Ocena:
oceń

rozmiar czcionki

|

|

poleć

|

drukuj

|

forum

|

2010-04-03 01:24:02

Józef Adamczyk - Wiersze z tomiku "Postrzępione skrzydła aniołów"

Józef Adamczyk . Rodowity żyrardowianin. Urodzony 14 lutego 1946 r. w Żyrardowie. Absolwent żyrardowskiej "czwórki" i "elektryczniaka". Potem grodziskiego SN -u i warszawskiej AWF. Długo błądził i szukał, aż znalazł swoje miejsce w życiu, w pracy z młodzieżą.

 

Tomik wierszy "Postrzępione skrzydła aniołów"

Tomik wierszy "Postrzępione skrzydła aniołów"

Kiedy w czwartej klasie technikum polonista spytał go: co ty, humanista, z duszą romantyka tu robisz? - odpowiedział: ścisnę zęby i skończę
szkołę, a potem się pomyśli. Kiedy po ostatnim egzaminie w grodziskim SN -e (chór z dyrygowaniem) od egzaminatora usłyszał: "ja panu zaliczam, ale proszę, jest tyle przedmiotów w szkole, pan nie uczy muzyki" - powiedział: "o niczym innym nie marzę, tylko o tym, by nie uczyć muzyki". Kiedy od swojej pierwszej kierowniczki szkoły usłyszał pytanie: "czy nie podjąłby się pan uczyć chłopców wychowania fizycznego?,- powiedział: spróbuję". I tak zostało. Już 39 lat. Gdy już tak się stało postanowił skończyć studia na A WF- ie. Kiedy usłyszał pytanie: dlaczego ty, humanista, studiujesz na AWF-ie, odpowiedział: a dlaczego nie? Humanista to znawca kultury antycznej. A w kulturze antycznej ideałem wychowania był człowiek odznaczający się pełnią zalet duszy i ciała, cnotą i umiar­kowaniem, stawiający bezinteresownie swe siły do dyspozycji krajowi i społe­czeństwu. Kalos - piękny, kagathos - dobry. Kalokagathia jest priorytetem na war­szawskiej AWF.
Nauczyciel wychowania fizycznego i przysposobienia obronnego szkół podstawowych, gimnazjalnych i ponadgimnazjalnych w Żyrardowie,
Skierniewicach, Jaktorowie, Budach Michałowskich, a od 10 lat w Międzyborowie. Instruktor ZHP (harcmistrz), zasłużony działacz kultury,
działacz sportowy i związkowy .Członek Stowarzyszenia "Żyrardowskie Wieczoryy Literackie"
Kiedy od lekarzy usłyszał: ma pan raka, pomyślał: tylu ludzi miało raka i żyje, to i ja będę. Po trzech latach choroba wróciła, podjął kolejną
walkę o powrót do zdrowia i do normalnego życia, zadziwiając lekarzy, łamiąc stereotypy związane z tą chorobą.
Taki jest autor książki: " W życiu szczęście trzeba mieć" i współautor tomiku poezji: "Postrzępione skrzydła aniołów". Jest problem, to go rozwiązuje. Nie ma problemu, to cieszy się.

 

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

O mej poezji ...


Nie umiem pisać po nowemu.
Nowej poezji nie rozumiem.
Dlatego piszę tak jak czuję.
Dlatego piszę tak jak umiem.
     Nadaję rytm niemrawym słowom.
     Czasami rymom nie dam rady.
     A kiedy wszystko już gotowe
     Kładę w najdalszy kąt szuflady.
A ty mnie pytasz: czemu piszę?
Czemu pisanie moje służy?
Pisaniem tym zagłuszam ciszę,
Której nie mogę słuchać dłużej.


O młodości


Mydlane bańki


Gdy byłem jeszcze chłopakiem
Bańki mydlane puszczałem.
Z początku maleńkie takie
Potem rosły, rosły, piękniały.
Ulice, domy, drzewa,
Słońce się w nich odbijało.
Ptak co pięknie śpiewa
I niebo w kolorze spłowiałym.
Kiedyś pogoda była piękna
W bańce człowieka ujrzałem
Bańka rosła, rosła, aż pękła
A ja się rozpłakałem
Dziś jak piękna bańka mydlana
Jest cały świat.
Może prysnąć, gdy z powodu jednego: "tak"
Powieje atomowy wiatr.
Serce bić przestaje, w gardle ciśnie
Gdy słyszę głosy wojennych krzykaczy
Bo pryśnie świat i człowiek pryśnie
I nikt już wtedy nie zapłacze.


Ja i Wietnam

Zielone oczy miała moja dziewczyna.
Zielone jak zieleń wiosenna.
Lecz dzisiaj odeszła i tylko wspominam...
   Chłopak wietnamski też miał dziewczynę
   Też miała oczy zielone
   On też ją tylko wspomina...
   Jej ciało napalmem spalone.
Być może wróci do mnie moja dziewczyna
Być może prześle mi uśmiech zielony
I nie będziemy wnikać czyja była wina.
   Lecz wietnamska dziewczyna nigdy już nie wróci
   Zostawiła chłopaka w żalu i rozpaczy.
   On teraz rozpacza, on teraz się smuci.
   I zbrodni tej nigdy nie wybaczy.

Wy, co się mianem ludzi cywilizowanych szczycicie.
Zostawcie Wietnamczyków w spokoju, darujcie im życie

.
Rozstajne drogi

Gdzieś u rozstajnych dróg
Które donikąd wiodą
Pożegnać będę mógł
Przemijającą młodość.
   Rozstajne drogi, rozstajne
   Na tych rozstajach ma młodość
   Zwyczajnie, całkiem zwyczajnie
   Odchodzi donikąd drogą.
Donikąd, donikąd drogi wiodą
Przemija, przemija moja młodość
Pożegnać ją, będę mógł
Gdzieś u rozstajnych dróg.


×××

Nie żal mi liści co jesienią spadną
Nie żal mi śniegu co wiosna spłynie
Nie żal mi nocy co dniom ustępują
Żal mi młodości co tak szybko minie
Gdy przyjdzie zima znów będzie śnieg
Gdy przyjdzie wiosna będzie liść
Gdy minie dzień znów będzie noc.
A młodość? Już ją tylko śnisz.



O miłości


Całuję ręce matczyne

Całuję ręce matczyne
Za każde głowy głaskanie
Całuję ręce matczyne
Za każde podanie kromki chleba
Całuję ręce matczyne
Za to, że moje kochanie
Nie było takie jak trzeba.
Całuję twarz mojej matki
Za każdy uśmiech serdeczny
Całuję twarz mojej matki
Za każde czułe spojrzenie
Całuje twarz mojej matki
Za ten niepokój odwieczny
Za ciągłe o życie me drżenie.
 

Płacząca wierzba

Zamyślona, zadumana
Stoi wierzba nad rzeką
Ciągle w ciszę zasłuchana
Ciągle na coś czeka.

Na co czeka? Duma o czym?
Czego słucha w ciszy?
I gałęzie jak warkocze
Ze smutkiem kołysze?
Wierzba płacze, wierzba płacze.
Pod nią chłopak stoi.
Już on więcej nie zobaczy
Ukochanej swojej.
Przedtem tu się z nią spotykał
Tutaj szeptał jej do ucha
Słowa piękne jak muzyka,
których wierzba w ciszy słucha.


"O sporcie


... Ty jesteś piękno"
/ Pierre de Coubertain/

Już niosą święty ogień,
Za chwilę znicz zapłonie.
Tacy zwyczajni na co dzień
Zmieniamy się w herosów na stadionie.

Już płonie olimpijski znicz
Za chwilę agon się rozpocznie.
Do walki stanę ja i staniesz ty,
O to kto szybciej, wyżej, mocniej.

Uciszcie serca, podajcie sobie dłonie.
W imię przyjaźni i na chwałę sportu.
Niech laur zwieńczy dzisiaj skronie,
Temu kto citius, altius, fortius.

***

Odezwał się Zeus w takie oto słowa:

Tobie laur, bo byłeś pierwszy na mecie,
Tobie za rym zgrabny, mówiąc o poecie
Tobie za lekką rękę, rzekł do malarza,
Muzyk za akordy brzmiące jak z ołtarza.

Włożyli na głowy i poszli przed siebie.
W muzeach ich dzieła, oni sami w niebie.

Ja wasze oklaski w pamięci zachowam.

 

O tych, którym się nie udało


Heaven

Miała naprawdę mało lat
I żyć mogła jeszcze długo.
Przed sobą miała cały świat.
Za sobą choroby smugę.
I choć hospicjum to nie raj,
To nie narzekała "Heaven".
Wziąłeś Ją tam gdzie wszystko naj.
Do nieba z numerem siedem.
Gdy taka wola, rozkaz Twój,
My wiemy, tak też się stanie.
A nam zostawiasz Panie mój
Smutek, żal i pamiętanie.


***
Choinki już ustrojone.
Wśród bombek Anioły Jasne.
Twarze ich takie znajome
Uśmiechnięte i przyjazne.

Heaven, Halinka ,Nikusia
Tak niedawno odeszły stąd.
W wątkach cichutkie jak trusia
Dziś życzą nam Wesołych Świąt.

Za szybko odeszły z forum.
Czyż nie mogły zostać dłużej?
Wigilijnego Wieczoru
I nasze - Anioły Stróże.


Halince

Dobranoc. Niebieska Brama już otwarta.
Już jesteś u Boga, ja modlę się do Niego.
Choć wiem, że jesteś w niebie, bo jesteś tego warta,
Przełykając łzę wciąż pytam: dlaczego??



O tych, którym się udało...
 

Wiersz internetowy.

napisała:
MAM 19 LAT...
GUZEK W PIERSI...
W OCZACH...STRACH
nie krzycz
napisała pierwsza,
nie krzycz
napisała druga,
duże litery w necie
to krzyk
napisała trzecia...

napisała:
ja nie krzyczę
i...
wyłączyła
przypadkowo
wciśniętego
Caps Locka

napisała:
mam 19 lat..
guzek w piersi...
w oczach.... strach
TO tylko sygnał- idź do lekarza - napisała
pierwsza


JESZCZE nic nie znaczy- idź do lekarza-
napisała druga


NIE czekaj, idź do lekarza-napisała trzecia
KONIEC dyskusji- idź do lekarza- napisała
czwarta
ŚWIATA szkoda, jest piękny - idź do lekarza-napisała
piąta
poszła...

....włókniakogruczolak.....

BĘDĘ ŻYŁA!!!
 

Ewie
/przed operacją/

Kobieta
Ewa
lecz
nie ta
od drzewa

z owocem wiedzy złego i dobrego.

Nieszczęście
do
pary
Nie myśli:
to kara

choć czasem się spyta, Panie, dlaczego?

W życiu
tak
krótkim
bywały
smutki

wiele razy życie w poprzek stawało

Wymagało
zachodu
ale
poszło
do przodu

czemu teraz inaczej być by miało?
 

Moje szczęście
i
mój Anioł Stróż
idą za mną
przez życie

Szczęście czasem
wybiegnie
bym mógł
je znaleźć
na swej drodze

Anioł Stróż
czasem
zajdzie
z boku
i
skrzydłem osłoni

Szczęście
podkowę
zgubiło

Znalazło
czterolistną
koniczynkę

A może
czwarty
listek przyszyło?

Anioł Stróż
skrzydła
ma postrzępione


Wiele razy
go
trzepnęło

A może
to on
trzepnął?

Nieważne.

Ważne
że
idą za mną
przez życie
moje szczęście
i
mój Anioł Stróż.



O...



Tryptyk jesienny.
Eli

1
Papieros za papierosem
i oczy pełne łez.
Gdy powiedziałem
mam guza
w piersi.
Płakałaś.
Nie każdy guz to rak.
Płakałaś.
Rak to nie wyrok.
Płakałaś.

Pamiętasz?
Była jesień...

Czarne chmury.
Czarne myśli.
Czarna rozpacz.
Biały fartuch.
Obudzili.
To nie był sen.
To...
Narkoza.

2

Już trzecia jesień
od tamtej pory.
Lecą liście.
Kolorowe.
Już trzecia jesień
na Ursynowie.
Usłyszałem
jest pan zdrowy.


3

Ile jeszcze tej jesieni
Co jesienią życia zwana
moja droga?
Ile jeszcze?
Nie wiem,
nie wiem,
mówią oczy
twe kochane.
Spytaj Boga

Gdy Anioł Stróż nie nadąża

Anielską cierpliwość do mnie
ma mój Stróż.

Zapominam, że ma swoje
lata już.

A ja?

Pragnę nowych snów spełnienia.
Ciągle nowe mam marzenia.
Jeszcze czegoś nie zrobiłem.
Chciałbym wrócić tam gdzie byłem.

I stało się... nieszczęście,
nie zdążyłeś.

Lecz nie pytam z wyrzutem:
gdzie ty byłeś?

No, już dobrze, mija ciemność,
szkoda słów

Już powracam, a ty ze mną
jesteś znów.

Krajobrazy


1
Za rzeką las. Idziemy na jagody.
Jakie pyszne będą z nich pierogi.
Babcia, mama, tato jeszcze młody.
Wziął mnie na ręce, bo bolą nogi.

Tędy pójdę do pracy, gdy dorosnę.
Ulicą wzdłuż muru starej fabryki.
Posłucham wody jak szumi na wiosnę.
Dalej wśród zboża /pole Majtyki/.

Minęła starej fabryki potęga.
Rowem woda cienką strużką płynie.
Za rowem domy rosną gdzie wzrok sięga.
I bliski jest czas gdy las też zginie

2
W starym parku w niedzielę gra muzyka.
Dwa tańce tylko pięćdziesiąt groszy.
Wielka to radość dla małego smyka.
Tato mamę do tańca poprosił.

Razem z młodością czas prywatek przyszedł
Ucieczka od myśli: kim zostanę.
Wiem o co chodzi kiedy dzisiaj słyszę.
"Gdzie te prywatki niezapomniane".

Dzisiaj już nie ma roztańczonych niedziel.
W sobotę dla młodych dyskoteka.
Zbyt wielu ludzi, którzy żyją w biedzie,
W czasy dzieciństwa mego ucieka.

3
Przy starym bielniku jest lodowisko.
"Orzeł" Baniocha, "Znicz" Pruszków, Chodaków
czy "Pogoń" Siedlce, z nimi mecz o wszystko
Radość dla starszych i młodych chłopaków.

Na lodowisku parking zbudowali.
Nie ma już mrozów i zim takich nie ma.
Starsi po pracy w domu w karty grali.
Co robić z czasem dla młodych dylemat.

Jak tutaj dziś jest cicho i jak pusto.
Wiatr na parkingu liście dzisiaj sprząta.
Nie ma dozorcy co na bramie usnął.
I nie ma tłumu, gdy dochodzi piąta.

4
Tuż za garbarnią miasto się kończyło
Ledwie kilka domów pośród łanów zbóż.
Tam szedłem na spacer, gdy pierwsza miłość.
Zerwane maki zamiast pęku róż.

Gdzie kiedyś zboże dziś wyrosły bloki.
Jeden, drugi, trzeci, sklep i przedszkole
Szary krajobraz dokąd sięgnąć okiem.
Kto pamięta czyje było pole?

Dzisiaj tu zaszły największe przemiany.
Już nie sypialnia, ale drugie miasto.
Do szkół, do pracy z bloków malowanych
Wychodzą ludzie, gdy latarnie zasną.

5
Aleje. Obok liceum "jordanek".
Wszyscy kochaliśmy Panią Anię.
Pełno nas było gdy nastał ranek.
Pograć w ping - ponga lub grzybobranie.

Zburzony barak, basen zasypany.
Kogo obchodzi garstka chłopaków.
Miasto na teren miało inne plany.
Będzie boisko przy ogólniaku.

Dziś w innym celu tu przychodzi młodzież.
Rzekłbym nawet jest doprowadzana.
W kolorach czerni dominuje odzież.
Sprawiedliwość kodeksem pisana

6
Miasto dzieciństwa takie kolorowe.
Co nas obchodzą dorosłych problemy?
Figlami mamy zaprzątnięte głowy.
Zmartwienia później, kiedy dorośniemy.

Nad moim miastem chmury czarne wiszą.
Ludzie bez pracy, bez perspektywy.
Fabryczne hale straszą martwą ciszą.
Nadejdzie czas, gdy ktoś to ożywi?

Nad moim miastem niebo jest błękitne.
Na ulicach uśmiechnięci ludzie
Zielona trawa, kwiaty piękne kwitną.
Widziałem, lecz ktoś mnie nagle zbudził.


Georginie.

Dom a przy nim georginie.
Dawno nie widziany obrazek.
Dom, ogródek i Ty przy mnie.
Znów jak wtedy- Mamo- razem.

Mama i tata uśmiechnięci.
Dzieciństwem pachnie obraz ten.
I choć wyraźnie tkwi w pamięci,
Ja przecież wiem : to tylko sen .

Wczorajsze z jutrem się przeplata,
Co jest dzisiaj - szybko minie.
Zapamiętam do końca świata:
Dom, ogródek, georginie.


Wiersze kolorowe

 

biały

Napisałem
kiedyś
Nie
umiem
pisać
po
nowemu
Spróbowałem
Nie
ma
rymu
nie
ma
rytmu
Gdzie
sens?
Myślałem
Znalazłem
W doborze
słów
w układzie
zdań
między
wierszami

zielony

Wiosną i latem
najbardziej
lubię
zieleń.

Tak
mało
czasu
by policzyć
zielone
liście
i źdźbła traw.

Jesienią i zimą
najbardziej
lubię
zieleń.

Mam
dużo
czasu,
by patrzeć
w zielone
twoje
oczy.

róznokolorowy
/Ali/

czarno
widzisz
świat
gdy nadleci
anioł smutku


czerwieniejesz
ze
złości

zieleniejesz
z
zazdrości.

myślisz
jak
dziecko

czemu
czarna jagoda
czerwona jest

gdy
jest
"zielona?"

takich pytań
tysiące

bez skutku

niebieski

Pędzisz jak chmury
burzowe
po niebie.
Chwili
co była
nie możesz
dogonić.

Gonisz marzenia...

Marzysz
o niebieskich
migdałach.

Zatrzymaj się.

A zobaczysz...

Między chmurami
niebo błękitne

Marzenia
się
spełniają

Migdały
są gorzkie,
nie niebieskie

Chwila
która
jest
jest
piękna.

srebrny

Bez rodowych sreber na wyprzedaż
Mieliśmy siebie i zdrowe ręce.
Jednak udało się biedzie nie dać.
I to jest ważne. Czegóż chcieć więcej.

Srebro na głowie, nie ze zgryzoty.
Trochę po tacie, więcej po mamie.
Łatwo pokonasz wszystkie kłopoty,
Gdy z przyjacielem idziesz pod ramię.

Dawno za nami srebrne wesele.
Tego co mamy nie kupi w sklepie.
Dużo przyjaźni i wspomnień wiele,
Udane życie, ty mnie, ja ciebie.

złoty

/remanent/

Złoty pierścionek
dałem
na szczęście.

Złoty kogucik
z odpustu
w prezencie.

Złote gody
przed
nami
kochanie.

Złoty
żółty ser
zjemy
na śniadanie.

Złoty sen
miałem
byłem
za poetę.

Złoty pięćdziesiąt
mam
wystarczy
na gazetę.


MojeCV

Przedwczoraj

Rano syreną dzień się budzi.
Dorośli idą do pracy
Spieszą ulicą tłumy ludzi.
Uśmiechniętych nie zobaczysz.
Mama poszła na "bawełniankę"
Tata w "lniarskich". Babcia w domu.
Gotuje obiad. Kartoflankę
Ja, ulica. Po kryjomu.
W niedzielę kościół. Plac Wolności.
Tu, u ojca na kolanach.
On prawie wcale się nie złości.
Zawsze uśmiechnięta mama.
Natolin. Rzeka, las, beztroska.
Tata - palacz. Mama sprząta.
Za płotem krowy. Obok wioska.
Po domu babcia się krząta.
Znów Żyrardów. W pracy rodzice.
Przedszkole. Wprowadza babcia.
Dziewczyny płaczą. Łez krynice.
A ja przez płot skaczę w kapciach.
Do szkoły sam. Przez rynek. Blisko.
Stara buda. Schody kręte.
Gdzie dzisiaj bloki - kartoflisko.
Miejsca znajome. I święte.
"Emdek". Koncert "Czerwono-czarnych".
Poszły w górę marynary.
Na scenie solo gra Podgajny,
Zatkał uszy belfer stary.
 

Wydrzycki śpiewa "Malaguenę".
"Malowaną lalę"- Stanek.
Obok ona. Wpatrzona we mnie.
Ja pierwszy raz zakochany.
(Potem miłości było wiele.
Wreszcie przyszła ta największa.
Ta sam praca. Ślub w kościele.
Razem. Aż do końca wiersza).

Wczoraj

Koniec technikum. Czas do pracy.
Młodszy konstruktor. Jak to brzmi.
Ale ja chciałbym coś inaczej.
Otwieram więc kolejne drzwi.
"Bodaj byś cudze dzieci uczył".
I uczę. Ile to już lat?
Dostarczam wiedzę, która kluczem
niech będzie. Co otwiera świat.
Szkoła przy torach. Świętym Janie.
Deptana ścieżka dzień po dniu.
I myśl: na zawsze tu zostanę.
I zawsze będę uczył tu.

Roboty dużo. Sport. Harcerstwo.
Tak od rana do wieczora.
"Nasz" festiwal. W meczu zwycięstwo.
Obóz. Przyszła wakacji pora.
Zdarzyło się być dyrektorem.
I stan wojenny dopadł mnie.
W Kuratorium:- wizytatorem.
Z dziećmi najlepiej jednak jest.
Z nimi od rana do wieczora
Gdy z dorosłymi mam juz dość.
Gdy zniechęcenia przyszła pora
Ich szczerość - radość. Krótka złość

Dziś

Miasto kochane, piękne rośniesz.
Chcę napisać, lecz nie mogę.
I nie dlatego, że... ktoś... kiedyś...
Tu mi dali krzyż na drogę.
Co rano dzwonią u Salezjan.
Wstać trzeba. Do pracy pora.
Siódma czterdzieści. Mijam cmentarz.
Nie będzie mnie do wieczora.
Znów dużo pracy. Sport. Siatkówka.
W oku się urwała. W wakacje.
Leżenie. Nie wstawać z łóżka.
Widzę. Po dwóch operacjach.
Diagnoza: Ca. mammae sin.
Już to było. Mama. Zmarła.
Ja się nie poddam. Wygram z nim.
Choć wiem, że zostanie trauma.


Już znowu w pracy. Radość. Życie!
Znowu Centrum. Krew pobrali.
Jak się pan czuje? - Znakomicie.
Jest dobrze. Oby tak dalej.
Nie zawsze wszystko się udało.
Gorycz porażki poznałem.
Lecz jak w "My Way" Sinatra, śmiało
Zaśpiewam: "Żyłem jak chciałem".

Jutro

Nie pójdę więcej już do pracy.
Z żoną spacer po swym mieście.
Odwiedzić miejsca, które znaczą.
Powspominać czasoprzestrzeń.
Tu było kino. Czy pamiętasz?
Tu topole. Plac Wolności!
A mama zawsze uśmiechnięta.
Tato prawie się nie złościł.

 

poleć znajomemu drukuj skomentuj rss
Oceń artykuł:

Autor

Józef Adamczyk (j2003)

Forum

  • Kela (offline)

     

    Avatar

    2015-02-12 19:49:24
     

    Dziwne, że zawędrowałam właśnie dziś w to miejsce, 14 lutego - dzień urodzin Agenta wzruszenia, wspomnienia, refleksja...
  • Al_la (offline)

     

    Avatar

    • Wspiera Amazonki.net

    2015-02-12 20:15:34
     

    Tak.... Urodziny i rocznica śmierci... Ach, jak mi Go brakuje...
  • Maja048 (offline)

     

    Avatar

    2015-02-12 23:24:18
     

Poczytaj również