Ocena:
oceń

rozmiar czcionki

|

|

poleć

|

drukuj

|

forum

|

2010-04-01 16:44:06

W życiu szczęście trzeba mieć (4)

Aspiryna nie pomogła

Promocja książki "W życiu szczęście trzeba mieć" w Żyrardowie w 2005 r

zdjęcie: ze zbiorów autora

Promocja książki "W życiu szczęście trzeba mieć" w Żyrardowie w 2005 r

 

Aspiryna nie pomogła. Nie obejdzie się bez lekarza. Gdybym był kobietą poszedłbym do ginekologa . Gdybym był. Ale nie jestem. Pójdę do lekarza pierwszego kontaktu. Pani doktor będzie wiedziała co z tym zrobić. No to w połowie sprawa załatwiona. Decyzja podjęta. Teraz wystarczy pójść.
Odwiozłem Elę do Szkoły, wracając wstąpiłem do „blaszaka”. W korytarzu czarno od ludzi. Tłok pod gabinetami i przed rejestracją. Prawdą jest, jak ktoś powiedział, że aby się leczyć trzeba mieć zdrowie, albo być bardzo chorym. Zdrowia na kolejki nie mam, a aż taki chory to nie jestem (tak mi się wtedy zdawało). Nie podoba mi się tylko mój cycek.
Na drugi dzień to samo. Tylko przy rejestracji trochę luźniej. Pytam w okienku jakie są szanse dostać się do dr Pielacińskiej. Mogą mnie zapisać na jutro, 23 numer. Dziękuję, nie skorzystam. Potem jest sobota i niedziela –„ blaszak” nieczynny. Nie będę tygodnia zaczynał od wizyty u lekarza – poniedziałek odpada.
Wtorek. Odwiozłem Elę do szkoły i jadę do „ blaszaka”. Żadnych samochodów przed.
W środku pusto. Czyżby było nieczynne? Rejestracja otwarta. Pytam czy pani doktor Pielacińska przyjmuje?
- Przyjmuje. Pan idzie prosto do gabinetu. Ludzi nie ma, a pani doktor już jest.
Szczęście? Ręka Boża?
Wchodzę .
- Co się stało? – pyta pani doktor.
- Dwie rzeczy – mówię –męczy mnie kaszel i nie podoba mi się mój cycek.
Rutynowe badanie. Ciśnienie. Osłuchanie. Wreszcie cycek.
- Z kaszlem szybko sobie poradzimy. Płuca czyste. A z cyckiem pojedzie pan do poradni chorób sutka.
Wypisuje na kartce kilka adresów. Na recepcie skierowanie na szczepienie przeciw żółtaczce.
- Co by to nie było i tak trzeba usunąć. Jak będzie pan coś wiedział proszę się pokazać.
Na skierowaniu: guz sutka lewego. Nie rak, a guz. A w ogóle to dlaczego sutka, a nie piersi? Sutek mają zwierzęta, ludzie mają pierś. A zresztą co za różnica: sutek czy pierś. Najlepiej jakby guzów nie było. Niestety są. Nie wiadomo skąd ale są.
Z domu dzwonię na Kasprzaka. Nie mają limitów na ten rok. Co za ironia losu. Wszechobecny w PRL-u towarzysz limit znowu rządzi służbą zdrowia w trzeciej Rzeczpospolitej.
Dzwonię na Andersa. Przedstawiam problem. Proszę bardzo. Mogę pana zapisać na 5 listopada. To za tydzień. Pani z rejestracji nie dziwi się wcale, więc chyba nie jestem jedyny. Informuję doktor Pielacińską. Pytam, czy szukać dalej czy zostać w tej poradni w tym terminie. Nie szukać. Poradnia dobra, termin nie odległy. Nic nie mówię Eli. Powiem jej dwa dni przed wizytą. Będzie krócej umierała ze strachu. Do wizyty nic mi nie pomoże, a się załamie.
A trzeba pomyć groby, a ja ... ja jej nie mogę pomóc. Po dwóch operacjach oka ze względu na urwaną siatkówkę nie mogę dźwigać, schylać się, robić gwałtownych ruchów. Mogę tylko podziwiać jaki piękny jest świat. Gdy zapomnę czego mi nie wolno mogę nie wiedzieć jaki jest piękny.
Po Wszystkich Świętych Małgosia wróciła z wizyty w poradni naczyń obwodowych. Wizytę miała załatwioną jeszcze przed wakacjami. Właśnie na Kasprzaka .
- No to teraz moja kolej – mówię – pojutrze jadę do poradni chorób sutka do Warszawy.
Pokazuję skierowanie. Ela czyta i płacze. Małgosia mówi:
- Dlaczego nie poszedłeś do lekarza jak się brodawka wciągała? Już by było po wszystkim.
- Byłoby, ale nie jest. Mleko się rozlało i trzeba posprzątać. Nie ma co rozpaczać. Nie każdy guz to zaraz rak. Rak to nie wyrok.
Choć wiem co Ela myśli, przecież moja mama na to zmarła. Próbuję jej wytłumaczyć, że nie można myśleć o najgorszym. Ja byłem wcześniej u lekarza. Minęło 12 lat , medycyna zrobiła postęp, będzie dobrze. Ela pali papierosy jeden po drugim (a już nie paliła). Ustalamy, że poprosimy Jacka, żeby nas zawiózł do Warszawy. Idziemy spać.
W poradni w Warszawie, gdy przedstawiłem swój problem, pani doktor powiedziała:
- Szybko pana wyleczymy – i jak to u lekarza – imię i nazwisko, ile lat, na co chory, jakich leków używam, zdjąć koszulę, itd.
- Zgodnie z prawdą mówię więc, że oprócz operacji oka z powodu uszkodzonej siatkówki raczej nie choruję, leków poza witaminami nie używam.
Mówię też, że w telewizji była audycja, w czasie której jakiś lekarz powiedział, że rak sutka mężczyzn nie dotyczy. Pani doktor na to:
- Ja bym raczej powiedziała, że się jeszcze z tym nie spotkałam.
Pytanie: czy ktoś z rodziny chorował na raka? Mówię, że mama.
- Ile miała lat?
- 72 – odpowiadam.
- W zasadzie rak nie powinien pana dotyczyć.
Doktor pisze i nagle zerka na mnie.
- A to co? –pyta- chyba będzie pan pierwszy!
Wychodzi zza biurka, ogląda, dotyka i mówi :
- No to jest pan u mnie pierwszy. Siada za biurkiem, pisze skierowanie do szpitala. Jeszcze mam nadzieję, że to nie to. Ale czytam: „Ca. mammae sin”, rak sutka lewego. To zabiło moją mamę. Mnie nie zabije. Mnie się musi udać.
- Kieruję pana do Szpitala Grochowskiego, tam panu zrobią to najszybciej i dobrze - mówi doktor - Chirurdzy onkolodzy zdecydują czy będą operować, czy najpierw chemia. Daje mi swój telefon do domu i prosi o informacje jaka będzie decyzja chirurgów.
Jedziemy do szpitala. Jacek pędzi setką. Pokazuję co jakiś czas migające kółka z „50”. Jacek mówi:
- A kto tak jeździ po Warszawie?
Faktycznie, mijają nas z lewej i z prawej. Nawet policja.
Szpital. Idę przodem, za mną żona i Jacek. W korytarzu dużo ludzi. Siedzą, stoją, chodzą. Jeden na biało. Coś tłumaczy w ciepły sposób starszej pani. Podchodzę i mówię, że mam skierowanie od pani doktor Witowicz.
- A to pewnie do mnie – mówi doktor.
Czyta i pyta:
- A to stwierdzone?
Mówię, że jestem prosto od pani doktor, żadnych badań nie mam. Wchodzimy do gabinetu. Rozpinam koszulę.
- Wygląda to poważnie - mówi doktor i daje skierowanie na USG.
Na korytarzu Ela przestraszona pyta:
- I co, panie doktorze?
- Wygląda poważnie, ale damy sobie z tym radę. Zapraszam z badaniem USG.
- Ty to masz szczęście – powie później Jacek – 100 ludzi na korytarzu, a ty od razu trafiasz do właściwego.
USG za dwa dni. Dwa dni nerwów i strachu. Operacja, czy chemia? Strzygłem się już krótko, ale łysy jeszcze nie byłem.
W pracy dużo pracy. Dwa dni minęły jak z bicza strzelił.
Jestem na Grenadierów na USG. Guz 22 mm . Powiększone węzły chłonne. Idziemy do lekarza. Jacek dzwoni do Beaty - koleżanki, która jest lekarzem. Ela siedzi i się denerwuje. Ja się rejestruję i czekam, aż mnie poproszą. Trochę poczekam. Przed gabinetem sporo pań. Czytam plakat obok gabinetu. Mój guz to drugie stadium. Operacyjny. Mogą być nacieki do tkanki, w stronę węzłów chłonnych. Leczenie skojarzone z chemioterapią, radioterapią lub hormonoterapią (jeśli są receptory estrogenowe i progesteronowe). Mówię to co przeczytałem Eli.
- Skąd to wiesz?- pyta.
- Przeczytałem na plakacie. Ela idzie na papierosa, ja czytam dalej.
Największe szanse na wyleczenie daje interwencja chirurgiczna. Może być radykalna lub oszczędzająca. Wycina się gruczoł sutkowy z węzłami chłonnymi pachy, bez usuwania mięśnia piersiowego (I, II stadium). Gdy są przerzuty odległe lub nacieki przez guz mięśnia piersiowego wycina się całkowicie całą pierś z mięśniami i tkanką dołu pachowego z węzłami chłonnymi.
Radioterapia to promieniowanie o dużej energii w celu zniszczenia komórek rakowych oraz zapobiegania ich wznowieniom i podziałom. Chemioterapia ma na celu zniszczenie mikroprzerzutów.
Ela pali. Jacek dzwoni. Ktoś wychodzi z gabinetu.
- Pani Adamczyk, wywołują moje nazwisko ze środka gabinetu.
Wchodzę i mówię :
- Pan Adamczyk.
- Tak, tak – mówi doktor Gajowniczek – wczoraj na pana czekaliśmy!
- Dopiero na dziś mogłem mieć USG.
Mam się położyć. Doktor pobiera biopsję. Wprawdzie jest pewny, że to rak, ale takie są procedury. W międzyczasie informuje jak będę leczony.
- Najpierw zrobimy panu operację, później w zależności od wyniku badań dalsze leczenie. Coś upadło z hukiem. To kamień z mojego serca. Szczęście? Szczęście!
Kilka chwil trwa ustalanie terminu operacji. Można by za półtora tygodnia, ale będzie wymiana okien.
-Pan wie jak to z budowlańcami. Może być jakiś poślizg.
Umawiamy się na 26 listopada. Dostaję karteczkę z terminem. Mam się z nią zgłosić w recepcji. Mam mieć pidżamę, przybory toaletowe, coś do czytania. Operacja w czwartek lub piątek. W zależności od tego jak się będzie goiło około tygodnia pobytu w szpitalu i do domu.
Na korytarzu Ela i Jacek dziwią się, że tak szybko mnie załatwiono. Mówię, że widocznie tam gdzie w kolejce same baby facet ma pierwszeństwo. Ela opowiada, że Beatka mówiła to samo co ja wyczytałem z plakatu.
- Widocznie to prawda – stwierdzam.
Ustalamy, że do operacji będę normalnie pracował. Nie ma sensu siedzieć w domu i się zamartwiać. Zwłaszcza, że postanowiliśmy, że będzie dobrze. Musi być dobrze.
Pierwszy piątek miesiąca. Idę do spowiedzi. Nie, nie po to aby pytać.
- Dlaczego ja?
Jeśli pytać to: dlaczego w ogóle? 12 lat temu, gdy zachorowała moja mama, rzeczywiście pytałem: Panie Boże, czemu ona, a nie ja? Ja młodszy, silniejszy, dałbym radę. U Boga każdy dostanie, co mu się należy gdy przyjdzie jego pora. Pora przyszła. Panie Boże, daj mi siłę do walki z chorobą. Daj wiarę Eli, że będzie dobrze. Ja tę wiarę mam!
W pracy informuję o chorobie tylko Dyrektora. W końcu wiąże się z tym moja dłuższa nieobecność. Innym nic nie mówimy bo po co? Czy w czymś mi pomogą? Ci co mogli już pomogli. Reszta w rękach lekarzy i Boga.
Dzień za dniem szybko mija. Jak w piosence Czesława Niemena: „Czas jak rzeka, jak rzeka płynie, unosząc w przeszłość tamte dni”.
Jednak tamte dni wracają gdy przypominam sobie zdarzenia. które mogą wskazać moment pojawienia się pierwszych oznak. Co przegapiłem? Na co nie zwróciłem uwagi, a powinienem?
Gdybym był kobietą pewnie nie zlekceważyłbym różowej plamki na pidżamie w okolicy lewej brodawki. Właśnie wyciek z brodawek sutkowych jest jednym z pierwszych objawów raka sutka. Nie zlekceważyłbym wciągniętej brodawki, która wskazuje, że stan jest już poważny. Gdybym nie używał gąbki przy myciu całego ciała pewnie wcześniej wyczułbym zgrubienie w lewej piersi. Jeśli chodzi o zgrubienia, czy guzki to nim się pokażą proces nowotworowy ,według niektórych źródeł, trwa około 10 lat.
Gdybym był kobietą pewnie znalazłbym się w grupie podwyższonego ryzyka ze względu na uwarunkowanie genetyczne (mama). W grupie tej prawdopodobieństwo zachorowania wzrasta kilkakrotnie. Poza tym ryzyko wzrasta w przypadku diety wysokotłuszczowej, palenia tytoniu, nadużywania alkoholu, małej aktywności fizycznej i stresu.
Jeżeli chodzi o sposób odżywiania Ela dba aby nie było przewagi tłuszczów. W warzywach i owocach dostarcza witamin i mikroelementów. Zróżnicowane pieczywo (dużo ciemnego, z gruboziarnistego przemiału mąki ) dostarcza błonnika. Unikam potraw zbyt słonych i zbyt kwaśnych. Alkoholu, zwłaszcza wysokoprocentowego nie piję już 13 lat. W siatkówkę przestałem grać dopiero 2 lata temu po urwaniu siatkówki – tej w oku. Ale dużo łażę po lesie w czasie długich spacerów z psem. Co prawda występuje lekka nadwaga ale z tendencją spadkową.

poleć znajomemu drukuj skomentuj rss
Oceń artykuł:

Autor

Józef Adamczyk (j2003)

Forum

Poczytaj również