Rozmowy na temat leczenia

Wysłane przez Al_la 

Al_la (offline)

Post #1

15-01-2016 - 12:02:45

k/Warszawy 

UWAGA!

Jest to wątek dla osób, które chcą porozmawiać, zapytać o własny przypadek, możliwości jego leczenia i rokowania.


Jeśli chcemy zapytać tylko o interpretację wyników (z biopsji lub tych uzyskanych po operacji), piszemy (zakładając nowy wątek) tutaj : [amazonki.net]





W najgorszych chwilach mego życia zawsze mogłem liczyć na przyjaciół.
Odtąd wiem, że pierwszą rzeczą, jaką należy zrobić, to poprosić o pomoc. Paulo Coelho




Przewodowy NST, G2, T3N0Mx, TNBC, 6 x FEC (3 przed operacją), yT2N0Mx

Kass (offline)

Post #2

16-01-2016 - 19:41:27

 

Alu, mam nadzieje, ze teoretyczne dyskusje w tym watku tez sa ok..

Bo ja wlasnie mam jedno pytanie dotyczace hipertermii. Obecnie glownie stosuje sie hipertermie w raku zaawansowanym (rozsianym). Zalozenia do stosowania hiepertermii (calego ciala - stosowane rownoczesnie z chemioterapia) sa dwa: podwyzszenie temperatury organizmu moze powodowac apoptoze komorek rakowych, bez uszkodzenia komorek zdrowych.. oraz podwyzszenie temperatury organizmu moze powodowac wzrost skutecznosci chemioterpii (wiecej leku dociera do komorek rakowych).

Skutecznosc jest dosyc indywidualna, choc caly czas sa prowadzone badania kliniczne z zastosowaniem hipertermii w leczeniu drugiego rzutu.

Pytanie (do wszystkich, ktorych temat interesuje) jest takie - w zwiazku z tym, ze sa pewne podtypy raka, ktore charakteryzuja sie mniejsza chemiowrazliwoscia (Kuba i Tomasz wiedza jakie to podtypy, dla mnie to wyzsza matematyka winking smiley) - czy nie mialoby sensu wdrozenie hipertermii w przypadku leczenia rakow nie tylko tych zaawansowanych, ale rowniez takich ktore charakteryzuja sie mniejsza chemiowrazliwoscia? Oczywiscie w trakcie chemioterapii.

Co o tym myslicie?









Zmieniany 1 raz(y). Ostatnia zmiana 16-01-2016 - 19:42:31 przez Kass.

marzusia (offline)

Post #3

16-01-2016 - 20:21:40

Cieszyn 

albo też czy hipertermię nie można by stosować profilaktycznie,po zakończeniu leczenia pierwszego rzutu, celem ewentualnej eliminacji tych komórek nowotworowych,które skutkiem leczenia nie uległy destrukcji i nadal pozostają w organiźmie niosąc zagrożenie wznowy bądź przerzutu



marzusia (offline)

Post #4

19-01-2016 - 00:13:05

Cieszyn 

no i okazuje się,że nikt nie ma nic do powiedzenia w tym temaciebezradny



Kass (offline)

Post #5

19-01-2016 - 13:44:45

 

Tomaszu, Kubo - nic a nic, nie macie zdania na ten tamat? bezradny





Kuba (offline)

Post #6

19-01-2016 - 19:54:51

Gogolin 

Posłuchaj Kass, sprawa wygląda tak. Hipertermia może zwiększać skuteczność chemioterapii, ale tylko u nowotworów, które na nią odpowiadają i są, przynajmniej względnie, wrażliwe. Jeżeli nowotwór z definicji chemiowrażliwy nie jest, żadna hipertermia nie pomoże, bo nie zmieni ona profilu genowego zmiany chorobowej, a przecież to od tego zależy oporność na leczenie. Istnieje teoretyczna metoda zwiększenia skuteczności chemioterapii w podtypie luminalnym A. Mianowicie, można by w jakiś sposób sprowokować go do szybszej proliferacji i wówczas spróbować podać chemię, ale to metoda na pograniczu fantastyki, nie mówiąc już o realnym niebezpieczeństwie takiego "eksperymentu".

Majinka (offline)

Post #7

19-01-2016 - 21:38:17

Czechy 

Hipertermia. Pierwszy raz o tym słyszę.

Trochę o tym poczytałam i ta metoda mnie jakoś nie przekonała. Pewnie bym się na nią nie zdecydowała ale sama nie wiem. Tonący brzytwy się chwyta, to kto wie.

Marzusia myślę, że to nie jest odpowiednia metoda profilaktyczna. Podobno zaleca się, aby zabieg hipertermii odbył się zaraz po przyjętej przez pacjenta chemioterapii (najpóźniej w ciągu 24 godzin od podania cytostatyku).

Nie wiem ile Onkologii w Polsce leczy tą metodą ale doczytałam się, że jest to dosyć kosztowne. W czechach wykonują to tylko dwie kliniki onkologiczne i jest to refundowane.

Teraz moje pytanie a jak się ma sauna wersus komórki nowotworowe.

Chciałam z mężem do sauny, bo bardzo lubię i zapytałam się mojej onki czy nie ma przeciwskazań.
No i ku mojemu zdziwieniu są. Powiedziała, że w leczeniu nowotworu należy unikać sauny. W przypadku przeżycia jakiś mikro komórek nowotworowych gorąco stymuluje ich wzrost czyli może spowodować ich namnażanie.

Co wy nato?



Kass (offline)

Post #8

19-01-2016 - 21:44:34

 

Kuba, dziekuje, czyli hipertermia nie powinna byc pomocna w rakach mniej chemiowrazliwych.. przy okazji brzmi bardzo logicznie.

Przy okazji - dzis moja p. chirurg potwierdzila to co napisales o DCIS comedo i rakach "brodawkowych" (papillary). smiling smiley





marzusia (offline)

Post #9

19-01-2016 - 23:14:40

Cieszyn 

wpiszcie sobie dziewczyny nazwisko Coley w wyszukiwarkę,już w XIX w zauważono że długo trwająca gorączka powoduje obkurczanie się guzów nowotworowych i specjalnie pacjentów zakazano chorobami bakteryjnymi by spowodować remisję nowotworu i to z bardzo dobrym skutkiem.W tym kierunku szły bardzo obiecujace badania ,z których z czasem zrezygnowano na rzecz rozwoju chemio i radioterapii.Ponoć w przeciwieństwie do komórek zdrowych,nowotworowe nie są w stanie przeżyć w temperaturze powyżej 38,5 st. trwającej przez jakiś czas.Stąd chyba powrót do tej metody po latach bez względu na chemowrażliwość nowotworu.Tak to rozumiem jako laik



Tomasz. (offline)

Post #10

20-01-2016 - 14:57:50

Pruszków 

Z tego co ja wiem to uznaną metodą leczenia jest termoablacja- działanie na zmiany nowotworowe prądem o częstotliwości radiowej (coś jak mikrofalówka...). Przy czym elektroda musi być ulokowana w guzie, więc mogą to być odgraniczone przerzuty (tzw. izolowane), nie choroba rozsiana. Sama hipertermia to ma dyskutowaną skuteczność przy izolowanym objęciu tą metodą kończyny (zmiany metastatyczne w kościach kończyn). Hipertermia całego ciała (przy rakach rozsianych) to chyba bardziej wiara niż fakty. Z wiarą się nie dyskutuje. A fakty- cóż- gdyby to była taka rewelacja to zapewne by się rozpowszechniła.
Problemem zasadniczym jest chemiooporność komórek raka i są różne próby aby to niekorzystne zjawisko obejść. Próbuje się podań dotętniczych- aby była większa koncentracja leku w guzie- a dylematy co do chemioterapii nie są rozwiązane- np. czy zastosować leczenie obciążające (wielolekowe) licząc, że ta metoda zgładzi jak największą ilość komórek raka, czy podawać preparaty pojedynczo, licząc się z wcześniejszym czy późniejszym rozwojem tolerancji i nieskuteczności wtórnej i koniecznością stosowania następnego chemoterapeutyku. Czytając Wasze wątki widze, że jest raczej ten drugi wariant stosowany, choć na leczeniu celowanym ze wznową bywa u niektórych z Was stosowana Perjeta z Xelodą- to już coś. Ale są różne sytuacje, rózny stan krwi, różna wydolność narządów wewnętrznych (serce, nerki, wątroba) więc nie można tu zastosować jednego, słusznego schematu- takowy nie istnieje w zaawansowanym nowotworze.
Moje zdanie znacie- jestem zwolennikiem działań zdecydowanych acz adekwatnych do sytuacji. Gdy jest potrzeba leczenia (jest choroba zaawansowana) to dla siebie wybrał bym leczenie bardziej obciążające i mogące przynieść większą szansę powodzenia niż dobrze tolerowany pojedynczy lek. Aby ten paliatyw był jak najwyraźniej widoczny. Warto te sprawy przedyskutować z lekarzem leczącym- na ile widzi on możliwość trwalszej remisji po obciążającym leczeniu. Na ile doszło (lub nie dosżło) do odróżnicowania komórek i wtórej niewrażliwości na leki. Próbowałbym immunoterapii interferonami - gdy jest chemiooporność. Reakcja na podanie interferonu pozwoliłaby na wydłuzenie remisji i regenerację sił organizmu po cytostatykach (interferony to nie cytostatyki). W czerniakach, rakach nerki (to typowe nowotwory chemiooporne) interferony się stosuje. Cóż szkodzi zapytać o taką metodę leczenia.
Ogólnie w chorobie rozsianej to przewagę widzę w leczeniu systemowym- na razie nic lepszego nie wymyślono.



____________
Nie jestem lekarzem. Moje sugestie odnośnie leczenia należy zawsze skonsultować z lekarzem prowadzącym.

Kass (offline)

Post #11

20-01-2016 - 15:21:44

 

Dziekuje Tomaszu.

Pytalam o hipertermie glownie dlatego, ze znalazlam badania kliniczne z uzyciem hipertermii wlasnie, natomiast w leczeniu rozsianego/zaawansowanego raka.. ale jak to zazwyczaj bywa, badania kliniczne nowych metod zazwyczaj rozpoczyna sie w zaawansowanym stadium choroby, wiec zastanawialam sie o uzyciu tej metody wlasnie zeby wzmocnic tradycyjne leczenie, we wczesniejeszych stadiach choroby. Dla mnie bylaby to wlasnie czesc leczenia systemowego..

Ponizej link do badan klinicznych (j. ang.):

Hyperthermia in clinical trials





Kate81 (offline)

Post #12

22-01-2016 - 12:11:06

Ruda Śląska 

Mam takie pytanie:
kiedyś Kuba napisał mi, że inhibitory aromatazy są skuteczniejsze w leczeniu luminalnym B( her2 dodatnim) raku. Właśnie dostałam Zoladex oraz Etadron w ramach hormonoterapii. Chciałam się dowiedzieć skąd taki wniosek- w ulotce oczywiście napisane, że Etadron stosuje się w przypadku kobiet po menopauzie. Ucieszyłam się, że lekarz też uważa, że IA w moim przypadku jest lepsze ( choć nie refundowane), ale na pewno są jakieś wyniki badań w tym temacie.

Tomasz. (offline)

Post #13

26-01-2016 - 11:56:23

Pruszków 

Faktycznie- Etadron nie ma refundacji w I rzucie hormonoterapii, ale można go zamienić np;. na letrozol (np. Aromek 2,5) który ma refundację w I rzucie hormonoterapii raka wczesnego. Ja bym żądał przepiania leku refundowanego, zwłaszcza że od wielu lat są obserwacje o wyraźnie mniejszej skuteczności tamoxyfenu przy obecności HER2+++ . Ponadto nie ma ograniczeń w zakresie stosowania niektórych leków p.depresyjnych (np. popularnych SSRI), kórych w czasie tamocxyfenu nie powinno się przyjmować. Uwaga jest też taka, że Zoladx z i.aromatazy wyraźnie przyśpiesza osteoporozę- należy suplementować wapń i witaminę D !!.



____________
Nie jestem lekarzem. Moje sugestie odnośnie leczenia należy zawsze skonsultować z lekarzem prowadzącym.

Kate81 (offline)

Post #14

26-01-2016 - 12:29:16

Ruda Śląska 

Koszt Etadronu nie jest jakiś kolosalny- ok.75 zł/ m-c, więc podołamsmiling smiley Czytałam natomiast, że wykazano większą skuteczność eksamestanu w połączeniu z suspresją jajników u kobiet przed menopauzą, nie wiem, jak to jest z letrozolem.
Niestety nie mogę trafić na żadne info dotyczące hormonoterapii przy HER2 +++płacze
O tym,że kosteczki mogą dostać "w kość" wiem, witaminę D łykam, wapń też mam zamiar.
Dzięki Tomaszu za odpowiedź i proszę o więcej przewraca_oczy

smilag (offline)

Post #15

18-02-2016 - 15:23:18

 

Słów kilka o tym jak Ci lekarz podetnie skrzydła w najlepszym momencie czyli moja historia z wczorajszej wizyty u chirurga.

"Co panią sprowadza?"
zaprosił mnie Pan tu po operacji więc jak rozumiem wyniki histopatologiczne

ach tak...
"wyniki są złe pani rak jest trójujemny co daje dużo gorsze rokowania niż osoby z dodatnimi hormonami, ponadto ma pani 70 proc. komórek rakowych, czyli bardzo dużo, dobry wynik to poniżej 29 proc."

co to znaczy panie doktorze? jakie mam szanse na wyleczenie?

"ciężko jest mi to określić ale jakieś 50/50. nie ma jak Pani zabezpieczyć na przyszłość, jest dużo bardziej prawdopodobne że rak powróci, czeka panią najgorsza chemia i radioterapia"


najgorsza czyli jaka?
najbardziej agresywna

coś jeszcze jest mi Pan w stanie powiedziec?
z mojej strony to wszystko, operacja się udała, marginesy są zachowane, proszę się udać do onkologa. dobrze, że węzły chłonne są czyste bo jakby były zajęte to szanse na wyleczenie byłyby nikłe

---------------------------------------------------
i wiecie wszystko mi puściło, ile ja od wczoraj wypłakałam masakra jakaś, do tej pory byłam silna
teraz to wszystko się stało takie realne
szczerość lekarza też mnie dobiła
idę dziś do onkologa zobaczymy jak przebiegnie ta wizytasmutny


a jak już doszłam w miarę do siebie to trochę tu poczytałam i chyba nie jest aż tak źle?

mam 33 lata i dwójkę małych szkrabów (córka rok i syn 3 lata) kochanego męża i kupę przyjaciół

Wy jakoś z trójujemnymi żyjecie i
nie jest aż tak źle




Zapraszam na bloga
wznowarakowa

fianiebieska (offline)

Post #16

18-02-2016 - 15:32:15

Warszawa 

Hej smilag. Ja jestem trójujemna z wysokim ki. Lekarz zapytana o rokowania mamrotała pod nosem "poważne "...

Ja się tym wcale nie przejmuję. Jak chcesz zapraszam na priv. Może uda mi się ciebie pocieszyć winking smiley



fianiebieska opowiada

renatar (offline)

Post #17

18-02-2016 - 15:51:09

sieradz 

Nosz kurka wodna co za chamidło cię przyjmowało przecież tu jest tyle dziewczyn które są trójujemne i jest w porzo węzły masz czyste więc niech nie pierdzieli że szanse pól na pól bo tego nikt nie wie na forum są przykłady.Pozdrawiam i przepraszam za wzburzenie bo bym takiego udusiła.






T3NOMO/ER10 PR10procent\12 taksanów,3AC,lampek 25.Tamoksifen.Inwazyjny śluzowy.

Kass (offline)

Post #18

18-02-2016 - 16:16:37

 

Smilag, to co przeszlas jest kolejnym dowodem na to, ze kazdy lekarz, chirurg, onkolog, radiolog - wszyscy powinni nie tylko w czasie studiow miec obowiazkowe zajecia z psychologii, ale w trakcie praktyki powinni miec regularne zajecia z psychologiem z zakresu tego, jak rozmawiac z pacjentem.

Grrr..

Strasznie mi przykro, ze na takiego nieczulego gbura trafilas

pociesza

Jest tu calkiem sporo trojujemniaczek, zyja, maja sie dobrze. Ty tez wierz w to, ze i u Ciebie tak bedzie. buziak





Marggan2 (offline)

Post #19

18-02-2016 - 18:11:06

Szwecja 

Zglaszam sie trojujemna. Guz 1cmx 0.7 cm. Wezly czyste.
Mialam 3x FEC i 3x taksany.
2 lata i 2 miesiace po operacji.
Popatrz sobie na profil A_la, to zaraz humor Ci sie poprawi.
Ala tez jest trojujemna duży uśmiech



Al_la (offline)

Post #20

18-02-2016 - 18:21:27

k/Warszawy 

duży uśmiech i 13 roczek mi leci ok





W najgorszych chwilach mego życia zawsze mogłem liczyć na przyjaciół.
Odtąd wiem, że pierwszą rzeczą, jaką należy zrobić, to poprosić o pomoc. Paulo Coelho




Przewodowy NST, G2, T3N0Mx, TNBC, 6 x FEC (3 przed operacją), yT2N0Mx

smilag (offline)

Post #21

18-02-2016 - 18:38:58

 

dzięki dziewczynyprzewraca_oczy już mi lepiej
co do tamtego lekarza to zazwyczaj był miły i sympatyczny, szkoda tylko że tak mnie tknęło...

o wizycie u onkologa: mam nie świrować i skupić się na zdrowieniu i po co mi to wszystko wiedzieć , statystyki są dla profesorów żeby sobie prace pisali a nie dla ludzi, mam sobie wszystko w głowie poukładać i wszystko po kolei, pomału a rokowania są dobre

leczenie 4xAC co trzy tygodnie i 12x co tydzień coś na p.. co nie pamiętam jak się nazywa/.
miałyście to?
czy ta chemia jest straszna?
bo trochę się boję...

i dostałam skierowanie na tomograf



Zapraszam na bloga
wznowarakowa

Kuba (offline)

Post #22

18-02-2016 - 18:40:33

Gogolin 

Przepraszam, że to powiem, ale z tego całego doktora, to jakaś straszna menda. Zresztą on jest tylko chirurgiem, więc ma średnie pojęcie o leczeniu systemowym i jego skuteczności. Marker proliferacyjny 70% - no i co z tego? Są dziewczyny, co mają 90% i żyją. Poza tym rak piersi ma generalnie pomyślne rokowania, zwłaszcza w zestawieniu z wieloma innymi najczęstszymi nowotworami złośliwymi. Podejrzewam, że jest gdzieś na 4 lub 5 miejscu jeśli chodzi o najlepiej rokujące nowotwory, po ziarnicy złośliwej, raku jądra i ostrych białaczkach u dzieci. To, że mówi się, że rak piersi potrójnie ujemny rokuje źle, nie należy rozumieć, że ma generalnie fatalne rokowania. Bo fatalne rokowania to ma rak przełyku czy trzustki. Ma najpoważniejsze rokowania ze wszystkich podtypów molekularnych raka piersi, ale nadal na tle innych chorób, rokowania są dobre. Zresztą w I stadium, te różnice wcale nie są aż tak znaczące, jakieś 5-6 punktów procentowych. Większe są w stadium miejscowo zaawansowanym lub rozsianym. Oczywiście, stosuje tutaj pewne uproszczenie, właściwie to nieuprawnione w sensie naukowym, bo traktuję pewien zespół chorób jako jeden podtyp potrójnie ujemny. Lepiej jest pisać o podtypach potrójnie ujemnych. To, że w terapii standardowej nie stosuje się w podtypach potrójnie ujemnych żadnego leczenia poza konwencjonalną chemio i radioterapią jest akurat prawdą, która jednak podana została w sposób karygodny i dyskwalifikujący. Niemniej jest nadzieja, że chemioterapia zadziała nawet lepiej niż w podtypach hormonozależnych. Poza tym co to jest "najgorsza" chemia? Czyli jaka? Chore trójujemne zwykle dostają taki sam albo zbliżony zestaw leków do chorych hormonozależnych.

fianiebieska (offline)

Post #23

18-02-2016 - 19:46:03

Warszawa 

Kuba, mam wrażenie,że pierwszy raz czytam, jak napisałeś coś pozytywnego o trójujemnych. Od razu mi serce rośnie rotfl



fianiebieska opowiada

Maura (offline)

Post #24

18-02-2016 - 20:07:50

wroclaw 

To sie facet pomylil -50/50% maja na zachodzie.A nawet wiecej niz 50% odpowiedzi pCR. U nas niestety do 40% siegamy. Poza tym trzeba pamietac ze TN roznosi sie z krwia wiec czyste wezly - to nie wszystko. duży uśmiech
Tez mi walneli o zlych rokowaniach na konsylium....no wiem i ok.







Zmieniany 1 raz(y). Ostatnia zmiana 18-02-2016 - 20:10:35 przez Maura.

Maura (offline)

Post #25

18-02-2016 - 20:28:27

wroclaw 

Kuba.... porownywanie raka piersi do raka przelyku to tak jak stolu do drzwi.I to i to z drewna.Wszedzie stosuje sie uproszczenie...TN.A wiedza o podtypach jezeli nie jest stosowana i nie przeklada sie do roznych sposobow leczenia nikomu poki co nie jest potrzebna i nie musi byc stosowana. To taka wiedza sobie i muzom. Co ma powiedziec kobieta z TN po roku stosowania roznych rodzajow chemii i guz nadal nieoperacyjny?Potrzebne jej te podzialy?



Kuba (offline)

Post #26

19-02-2016 - 11:01:12

Gogolin 

Wiem, co mówię i ponoszę pełną odpowiedzialność za swoje słowa. Nie porównuję jabłek do gruszek, ani masła do parapetu, chcę tylko pokazać, że z punktu widzenia całości chorób onkologicznych rak piersi rokuje generalnie dobrze. A wiedza o tym, że rak potrójnie ujemny to określenie wyłącznie opisowe, niewiele mówiące o naturze samej choroby jest moim zdaniem potrzebna i to nie tylko dla patologów i klinicystów. Podam przykład: jest na forum kilka dziewczyn z rakiem rdzeniastym (podtyp molekularny IM). Potrójnie ujemny? Jak najbardziej, a jakie ma rokowania i to pomimo cech takich jak wysoka wartość Ki67 i G3? Albo chore z rakiem potrójnie ujemnym o utkaniu zrazikowym (zwykle LAR). Nie namawiam do samoleczenia za pomocą bikalutamidu czy flutamidu, ale jednak ma to istotne znaczenie, zwłaszcza u chorych z rakiem rozsianym, który posiada predylekcję do dawania przerzutów w te miejsca co inne raki luminalne. Podyskutować o złych rokowaniach (względnie złych) można w przypadku stwierdzenia utkania IDC NOS, ew. z metaplazją, G3 i wysokiego Ki67. A więc reasumując, może jeszcze dzisiaj nie ma to przełożenia na proces leczenia, ale na pewno na długość przeżycia, zwłaszcza w przypadku rozpoznania raka w stadium IV.

smilag (offline)

Post #27

19-02-2016 - 11:31:16

 

po całej tej dyskusji mam wrażenie,że muszę się podszkolić z medycynyprzewraca_oczy
dobrze,że wy wiecie więcej i mam się kogo zapytać.

bo ja mam tak:
Rozpoznanie ostateczne:
Rak naciekający NST dwuogniskowy sutka
G2 pT2(m)NO(sn)
Stwierdzono dwa oddzielne ogniska nowotworowe śr. 2,1 cm oraz 0,3 cm. usunięte w całości z marginesami jak w badaniu makroskopowym. Brak cech angio- i neuroinwazji. Tkanki makroskopowo nie zmienione bez nacieku raka.

poza tym trójujemny i KI67 W 70 proc.

rozumiem, że to ,że jest dwa ogniska to nie jest tak dobrze.

poza tym byłam dzisiaj na zdjęciu szwów i mi nie zdjęli w całości bo jeszcze się nie zagoiło i babka się zapytała kiedy mam wizytę u lekarza a ja że już byłam tylko chirurg mi rany nie obejrzał a właściwie chyba to powinien zrobić na wizycie, tak?przewraca_oczy

Poza tym to mi tam twoja argumentacja Kuba bardzo przypadła do gustu. dziękirotfl poprawiłeś mi humor



Zapraszam na bloga
wznowarakowa

Maura (offline)

Post #28

19-02-2016 - 12:20:37

wroclaw 

Kuba...jestem osoba cholernie twardo chodzaca po ziemi.Cale zycie walczylam zeby wychowac i wyksztalcic corke - ktora tnie teraz tez pacjentow onkologicznych i zachwyca sie wielkoscia guza no i cos ugrac dla siebie z zycia...Emigracja.powrot i znow wyjazd...lecze sie z doskoku i wiem ze jak bede uciazliwa dla siebie i otoczenia -pogorszenie jakosci zycia i strata niezaleznosci to chce juz umrzec.Nie bede o nie walczyc.Zyje normalnie mimo choroby bo o niej przypomina mi tylko narazie brak piersi.Pracuje,bawie sie mimo wiekuduży uśmiech,planuje cos.....Na forum ciagnie mnie z przyzwyczajnia mimo ze corka zabrania mi tego okrutnie.Ale przed choroba...Nigdy w zyciu nie szukalam informacji o smierci mimo ze mama zmarla na raka.Uciekalam od tego jak najdalej.
Wg mnie statystyki sa dla naukowcow,prawnikow i politykow. Rak jest nieprzywidywalny i niejednorodny w swojej biologi tak jak kazdy organizm jest inny. Zadna z nas nie wie ile czasu zostalo i jak bedzie. Ja tez nie.
Ale mam pytanie prywatne do Ciebie....mozesz nie odpowiadac...nie pogniewam sie.
Co Tobie daje obcowanie z choroba,tragedia ludzka ,smiercia.Przeciez Ciebie to niedotyczy. Zamierzasz studiowac medycyne - onkologie.Jestes mlodym czlowiekiem 2 lata starszym od mojej corki.... co Tobie to daje?Po co za zdrowia siedzisz w raku?Nie lepiej w pubie i z dziewczyna na wycieczce?duży uśmiech



annzaw (offline)

Post #29

19-02-2016 - 12:35:31

Tarnów 

Cytuj
smilag
dzięki dziewczynyprzewraca_oczy już mi lepiej
co do tamtego lekarza to zazwyczaj był miły i sympatyczny, szkoda tylko że tak mnie tknęło...

o wizycie u onkologa: mam nie świrować i skupić się na zdrowieniu i po co mi to wszystko wiedzieć , statystyki są dla profesorów żeby sobie prace pisali a nie dla ludzi, mam sobie wszystko w głowie poukładać i wszystko po kolei, pomału a rokowania są dobre

leczenie 4xAC co trzy tygodnie i 12x co tydzień coś na p.. co nie pamiętam jak się nazywa/.
miałyście to?
czy ta chemia jest straszna?
bo trochę się boję...

i dostałam skierowanie na tomograf

smilag, ja mialam to leczenie 4AC i 12x PAXLITAXEL.
nie jest straszne ale jest strasznie skuteczne smiling smiley odwagi, jakby cos trzeba bylo doradzic to śmialo smiling smiley

Kuba (offline)

Post #30

19-02-2016 - 12:40:35

Gogolin 

Tak wybrałem, po prostu. A poza tym wiesz, pochodzę z rodziny patologicznej, choć inteligenckiej i być może poczucie osamotnienia oraz to, że tak naprawdę nigdy nie miałem "prawdziwych" rodziców, do których czułbym przywiązanie. I starałem się tą samotność wypełniać licznymi zainteresowaniami. A, że przy okazji 4 (obecnie 3) osoby w mojej rodzini to lekarze, no to do pewnych informacji siłą rzeczy, miałem łatwiejszy dostęp. Interesuję się też innymi rzeczami, o czym niektóre Dziewczyny z forum wiedzą. Jeszcze tylko nie pokazałem im, jak robię wybuch mieszaniny piorunującejduży uśmiech
Przykro nam, ale tylko zarejestrowane osoby mogą pisać na tym forum.

Kliknij żeby zalogować

Użytkownicy online

Gości: 484
Największa liczba użytkowników online: 77 dnia 11-10-2011
Największa liczba gości online: 14207 dnia 25-04-2022