Trójujemny rak piersi T2N1M0 - chemia neoadjuwantowa

Wysłane przez MarynaB 

MarynaB (offline)

Post #1

12-12-2016 - 14:31:27

Warszawa 

Witajcie!
Moja mama (68 l.) ma potrójnie negatywnego raka piersi, diagnoza we wrześniu tego roku. Guz przed leczeniem miał 5 x 6 cm, ma zajęte 2 węzły (15- 18 mm), wynik po TK, USG, mammografii, scyntygrafii, MR głowy i biopsji gruboigłowej guza: T2N1M0, IIB, stopień złośliwości histopatologicznej G2, typ raka: rak inwazyjny (carcinoma), nieswoisty. Brak przerzutów odległych. Negatywna ekspresja receptora estrogenowego i progesteronowego przez komórki nowotworowe. Ekspresja HER-2 na 1+ negatywna. Indeks aktywności proliferacyjnej Ki67 do 90%.
Obecnie jest po 2. wlewie chemii neoadjuwantowej według schematu DE x 6 (w Polsce nie jest stosowany, ten schemat to: docetaksel 120 ml + epirubicyna 120 ml w jednym wlewie). Do tego kroplówki wzmacniające i przeciwko neutropenii (K, Mg, wit. C, Filgrastim, Thymolin). Chemię znosi dość dobrze. Wygląda na to, że odpowiedź jest dobra – guz się wyraźnie zmniejszył i jest praktycznie niewyczuwalny.
Po 3. wlewie ma zostać kompleksowo przebadana. W perspektywie jest operacja.
Mama jest bardzo wierząca. I jest przekonana, że po modlitwach i chemii guz już znika. Czy to jest praktykowane, że przy 100% pCR odstępuje się od operacji? Z tego co rozumiem nie, ale nie wiem, jak wytłumaczyć to mamie, która jest przekonana, że skoro guz zniknie, to operacja nie będzie już potrzebna. A może nawet i dalsza chemia. Ja jej to oczywiście chcę wybić z głowy, tłumaczę, że żadne badanie obrazowe nie pokaże 1 komórki rakowej, która jest jak tykająca bomba, jeśli zostanie w piersi. Że chemia potrafi „uśpić” raka, a potem on i tak powróci.
Choć mama raczej nie zrezygnuje z leczenia, myślę, że lekarze potrafią ją przekonać, ale… Boję się o jej stan psychiczny, nie wiem czy paradoksalnie taka zbyt mocna wiara w wyleczenie nie może jej zaszkodzić. Bo ona uważa, że to wszystko, cała jej choroba jest po to, byśmy z bratem się nawrócili. Nie wiem, jak z nią rozmawiać, by nie zaszkodzić…

braja (offline)

Post #2

13-12-2016 - 19:31:18

 

Witaj Maryna!

Operacja jest podstawową metodą leczenia raka, chemia przed jest tylko po to, zeby była wieksza pewność, że da sie go wyciąć z czystymi marginesami. Mam nadzieje, że mama da sie do operacji przekonać. niech zrobi rekonstrukcję jesli zalezy jej na piersi.

Nie pamietam czy na tym forum czy na jakims blogu widzialam przypadek kobiety, której guz zniknął po chemii i nigdy nie miała operacji. Nie pamietam jednak szczegółów, więc nie moge sprawdzić jak ma sie ona w chwili obecnej, czy nadal jest zdrowa. Zakladając, że jest mozna powiedzieć, że da się wyleczyć sama chemią, tylko po co ryzykować? To moze jeden przypadek na milion, może jej rak zniknąłby nawet i bez chemii? Tak też sie przeciez zdarza



Kuba (offline)

Post #3

13-12-2016 - 21:14:15

Gogolin 

Nie mogę zbyt wiele dodać, bo oczywistym jest, że podstawową metodą leczenia złośliwych guzów litych u dorosłych jest chirurgia i to nawet w przypadków nowotworów o udowodnionej dużej lub relatywnie dużej chemiowrażliwości (jak np. rak piersi). Centralnym punktem w leczeniu raka jest zawsze zabieg operacjny, a wszystkie inne metody mają wspomóc chirurga i zlikwidować "zbłąkane" pojedyncze komórki, niewidoczne gołym okiem. W przypadku, gdy chemię podaje się przed zabiegiem, to jej celem jest odpowiednie przygotowanie pacjenta do operacji, który nie jest pierwotnie gotów do radykalnego i bezpiecznego zabiegu lub też w planach jest zabieg o mniejszej inwazyjności, a rak w momencie rozpoznania wymagałby operacji bardziej rozległej. Poza tym pCR można w 100% potwierdzić jedynie badaniem histopatologicznym materiału pooperacyjnego, czyli usuniętej piersi lub jej fragmentu z guzem. Nierzadko badania obrazowe sugerują brak masy guza lub też obecność jedynie raka in situ - jednak badanie hist-pat potwierdza istnienie komponentu inwazyjnego. A więc choćby dlatego należy wykonać operację - żeby w 100% potwierdzić skuteczność chemioterapii. Oczywiście z całego serca życzę Mamie sukcesów w walce z chorobą i uzyskanie całkowitej odpowiedzi patologicznej na zastosowane leczenietak

Tomasz. (offline)

Post #4

17-12-2016 - 15:40:30

Pruszków 

Z wiarą się nie dyskutuje z założenia. Nikt nikogo nie moze zmusić do leczenia (poza ubezwłasnowolnieniem)- nawet jesłi choroba chorego jest potencjalnie śmiertelna. Niestety, rezygnacja z operacji to jest równoznaczne ze strzeleniem sobie samobójczego gola.
Od operacji się odstępuje, gdy są przerzuty odległe, rak wykazuje ciężkie stany zapalno-martwicze. W takich przypadkach stosuje się leczenie systemowe (chemioterapia) jako leczenie jedyne lub w skojarzeniu z tzw. hormonoterapią gdy rak ma receptory steroidowe (jest wrażliwy na działanie hormonów).



____________
Nie jestem lekarzem. Moje sugestie odnośnie leczenia należy zawsze skonsultować z lekarzem prowadzącym.

MarynaB (offline)

Post #5

20-12-2016 - 15:17:03

Warszawa 

Udało się mamę przekonać co do operacji. Myślę, że to był taki mechanizm wyparcia... Teraz mówi, że to lekarze będą decydować, i dobrze.
Martwi mnie jednak, że po 2. chemii spadły jej parametry pracy serca, tzn. rozwija się niedoczynność. Czy można temu jakoś zapobiec farmakologicznie? Mama dostała jakiś lek na miesiąc. Miała też neutropenię 4 stopnia, ale po podaniu Filgrastimu się poprawiło. Jednak jak można wzmocnić serce? Czeka ją jeszcze 4 chemii sad smiley
Przykro nam, ale tylko zarejestrowane osoby mogą pisać na tym forum.

Kliknij żeby zalogować

Użytkownicy online

Gości: 345
Największa liczba użytkowników online: 77 dnia 11-10-2011
Największa liczba gości online: 14207 dnia 25-04-2022