Ile plusów, ile munusów - tekst konkursowy: Goja66

Wysłane przez mgiełka 

mgiełka (offline)

Post #1

31-05-2020 - 23:12:01

Radom 

Obiecałam Mgiełce, że napiszę...

No to piszę, ale pewnie nikt już tego czytać nie może bez czegoś na zgagę...
No cóż - jest pytanie, jest odpowiedź. Ile plusów, ile minusów? Haaa... Nie zacznę od plusów, bo wbrew sobie bym pisała i wbrew wszystkim tym, co się dowiadują, że oto RAK... Wszyscy wiedzą, ale nikt się nie spodziewa, że to mój RAK... Że ja, że teraz, że dziś, że… o co chodzi... No, przecież nic takiego nie zrobiłam... Odżywiałam się zdrowiutko... Jestem eko... - wiadomo... Jestem świadoma... cudownie... Badam piersi - no idealnie... Jestem bystra i proekologiczna... Wszystko wiem... Aaaa, na koniec dodam: jestem położną - uczę badać piersi... wiem na co zwrócić uwagę... No, wszystko wiem... NO SKĄD MAM TAKIEGO RAKA W TAKIM STADIUM, ŻE PROFESOR ZE SZCZECINA CIESZYł SIĘ, ŻE MNIE POZNAŁ… BO TAKI DZIAD… Nie, żeby profesor... Mój rak go zachwycił... Już się ze mną umawiał a propos badań nad dziwactwami w Szczecinie... Profesor Huzarski cieszył się, że mnie poznał... Już mnie umawiał, już się cieszył, że będzie badał raka-cudaka na taką skalę i tak agresywnego... Już mnie widział w "swoim "programie… Moja chora(?) krew poleciała na cito do Ameryki bez wizy jeszcze = taka była cudna i dziwna, i ciekawa, i inspirująca... Widziałam zachwyt w oczach profesora... NO TAAAKI RAAAKK... No, czułam to, że jestem "ciekawa”... Ale nie czułam się z tym dobrze... Czekałam na WYROK. Czekałam na wszystko to, na co nikt nigdy nie czekał... Przecież mój chirurg (z przypadku - bo ten "niby mój” utknął na lotnisku..., z wakacji chłop wracał…, a co tam... troszkę dłużej na lotnisku to nawet przygoda jakaś... Dla niego... Ja już umierałam ze strachu 2-3 dni wcześniej... Normalne... w końcu ja mam raka nie on... On wraca z wakacji... Być może z małymi dziećmi - bo to młody doktor jest… A cóż ja... stara baba… stare dzieci… przecież nikt mi nic nie obiecywał… Nigdy nikt mi nie obiecał, że będzie lekko, łatwo i przyjemnie... NIKT NIGDYYY... Nawet mama i tata... chociaż taty już nie mam dawno... A ten mój młody i bystry doktor - tylko jeszcze nie oszlifowany pewnie diament - powiedział mi z wielką nonszalancją na wizycie kontrolnej, że czego ja się spodziewam (w czasie kiedy miałam krwiaka na pół klatki piersiowej i odroczoną radioterapię bardzo... bardzo - bo 4 m-ce i nie wiadomo co to było - a on powiedział: no, ale czego Pani oczekuje, jest pani śmiertelnie chora... No ja nie usłyszałam, że nadal leczę się na trudnego raka -usłyszałam, że umrę. No może nie jutro, ale pojutrze to już na bank. No taki mi się doktor trafił - no tak mnie "sponiewierał ", że każda wizyta u niego to była obietnica mojego pogrzebu, żebym sobie ładniutki ustaliła skoro jeszcze mogę...

A przed mamą nie mogę umrzeć (i tego się trzymam). Ona się już dość wycierpiała... Nie mam taty ale i nie mam dwóch braci... Jestem tylko ja i nie pozwolę na to, żeby mama musiała mnie żegnać... Nie tak ma być... Tak nie wolno nawet... Panie Boże, nie wiem jakie masz plany... Ale nie możesz karać znowu mojej biednej matki... Ja zrobiłam swój rachunek sumienia... Nie jestem bez winy... Poczułam chyba to co miałam poczuć - mam synka wcześniaka - osiwiałam wtedy przez tego "konika”... Panie Boże, jeśli gdzieś tam jesteś... Dałeś mi TYLE... tyle mi dałeś, to dlaczego chcesz mi tyle zabrać... A może to jest coś za coś... może to taki deal… taki interes... Coś mi dałeś, coś mi zabierzesz… Karmiłam 3 lata piersią - pamiętam jak miałam kryzys, jak poszłam na USG z bólem piersi takim, że klękajcie narody... nie ze "zwykłym” zapaleniem piersi... Jak płakałam z bólu łzami... a pan od USG docisnął głowicę i powiedział: NO BEZ PRZESADY USG NIE BOLI... Mnie bolało... fizycznym bólem... i to ten cyc… którego dziś już nie mam... Minęło 21 lat a ja pamiętam to USG jak by było wczoraj… I pamiętam jak dziś, jak mi mówił, ten doktorek, że "no bez przesady cycki tak nie bolą... A mnie łzy z bólu płynęły... ciurkiem...To bolało... Nie wiem, czy to był jakiś znak... Nie wiem... Podobno długie karmienie piersią zapobiega RAKOWI... Ja karmiłam długoooo. Bardzo długgoooo... 3 lata. No i co z tego… No i co? No i nic z tego.

Ile minusów - no pełno minusów... No świat się zawalił... No wszystko się zawaliło... wszyściutko... Nic nie było... Była tylko chemia... słabość... ból... czekanie na wyrok czyli na wynik krwi... - z tym było różnie… Fajnie jak chemia poszła... Jak nie poszła to MASAKRA... A taka dzielna byłam, ale tu się nie sprawdziło... Ale już czułam, jak z parkingu nie mogłam dojść do szpitala bez zadyszki. Jak parking przed szpitalem Kopernika był tak ogromny jak ocean… i to gdzie zaparkowałam, bliżej czy dalej, było moim żyć albo umrzeć przed dojściem do drzwi... A zadyszkę miałam tuż za trzaśnięciem drzwiami auta... Taka byłam "mocna "... No taka właśnie... Nie miałam siły na nic… Na życie nie miałam siły, nie miałam siły umrzeć nawet... Wszystko mnie bolało, a nic nie boli tak jak życie... Bolały mnie włosy, których już nie miałam... Bolała mnie każda cebulka z osobna i wszystkie razem… Bolało mnie motanie turbanu na łysej głowie - jak za ciasno (bo bałam się, że spadnie)… Bałam się spojrzeń ludzi w sklepie - bo przecież mnie znają... O dziwo... większość mnie nie poznawała - tak "świetnie musiałam wyglądać "… I moje blade uśmiechy nie budziły spodziewanej reakcji... Raczej nikogo nie oczarowałam tą swoją szarością, łysą głową (bo to widać spod turbanu), brakiem brwi, rzęs... No nic nie miałam na twarzy -pewnie oprócz bólu istnienia… Od tego czasu z uważnością przyglądam się tym w chustkach, turbanach... Peruki poznaję na odległość… Nigdy nie użyłam peruki - bo nie dałabym rady - ale rozumiem i szanuję czyjś wybór pod tytułem: oszukać przeznaczenie... I bardzo ubolewam nad tym, że to MY musimy się ukrywać za perukami, turbanami, żeby nie budzić sensacji i emocji... Przecież łysina jest piękna... Tyle cudnych zdjęć widziałam...To bym zmieniła - niech łyse przemówi - jeśli tak dla łysego jest lepiej… i wygodniej… I nie boli... Niech łyse (jeśli jest gotowe) będzie sobie łyse... Tak jak ufarbowane kolorowe pióra mają być widoczne i mają szokować, to dlaczego nie MY… Tak piękne są kobiety bez włosów (a proszę - plus się trafił w tych minusach - piękne kobiety są zawsze piękne). No, żeby nie było tak uroczo -wiadomo brzydkie są brzydkie nadal, tylko łyse - tak jak byłam ja smiling smiley A np. brak siły był tylko irytujący, ale nie jakoś specjalnie toksyczny, bo i tak mi było raczej wszystko jedno… bo nie miałam siły... Ale, ale to też można ogarnąć bez problemu – myślę, że dotyczy tylko kobiet, ba facet być może nawet by nie zauważył… Ja z pracami domowymi czekałam na te dni przed chemią, gdzie przyjmowałam końskie dawki sterydów, które dawały mi moc i power... To było nawet śmieszne i fajne - wtedy mogłam wszystko. Wszystko to czego nie mogłam pomiędzy chemiami… O i plusik dodam - cierpiałam na przewlekły zespół barkowy - tak bolesny, że zwinięta w kłębek płakałam z nużącego, trudnego do ogarnięcia bólu - po takiej dawce sterydów mój bark "ozdrowiał "... onkolog mi to wytłumaczyła, że to uboczne działanie sterydów... Już mnie bark nie boli… smiling smiley Cudowne. No owszem, żeby nie było - bolą mnie kości, boli mnie miejsce po mastektomii jak zbyt długo na nim leżę w trakcie snu... Ale bark mnie już nigdy potem nie zabolał - a męczyło mnie to przez 8-10 lat.

To może dla równowagi jakiś plus, żeby nie było tak smutno: wiecie jak szumuje się rosół - to ta choroba szumuje znajomych i przyjaciół... Znajomych to zostawmy nawet w spokoju - bo same wiecie, że to trudna, paraliżująca dla wielu ludzi sytuacja - BO NIE WIEDZĄ JAK POMÓC... NIE WIEDZĄ CO CI POWIEDZIEĆ... jest im trudno - bo może i by chcieli - ale klucza nie mają do tego zamka. A głupie gadanie jest chyba gorsze - niż wycofanie się na ten czas. Rozumiem to. A przyjaciele się "wyszumują".
I to jest mega plus... I nikt nie musi mnie za rękę trzymać. Wystarczy, że jest niedaleko… bystry… czujny... i TYLKO TWOJE jedno słowo uruchamia lawinę dobroci i pomocy... Jakiekolwiek... Bo czasem jest to telefon nocą - i nie oni do ciebie dzwonią - to ty dzwonisz szlochając, że już masz dość i nic więcej nie zniesiesz... A ona/oni jutro rano przywożą ci trzy doniczki pięknych wrzosów, że jak tu ich nie zasadzić... no jak nie jechać po ziemię i doniczki - no musisz wstać i żyć… To jest tak różne: to może być książka, to może być koszyk malin, to może być potrzymaj moją malunią wnuczkę, bo muszę iść napalić w piecu... To może być cokolwiek... To może być uścisk łokcia przy wyjściu z Twojego domu. To jest czasem tak malutkie - a robi taką dużą robotę… To może być kaktus do opieki z pomarańczowymi igiełkami... To może być wszystko… I plusem jest to, że zbierasz te chwile i chwilki jak koraliki na żyłkę i robi się z tego całkiem mocny i kolorowy naszyjnik…
Minus, że wydaje ci się, że życie się skończy zaraz, za chwilę, że jutro - że nie ma nic więcej… Masz nerwy, że kalendarz wisi w kuchni... bo po co… Jak ktoś ci "jutro" zabrał... Po co ci rzeczy materialne - skoro jutro je ktoś będzie musiał wyrzucić… Po co ci nowa kurtka, nowe buty... Trzeba wszystkie sprawy urzędowe uregulować prawnie, żeby był porządek… A za chwilę łudzisz się, że jak tego nie ogarniesz, to nie umrzesz - bo nie możesz umrzeć taka "nieogarnięta"- no ja tak miałam.
Szukam plusa... szukam plusa - znalazłam - że kiedyś takie sprawy jak generalne porządki na święta były priorytetem - teraz z lekkością: jeśli dziś mi się nie uda - to może jutro to zrobię... Jeśli mi się uda i będę miała siłę na to.
Mogłabym tak pisać w nieskończoność i zawsze minusy przeważą swoją szalę... Rak bardzo wiele mi zabrał, bardzo... Dał mi niewiele - albo wiele - totalną depresję... Dał mi siłę i zabrał mi siłę...
Jaką siłę mi dał - ale ja mam chyba taką karmę, że bardziej teraz przytulam to wszystko co brzydkie, słabe, szare i zmęczone... I o dziwo dobrze mi z tym... Mój osobisty sejsmograf wyczuwa osobniki słabe, odrzucone, chore, nieporadne - jasne, że nie zawsze mi wychodzi - ale staram się jak mogę... Bardzo się staram... Bardzo.

PS. Ten mój doktor co mnie tak strachał - ten od "śmiertelnie chora" i co to mnie "umęczył” psychicznie (ale to młody doktor - pisałam o nim na forum - że dobry lekarz z niego będzie - tylko musi poćwiczyć przekazywanie dobrych/złych informacji...). Bo ja uważam, że wszystko można powiedzieć, ale trzeba umieć to zrobić... - to ten sam doktor widział mnie w ubiegłą środę - kiedy ja prosiłam, żeby usunął mi tę drugą teoretycznie "zdrową" pierś - koniecznie chciał mi rekonstrukcję robić... smiling smiley żebym była szczęśliwa... ech.
Goja66






Z amazonki.net od 2006 roku.

etruzilka (offline)

Post #2

01-06-2020 - 11:10:16

Olsztyn 

brawo

Tomasz. (offline)

Post #3

01-06-2020 - 12:46:22

Pruszków 

Jacyż biedni (że nie powiem ułomni) są ci, których choroba przewlekła nie dotknęła. A zwłaszcza jak nie zachorowali na raka.



____________
Nie jestem lekarzem. Moje sugestie odnośnie leczenia należy zawsze skonsultować z lekarzem prowadzącym.

Safi (online)

Post #4

01-06-2020 - 14:57:30

 

Chciałbym być w gronie tych ułomnychśmiech
Przykro nam, ale tylko zarejestrowane osoby mogą pisać na tym forum.

Kliknij żeby zalogować

Użytkownicy online

Gości: 553
Największa liczba użytkowników online: 77 dnia 11-10-2011
Największa liczba gości online: 5263 dnia 07-04-2018