Tekst konkursowy: Andzia73

Wysłane przez mgiełka 

mgiełka (offline)

Post #1

23-02-2019 - 16:31:31

Radom 

Witam Was kochani,
mam na imię Anna i mam 46 lat. Jestem matką 2 dzieci i szczęśliwą mężatką.
Moja historia z rakiem zaczęła się w 2010r. niewinnym zmęczeniem, kłopotami ginekologicznymi i skórnymi. W marcu 2010 roku przebyłam operację ginekologiczną, po której zastosowano u mnie leczenie zastępczą terapią hormonalną. Po miesiącu przyjmowania tych leków wymacałam sobie groszek nad piersią. Nie wpadłam wtedy w panikę, ponieważ w wieku 23 lat miałam wyłuskany włókniak tej piersi - dlatego moje pierwsze kroki skierowałam do chirurga onkologa. On zlecił USG, na które czekałam 3 miesiące. Po tym USG lekarz zlecił biopsję i kolejny miesiąc minął...

Dzień biopsji to był dla mnie taki sygnał ostrzegawczy, gdyż wtedy trafiłam w ręce konkretnego lekarza. Pani doktor patrząc na USG powiedziała: „o matko” i zapytała odkąd ja to wyczułam. Jak jej powiedziałam, że ponad 3 miesiące temu, to zbladła... Wtedy to zadzwoniła na patomorfologię czy zrobią jej szybciej wynik tzn. „na wczoraj”!...No i jak powiedziała - tak już po kilku dniach wynik był. Wyniku w rejestracji mi nie wydano tylko kazano pilnie w poniedziałek przyjechać na konsultacje do lekarza. Tak jak kazano, tak pojechałam... do lekarza, który bardzo pobłażliwie podszedł do tematu i też nie umiał mi przekazać tej koszmarnej wiadomości. Dał skierowanie do szpitala i na tym zakończyła się jego rola. Gdy pielęgniarka napisała numer statystyczny do skierowania, moim oczom pojawiły się słowa RAK PIERSI PRAWEJ. Wtedy to całe życie stanęło przed oczami i mnie zamurowało. Ile to wtedy myśli przeszło przez moją głowę - siedziałam na murku przed przychodnią jak zahipnotyzowana, z oczami pełnych łez. Myśli kłębiły się niesamowicie: co teraz?..., czy to już koniec?... Boże, przecież ja mam dzieci, ja muszę żyć...

Jak do domu trafiłam, nie pamiętam. Zadzwoniłam tylko do męża, że wyniki są złe i że muszę do szpitala. Spłakaliśmy się wszyscy. Kolejnego dnia mieliśmy wyjechać z dziećmi na wakacje nad jezioro ze znajomymi ale oni nie chcieli w tej sytuacji pojechać. Lecz ja na nich wywarłam decyzje że jedziemy, bo to być może nasze ostatnie wspólne wakacje. Tak, że się spakowaliśmy i pojechaliśmy. Kolejnego dnia rano znajomi zostali z dziećmi nad jeziorem, a my z mężem pojechaliśmy do szpitala po termin operacji. Pierwszą operację miałam 13 września w piątek o 13. Każdy przesądny by zadrżał, a ja jakoś spokojnie podeszłam do sprawy w nadziei, że się jednak ktoś pomylił i że jestem zupełnie zdrowa....

Na ziemię sprowadzono mnie na kominku onkologicznym i wyniku pooperacyjnym. Wtedy to potwierdzono najgorsze i podjęto decyzję o mastektomii. Dopiero po drugim wyniku potwierdzającym nowotwór uświadomiłam sobie, że to nie jest pomyłka, to jest fakt... Starałam się być twarda przed dziećmi, mężem, aby się nie martwili, lecz gdy przychodziła noc i wszyscy spali, wtedy to sobie zawsze popłakałam w poduchę.
Lecz jednego poranka jak wpisałam sobie wynik po łacinie w wujka Google wyskoczyła mi strona internetowa amazonki net. Najpierw podczytywałam sobie stronę jako niezalogowany użytkownik, po czym córka pomogła mi się zarejestrować na tym portalu... W tym ciemnym, okropnym czasie natrafiłam na światełko w tunelu… Ktoś zaczął rozumieć co ja do niego piszę, czego się boję, dlaczego mam obniżony nastrój, zły humor, bądź dlaczego płaczę. Po mastektomii zadecydowano o chemioterapii, którą przechodziłam dość znośnie. A naszym szaleństwom na forum nie było końca. Na forum zamieszkałam... to był mój drugi wirtualny dom, gdzie poznałam wiele bardzo kochanych osób, które przechodziły przez to co ja, które się śmiały z tego co ja, które płakały przez to samo co ja. Mój piękny świat, który legł w gruzach 26 lipca 2010 roku, zaczął ponownie nabierać barw… Mój dzień zaczynał się od powiedzenia dzień dobry na forum a kończył na dobranoc… W końcu przyszedł czas na poznanie tych kochanych kobiet w realu… To był dla mnie wtedy ogromny szok ze tyle różnych osób mogłam poznać, wyściskać i zaprzyjaźnić się z nimi... Pierwsze moje szalone wyjazdy były w kierunku Ciechocinka - tam poznałam mnóstwo amazonek, z którymi zawsze było wesoło i można było naładować baterie na kolejne pół roku… Potem wyjazdy: w góry, Częstochowa, Praga, Zakopane itd.

Na jednym wakacyjnym wyjeździe z amazonkami zostałam namówiona, aby iść dalej do szkoły smiling smiley. Jak ja się obawiałam czy sobie poradzę! Ale niestety, dziewczyny nie odpuszczały i zapisałam się do liceum dla dorosłych… W 2014 roku zdałam maturę a w październiku tego samego roku rozpoczęłam studia na WSZ w Gdańsku... Ale było ciężko, mówię Wam smiling smiley To kucie paragrafów na pamięć, prawo unijne, prawo handlowe, prawo rodzinne itd. W 2014 r zabrano mi rentę chorobową i musiałam wrócić do pracy zawodowej. Najpierw bardzo się obawiałam, gdzie ja znajdę się ponownie na rynku pracy, ale ze względu na to że miałam znaczny stopień niepełnosprawności i maturę w kieszeni, dostałam prace szybciochem smiling smiley Tak, że zaczęłam wracać na normalne tory życiowe. O chorobie z czasem zaczęłam zapominać, przypominam sobie tylko jak przychodzi czas kontroli i trzeba wykonać badania. W czerwcu 2018r. obroniłam się i pracuje na posadce państwowej.

Blaski i cienie choroby. Na pewno się znajdą... Cieniem jest to, że mogłaby się nie przytrafić, ale niestety nie mamy na to wpływu… Jak też strach, który będzie na pewno choremu towarzyszył do końca życia... Można to porównać do tego, jakbyśmy stanęli na minie i teraz niewiadomo jaki krok zrobić aby nas nie rozerwało. Z czasem człowiek się oswaja z chorobą i zaczyna malutkimi kroczkami stawiać sobie cele, które pragniemy osiągnąć. Nasze życie zaczyna się przewartościowywać - są sprawy ważne i ważniejsze albo całkowicie nieważne. Jak wspomnę czasy przed chorobą i na to jak nie mogliśmy wyjechać nigdy na wakacje, bo albo był remont domu, albo jakaś ogromna rodzinna impreza gdzie trzeba było pomóc. Ta odwieczna pogoń: praca, dom, dzieci, praca i tak na okrągło. Zderzenie się z chorobą to jest taki życiowy stop - zatrzymaj się, pomyśl! W taki to sposób doszliśmy do blasków zaistniałej sytuacji. Przez chorobę całe moje życie wywróciło się do góry nogami, ale dzięki temu też i odmieniło moje życie w 100%. Poznałam ogrom przekochanych osób, które przeszły przez to samo co ja, poszłam do szkoły, którą ukończyłam z zadawalającym skutkiem, zaczęłam podróżować, poznając nasz przepiękny kraj, mam pracę, kochającą rodzinę, którą też nauczyłam angażować się w nasze życie i cieszyć się nawet z najmniejszych sukcesów, powiększa mi się rodzinka i chcę żyć. Chcę kochać, być kochaną i być zdrową… Dlatego po zderzeniu z chorobą nie pozwólmy, aby to choroba ustawiała nam życie, lecz abyśmy to my życie podporządkowali do choroby. Jeżeli ktoś to czyta - kto dopiero zaczął walczyć, to sobie na pewno myśli: łatwo powiedzieć bo ona już tak długo jest po chorobie, ale ja kiedyś też byłam podczas diagnozy, przed operacją, podczas chemioterapii, hormonoterapii, bałam się jak moja rodzina sobie poradzi beze mnie. No, to więc proponuję przyjąć najprostszą zasadę: padłeś - powstań, otrzep się, popraw koronę i zasuwaj dalej smiling smiley Powodzenia życzę moje siostrzyczki i braciszkowie od piersi.
Pamiętajcie: nigdy nie jest tak źle żeby nie mogło być gorzej... No, więc cycki do przodu i zasuwamy dalej. Pozdrawiam - Andzia73






Z amazonki.net od 2006 roku.

goja66 (offline)

Post #2

23-02-2019 - 18:26:10

Ozorków 

jezuuuu Andzia 73...przypomniałaś mi o koronie ….zaraz ją odszukam i wsadzę sobie na głowę ...Dzieki...




NST Gx po chemioterapii ypT3N3
Er- 30% ,Pr-0 , HER2-0 , Ki67-18-20%

lulu (offline)

Post #3

23-02-2019 - 18:40:58

k/Kwidzyna 

No brawo Andziulko, niedługo babciu. serce



Na Forum od 07 lutego 2008

2007 amputacja prawej piersi, 5 lat na Tamoksyfenie, Egistrozolu, Mamostrolu
2015 amputacja lewej piersi, 4xAC, rok Herceptyna
Nigdy nie jedz do syta. Jedna trzecia żołądka dla pokarmu, jedna trzecia dla napoju, jedna trzecia dla ducha.
je

dziubas (offline)

Post #4

24-02-2019 - 00:39:50

Gdańsk 

andziu! sercejakże ucieszył mnie Twój tekst!!! tak rzadko mamy okazje sie widzieć i słyszeć, choc mieszkamy w jednym mieście! bezradny byłyście z ewka-sopociara pierwszymi amazonkami, które poznałam w realu! pamietasz? dziekuje wiec przy okazji za wszystko, co potem nastepowało, jesli chodzi o integrację z Trójmiejska Mafia, dziekuje Panu Bogu i Wam, ze musiałam nauczyc sie potem byc samodzielna i z tego sie cieszę, ze sie udało stanąc bez buntu ponad podziałami! uśmiech





rak przewodowy, G1, wym. 0,8x0,6x0,9 cm, ER 95%, PgR 10%, Her2-neg, Ki67 1%, w wartowniku mikroprzerzut, pT1bN1(sn)Mx, operacja oszczędzająca z biopsja wartownika, radioterapia 25x, brachyterpia, hormonoterapia-tamoxiffen do 10lat

Al_la (offline)

Post #5

26-02-2019 - 13:37:43

k/Warszawy 

Andziu brawo kwiatek





W najgorszych chwilach mego życia zawsze mogłem liczyć na przyjaciół.
Odtąd wiem, że pierwszą rzeczą, jaką należy zrobić, to poprosić o pomoc. Paulo Coelho




Przewodowy NST, G2, T3N0Mx, TNBC, 6 x FEC (3 przed operacją), yT2N0Mx

aga66 (offline)

Post #6

26-02-2019 - 21:17:09

Warszawa 

Bardzo fajny tekst Aniu ????



"Tyle wiemy o sobie, ile nas sprawdzono". W. Szymborska
Alexis de Tocqueville „Wolność człowieka kończy się tam, gdzie zaczyna się wolność drugiego człowieka.” Niestety, wielu z nas uważa, że ich wolność nie podlega ograniczeniom, przynajmniej nie takim, które oni sami by akceptowali...

myszka (offline)

Post #7

26-02-2019 - 21:31:34

Poznań 

serceAndziu I love you serce



Nie marnuj swojego życia na to by zaimponować innym ludziom.Po prostu rób to co kochasz i kochaj to co robisz...serce
Przykro nam, ale tylko zarejestrowane osoby mogą pisać na tym forum.

Kliknij żeby zalogować

Użytkownicy online

Gości: 443
Największa liczba użytkowników online: 77 dnia 11-10-2011
Największa liczba gości online: 5263 dnia 07-04-2018