Ocena:
oceń

rozmiar czcionki

|

|

poleć

|

drukuj

|

forum

|

2021-04-19 17:00:00

„O tajemnicy bycia szczęśliwym.”

Amerykański pisarz, laureat Nagrody Nobla, Ernest Hemingway zwykł mawiać, że szczęście to po prostu dobre zdrowie i zła pamięć. Czy więc ci, którzy równocześnie życzą nam zdrowia i szczęścia powtarzają się? W pewnym sensie można z tym się zgodzić. 

Bo dla wielu ludzi doświadczonych 
lub doświadczających utraty zdrowia jest ono niewątpliwie synonimem szczęścia. Jednak można też powiedzieć, że szczęście jest pojęciem szerszym, które zawiera w sobie różne smaki, barwy i zapachy życia. Jest trudne w zdefiniowaniu przede wszystkim ze względu na swoją złożoność i pewną „indywidualność”. Najczęściej mówi się o nim w dwóch perspektywach: hedonistycznej i eudajmonistycznej. Pierwsza nastawiona jest na relatywnie przyjemne życie tu i teraz bez cienia cierpienia i większego wysiłku. Druga – na dążenie do subiektywnej doskonałości, która ma być osiągnięta dopiero w przyszłości, przyjemność nie jest celem samym w sobie, a skutkiem ubocznym tego dążenia. Właśnie o te dwie wizje lub ich kontaminację oparte są psychologiczne definicje szczęścia. Brzmi skomplikowanie i proszę być spokojnymi – nie będę o nich zanudzać. Najbliższa memu sercu jest psychologia pozytywna, która ujmuje szczęście jako – mające początek w emocjach o zabarwieniu przyjemności, zaangażowaniu, relacjach społecznych, sensie, osiągnięciach – dążenie do doskonałości życia. Ale po ludzku. Czym są przed chwilą wymienione składowe, z których powstać ma budowla zwana dobrostanem?
Emocje takie jak radość, zachwyt, zadowolenie, wdzięczność nie tylko wprawiają nas w dobre samopoczucie, ale również mają wpływ na nasze lepsze funkcjonowanie fizyczne, intelektualne, społeczne. (Fredrickson, 2001; Lyubomirsky, King i Diener, 2005). Co znaczy, że osoby ich doświadczające mogą mieć subiektywne odczucie bycia zdrowszymi, sprawniejszymi, lepszej pamięci, nastroju i bardziej satysfakcjonujących kontaktów międzyludzkich.
Kiedy natomiast wyznaczamy kierunek marzeń, dążeń i działań, który realizować zamierzamy dzięki naszym zdolnościom, umiejętnościom, wiedzy i staraniom, mówimy o zaangażowaniu, kolejnej części składowej szczęścia. To ono, mimo wyjścia ze strefy swego komfortu, dodaje skrzydeł naszemu ziemskiemu bytowaniu i sprawia, że potrafimy dać się uwieść idei czy wciągnąć pasji nie zatracając siebie. I nie mówię tu o robieniu zakupów przez internet, choć to bardzo przyjemne, ono nie angażuje nas, tylko nasze pieniądze, no chyba że robimy to po to, żeby prowadzić modowy blog, zostać stylistką czy uwieść ukochanego mężczyznę. Widzimy więc, że w byciu szczęśliwym kluczowe jest zaangażowanie w swoje własne życie i staranie o to, aby je prowadzić coraz lepiej.
Trzecim z kolei elementem, podającym nam niejako szczęście na tacy, są relacje z ludźmi. Nie trzeba się otaczać wianuszkiem przyjaciół. Wystarczy mieć świadomość i pewność, że można liczyć na ich wsparcie oraz móc się dzielić z nimi tym, co dobre w naszym życiu. Warto pomyśleć teraz o pięciu osobach, które spełniają te warunki, o pięciu osobach, które przyjdą z pomocą, ale i spędzą z nami fascynujący wieczór przy opowieściach o wakacjach, dobrym jedzeniu i lampce wina. Te pięć osób to jest nasza sieć wsparcia, niezbędna, gdy zdarzają się gorsze chwile czy uniesienia, którymi potrzebujemy się podzielić. Nie chcę przez to powiedzieć, że wyłącznie bliskość z innymi daje pełnię szczęścia. Wielokrotnie doświadczamy, że bycie samemu ze sobą również wprowadzać może naszą egzystencję w poczucie dobrostanu, niech to nie będzie jednak nieustanne poczucie osamotnienia i wyobcowania. Bo one nie tylko nie dają nam poczucia szczęścia, ale też – jak mówią naukowcy – osłabiają odporność, wpędzają w zły nastrój, odbierają motywację do pokonywania przeszkód.

Następnym warunkiem niezbędnym do prowadzenia szczęśliwego żywota jest wypełnienie go sensem. Spełnienie odczuwamy, kiedy odkrywamy sens życia, kiedy kierujemy się swoimi wartościami, bez krzywdzenia innych. Niejednokrotnie można przeczytać, że szczęśliwe życie jest synonimiczne wobec życia wypełnionego sensem. Dzięki niemu mamy poczucie przynależności do czegoś większego niż nasz indywidualny plan, dzięki czemu zyskujemy wzmocnienie poczucia siły, zwłaszcza podczas mierzenia się ze słabościami czy pokonywania trudności, nawet tych codziennych. Dzieje się tak dzięki byciu wiernym reprezentowanym wartościom, dzięki wierności sobie. Chodzi więc zatem o brak rozdźwięku pomiędzy tym co robimy, myślimy, czujemy, w co wierzymy. Warto podkreślić, że sens nacechowany jest relatywizmem: dla każdego z nas życie wypełnione sensem ma inne znamiona. Dla jednych 
to wychowywanie dzieci, dla innych praca, również ta wolontaryjna, społeczna czy idee rewolucjonistyczne. Można powiedzieć za Victorem Franklem: nie chodzi w życiu o wygodę, 
a o satysfakcję.
Małe ćwiczenie: oceń na skali od 1 do 10 ile przyjemności mogą sprawić Ci następujące działania
jedzenie ulubionej czekolady
pomoc człowiekowi w potrzebie
oglądanie czegoś interesującego Cię w telewizji
szarlotka z lodami w deszczowy dzień
wychowywanie własnych dzieci
urlop w ciepłych krajach
wspieranie osoby chorej
Każda z Was oczywiście oceni inaczej każde z tych działań, najwięcej osób jednak oceniło jako przynoszące najwięcej przyjemności jedzenie słodyczy czy picie ulubionego napoju, oddawanie się odpoczynkowi na wakacjach czy innym rozrywkom. Jak nie trudno się domyślić, pozostałe czynności: wychowanie dzieci czy pomoc innym oceniane są znacznie niżej.
A teraz oceń na skali od 1 do 10 sensowność tych wyżej wymienionych aktywności: prawdopodobnie większość z nas oceni wychowanie dzieci jako bardziej sensowne niż opychanie się czekoladą. Z innymi rzeczami będzie podobnie. A więc powstaje pytanie: jeśli chcemy być szczęśliwi, to co mamy wybierać rzeczy sensowne czy dające przyjemność. Pamiętacie Panie wcześniej wspomniane hedonizm czy eudajmonię? Nie powiem nic nowego. Istotą jest zachowanie równowagi pomiędzy zbawianiem świata a korzystaniem z przyjemności danych nam przez niego. Kiedy porozmawiasz z przyjaciółką o jej kłopotach zjedzcie potem kawałek szarlotki z lodami.
Zanim się rozmarzycie i stracicie uwagę, płynnie przejdźmy do kolejnego warunku szczęśliwego życia – do osiągnięć. Możemy powiedzieć: nie istotny jest cel, a dążenie do niego. Jednak rzadziej czy częściej, 
w jakimś stopniu każdy człowiek potrzebuje poczuć satysfakcję wynikającą z realizacji wyznaczonych celów. Przy wypracowywaniu własnego szczęścia pomaga spojrzenie wstecz i dostrzeżenie 
z zadowoleniem, ile różnych życiowych celów zrealizowaliśmy w jak doskonały sposób. Zwiększa to nasze poczucie sprawstwa, które z kolei pomaga nam w radzeniu sobie w różnych sytuacjach. Z kolei wyznaczanie celów wpływa na motywację i ułatwia nam podejmowanie kolejnych działań. Ważne jest, by wyznaczone cele były jasne, atrakcyjne, realne i możliwe do zmierzenia, osiągnięcia w określonym czasie. A teraz jeszcze jedno zadanie: oceń ile szczęścia na skali od 1 do 10 daje Ci posiadanie markowych, luksusowych butów? Z pewnością im wyższa cena, lepsza marka tym więcej. Czyli jest powiązanie pomiędzy wartością butów a poczuciem szczęścia. A teraz oceń na tej samej skali, ile przyjemności sprawia Ci spacerowanie czy chodzenie do pracy w tych butach. Spójrz realnie: nie mówię o tym odczuciu kiedy koleżanki z zazdrością patrzą na Twoje stopy w nie przystrojone czy nie mówię o spacerze z domu do auta stojącego w ogrodzie, a o spacerze z psem czy przejściu przez Stare Miasto po kocich łbach. Zapewne luksusowe buty nie sprawiają, że spacer do pracy jest wygodniejszym, bardziej pożądanym niż zazwyczaj i bardziej Cię uszczęśliwia. Teraz brak już powiązania pomiędzy wartością butów a poczuciem szczęścia. Zatem buty sprawiają przyjemność, nie kiedy w nich spacerujesz, a wtedy kiedy o nich myślisz. Prawda jest taka, że myśląc o upragnionym przedmiocie przeceniamy jego wpływ na nasze życie i szczęście. A potem w trakcie użytkowania okazuje się, że obcasy są za wysokie, a lewy obciera nas nieubłaganie. I – jak za użyciem czarodziejskiej różdżki – poczucie szczęścia znika. Nie dzieje się tak w wypadku dóbr, w które angażujesz się całym sercem i wszystkimi zmysłami. To Twoje doznania i przeżycia, które jakże niewiele kosztują, a w obecnych czasach przecież często są luksusem: przyrządzony wspólnie, bez pośpiechu obiad z przyjaciółmi jedzony w zaciszu Twojego domu, podczas pogawędki, przy pięknie przystrojonym stole. Przeceniamy poczucie szczęścia wynikające z kupowania przedmiotów, które w codzienności już tak nie cieszą, a nie doceniamy poczucia szczęścia ze zdobywanych doświadczeń i realizowanych zamierzeń. Od dziś inwestuj w przeżycia i doznania, nie w kolejne torebki i suknie. Chociaż jak wiadomo, dobry wygląd nie przeszkadza.
Wszystko to wydaje się dość proste. Wystarczy zmieszać pięć składników i szczęśliwe życie gotowe. Nic bardziej mylnego. Niestety bądź stety około 50% naszego bycia szczęśliwymi jest uwarunkowane genetycznie. Dowiodły tego badania prowadzone przez genetyków behawioralnych na bliźniętach. Wykazali oni, że bez względu na to czy bliźnięta jednojajowe wychowują się razem czy osobno, ich poziom odczuwanego szczęścia jest bardzo zbliżony. Natomiast poziom szczęścia bliźniąt dwujajowych, które łączy 50% wspólnego materiału genetycznego, zarówno gdy wychowują się wspólnie jak i osobno, będzie się znacznie różnił.
Okazuje się również, zgodnie z badaniami psychologii pozytywnej, że w 10% na nasz poziom poczucia szczęścia wpływają okoliczności życiowe. Czyli – to co nam się w życiu przydarza ma de facto wpływ na nasze poczucie szczęścia tylko w 10%.
A co z pozostałymi 40%? Nasze szczęście w 40% właśnie zależy od nas samych. Co to oznacza? Że bez względu na zaplecze genowe i okoliczności życiowe, możemy biorąc odpowiedzialność, budować swoje szczęście.

Badania Reinharda Tauscha dowiodły, że jeśli w naszym zwyczajnym niezwyczajnym życiu stworzymy sobie czterdziestoprocentowe zaplecze w postaci:
rodziny, przyjaciół, bliźnich JEŚLI klimat relacji jest dobry,
pracy, zawodu, obowiązków JEŚLI nie są związane ze stałym stresem,
przyrody, zwierząt, sztuki, kultury JEŚLI jest się na nie otwartym,
wiary religijnej JEŚLI napawa nadzieją, nie trwogą,
wspomnień JEŚLI można spoglądać w przeszłość z uczuciem pojednania i wdzięczności,
to nawet głębokie kryzysy będziemy mogli przetrwać: wyjść z nich obronną ręką i na nowo odkrywać szczęście.
Czy przyjmujemy to z ulgą, że nasze szczęście zależy od nas czy nie, warto porzucić determinizm i zamiast podsumowania na pożegnanie, z najlepszymi życzeniami – przyjąć w prezencie opowieść Anthony de Mello
SKARB WE WŁASNEJ KUCHNI
Opowieść chasydzka:
Pewnej nocy Rabinowi Izaakowi powiedziano we śnie, żeby udał się do odległej Pragi i szukał tam
ukrytego skarbu, zakopanego pod mostem, który prowadził do pałacu króla. Nie potraktował tego
snu poważnie, ale kiedy powtórzył się on cztery czy pięć razy, zdecydował się pojechać na
poszukiwanie skarbu.
Gdy dotarł do mostu, ku swemu przerażeniu odkrył, że jest on mocno pilnowany w dzień i w nocy
przez żołnierzy. Mógł tylko patrzeć na most z daleka. Lecz, ponieważ chodził tam co rano, dowódca
straży podszedł do niego pewnego dnia, żeby dowiedzieć się, dlaczego. Rabin, Izaak, chociaż
zmieszany, że musi opowiedzieć swój sen komuś innemu, powiedział dowódcy wszystko, gdyż
spodobał mu się dobrotliwy charakter tego chrześcijanina. Dowódca ryknął śmiechem i powiedział:
„Wielkie nieba! Ty Rabin traktujesz sny tak poważnie? Cóż, gdybym był na tyle głupi, żeby
kierować się swymi snami, to bym dzisiaj wędrował po Polsce. Opowiem ci jeden, który miałem
zeszłej nocy, a który powtarza się często: Jakiś głos mówi mi, żebym pojechał do Krakowa i szukał
skarbu zakopanego w kącie kuchni pewnego Izaaka, syna Ezechiela! Czyż nie byłaby to najgłupsza
rzecz pod słońcem, gdybym szukał po Krakowie człowieka zwanego Izaakiem i innego zwanego
Ezechielem, gdy połowa tamtejszej męskiej populacji prawdopodobnie nosi to jedno imię, a druga
połowa to drugie?".
Rabin był oszołomiony. Podziękował dowódcy za jego radę, pospieszył do domu, zaczął kopać w
kącie kuchni i znalazł skarb tak obfity, że zapewnił mu wygodne życie aż do śmierci.


Literatura:
Rolf Dobelli : Sztuka dobrego życia. 52 zaskakujące drogi do szczęścia. Wydawnictwo Charaktery. Kielce 2019.
Anthony de Mello: Modlitwa żaby. Wydawnictwo: Zysk i S-ka. Poznań 2013.
Reinhard Tausch w: Lukas E. Sztuka życia na cały rok. Wydawnictwo WAM. Kraków 2009.
https://pracowniaszczescia.pl/co-to-jest-szczescie/
https://www.youtube.com/watch?v=2wixzICtQTI  

  Artykuł powstał w ramach projektu  pt.: „Wydawnictwa dla Amazonek”,  który realizowany jest dzięki dofinansowaniu z Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych
   

banner cradle

poleć znajomemu drukuj skomentuj rss
Oceń artykuł:

Autor

dr n. med. Katarzyna Cieślak

Poczytaj również