Ile plusów, ile munusów - tekst konkursowy: Rudzia

Wysłane przez mgiełka 

mgiełka (offline)

Post #1

31-05-2020 - 23:20:15

Radom 

„Ile plusów ile minusów?...”

Jak rak wpływa wpłynął na moje kontakty rodzinne, przyjacielskie, społeczne?

Diagnoza RAK... to elektryzujące słowo. Powoduje, że w jednej sekundzie nie ma całego świata - jesteśmy tylko My i on, i milion pytań…
Gdyby tak w tej właśnie sekundzie zadać to pytanie „ile plusów ile minusów?”, to w 99 % usłyszelibyśmy, że jest to jeden wielki minus, krecha na całej linii, przekreślone życie, nie ma już NIC.
No właśnie..., a jak to tak naprawdę jest?

Moja przygoda z RAKIEM to w 100% przygoda. Od samego początku potraktowałam to jako kolejne doświadczenie, jako nowy etap, nowy poziom, skok w nieznane.
Czy był strach? Raczej jedna wielka niewiadoma: „jak to się je”, „z czym to się je” i w ogóle to dlaczego mam się bać, przecież to „tylko” rak sutka. Jak to mówią niektórzy, wyparłam tę całą złą otoczkę jaką ma RAK i tak prześmiewczo przyjęłam słowa pana doktora „Pani Iwono, teraz walczymy o życie”. Niczym bezbronne stworzenie poddałam się wszystkiemu co mi zaoferowało konsylium, szłam w ciemno... nie podważałam ich decyzji, brałam co dają.
Grzecznie się leczyłam i nabywałam nowych doznań.
Poznałam nową siebie, nowe spojrzenie, odkryłam nowe kubki smakowe życia, poczułam co to naprawdę jest przyjaźń i ile ona jest warta.
Z pełną odpowiedzialnością mogę powiedzieć, że „moja” szala ugina się od tych plusów...
Dziwne?
A jednak... Ale aby nie wyglądało to tak, że mieć RAKA to sielanka, zacznę od tych mniej miłych stron jego posiadania. Na pewno do tych ujemnych należy cała ta batalia medyczna, to leczenie, operacja, chemia, igły, złe samopoczucie... Tulenie klozetu, brak apetytu, łysolek... oraz brak piersi...
Niewątpliwie nasze samopoczucie w tym czasie to jeden wielki koszmar, ale czego się nie robi aby było lepiej, aby gdzieś tam w tle jarzyła się … przyszłość. Człowiek wiele może znieść, a jak jeszcze chodzi o to „jutro”, to wszystko zrobimy, aby udało się wyzdrowieć! Szkoda, że w tym wszystkim nie zawsze nasi lekarze, nasza służba zdrowia wykazuje się ciut większymi pokładami empatii. Domyślam się, że specjalizacja ONKOLOGIA to też trzeźwe patrzenie na świat, nie ma tu miejsca na sentymenty itd., ale czasem naprawdę ten inny ton, to spojrzenie w oczy, tak zwyczajnie po ludzku, dałoby nam pacjentom odczuć, że jesteśmy w dobrych rękach, że nikt nas nie zastawi z tym wszystkim. Ot, taki mój mały „ból”.

Pomimo całego tego zamieszania, jakie wywołała diagnoza NOWOTWÓR udało mi się zachować pozytywne spojrzenie i przyjęcie tegoż nowego lokatora do swojego życia, od samego początku nie dawałam mu szans na zepsucie mnie, ani na uległam wiedzy potocznej o raku piersi, która obfituje w wiele nieprawdziwych stereotypów. Oczywiście w tym wszystkim nie tylko ja przecież byłam, razem ze mną byli moi bliscy, mąż, syn, rodzice, rodzeństwo, przyjaciele, znajomi…
Czasem myślę, że rodzina bardziej to przeżywała niż ja…
Jak to w życiu bywa, w tych złych chwilach, chorobie, mamy możliwość przekonania się na ile te wszystkie relacje są mocne, ilu z nas wytrzyma a ilu odejdzie.
Z relacjami „My i cała reszta świata” jest przeróżnie, to wielka próba dla wszystkich, taki mały egzamin z życia.

W moim przypadku było różnie, niektóre zachowania mnie wzruszały a inne... wrrrr aż krew się gotowała. Najbardziej widoczny strach zauważyłam po skutkach chemioterapii. Niestety, łysolek stawia innych w mało komfortowej sytuacji... - jak tu z nami rozmawiać, co mówić? czy w ogóle podejmować temat? czy unikać? Aczkolwiek nie dziwię się, bo są osoby, które mają ogromny żal do całego świata i stawiają mur, nie chcą pomocy, nie pozwalają na normalne relacje.
Rak uwidocznił kto jest prawdziwym człowiekiem, który widzi NAS a nie to całe tło, aureolę nowotworową. Zostały ze mną osoby, które nie bały się być ze mną, nie bały się śmiać, nie uciekały od trudnych tematów, nie szukały wymówek, po prostu były, trwały w tym całym galimatiasie.
Nie zostało ich wiele, ale te cenne osoby są do dziś dnia, moje Przyjaciółki.

Choroba dodała mi odwagi i troszkę nastąpiło zmian. Wywróciłam życie rodzinne, nie tylko diagnozą ale i rozwodem. Zawalczyłam o siebie, o nową mnie. Nastąpił w moim życiu taki mały renesans. Wyszłam do ludzi, znowu zaczęłam mieć znajomych, rozmawiać, cieszyć się życiem.
Odnalazłam dawną cząstkę siebie.
Na forum Amazonki poznałam wiele wspaniałych dziewczyn, bratnich dusz, które dodały mi jeszcze więcej siły, pozwoliły poczuć się potrzebną. Tu zawiązały się wyjątkowe więzi, które na zawsze zostaną w mym sercu.

Kolejny „plus”… - rak dał mi siłę na otwarcie nowych drzwi, którymi stał się nowy związek.
Wydawałoby się, niemożliwe... No bo jak? Jak kobieta po mastektomii, z ledwo zakończonym leczeniem i tym ryzykiem „nawrót” ma na nowo przeżyć euforie, uniesienia, motyle w brzuchu??? Niewykonalne. A jednak, da się winking smiley

Rozpoznanie choroby zapoczątkowało lawinę wydarzeń, które mogły mieć zły finał, mogły przybrać inny charakter ale… dla mnie, był to początek lepszego.
Kontrowersyjne wyznanie, ale niestety jest ono prawdziwe. Zło przerodziło się w dobro.
Pokazałam swoim bliskim, znajomym, sąsiadom, koleżankom, społeczeństwu, że nie można Nas, osób zdiagnozowanych, wykluczać z życia, nie wolno stawiać przysłowiowego „krzyżyka”, nie wolno Nas ignorować, trzeba Nas widzieć, rozmawiać, czasem płakać z nami, ale nigdy nie odrzucać!!! Rak to nie trąd, to choroba z którą trzeba godnie żyć, a żyć to znaczy być częścią wszystkich, śmiać się, smucić, rozmawiać, milczeć... po prostu być!
Nie uciekajmy ani od naszych bliskich, ani od chorych. Uczmy się siebie nawzajem, dajmy sobie czas, podajmy dłoń... nawet pomilczeć jest fajnie, byle mieć z kim.

I tak oto było, jest, u mnie… u Rudzi nie rudej.
Reasumując - uważam, iż RAK dał mi więcej dobrego niż złego…
Rudzia…






Z amazonki.net od 2006 roku.

ira (offline)

Post #2

01-06-2020 - 19:24:40

Pabianice 

Cytuj
mgiełka
„Ile plusów ile minusów?...”

Reasumując - uważam, iż RAK dał mi więcej dobrego niż złego…
Rudzia…

To Ci, Rudziu ulubiona, zazdroszczę. Nigdy tak nie myślałam, nawet przed ponownym zachorowaniem. Chociaż zdarzyło się wiele fajnych rzeczy, spraw, to i tak będą one przez niego.
buzki



etruzilka (offline)

Post #3

01-06-2020 - 21:19:31

Olsztyn 

brawo

lulu (offline)

Post #4

02-06-2020 - 19:26:50

k/Kwidzyna 

No bo jak taki skorupiak miałby szalonej Rudzi coś odebrać, no nie ma szans.



Na Forum od 07 lutego 2008

2007 amputacja prawej piersi, 5 lat na Tamoksyfenie, Egistrozolu, Mamostrolu
2015 amputacja lewej piersi, 4xAC, rok Herceptyna
Nigdy nie jedz do syta. Jedna trzecia żołądka dla pokarmu, jedna trzecia dla napoju, jedna trzecia dla ducha.
je

Al_la (offline)

Post #5

06-06-2020 - 18:22:05

k/Warszawy 

brawo ok





W najgorszych chwilach mego życia zawsze mogłem liczyć na przyjaciół.
Odtąd wiem, że pierwszą rzeczą, jaką należy zrobić, to poprosić o pomoc. Paulo Coelho




Przewodowy NST, G2, T3N0Mx, TNBC, 6 x FEC (3 przed operacją), yT2N0Mx
Przykro nam, ale tylko zarejestrowane osoby mogą pisać na tym forum.

Kliknij żeby zalogować

Użytkownicy online

Gości: 442
Największa liczba użytkowników online: 77 dnia 11-10-2011
Największa liczba gości online: 5263 dnia 07-04-2018