Ocena:
oceń

rozmiar czcionki

|

|

poleć

|

drukuj

|

forum

|

2010-04-01 17:29:27

Szczyt

Autor - Doris

 

              

Szczyt, szczyt, często człowiek myśli, że to co się właśnie dzieje to szczyt wszystkiego, szczyt zła, które może się wydarzyć, kulminacja nieszczęść. I ja niejednokrotnie tak myślałam, chociażby to, że choroba nowotworowa wracała do mnie trzykrotnie. Za każdym razem ten nieoczekiwany nawrót traktowałam jako szczyt wszystkiego.

Okazuje się, że nie, to nie był szczyt, okazuje się, że zawsze może być gorzej. Okazało się, że od paru tygodni to ja dopiero „szczytuję” jeśli chodzi o zło, które spada jak grom z jasnego nieba. Choroba nowotworowa, niespodziewanie, jak cichy pogromca - zabójca znowu się pojawiła, po raz czwarty przerzuciła swoje chore, niby takie słabe komórki, tym razem do mojej jamy brzusznej.

Czuję się fatalnie, jestem bardzo osłabiona i chociaż wydawało mi się, że wszystko o lęku już wiem, to jednak nie, ja dopiero prawdziwie się boję. W tym strachu, w tej niemocy, niestrudzenie pobudzam - nie odpoczywając chwili - wolę życia, wiem bowiem, chociaż chyba ja już nic nie wiem, że tylko chęć życia utrzyma mnie przy nim.

Chęć, chęcią ale czego znowu ta choroba chce?

Czego oczekuje ode mnie?

Przecież gdyby nie była pytaniem skierowanym do mnie, już dawno zjadłaby mnie przez te trzykrotne, powracające spustoszenia.

O co mnie pytasz raku?

Co chcesz?

Czego wymagasz?

Co mam zrobić, lub czego absolutnie nie robić?

Jak być sobą, skoro zamazujesz mi obraz mojej prawdziwej siebie?

Wiem jedno, że przyszłaś, wróciłaś po coś, że będziesz wracała jeśli jeszcze wytrzymam fizyczne zmęczenie, aż nie dostaniesz tego o co ci chodzi.

A o co ci chodzi? Chodzi ci o mnie, zależy ci na mnie?

Dlatego musisz tak umęczyć, zamęczyć prawie, żeby mnie ocalić?

Od czego,od kogo ocalić?

Do czego chcesz mnie wyzwolić, wybawić?

Nie potrafię odczytać cię znaku zaklęty w moim raku.

Boję się, że już sobie nie poradzę.

Powiedz jaśniej, wskaż właściwą dla mnie drogę życia, bez tego osłabienia, bez kolejnej chemioterapii.

Ze względu na to, że znamy się już czternaście lat proszę cię daj odpowiedź, daj ulgę, wybaw mnie od siebie.

Nie potrafię cię odczytać znaku, nie potrafię.

Próbowałam chyba już wszystkiego: medytuje, wybaczam, uśmiecham się, rozmawiam z wewnętrznym przewodnikiem, wizualizuję chorobę, zwalczam ją w wyobraźni chemią i białymi krwinkami, nie potrafię już lepiej tego robić, a robienie tego częściej staje się niemożliwe fizycznie.

Wiem, że komórki odpornościowe są bardzo wrażliwe na utratę woli życia a moja wola życia przerasta chyba wszelkie ludzkie wyobrażenia a nawet logikę (czy wola bywa logiczna?).

Nie wiem skąd mam chęć życia, nie wiem dlaczego, po co, chcę tego życia, życia, którego połowa upłynęła mi na trudach związanych z chorobą nowotworową.

Może czas odpuścić, przestać tak kurczowo trzymać się życia, życia którego nie potrafię przeżywać skoro choruję.

Przecież naturalnym stanem człowieka jest zdrowie!

poleć znajomemu drukuj skomentuj rss
Oceń artykuł:

Autor

Dorota Jakóbczyk

Forum

  • lidziaz (offline)

     

    Avatar

    2010-06-09 11:17:47
     

    Doris , jak Ty piszesz................. o jak piszesz . Dla mnie jest to jakby metafizyczne przesłanie , coś co ujęło mnie i potrząsnęło moją wyobraźnią !!!!! Twoja wola życia jest najważniejsza , ...
  • Jolar (offline)

     

    Avatar

    2010-06-09 21:31:51
     

    I będziesz .. zdrowa.... Doris.....
  • karolina21 (offline)

     

    Avatar

    2010-08-16 15:37:32
     

    "Próbowałam chyba już wszystkiego: medytuje, wybaczam, uśmiecham się, rozmawiam z wewnętrznym przewodnikiem, wizualizuję chorobę, zwalczam ją w wyobraźni chemią i białymi krwinkami, nie potrafię ju...

Poczytaj również