków.


Tytuł brzmi: Myśli, które pozwalają żyć: wierzyć, kochać, mieć nadzieję. I od myśli, choć w dosłownym ujęciu tego słowa, zacznę. Przychodząc do psychologa po wsparcie często pacjenci mówią: nie mogę przestać o tym myśleć albo te myśli są takie natrętne albo muszę zacząć inaczej myśleć, bo coś tymi myślami wywołam i przywołam. A przecież: Fakty nie przestają istnieć z powodu ich ignorowania (Aldous Huxley), z powodu odganiania myśli o tym, co się MOŻE (zaznaczam może, a nie wydarzy) wydarzyć, ale: gdy zmieniamy nasze myślenie, zmieniamy naszą rzeczywistość (Louise L. Hay), bowiem: człowiek staje się tym, o czym myśli (R.W. Emerson). Większość z nas ludzi zapomina o tym. A myśląc o setkach różnych ewentualnych planów, o milionach możliwości zdarzeń, pomijamy fakt, że: życie, w gruncie rzeczy, jest tym, co się wydarza, kiedy jesteś zajęty robieniem innych planów (John Lennon). Przecież kiedy weźmiesz sprawy w swoje ręce, a właściwie – w opracowanie swojego umysłu, dowiesz się i poczujesz zarazem, że nie jesteś wytworem okoliczności, a jesteś konsekwencją swoich decyzji (Stephen Covey). A tak naprawdę – nasze myśli czy nasz sposób myślenia – zamiast być źródłem wyimaginowanego, nawet mającego realne przesłanki, wciąż jednak jedynie przesłanki, planu życia –mogą być, tak jak nasze umysły – spadochronami działającymi tylko wtedy, gdy są otwarte (Thomas Dewer). Nie zamknięte, ograniczone, wręcz sparaliżowane przez strach, lęk, obawy. Przecież najlepszy czas na działanie, na życie, jest TERAZ! (Mark Fisher). Mimo diagnozy choroby nowotworowej, mimo obciążającego leczenia, a może właśnie wbrew nim, bo przecież w życiu nie chodzi o czekanie, aż burza minie. Chodzi o to by, nauczyć się tańczyć w deszczu (Vivian Green). Nie odkładaj, szczególnie właśnie teraz, życia na później, jak się ułoży i uspokoi, bo źle żyją, którzy ustawicznie żyć zaczynają (Epikur). Wszyscy powtarzają: "takie jest życie", a nikt nie pamięta, że życie jest takie, jakie sami sobie zbudujemy (Will Smith) i że nie jest ważne, co przydarza ci się w życiu. Ważne jest, jakie przypisujesz temu znaczenie (Robert Kiyosaki). Dlatego bądź dobrej myśli, bo po co być złej? (Stanisław Lem). Te tak zwane złe myśli, kierują Cię w na manowce Twoich obaw. Na skraj przepaści zwanej zwątpieniem, porośniętej beznadzieją, bezradnością i niezadowoleniem. Nic w tym złego. Realne zagrożenie zdrowia czy życia może być trigerem takiej zadumy. I powtarzam, nic w tym złego, ale nic w tym złego, jeśli bezradność i niezadowolenie, i wszystkie inne te szarości, potraktujesz jako pierwsze warunki postępu (Thomas Edison). Strach i obawy o to co się stanie są naturalne, bo wszystko, czego pragniesz, jest po drugiej stronie strachu (George Addaid). Naturalne, bo trzeba się przez ten strach przedrzeć, żeby dotrzeć do zrealizowanych pragnień. Tyle, że kluczem do sukcesu jest skoncentrowanie umysłu na tym, czego pragniesz, nie na tym, czego się boisz (Brian Tracy). Usuń ze swojego słownika słowo „problem” i zastąp słowem „wyzwanie" (Albert Camus). Zmieni to całkowicie perspektywę. Zmieni być może postrzeganie choroby i leczenia. Wróci wiarę. Przywiedzie ku nadziei. Bo dzięki temu poczujesz, że masz wpływ, odgadniesz i zrozumiesz, co możesz w tej pozornie całkowicie niekontrolowanej, zaskakującej sytuacji, zrobić. Dla siebie, swoich bliskich, dla ludzi. Nie znaczy to, że nie będziesz czuł/a. Nie znaczy, że znikną niepokoje. Nie znaczy, że każda kolejna kontrola będzie oczekiwanym i przyjemnym doświadczeniem. Znaczy to tylko tyle, że jeśli diagnoza jest Twoją rzeczywistością, a leczenie koniecznością, to nie będziesz żył jedynie dla strachu, w oczekiwaniu swojej małej Apokalipsy. Będziesz żył przygotowany na to, co może, nie musi się wydarzyć i że to coś, czymkolwiek jest, nie jest z założenia złem czy końcem świata. Przypomina mi to trzy różne, wcale nie rzadkie, wydające się być paradoksalnymi – z perspektywy tak zwanych zdrowych, a i często w ten sposób komentowane przez tak zwanych chorych – sytuacje. Pierwsza z nich to sytuacja, kiedy osoby po leczeniu raka, bojące się nawrotu choroby i nie radzące sobie z tym strachem, zaczynają mówić o pojawiających się myślach samobójczych z komentarzem: nie mogę znieść tego strachu i ciągłych kontroli, wiem, że to przewrotne, ale tak bardzo chcę żyć, że świadomość możliwości nawrotu czy rozwoju choroby, pcha mnie ku śmierci, tak bardzo jestem zmęczony/a tym ciągłym lękiem. Druga sytuacja, kiedy ludzie przyjmuję informację o przerzutach z ulgą, mówiąc: tak bardzo się tego bałem/am, a teraz już nie muszę, już jest. Trzecia sytuacja, kiedy pacjenci opowiadają o czternastoletnim na przykład, paraliżującym strachu, trwającym od momentu uznania ich za wyleczonych. Relacjonują, że codziennie, od dnia zakończenia leczenia, przez wiele lat się bali, niezależnie od wyników badań, i kontroli, i zdarzających się od czasu do czasu dolegliwości, że nie mieli żadnych planów na przyszłość, bo po co, żadnych marzeń, żeby nie zapeszyć. Po prostu trwali z dnia na dzień, żyli nie żyjąc, nie czując, nie ciesząc się, że… są. Przetrwali chorobę i pięć, dziesięć, piętnaście lat jako ozdrowieńcy. I wspominają, że były to zmarnowane lata. Zmarnowane ze strachu, niewykorzystane na życie. Można powiedzieć: prawda to, że nikt nie może cofnąć się w czasie i zmienić początku na zupełnie inny, odwrócić toczącego się losu, ale każdy może zacząć dziś tworzyć całkiem nowe zakończenie (Carl Bard). Bez względu na to kim i gdzie jesteś, co czujesz i jak długie życie przed tobą. Owszem, to racja, żyje się tylko raz, ale jeśli żyjesz dobrze, ten raz wystarczy (Mae West). Nie oczekuj od dnia tego, co mogą dać jedynie lata. Ale nie zapominaj, że lata składają się z wielu dni, dlatego postanów, że nie zmarnujesz ani jednego (Johann Michael Sailer). Obiecaj to sobie tu i teraz sam/a przed sobą. W oparciu o realizm, ale bez przywiązania do niego. W przyjaźni ze swoim strachem. Ale nie tym destrukcyjnym, ograniczającym, nieakceptującym dla samego faktu nieustannego bycia przy tobie. A tym ochronnym, będącym tarczą, szukającym rozwiązań, dającym otwarcie na możliwości, na stąpanie mimo wszystko i wbrew wszystkiemu po nowej drodze rzadko uczęszczanej przez ciebie samego. Zapamiętaj: kiedy człowiek boi się coś zrobić, wtedy wie, że żyje. Ale kiedy człowiek nie robi czegoś, tylko dlatego, że się boi, to wtedy jest martwy (William Faulkner). Boisz się, że odniesiesz porażkę, właśnie wtedy jak stracisz czujność i poczujesz się bezpieczniej? Dlaczego? Porażka nie czyni Cię przegranym. Czyni za to poddawanie się, godzenie się z nią i odmowa ponownego próbowania (Richard Exely). A prawdziwymi bohaterami życia nie są zwycięzcy, lecz pokonani, którzy odnajdują promyk nadziei (?). Choć, z drugiej strony, może warto czasem zastanowić się co znaczy bycie zwycięzcą, a co pokonanym dla mnie samego/ej. Jest przecież powiedzenie Pyrrusowe zwycięstwo. Czyż ono nie bardziej kojarzy nam się z byciem pokonanym niż z triumfatorem? To, co dziś wydaje się stratą, jutro może okazać się zyskiem. (Nick Vujicic). Często słyszę historie o tym, jak to zdarzenia wydające się być z gruntu niekorzystnymi, były początkiem dobra w życiu ludzi, zalążkiem jakiś cudownych zbiegów okoliczności. A to poznanie podczas pobytu na oddziale chirurgii onkologicznej przyszłego męża, z którym tworzy się piękna historia nowej rodziny. A to pogodzenie przy łóżku chorego wielopokoleniowej rodziny, przebaczenie po latach spraw, o których nikt już nie pamiętał. A to rozpoczęcie realizacji planu, na które nigdy nie było czasu, odwagi i siły. A to wyzwolenie z kręgu złych emocji, ze spirali przemocy czy nałogu, po to żeby zawalczyć o siebie. Można powiedzieć: takie zwykłe historie jakich wiele. Można powiedzieć: to wszystko przez chorobę, a może dzięki niej. Tylko czy trzeba usłyszeć, że ma się raka, przeżyć strach o utratę codzienności i przyszłości, żeby wyjść ze strefy pozornego komfortu? Oczywiście nie trzeba. Tyle tylko, że przeciwności, z którymi musimy się zmierzyć, często sprawiają, że stajemy silniejsi (Nick Vujicic). To one dają nam odwagę, moc, sprawiają, że myślimy i działamy w kategoriach potencjalnej straty i oczywistego zysku, że nie obawiamy się śmieszności, odrzucenia, cierpienia. Bo co gorszego może się jeszcze wydarzyć? Kiedyś usłyszałam, jak jedna z pacjentek pytała: Czy musiałam zachorować, żeby usłyszeć od męża czułe „kocham cię”, poczuć bliskość, której nie było nawet w latach narzeczeństwa? A druga mówiła: A czy ja musiałam odebrać taką diagnozę, żeby mój wieloletni partner mi się oświadczył? Nie musi zdarzać się diagnoza czy leczenie, możemy dokonać tych małych cudów i bez tego, rzecz jasna. Tyle tylko, że może łatwiej jest, jeśli to co trudne przewartościujemy? Jeżeli już musiało się zdarzyć lub po prostu się zadziało można ułatwić sobie pogodzenie się dzięki nadaniu sensu tym doświadczeniom. Nie w momencie ich dziania się oczywiście, a z pewnej perspektywy, mniej zalęknionej, mniej zmęczonej szpitalem i chemioterapią czy herceptyną. Jedynie dobrze jest pamiętać, żeby nie szukać sensu życia przy pomocy bezsensownych metod (Aldous Huxley). Może warto przynajmniej spróbować zatrzymać się w tym miejscu, w którym się jest i spojrzeć wstecz. I zrobić to nie z powodu chęci rozliczenia się z przeszłością, potrzeby postawienia grubej kreski, od której zacznie się przyszłość. A z powodu akceptacji stanu świata, że sprawy na które nie mam wpływu, po prostu się dzieją. Co nie znaczy, że nic z tym zastanym stanem nie możesz zrobić. Nie masz wpływu na to, że zachorowałeś/aś. Ale na wybór ośrodka, w którym się leczysz, na korzystanie z rehabilitacji, na odpoczynek, na przyjmowanie wsparcia bliskich, na dbanie o siebie – tak. Przyjrzyj się temu jak wiele zależy od ciebie i na jak wiele rzeczy możesz wpłynąć. Nie znaczy, że są to łatwe decyzje, sprawy czy działania. Ale jeżeli robisz to co łatwe, twoje życie będzie trudne. Jeśli robisz to co trudne, twoje życie będzie łatwe (Les Brown). I jeszcze jedno: Istnieją tylko dwa dni w roku, w których nic nie może być zrobione. Jeden nazywamy wczoraj, a drugi jutro (Dalai Lama), i jeszcze: przyszłość zaczyna się dzisiaj, nie jutro (Jan Paweł II). Dlatego: ucz się z wczoraj, żyj dla dzisiaj, miej wiarę w jutro (Albert Einstein). I miej odwagę iść dalej. Za dwadzieścia lat bardziej będziesz żałował tego, czego nie zrobiłeś, niż tego, co zrobiłeś. Więc odwiąż liny, opuść bezpieczną przystań. Złap w żagle pomyślne wiatry. Podróżuj, śnij, odkrywaj! (Mark Twain). A kiedy po drodze twojego życia pojawią się kolejne przeciwności, kiedy dotknie cię zwątpienie i bezradność, wiedz, że nadzieja istnieje zawsze, do ostatniej chwili. Dlatego właśnie jest nadzieją. Nie możemy jej zobaczyć, ale ona jest dostatecznie blisko naszych twarzy, byśmy poczuli powiew poruszonego powietrza. Jest zawsze tuż obok i niekiedy udaje się nam ją schwytać i przytrzymać na tyle długo, by wygnała z nas piekło (Jonathan Carroll). Jak strumienie i rośliny, dusze także potrzebują deszczu, ale deszczu innego rodzaju: nadziei, wiary, sensu istnienia. Gdy tego brak, wszystko w duszy umiera, choć ciało nadal funkcjonuje (Paulo Coelho). Dlatego czasem przypominaj sobie o tym, że losem człowieka jest: dać się pokonać nadziei. Ginie ten, kto przestaje jej ulegać. (Józef Tischner), a dla przeciwwagi wielu uciążliwości życia niebo ofiarowało człowiekowi trzy rzeczy: nadzieję, sen i śmiech. (Immanuel Kant). Korzystaj z nich nieustannie. A jeśli wciąż umysł podpowiadać ci będzie lęk i zwątpienie, to wiedz, że życia nie mierzy się ilością oddechów, ale ilością chwil, które zapierają dech w piersiach (Maya Angelou) i że nie nauczysz się pływać, nie wchodząc do wody (Bruce Lee).    

Artykuł powstał w ramach projektu  pt.: „Wydawnictwa dla Amazonek”,  który realizowany jest dzięki dofinansowaniu z Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych 

  Artykuł powstał w ramach projektu  pt.: „Wydawnictwa dla Amazonek”,  który realizowany jest dzięki dofinansowaniu z Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych
   

banner cradle

poleć znajomemu drukuj skomentuj rss
Oceń artykuł:

Autor

dr Katarzyna Cieślak

Poczytaj również