Ocena:
oceń

rozmiar czcionki

|

|

poleć

|

drukuj

|

forum

|

2010-04-01 19:17:04

To ja mam raka, nie rak ma mnie w swej władzy.

Muszę się spieszyć. Skupić się coraz trudniej, myśli uciekają, z wysiłkiem układają się w logiczne zdania, a różowa poduszka kusi zapraszając umęczone chorobą ciało. Dzieje się tak z powodu chemioterapii, którą dostaję od marca. Już wcześniej mogłam opisać swoje powstanie z popiołów, uzdrowienie, ale wówczas ważniejsze było rozstrzygnięcie medycznego sposobu zmagania się z chorobą.

Moje życie to wspaniały rodzinny dom, zaradni, troskliwi rodzice, wielu przyjaciół i udane małżeństwo. Odwiedziłam wiele pięknych miejsc, poznałam ciekawych ludzi, cechuje mnie łatwość nawiązywania głębokich relacji interpersonalnych, a wiele przyjaźni trwa do dzisiaj. Przede wszystkim mam cudownego męża. Jest silnym facetem, który szanuje mnie niezmiennie przez dwanaście lat, a ,,jego spokój unosi moją rodzinę w trwaniu pomimo wszystko”. Moja zaradna mama pomaga mi w fizycznym aspekcie życia. Jest osobą praktyczną, realistką, co prowadzi do zaspokajania wielu moich osobistych potrzeb. Starsza siostra posiada kochane serce, wspiera mnie duchowo. w walce z chorobą W życiu siostry współistnieją produktywna aktywność, dobroć i spokój duszy.


,,Wiodło mi się dobrze we wszystkim, ale nie byłem zadowolony z niczego. Każda radość budziła we mnie pragnienie innej radości’’. A. Camus.


Cóż z tych dobrodziejstw, skoro od wczesnych lat dzieciństwa towarzyszyło mi przygnębienie umysłu. Nic, nigdy mnie nie radowało, nie wiem co to spokój, wszystko wydawało się zawsze beznadziejne i absurdalne. Właśnie ta mroczność doprowadziła mnie do potwornej choroby ciała. Od dziesięciu lat jestem chora na nowotwór złośliwy piersi. Czuję całą sobą, że podstawową przyczyną mojej choroby jest psychiczna depresja.


Już w 1870 roku uczeni wyrażali przekonanie, że depresja odgrywa wielką rolę w powstaniu nowotworów: ,,Lęk, postradanie nadziei lub rozczarowanie bezpośrednio poprzedzają rozwój i wzrost nowotworu, że trudno byłoby mi wątpić, iż psychiczna depresja jest ważącym dodatkiem wśród innych czynników sprzyjających rozwojowi materii rakowatej”. – wykład nt. patologii chirurgicznej sir Jamesa Pageta, (za O. Carl Simonton).
Przez dziesięć lat nie zrobiłam nic, nie odpowiedziałam na ostrzeżenie, którym była choroba. Dalej pozostałam smutna, niezadowolona, tłumiłam swoje emocje, nie wyrażałam siebie, pogrążałam się w ,,mrocznej stronie życia”, nie doceniałam ludzi wokół siebie , a nawet ich lekceważyłam.


,,Przeciwieństwem szczęścia nie jest smutek lub ból, lecz depresja, która rodzi się z wewnętrznej jałowości i nieproduktywności”.            E. Fromm.

Jesienią ubiegłego roku znalazłam wspaniałą pracę, praktycznie miałam już wszystko..... Jednak uczucie ogromnego bezsensu, smutku, rozpaczy, przepełniało mój umysł. Czułam się zablokowana, bezradna i wypalona. I co teraz? – Myślałam: Wszystko już mam, wszystkiego spróbowałam. Co dalej? - Czy jest jakieś dalej? Ogromnym absurdem i ciężarem jawiło się dalsze istnienie. Całkowicie wygasła wola życia, nie było entuzjazmu.


,,Wielu pacjentów pamięta nawiedzające ich kilka miesięcy przed zachorowaniem poczucie bezradności i beznadziejności. Ważne, by pamiętać, że proces ten nie wywołuje raka, lecz pozwala mu się rozwinąć. Właśnie to porzucenie czynnej postawy wobec życia odgrywa rolę w zachwianiu funkcji układu immunologicznego, a ze względu na zaburzenia równowagi hormonalnej może przyczynić się do zwiększonego wytwarzania komórek anormalnych. Fizycznie stwarza więc warunki do rozwoju nowotworu”. O. Carl Simonton


Gdy umysł się poddaje, ciało idzie w jego ślady. Reakcja była natychmiastowa, porażająca i bezlitosna. W marcu okazało się, że nastąpiła wznowa choroby nowotworowej, tzw. przerzuty. Badania potwierdziły obecność komórek nowotworowych w moich kościach i wątrobie. Chore komórki rakowe w gruncie rzeczy są bardzo słabe, a zatem aby powstał rak, układ immunologiczny musiał być bardzo osłabiony.

Jakie załamanie sił obronnych mojego organizmu pozwoliło się namnożyć komórkom anormalnym? Co powstrzymało układ immunologiczny przed dalszą obroną mojego ciała? Odpowiedź wydaje się prosta. Istnieje głęboka, niepowtarzalna współzależność umysłu, ciała i emocji. Jeśli chcesz mieć zdrowe ciało nie możesz ,,wyhodować sobie mrocznego umysłu”!

Nie rozstrzygnęłam więc odpowiedzi na podstawowe pytanie: Czy w ogóle chcę żyć? A jeśli tak, to dlaczego nie żyłam? Dlaczego nie miałam w sobie entuzjazmu, woli życia? Dlaczego nie realizowałam celów, nie sprawiałam sobie radości, nie wybaczałam, nie byłam wdzięczna, nie czułam bezinteresownej miłości?


Nawrót choroby jest dla mnie znakiem mojej naturalnej odporności, która wymaga ode mnie wsparcia. Jeśli chcę żyć, to po prostu muszę zająć się emocjonalnymi przyczynami choroby.


Wiadomość o przerzutach sparaliżowała mnie. Niewyobrażalny lęk i strach nie opuszczały przez miesiąc. Pierwszy raz w życiu byłam przerażona. Poczułam bardzo wyraźnie oddech śmierci. W niewypowiedzianym cierpieniu pojawiła się decyzja, narodzona z tysiąca myśli, z uczuć prawdziwych, tych najboleśniejszych. Zalana łzami, zapytałam siebie: Dlaczego doprowadziłam ciało do takiego stanu? Dlaczego nie kocham siebie? I już wiedziałam, w końcu dostałam odpowiedź–decyzję, uświadomiłam sobie, że zrobię wszystko, żeby wyzdrowieć, wykorzystam wszelkie możliwości , dotrę do granic niemożliwego. Wyzdrowieję, a później wynagrodzę sobie czterdzieści lat życia spowitego smutkiem melancholii.


Od pięciu miesięcy walczę. Nie mam chwili zwątpienia. Niczego nie byłam tak pewna jak tego, że chcę być zdrowa. Co tydzień chodzę na chemioterapię, zostaję w szpitalu na dobę. Moje wyniki są bardzo słabe, odporność organizmu krytyczna. Polubiłam moje leczenie, czekam na kolejną chemię jak na wielki dar, smutno mi gdy z powodu złych wyników jest przełożona. Walczę z całym systemem zdrowia – tak bardzo chorym w naszym kraju. Założyłam sobie, że żadne przeciwności zewnętrzne nie przeszkodzą mi w pokonaniu choroby.

Oddział chemioterapii, jak zresztą cały szpital onkologiczny jest zbyt mały, nie dostosowany do potrzeb pacjentów i personelu. Oddział posiada dwadzieścia trzy łóżka, a potrzebujących chorych zgłasza się o wielu więcej. W bólu choroby, osłabieniu umęczonych ciał, rozgrywa się walka. Walka o wyniki w laboratorium – codziennie setki osób; o dostęp do lekarza – zawsze bardzo zajęci; o łóżko na oddziale, o zainteresowanie personelu – przemęczone, smutne pielęgniarki. Lekarze decydujący o tak ważnej terapii mają zbyt dużo pacjentów i jeden, mały, nie przystosowany do pięciu osób gabinet. Przed gabinetem dziesiątki ludzi; tych chorych z niekończącymi się pytaniami:

Czy mam dobre wyniki?

Czy zostaję na oddziale?

Jak dalej będzie przebiegać leczenie?

I tych zdrowych, z podziękowaniami, z wyrazami wdzięczności. W tym wszystkim ja, uzbrojona w niezłomną decyzję, postanowienie powrotu do zdrowia, do życia. W letni poniedziałek ok. godziny czternastej przydzielono mi łóżko, leżałam w tzw. dużej sali. Pacjentek było sześć (więcej łóżek już się nie zmieści), wszystkie cierpiące, z nawrotem choroby. Temperatura powietrza za oknem 40˚C, w pomieszczeniu niewiele mniejsza. Naprzeciw sali chorych wspólna męsko-damska ubikacja. Zapachy wymiotów towarzyszyły nam nieustannie. Noc na oddziale to niekończące się odgłosy choroby: pacjentka wymiotuje, chory idzie do ubikacji, pielęgniarki podają leki, ktoś głośno chrapie, ktoś szlocha skulony w kąt szpitalnego łóżka. Pośród tego silna Dorotka, szczęśliwa jak nigdy przedtem, szczęśliwa bo dostała kolejną chemię, więc jest bliżej swojego celu.


Już w 1959 roku podkreślano konieczność leczenia ,,całej osoby chorego”, a nie tylko fizycznych objawów raka:
,,Mam szczerą nadzieję, że będziemy w stanie poszerzyć poszukiwania, włączając w nie wyraźnie rysującą się możliwość, że w umyśle ludzkim zawarta jest moc, zdolna wyzwolić siły mogące przyspieszyć albo zahamować przebieg choroby nowotworowej”. Dr E. Pendergrass, ( za O. C. Simonton).


Moja walka to również wszelkie techniki proponowane przez C. Simontona w jego programie terapeutycznym. Z radością stosuję relaksację i obrazowanie myślowe, technikę przebaczania uraz, a z największą przyjemnością wyznaczam swoje cele i kontaktuje się z wewnętrznym przewodnikiem.

23.11.2006.

Dorota Jakóbczyk


Korzystałam z książek:
O.Carl Simonton ,,Triumf życia”, Wydawnictwo Ravi 2005r.
Camus ,,Upadek”, Wydawnictwo Literackie MUZA S.A. 2004r.
E.Fromm ,,Niech się stanie człowiek”, PWN 2000r.
G.Anderson ,,Rak, 50 kroków po poznaniu diagnozy”, Wydawnictwo Ravi 2005r.

poleć znajomemu drukuj skomentuj rss
Oceń artykuł:

Autor

Dorota Jakóbczyk

Forum

  • bozena_stanczyk (offline)

     

    Avatar

    2013-09-20 12:38:16
     

    oczywiście DoriS65-tak trzymaj
  • dorcia1967 (offline)

     

    Avatar

    2014-11-30 17:39:42
     

    To prawda ja też żyłam w dużym stresie, całe moje życie rodzinne legło w gruzach a potem przyszła wiadomość że mam raka. Byłam w piekle jużnie raz odbijałam się od dna i znowu spadałam. Przez cały ...
  • bristol (offline)

     

    Avatar

    2018-02-01 17:41:58
     

    w zadnym wypadku sie nie poddajemy

Poczytaj również