Moja historia - joanna_w29

Wysłane przez joanna_w29 

joanna_w29 (offline)

Post #1

04-10-2011 - 09:21:37

Szczyrk 

Mam na imię Asia, mam 31 lat i jestem Amazonką... trudno mi tak o sobie myśleć, trudno mówić...
Wszystko zaczeło się koło dwóch lat temu.
Wcześniej nic nie wskazywało na to co miało się wydarzyć, piersi jak piersi – raz zbadał mi je ginekolog, co jakiś czas widziałam w przychodni plakat z instrukcją samobadania. Czasem próbowałam się badać, ale nie byłam w stanie nic stwierdzić – "piersi o utkaniu gruczołowym", twarde i niejednolite.
A może o już było to?
We wrześniu 2009r. podczas kąpieli czy wycierania się zauważyłam, że lewa pierś, na dole, jest twardsza. Wyraźnie wyczuwalny fragment, dość płaski, o średnicy około 3cm. Zaniepokoiło mnie to, ale nie na tyle, bym poszła do lekarza. Przeciwnie, co jakiś czas sprawdzałam to miejsce, z nadzieją, że to podejrzane zniknie... Nie znikało :-/
Potem uwagę na "podejrzane" zwrócił mi mój chłopak Kuba, następnie p.Ginekolog zapytała czy z piersiami wszystko w porządku... Nie mogłam dłużej udawać że nic sie nie dzieje.
1 Października poszłam do lekarza pierwszego kontaktu, od którego dostałam skierowanie do Poradni Chorób Piersi.
Tam wyznaczono mi termin na za tydzień. Denerwowałam się, nie dawało mi o spokoju... z tego wszystkiego zapomniałam nawet o urodzinach Kuby!
Pan Doktor w Poradni Chorób Piersi przeprowadził wywiad (siostra mojego taty chorowała na raka piersi), zbadał mnie (nie był zadowolony) i wypisał skierowanie na USG piersi.
Na USG okazało się, że mam w tej podejrzanej okolicy dwie zmiany 4-5x9mm - biopsja na CITO!
No i poleciało... pamiętam, że byłam wtedy jakoś poza tym, nie dopuszczałam do siebie tego co się dzieje, że to może być coś złego...
Wynik biopsji miałam odebrać 2 Listopada. Poszłam sama, przekonana, że nie dowiem się niczego złego.
Weszłam do gabinetu, a tam Pan Doktor: "Hmmmmm, co my tu mamy... Aha, dwie zmiany w piersi... hhmmmmmmm... no tak, miała Pani biopsię... hmmmmmm, no... aha, mam wynik... hmmmmmm, no... w obu zmianach są KOMÓRKI RAKOWE"
............................................................................................................................................................
jakbym dostała cegłą w łep............... wszystko wokół mnie zawirowało, oczy mi się zaszkliły, pociekły łzy... siedzę i ryczę...
a Pan Doktor kontynuuje: "no ale proszę sie nie przejmować (jak sie nie przejmować jak się ma raka!!!!!!!!!!) to się leczy. Dam Pani skierowanie do Szpitala Onkologicznego, prosze tam się zgłosić, najlepiej jutro, tylko wcześnie rano bo są kolejki"
!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! a ja siedzę i ryczę i mam milion myśli w głowie, wszystkie z kategorii: mam raka = umrę
Wyszłam, usiadłam w poczekalni i ryczę... i niewiem co zrobić...zadzwonić do kogoś. ale do kogo?... do Kuby. Ale co mu powiem??? że mam raka i umrę???????????
Masakra, to były najgorsze z przeżyć, jakie mnie spotkały przy okazji raka!
Zadzwoniłam, a On ze spokojem powiedział: "To będziemy się leczyć."
Tak też zrobiliśmy.
Następnego dnia rano pojechaliśmy do Bielskiego Centrum Onkologii. Z kolejką nie było tak źle, w okienku dostałam nr 10, ale jak przyszedł lekarz od razu mnie zawołał (chyba dlatego, żem taka młoda i rak piersi w tym wieku nie jest normalny), obejrzał wyniki i kazał czekać ma doktora który wyznaczy mi termin przyjęcia do szpitala. Nie bardzo pamiętam co wtedy czułam, ale pamiętam, ze w międzyczasie dostałam sms'a od ojca, że moja siostra urodziła córkę... Nikt poza Kubą nie wiedział o tym, że coś mam w piersi, że robię badania i że to komórki rakowe. Narodziny Dzidziusia nie ułatwiły mi przekazania im tej wiadomości. Pomyślałam, że to nie w porządku, że zepsuję im taki radosny dzień...
Dostałam skierowanie do Szpitala Onkologicznego na piątek 13 Listopada. Najgorsze było to, że zupełnie nie wiedziałam ze mną zrobią... Na szczęście był to tylko pobyt diagnostyczny, plus od Ordynatora Chirurgii dowiedziałam się, że sama sobie zrobiłam tego raka przez to ze brałam tabletki antykoncepcyjne!!!
Na konsylium po otrzymaniu wyników z biopsji gruboigłowej przedstawiono mi plan leczenia, miałam zacząć od chemii. Byłam trochę skołowana, wiec na korytarzu razem z ojcem jeszcze raz zapytałam jedną Panią Doktor jak będzie wyglądać leczenie. Powiedziała: "Będzie Pani miała chemię, potem amputacja, a potem hormonoterapia. A... i wyjdą Pani włosy".
Zabawne, bo nosiłam wtedy bardzo króciutkie włoski (6-9mm), w trakcie pobytu w szpitalu nawet kilka osób zwracało mi uwagę, jak ładnie odrastają ;-)
Chemioterapię AT (Doksorubicyna i Docetaksel) zaczęłam 1 Grudnia. Nawet dobrze ją zniosłam, porównując z tymi skutkami ubocznymi o jakich naczytałam się przed... Miałam lekkie nudności, nie mogłam za dużo zjeśc na raz i po paru dniach po kroplówce popołudniami dostawałam zgagę (jak w zegarku zawsze koło 16). No i byłam słaba jak mucha.
Na okoliczność chemioterapii, skutków ubocznych i tego, że Kuba pracował, moja rodzina (głównie rodzice) zdecydowali, że nie będę siedzieć sama w wynajmowanym mieszkaniu w Cieszynie, tylko mam wracać do domu Szczyrku. Tym sposobem jestem tu po dziś dzień ;-)
Wyczytałam, że włosy wyjdą mi po 10-14 dniachod pierwszej chemii, więc od 10 dnia skubałam kudełki sprawdzając jak siedzą. Dokładnie 14-go dnia zostało mi w palcach tyle ile chwyciłam!!! Nie przeraziło mnie to, raczej rozbawiło. Włosy trochę sie sypały, trochę ja im pomagałam, w efekcie wyglądałam jak jakieś chore zwierzątko. W koncu ostrzygłam je na zero, po czym poprosiłam Kubę żeby kupił mi jakąś dobrą maszynkędo golenia, wzięłam żel od ojca i ogoliliśmy je na łyso.
Lubiłam tą łysą główkę i najchętniej chodziłabym z taką glacą, ale po pierwsze była zima i nawet w chustce i czapce szczypało po łepku, a po drugie robiły mi się jakieś krosty (ponoć po chemii) i nie wyglądało to ładnie. Włoski zaczęły mi jakoś od razu odrastać, ale takie liche, cieniutkie i myszowate, więc goliłam je systematycznie a potem strzygłam maszynką na zero.
Drugę chemię wzięłam 22 Grudnia. Też obeszła się ze mną łagodnie, przed wigilią tradycyjnie posmażyłam naleśniki i popiekłam krokiety dla całej rodziny :-)
Na sylwestra pojechaliśmy nad morze :-)
Zastanawialiśmy się jak go spędzić, więc mówię do Kuby: "Pojedźmy gdzieś...", K: "Gdzie?", na co ja palnęłam: "Nad morze."... K: "Dobra!"
Kuba pracował Sylwestra, więc kiedy wrócił spakowaliśmy się do naszego niedługo wcześniej kupionego pierwszego własnego samochodu i ruszyliśmy przez całą Polskę :-) Nowy rok witaliśmy w Gniewkowie koło Inowrocławia. Było pięknie!!! W ogóle bardzo miło wspominam ten wyjazd :-) Pozwolił mi na trochę oderwać sie od choroby i leczenia. Poczułam sie jak normalna zdrowa osoba :-) Chodziliśmy na plażę, zwiedzaliśmy... Władysławowo, Gdańsk, Gdynię, Sopot, Półwysep Helski... Nie byłam wcześniej w zimie nad morzem. Jak wiele lat temu latem pierwszy raz zobaczyłam nasz Bałtyk powiedziałam: "Phi... i o to tyle szumu... woda i nic wiecej..." Natomiast teraz mnie urzekło :-) Zrobiło na mnie niesamowite wrażenie. Śnieg na plaży i to wszystko... Nawet przeszywające zimno i wiatr nie przeszkadzało ;-)
Nasz pobyt noworoczny trwał kilka dni, w drodze powrotnej zahaczyliśmy o Malbork (na życzenie Kuby) i Toruń (na moje życzenie).
Po nowym roku jakoś miałam wizytę u mojej Pani Doktor Chemiczki. Okazało się ze guz mocno się zmniejsza po chemii (faktycznie, jak podniosłam ręce, w miejscu gdzie było to podejrzane robiło się wklęśnięcie!) i trzeba go oznaczyć żeby chirurg wiedział gdzie ciąć.
Więc wybrałam sie na znacznikowanie, naczekałam sie masaktycznie długo, a Pan Doktor robiąć USG stwierdził, że tam są dwa guzki (od początku były dwa, więc nie wiem skąd to zaskoczenie!!!) i nie będzie znaczkikował, bo przy wieloogniskowym raku i tak nie zrobią mi operacji oszczędzającej !!!
Załamałam się!!! Wtedy dotarło do mnie że chyba faktycznie obetną mi pierś!!!
Wysłał mnie z powrotem do Mojej Dokorki, która potwierdziła, że jak dwa to nikt w BCO nie podejmie sie oszczędzającej.
Fak!!!!!!!!!!! jak wcześniej w miarę dobrze się trzymałam, tak teraz wszystko padło!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Pani doktor poradziła mi skonsultować sie w sprawie mastektomii podskórnej z jednoczesną rekonstrukcją, i tak trafiłam do dr Solarza.
Wzięłam jeszcze jedną chemię, termin operacji wyznaczyliśmy na 26 Stycznia 2010r. - trzy dni przed moimi trzydziestymi urodzinami.
Śmiałam sie, że ot, taka fanaberia, że sobie zrobię silikonowego cycka na 30-stkę ;-) W rzeczywistosci nie było mi jednak tak wesoło... 30 urodziny kojarzą sie z czasem bilansu, a mój nie wychodził zbyt korzystnie... nie miałam męża (miałam cudowniego kandydata na tegoż, ale to nie to samo...), dzieci, domu, pozycji zawodowej... miałam raka.
Na szczęście była przy mnie rodzina, Kuba, przyjaciele...
Operacja przebiegła bez komplikacji, wyszłam dzień przed urodzinami, z nowym silikonowym cycem ;-)
Od tego czasu teoretycznie jestem zdrowa...
Po operacji dostałam jeszcze cztery chemie AC (Doksorubicyna i Cyclofosfamid) – również nie miałam wielu skutków ubocznych, poza nudnościami osłabieniem.
Dokładnie pól roku po pierwszym przyjęciu do szpitala wzięłam ostatnią chemioterapię, po której, jakby na dokładniejsze zaznaczenie działania, lekko sypnęły mi się już ładnie odrastajace, równiejsze i gęściejsze włosy... Załamało mnie to trochę, znów kilka razy musiałam strzyc je na zero zanim zaczęły równo rosnąć. Ale i tak było juz fajnie, od wiosny chodziłam bez chustki, z łysym łepkiem, odrastały mi brwi i rzęsy, które sypnęły mi się jakoś pod koniec leczenia, jak już odrastały mi włosy, więc nie wygladałam strasznie ufokowato ;-)
Po półrocznym L4 dostałam roczne świadczenie rehabilitacyjne z ZUS-u, a od Pani Doktor Chemiczki rok kroplówek Herceptyny. Jednocześnie zaczęłam hormonoterapię – Tamoxifen i Zoladeks, "farmakologiczną kastrację".
Na przełomie Lipca i Sierpnia 2010 udało się nam pojechać z Kubą i kumplem Krzyśkiem na Przystanek Woodstock do Kostrzyna n.Odrą. Bałam sie że choroba, a raczej leczenie uniemożliwią mi to, zresztą koleżanka-amazonka odradzała mi wyjadz na festiwal – "tłumy, brud, zarazki. ...", ale ja uparłam się ;-)
Woodstock zawsze był dla mnie ważnym wydarzeniem. Na pierwszy swój Festiwal pojechałam ze starszą siostrą w wieku 17lat, w następnym roku już sama, ze znajomymi i tak jeździłam przez kilka lat z rzędu. Uwielbiałam tą atmosferę, muzykę, kolorowych, uśmiechniętych ludzi... Potem jakoś urwało się, studia, praca, "starzenie się" znajomych ;-)
W 2006r. Chęć wyjazdu na Przystanek Woodstock wyraziła moja najmłodsza, wtedy 15-letnia siostra. Pojechałyśmy razem, na nasz pierwszy Przystanek do Kostrzyna. Po kilku latach i zmianie miejsca Woodstock był trochę inny, ale nadal pociągający :-) W nastepnym roku też postanowiłyśmy jechać, ale już nie same. Niestety, moi znajomi już wyrośli z Woodstocków, Justyny jeszcze nie dorośli ;-) Udało nam sie znaleźć ekipę przez Bank Podróży na stronach WOŚP. I to było najwspanialsze zrzadzenie losu w moim życiu – do naszej ekipy na dworcu w Katowicach dołączył się Kuba!!! Oj... fajny był ten przystanek :-) I choć między nami nic poważnego sie nie wydarzyło, mieliśmy do siebie telefon, maila i gg :-) Przez następny rok czasem do siebie pisaliśmy, dzwoniliśmy... w Sierpniu 2008 moja siostra miała miec ślub, ja miałąm być świadkową, nie miałąm wtedy zadnego partnera ani nawet kandydata, a nie chciałam iśc sama, więc poprosiłam Kubę żeby wybawił mnie z opresji i poszedł ze mną. Zgodził sie!!! Następnego dnia przyjechał do mnie, poszliśmy razem w góry, na pizzę i na piwo i od tego czasu jesteśmy razem :-)
Od tego czasu też co roku jeździliśmy na Przystanek Woodstock, no poza tym rokiem, bo nie spodziawając sie ze Jurek wyznaczy termin Woodstocku na 4,5,6 Sierpnia (zawsze był na przełomie Lipiec-Sierpień) zaplanowaliśmy Nasz Ślub na 6 Sierpnia :-)
aha... wcześniej – 14 Pażdziernika 2010r. Kuba oświadczył mi sie :-) Piękny to był dzień, słoneczny, prawie taki jak dzisiaj ;-)
A ślub... jak z bajki :-)

Teraz, po dwóch latach od wyczucia "podejrzanego" w piersi, jestem zdrowa i mam nadzieje, że tak będzie jak najdłużej :-) Staram sie nie myśleć o chorobie poza terminami zastrzyków Zoladexu, badaniami i wizytami u lekarzy.
Mam Cudownego, Najcudowniejszego na Świecie Męża :-) Dzieci nadal nie mam i nie będę mieć przez najbliższe kilka lat, ale już mi przeszła obsesja na ich posiadanie. Mieszkam we wspaniałym miejscu, w domu z całą rodziną, i mimo, że czasem jest szał i "dom wariatów", dobrze mi tu. Nie pracuję – nie wróciłam do pracy w terapii uzależnień po 1,5-rocznej przerwie leczniczo-rehabilitacyjnej, podczas której uświadomiłam sobie, że jednak nie chcę się tym zajmować. Rozwijam swoją pasję, jaką jest rękodzieło, a szczególnie tworzenie biżuterii, mam zamiar założyć firmę...
i zyć długo i szczęsliwie ;-)
Chcę korzystać z życia, uczyć sie nowych rzeczy, poznawać nowe miejsca, ludzi...
Cieszę się, że jestem :-)
Choć cały czas towarzyszy mi strach...




osoby zainteresowane moimi pracami zapraszam po informacje na mój profil ok
albo przez wiadomość prywatną




Zmieniany 1 raz(y). Ostatnia zmiana 04-10-2011 - 09:25:26 przez joanna_w29.

suchal (offline)

Post #2

04-10-2011 - 09:41:34

Uzdrowisko 

Joasiu, już byłam wylogowana..... kiedy zauważyłam Twój nowy wpis.
Zalogowałam się jeszcze raz aby po przeczytaniu napisać Ci,........
------dziękuję, że jesteś, życzę Ci spełnienia marzeń ....... i jestem z Tobą myślami, sercemserce

Al_la (offline)

Post #3

04-10-2011 - 09:53:13

k/Warszawy 

Asiu, pięknie, wzruszająco i z nadzieją kwiatek





W najgorszych chwilach mego życia zawsze mogłem liczyć na przyjaciół.
Odtąd wiem, że pierwszą rzeczą, jaką należy zrobić, to poprosić o pomoc. Paulo Coelho




Przewodowy NST, G2, T3N0Mx, TNBC, 6 x FEC (3 przed operacją), yT2N0Mx

danka58 (offline)

Post #4

04-10-2011 - 10:10:27

k/Gniezna 

Asiu, pięknie to ujęłaś, a strach chyba juz nigdy nas nie opuści.



W życiu piękne są tylko chwile i dla tych chwil warto żyć.

agawa (offline)

Post #5

04-10-2011 - 10:46:24

okolice 

Asiu.... serce

ira (offline)

Post #6

04-10-2011 - 11:12:32

Pabianice 

Cieszę się, że jesteś serce



ewka36 (offline)

Post #7

04-10-2011 - 12:07:54

Sopot 

Jesteś niesamowita,takie osoby jak Ty są moją siłą serce



mituraewa (offline)

Post #8

04-10-2011 - 12:22:13

Gdańsk 

Pięknie opisana historiaserce Asiubuziak



mag_dag (offline)

Post #9

04-10-2011 - 12:51:41

Sosnowiec 

joanno, a czy Ty byś nie chciała, aby umieścić Twoją historię tam gdzie mamy pozostałe?

czyli tu:

[amazonki.net]










Gdyby mi coś przyszło do głowy, niech zaczeka. (Dominik Opolski)

-----><-----


----------------------------------------------------------

kasia82 (offline)

Post #10

04-10-2011 - 12:58:53

 

Asiubuzki super napisana historia... z nadzieją na lepsze jutro... uwielbiam takie czytaćbuziak

andzia73 (offline)

Post #11

04-10-2011 - 13:33:44

Gdańsk 

Asiubuziakserce




jadwiga61 (offline)

Post #12

04-10-2011 - 15:19:46

Szczecin 

Asiu serce



malgos 10 (offline)

Post #13

04-10-2011 - 15:49:56

Łódź 

Asiu Kochanie pięknie to napisałaś
Oczami wyobrazni ( czytając Twoja opowieść ) byłam przy Tobie
serce



jestem na forum od 25-10-2008




Bez cierpienia nie zrozumie się szczęścia.

- Fiodor Dostojewskiserce

joanna_w29 (offline)

Post #14

04-10-2011 - 19:19:36

Szczyrk 

Cytuj
mag_dag
joanno, a czy Ty byś nie chciała, aby umieścić Twoją historię tam gdzie mamy pozostałe?

czyli tu:

[amazonki.net]

jasne radocha
napisałam tu bo tu była historia b_angel i dani i Następnej uśmiech




osoby zainteresowane moimi pracami zapraszam po informacje na mój profil ok
albo przez wiadomość prywatną

debora48 (offline)

Post #15

04-10-2011 - 19:41:41

Kozienice 

Joasiu, przeczytałam.....brak mi słów.....wzruszyłam sięserce



joasia (offline)

Post #16

04-10-2011 - 19:55:21

 

Asiu, ja też wzruszona do łez... serce



Nadzieja przychodzi do człowieka wraz z drugim człowiekiem. /Dante Alighieri/

b_angel (offline)

Post #17

04-10-2011 - 20:00:08

radom 

Asiu
ale mój tekst jest własnie na stronie głównej smiling smiley
tu sa widoczne komenty




. . . . . . . . . . . . . .

...na forum od 16 listopada 2005 ...

Marianna08 (offline)

Post #18

04-10-2011 - 20:08:08

Kraków 

Cytuj
debora48
Joasiu, przeczytałam.....brak mi słów.....wzruszyłam sięserce
Joasiu, to samo chciałam napisać, ale Debora mnie ubiegła.
Życzę Wam dużo szczęścia. Jesteście wspaniałą parą i piękne życie przed Wami....





Nie martw się o jutro. Nigdy nie wiesz, co Cię spotka dziś...

krakuska (offline)

Post #19

04-10-2011 - 20:18:47

Kraków 

Asiu!serce piękna i wzruszająca kolejna historia.......buzki



mag_dag (offline)

Post #20

04-10-2011 - 21:25:20

Sosnowiec 

dziewczynki, historia joanny przeniesiona w odpowiednie miejsce, czyli tutaj:

[amazonki.net]

ten wątek zamknę i mam wielką prośbę - możecie w nowym miejscu wpisać jeszcze raz Wasze pochwały? bo ten by trzeba skasować - teraz się dublują przewraca_oczy

a przenoszenie z moimi plecami na razie niewykonalne bezradny










Gdyby mi coś przyszło do głowy, niech zaczeka. (Dominik Opolski)

-----><-----


----------------------------------------------------------
Nie możesz pisać w tym wątku ponieważ został on zamknięty

Użytkownicy online

Gości: 473
Największa liczba gości online: 5263 dnia 07-04-2018