Porozmawiajmy o pracy ochotniczek

Wysłane przez ewad55 

ewad55 (offline)

Post #1

10-01-2011 - 18:32:50

Stokholm 

Tak!Trzeba umieć słuchać innych,a szczególnie ludzi chorych,rozżalonych swoją chorobą i mających dodatkowo problemy rodzinne czy finansowe.Samotne,które mają w domu tylko kota czy psa.Samotność to taka straszna trwoga jak śpiewa zespół Dżem(zawsze płaczę przy tej piosence),umierających w hospicjach.Podziwiam wolontariuszy,to są naprawdę wspaniali ludzie!







Zmieniany 1 raz(y). Ostatnia zmiana 17-01-2011 - 13:33:37 przez mag_dag.

agawa (offline)

Post #2

10-01-2011 - 20:02:36

okolice 

Masz rację Ewo buzki
Samotność rodzi rozpacz. Wolontariusze wykonują fantastyczną pracę... Chciałabym, aby było ich coraz więcej, aby więcej osób decydowało się, aby swój czas poświęcać innym... Patrzę czasami na pracę w hospicjum - i lekarzy i pielęgniarek i wolontariuszy. Ileż trzeba mieć w sobie odporności na stres, pogody ducha...

mag_dag (offline)

Post #3

10-01-2011 - 22:20:54

Sosnowiec 

jestem ochotniczką

zostałam nią z własnej woli, po przemyśleniach, po szkoleniu i po zapytaniu samej siebie po co chcę to robić,
spotykam się z kobietami po operacjach w szpitalu, wywalczyłam takie wizyty w naszym klubie, bo nie było ich, były tylko dyżury pełnione w klubie - a to już ogranicza dostęp do osób potrzebujących - nie każda kobieta po operacji pędzi do klubu

spotkań takich miałam bardzo wiele, najtrudniejsze są z osobami, które nie do końca wiedzą, czy chcą się z ochotniczką spotkać

siadam przy łóżku chorej w szpitalu i pierwsze zdanie jakie mówię, to

"dzień dobry, nazywam się Magda Gawęda i jestem amazonką od 10 lat"

często mi nie wierzą, ale to zdanie pozwala zacząć rozmowę - to prawda, że zadaniem ochotniczki jest słuchanie
ale nie zawsze kobieta leżąca w łóżku chce dużo mówić, częściej się zdarza, że ma wiele pytań

odpowiadam na wszystkie spokojnie, krótko i przede wszystkim szczerze
są pytania o seks, o reakcję męża, o to jak zachować się w stosunku do dzieci...
pytają mnie czy strata piersi była dla mnie traumą, czy mogłam patrzeć na siebie w lustrze,
czy nie przestałam pragnąć zbliżeń po amputacji piersi,
pytają jak wrócić do dawnego życia po chorobie...

a ja odpowiadam szczerze i swoim przykładem staram się im pokazać, że można po raku żyć, kochać, pragnąć, cieszyć się życiem, realizować swoje marzenia, pokazuję im, że rak piersi w niczym mi nie przeszkadza

mówię tak nie dlatego, że przecież one tego oczekują - mówię tak, bo tak czuję - nie wyobrażam sobie bym mogła je okłamać










Gdyby mi coś przyszło do głowy, niech zaczeka. (Dominik Opolski)

-----><-----


----------------------------------------------------------

KryskaW (offline)

Post #4

10-01-2011 - 23:09:51

Psarskie/Poznań 

Dobrze Magda ,że napisałaś o wizytach w szpitalu , krótko po operacji.
Taka właśnie jest rola ochotniczki /danie tego wsparcia na początku drogi przed leczeniem
uzupełniającym po zabiegu operacyjnym kiedy kobieta jeszcze często myśli co teraz będzie?/
rozmowa bezpośrednia i to przedstawienie się jestem amazonką od 10 lat. To najczęściej jest
najważniejsze zdanie bo daję wiarę na dalsze życie a nie koniecznie wyrok.
Natomiast tu na forum czy w klubach tworzymy grupę samopomocową której rolą jest bycie z sobą w realu czy wirtualniei radzenie sobie w różnych sytuacjach wymieniając swoje doświadczenia. Nawet rozmowy na tematy różne jak przepisy kulinarne,czy
pogaduszki o filmach czy poezji są terapią. Oczywiście dla jedno terapią jest ,że się zmobilizuje i coś fajnego upiecze a dla drugiego,
ze się zmoblizował i poszedł do kina i tp....
Dlatego dobrze jest szanować poglądy innych jak i na chorobę jak i na inne sprawy...
Nasze ochotniczki nie są przygotowywane do udzielania wsparcia osobom u których nastąpił nawrót
choroby. Wspierać by mogły tylko takie ochotniczki ,które przeszły z powodzeniem leczenie po przerzutach i były by chętne
do takiego wolantariatu. Oczywiście ,że musiały by przejść szkolenie jak sobie radzić w trudnych sytuacjach i tylko po umówieniu
się na taką rozmowę indywidualnie.
Może w tym roku taką grupę zorganizujemy ale nasze psycholożki coś nie za bardzo są chętne ale Amazonki u których
nastąpił nawrót mówią ,że to by im było potrzebne.smutny



agawa (offline)

Post #5

10-01-2011 - 23:40:09

okolice 

Cytuj
KryskaW
Oczywiście ,że musiały by przejść szkolenie jak sobie radzić w trudnych sytuacjach i tylko po umówieniu
się na taką rozmowę indywidualnie.

Bo to jest strasznie trudne. Kazda rozmowa by na nowo rozdzierała osobiste wspomnienia, lęki, traumy. W takiej pracy powinny byc osoby, które nie dość, ze maja doświadczenie choroby, to jeszcze przesżły swje włąsne, często bolesne, doświadczenie w pracy osobistej nad własną traumą. Mało takich...
I, Krysiu, myślę, że potrzeba tutaj jednak większego doświadczenia w byciu obok cierpiącego człowieka, niż doświadczenie większości amazonek.
Bo nie chodzi tylko o umijętność wsparcia, ale też o umiejętność i gotowość do rozmowy o lęku przed śmiercią, o egzystancjonalnych zawieruchach, o przygotowanie ekumeniczne, o gotowość do dzielenia się własnym doświadczeniem...
Zapewne niektórzy profesjonalnie przygotowani psychotepeuci by wymiękli... a co dopiro mówiąc o wolontariuszkach....
Ja się cieszę, gdy osoby bez przygotowania profesjonalnego chcą przychodzić do chorych i z nimi rozmawiać o codzienności. Często jestem takich rozmów świadkiem. I wiem też jak bardzo po tych rozmowach wolontariusze są cierpiący i rozdarci...
Ale też wiem, że gdy umierający chcą rozmawiać o swoich lękach przed śmiercią... to głównie spotykają się z zaprzeczaniem... A im nie o to chodzi; oni chcą usłyszeć, że bliska im osoba (ale też wolontariusz) potrafi o tym rozmawiać. I że podczas tej rozmowy nie kieruje się unikaniem własnego lęku przed włąsną śmiercią, ale może i potrafi swoją uwagę podarować umierającemu... W moim doświadczeniu nie ma nic trudniejszego...

agawa (offline)

Post #6

11-01-2011 - 00:00:29

okolice 

I jeszcze chwilka na osobiste refleksje...
Cytuj
mag_dag
j jak zachować się w stosunku do dzieci...
pytają mnie czy strata piersi była dla mnie traumą, czy mogłam patrzeć na siebie w lustrze,
czy nie przestałam pragnąć zbliżeń po amputacji piersi,
pytają jak wrócić do dawnego życia po chorobie...
Magdo, bardzo żałuję, że zupełnie inna wolontariszka weszła do mojej sali po mojej operacji.... foch
Weszła i zapytała, czy chcę z nią rozmawiać... A ja byłam chwilę po wybudzeniu i nie chciałam gadac i nikim... a tym bardziej o obcą mi osobą. Pokręciłam przecząco głową. I sobie poszła... a szkoda... Bo to, czego wtedy potrzebowałam najbardziej - to upewnienia się się w decyzji, że ciągle jestem tą samą osobą, że życie ciągle jest dla mnie dostępne, że można dalej żyć dobrze, a nawet lepiej. Chciałam usłyszeć, że życie może być jeszcze piękne... Że są kobiety, które - pomimo braku piersi, obciążającego leczenia - mają udane życie rodzinne, są szczęśliwe, żyją i cieszą się z tego życia.
Szkoda, że to nie Ty, Mag_dag, mogłaś byc wtedy przy mnie...
Pamiętam, że odwiedziłą mnie wtedy Eda (znacie Edą? Super dziewczyna.... ), ale ona była taka młodziutka... taka niewinna, taka delikatna... A ja chcialam krzyczeć o swoim bólu. Potrzeban mi była silna baba....



Zmieniany 2 raz(y). Ostatnia zmiana 11-01-2011 - 00:05:41 przez agawa.

agawa (offline)

Post #7

11-01-2011 - 00:25:11

okolice 

Mag, sorki... chyba zdominuję wpisami Twój wątek.... ale sobie myślę o wolontariuszach/szkach.... I sobie pomyślałam, że gdyby też przyszła do mnie, na ten przykaład, taka kobieta, jak ToJka... coby umiała mnie wyrwać z bólu, ze smutku... To fajnie by było...
Albo jakaś wolontariuszka skrząca dowcipem; może być i kontrowersyjny ten dowcip...
Ale gdybym podczas okresu czarnego_doła_choroby miała usłyszeć, że życie po raku to dramat, mordęga... sorry... ale pewnie przez okno bym skoczyła...
To może i dobrze już, że przyszła wolontariueszka_nie_skora_do_rozmowy przewraca_oczy
I jeszcze mi się przypomniało... bo następnego dnia przyszło do szpitala mojego młodziutkie dziewczę. Może z 18-naście lat miała... I się z pokorą zapytała: w czym mogłaby pomóc? A ja marzyłam tylkoi wyłąćznie o umyciu głowy... Pamiętacie, jakim kłopotem było umycie głowy?... I ona mi pomogła... uf, jaka to była nieziemska przyjemność tak
Do dziś pamiętam uśmiech tego dziewczęcia... czasami tak niewiele potrzeba, prawda?

ewad55 (offline)

Post #8

11-01-2011 - 00:28:15

Stokholm 

Agawo!Wspaniale napisałaś!Myślę,że do tego żeby zostać wolontariuszem trzeba mieć powołanie.A zdanie cyt.Bo nie chodzi tylko o umiejętność wsparcia,ale też umiejętność i gotowość do rozmowy o leku przed śmiercią,o egzystancjonalnych zawieruchach,o przygotowanie ekumeniczne,o gotowość do dzielenia się własnym doświadczeniem... jest samą kwintesencją!Jest mi czasem bardzo trudno opisać moje myśli,a Ty zrobiłaś to bezbłędnie!



agawa (offline)

Post #9

11-01-2011 - 00:32:57

okolice 

Strasznie się cieszę, Ewo,że tak odczytałaś moje słowa....
Dziękuję serce

ewa1967 (offline)

Post #10

11-01-2011 - 00:46:41

 

Krysiu tworzymy grupe samopomocy.....czyzby ?
Po pierwsze w szpitalu dzien, dwa po operacji przyszla wolontariuszka, podeszla do trzech pan po mastektomii, mnie szerokim lukiem ominela....miedzy innymi to spowodowalo, ze kursu na wolontariat nie ukonczylam. Bez kursu staram sie pomagac, jak tylko moge. Zaproponowalam Ali, ze jak mloda bedzie potrzebowala rozmowy sluze wsparciem. Ale nie mam kursu ukonczonego wiec nie moge. Uwazam, ze wolontariat powinien byc celowany. Nie powinna to byc przypadkowa wizyta. Moj maz inaczej podszedl emocjonalnie do choroby tesciowej, swojej matki ( 70 lat) inaczej do mojej ( 40 lat). Zaraz po operacji nie chcialam rozmawiac z leciwymi paniami bo inna jest ich sytuacja zyciowa inna moja. Teraz wiem, ze ja to stara baba bo dziecko odchowane, ale te dziewczyny, niestety jest ich coraz wiecej, co w domu zostawily malenstwa, lub jeszcze nawet malenstwa nie maja.
Po drugie wczoraj prosilam o wsparcie, ze chce mi sie ryczec.....chwili zrozumienia, bez oceniania.....wsparcia nie dostalam....wiec to forum jest pudelkiem dla kobiet po raku piersi....i na dzien dzisiejszy....co bedzie jutro nie wiem....dziekuje za olanie, to tez uczy.....sarkazmu. Nie musze byc lubiana to tez wiem, pretensji nie mam.
Bo dla mnie wolontariat to wsparcie na kazdym mozliwym poziomie.

Ps. odpisywalam na post Krysi, piszac nie wiedzialam co agawa napisala, zgadzam sie z agawa wiec nic juz nie bede dopisywala.



Zmieniany 1 raz(y). Ostatnia zmiana 11-01-2011 - 00:55:37 przez ewa1967.

ewad55 (offline)

Post #11

11-01-2011 - 00:48:43

Stokholm 

Agawo!W Szwecji nikt nie pocieszał mnie po operacji,a ja chciałam tylko spać.Przychodziła do mnie pielegniarka,pytała czy boli,czy chcę coś przeciw bólowego.Kiedy się spociłam,przebrała mnie i moją pościel.Po tych przeżyciach musiałam dojść do siebie i chciałam jednego,spokoju.Musiałam sobie wszystko poukładać,dojrzeć do takiej rozmowy.



elkka (offline)

Post #12

11-01-2011 - 01:38:24

Braunschweig/Warszawa 

cudze chwalicie - swego nie widzicie....

przeciez - mozna tylko zazdroscic.......!

ofszem - opieke medyczna mialam dobra....
ale nie znam nic takiego... zeby jakas Amazonka przyszla do mnie z porada
i pocieszeniem....niezdecydowany niestety

dopiero to forum jak znalazlam .... (juz po leczeniu) .... to czytalam i czytalam.... az sie wszystkiego dowiedzialam .....

andzia73 (offline)

Post #13

11-01-2011 - 09:12:21

Gdańsk 

Ja miło wspominam spotkanie z Amazonkami.Przed pierwszą operacja przyszła młoda Amazonka,która była już 4 lata po operacji...Długo rozmawiałyśmy,odpowiedziała na wiele pytań....Jak się później okazało miałam podobną sytuacje jak Ona....Przed drugą operacją była u mnie Amazonka z 19 letnim stażem...Ile my się nagadałyśmy duży uśmiechjakbyśmy się znały wieki...Ja będąc z Waszym wsparciem przed drugą operacją zaskoczyłam Ją..No i powiedziała miduży uśmiech że mam dar i też powinnam zostać w przyszłości ochotniczkąuśmiech....Ale powiem Wam jedno... dobrze, że są takie ochotniczki...To bardzo pomaga...w chwili przed operacją ,pełni obaw...przychodzi obca osoba,pociesza że będzie dobrze...Dla mnie to jest ogromna pomoc...Jakoś sobie to wszystko ułożyłam w jedną całość...Dobrze ze mam Was...nagryzmolę tu tyle ile wlezie, ale mi to pomaga...Nie wiem co by było gdyby nie forum...pewno bym musiała korzystać z pomocy psychologa...A tak zawracając Wam głowę pomagam sobie sama...Także wszystkie jesteście wolontariuszkamiróże




magdam (offline)

Post #14

11-01-2011 - 09:15:50

Gorlice, Kraków 

Wiecie ja kurs ukończyłam, ale chyba więcej pomagałam przed jego ukończeniem. Pewnie też dlatego że na forum byłam bardziej aktywna. A teraz już poprostu boję się zawierać nowych znajomości, boję się angażować emocjonalnie bo inaczej nie umiem. Ten strach przyszedł w trakcie jak Mona walczyła....
Aga pytasz o Edzię pewni że pamiętam. Pamiętam jak była chyba zaraz po diagnozie a ja już wróciłam do pracy i siedziałyśmy na gadulcu i gadałyśmy, miała mnóstwo pytań i tak się skumplowałyśmy. Edzia jest cudna.
W gorlicach w klubie byłam raz i mi wystarczyło. Powiedziałam panią że mam kurs że chcę pomagać to usłyszałam że generalnie mają to gdzieś.... Swoje namiary zostawiłam chirurgowi który robi u nas mastektomie (choć jest ich bardzo mało). Ale miałam rozmowy z 2 czy trzema dziewczynami które zostały podesłane do mnie przez innych lekarzy którzy wiedzą o mnie. Generalnie nie utrzymuję z nimi kontaktu. Jedna wiem ze walczy drugi raz (okazało się że ma przerzuty zanim poszła na radio) u niej wiem cco słychać bo to kuzynka koleżanki a z drugą kobietą kontakt się urwał. Może i dobrze bo na kursie mówili żeby się nie angażować....
Do mnie przyszła Ana (uwielbiam ją po dziś dzień smiling smiley ) a skorzystały wszystkie kobitki z którymi leżałam na sali hihi. Ale generalnie to w Krakowie przychodzi raz w tygodniu pani z klubu żeby pokazać ćwiczenia i właśnie jak była Asia przyszła szefowa klubu i mówiła o protezkach. Ale generalnie żeby podchodził ktoś do łóżka to nie było. Choć przypuszczam że jak ktoś poprosi to dziewczyny przylecą bo kub mają przy szpitalu.
Ciężko pomagać ale stara się jak mogę ...





Wystarczy odrobina nadziei, pozytywne myślenie wszystko odmieni!!!

Magda (offline)

Post #15

11-01-2011 - 09:20:13

Jastrzębie Zdrój 

uśmiecha ja miałam szczęście przyszła amazonka do mnie superowa,nie gadała za dużo,to ja miałam biegunkę słowną,zszokowana była że z 2 drenami umyłam głowę 2 dni po operacji zaznaczam włosy były jeszcze wtedy długie,uśmiechnełam się do niej i powiedziałam a jak myślisz jak mam przyjmować gości z tłustymi włosamiprzewraca_oczy
powiedziała jesteś młodą siłaczką...do dzisiaj utrzymuje kontakty z Teresą wspominamy nasze spotkanie
teraz ja służę pomocą innym uśmiech



lulu (offline)

Post #16

11-01-2011 - 09:55:41

k/Kwidzyna 

Pierwsze wsparcie (jeszcze wtedy nie wiedziałam, że to tak można nazwać) dostałam od lekarza rodzinnego. Po obejrzeniu wyniku biopsji, powiedział "to się leczy". Jak to się mówi w "najtrudniejszym czasie" byłam zdana na siebie. Nie zastanawiałam się wtedy nad jakimś wsparciem. Nie miałam możliwości dotrzeć do kogokolwiek, jak tylko do lekarza podczas wyznaczonych wizyt, a wiadomo jak one wyglądają. Skupiłam się na ćwiczeniu ręki aby była sprawna.
Zapewne to że mam rodzinę pomogło, ale nie rozpatrywałam tego pod kątem wsparcia, rodzina była przecież przed chorobą też, to normalne.
Po ponad miesiącu, jak podłączyłam internet, szukałam informacji na temat raka piersi, i trafiłam między innymi na to forum. Pierwsze spotkania były na czacie, tam były pierwsze "znajomości". Tu zostałam. Tu dowiedziałam się o wspieraniu.
Pewnie te kontakty dla mnie też były jakimś wsparciem, choć może do końca nie zdawałam sobie z tego sprawy.
Te kilka okazjonalnych przypadków, które zdarzyły mi się w realu, kiedy powiedziałam kilka słów "pocieszenia" do osób załamanych z powodu raka piersi, uzmysłowiły mi znaczenie słów. To działa ... ja w to nie wierzyłam i nadal jest to dla mnie zagadką. Ale moje rozważania na ten temat tej zagadki, to byłaby zupełnie inna historia, rozkładająca na czynniki pierwsze wychowanie wyniesione z domu.
Pewnie moja odporność zbliża się ku końcowi, bo z chorobą brata nie dawałam sobie rady, teraz jest już trochę łatwiej. Nawet wtedy kiedy staliśmy pod salą "R", nie oczekiwałam na pocieszenie, nawet nie chciałam tego ... a teraz przypominam sobie, że bratową ... pocieszałam ... no może bardziej ... dodawałam otuchy, bo trudno było w takiej sytuacji dawać jakąś nadzieję.
Takie to moje przemyślenia na temat otrzymanego wsparcia i "mojego wolontariatu".



Na Forum od 07 lutego 2008
Nigdy nie jedz do syta. Jedna trzecia żołądka dla pokarmu, jedna trzecia dla napoju, jedna trzecia dla ducha.
je

Kela (offline)

Post #17

11-01-2011 - 09:56:36

 

Cytuj
ewa1967
Po drugie wczoraj prosilam o wsparcie, ze chce mi sie ryczec.....chwili zrozumienia, bez oceniania.....wsparcia nie dostalam....wiec to forum jest pudelkiem dla kobiet po raku piersi....i na dzien dzisiejszy....co bedzie jutro nie wiem....dziekuje za olanie, to tez uczy.....sarkazmu. Nie musze byc lubiana to tez wiem, pretensji nie mam.
Ewcia - dobijałam się do Ciebie na GG...nie odezwałaś się...
To forum jest (było) dla mnie drugim domem. Tu spotkałam się z życzliwością, zrozumieniem, wsparciem. Tu rozmawiałam na poważne tematy i tu śmiałam się w czasie lekkich rozmów o byle czym. Zdarzały się różnice zdań, to normalne, ale umiałyśmy dojść do porozumienia. Tęsknię za takim forum.

mag_dag (offline)

Post #18

11-01-2011 - 11:04:07

Sosnowiec 

Cytuj
Kela
Po drugie wczoraj prosilam o wsparcie, ze chce mi sie ryczec.....chwili zrozumienia, bez oceniania.....wsparcia nie dostalam....wiec to forum jest pudelkiem dla kobiet po raku piersi....i na dzien dzisiejszy....co bedzie jutro nie wiem....dziekuje za olanie, to tez uczy.....sarkazmu. Nie musze byc lubiana to tez wiem, pretensji nie mam.

Ewcia - dobijałam się do Ciebie na GG...nie odezwałaś się...
To forum jest (było) dla mnie drugim domem. Tu spotkałam się z życzliwością, zrozumieniem, wsparciem. Tu rozmawiałam na poważne tematy i tu śmiałam się w czasie lekkich rozmów o byle czym. Zdarzały się różnice zdań, to normalne, ale umiałyśmy dojść do porozumienia. Tęsknię za takim forum.

Ewo, ja też do Ciebie napisałam (na priv) i wiem, że wiadomość została odebrana,
przykro mi, że nadal czujesz się olana - mój priv był próbą nawiązania kontaktu - widać nieudaną










Gdyby mi coś przyszło do głowy, niech zaczeka. (Dominik Opolski)

-----><-----


----------------------------------------------------------

ToJa (offline)

Post #19

11-01-2011 - 11:39:44

 

Cytuj
Polcia
Ja akurat nie wiem, czego tam szkolą ale skoro mam takie info od wiarygodnej osoby to jej wierzę.

Jestem ochotniczką, wiem i doskonale pamietam czego mnie uczono na kursie uśmiech

Cytuj
KryskaW
Dobrze Magda ,że napisałaś o wizytach w szpitalu , krótko po operacji.

Taka właśnie jest rola ochotniczki /danie tego wsparcia na początku drogi przed leczeniem

uzupełniającym po zabiegu operacyjnym kiedy kobieta jeszcze często myśli co teraz będzie?/

rozmowa bezpośrednia i to przedstawienie się jestem amazonką od 10 lat. To najczęściej jest

najważniejsze zdanie bo daję wiarę na dalsze życie a nie koniecznie wyrok.


Nasze ochotniczki nie są przygotowywane do udzielania wsparcia osobom u których nastąpił nawrót

choroby.

To co wyżej napisala Krysia było na szkoleniach najbardziej podkreslane. I bardzo dziekuje Ci Krysiu za cały Twój post, bo czytając wczesniej post Polci sie ciutkę zdenerwowałam.

nie umiem dodawac jeszcze więcej cytatów więc po prostu skopiuję:

ewa1967:
Po pierwsze w szpitalu dzien, dwa po operacji przyszla wolontariuszka, podeszla do trzech pan po mastektomii, mnie szerokim lukiem ominela.
Ewo, czy miałaś wtedy klin - na szkoleniu uczono nas, że podchodzimy do osób, które mają klin na łóżku - i jesli ten klin miałas, a ochotniczka do Ciebie nie podeszła, to była to ochotniczka, która albo nieuwaznie słuchała na szkoleniu, albo osoba która sie na ochotniczke nie nadaje.
Ponieważ ostatnio coraz więcej robi sie operacji z oznaczeniem tylko wartownika (te osoby najczęśćiej są bez klina) podpytuje wczesniej pielegniarki, czy są takie osoby. Nie chce ominąć żadnej kobiety, która potrzebowałaby rozmowy z amazonką (młodą stażem wprawdzie ale jednak prawie 3 latka mi stukneły duży uśmiech )


magdam: Wiecie ja kurs ukończyłam, ale chyba więcej pomagałam przed jego ukończeniem.

Pomagałam juz przed kursem, a przynajmniej starałam się jak tylko mogłam. Juz wtedy wiedziałam, że bardzo bardzo bardzo chciałabym zostac ochotniczką. Nie mogłam się doczekac kiedy minie dwa lata, abym mogła odbyć kurs. Choć KryśkaW we mnie nie bardzo wierzyła udało mi się. Bo ja gaduła jestem okropna, a ochotniczka ma słuchac - tak Polciu, tak właśnie nam mowiono na szkoleniu - ale w rzeczywistości nie zawsze osoby po operacji chca mówić, wiele z nich chce słuchac - no i wtedy ToJa dopiero moge dac popis swojego gadulstwa uśmiech. O swojej pierwszej wizycie w szpitalu pisałam w watku ochotniczek.



Zmieniany 2 raz(y). Ostatnia zmiana 11-01-2011 - 11:43:47 przez ToJa.

madzia_61 (offline)

Post #20

11-01-2011 - 13:47:51

 

Mag bardzo ładnie napisałaś, właśnie z taką ochotniczką rozmawiałam w szpitalu po operacji ,słuchającą mnie i odpowiadającą na moje pytania bardzo profesjonalnie , praktycznie była tak jak ja po operacji oszczędzającej i w podobnym wieku ,nasza 2 godzinna rozmowa bardzo dużo mi dała i do dziś mile ją wspominam, później wybrałam się do moim mieście do klubu amazonek to niestety żadnego zainteresowania i pomocy nie uzyskałam /oczywiście oprócz mojej znajomej która mnie tam wprowadziła/ ,nie mam jeszcze zrobionego kursu na ochotniczkę ale chyba czas się tym zająć , teraz tylko pomagam ale tak prywatnie i na forum koleżankom.



Zmieniany 2 raz(y). Ostatnia zmiana 11-01-2011 - 14:01:42 przez madzia_61.

magda2411 (offline)

Post #21

11-01-2011 - 14:10:57

Olsztyn 

Moje spotkanie z ochotniczką w szpitalu po operacji to nieporozumienie - pisałam o tym już kilkakrotnie na poprzedmim Forum i nie będę rozwijała tematu.

Mam za to inne pytanie - czy na szkoleniach (w programie szkoleń) ochotniczek jest mowa o naszym Forum? Że może ktoś woli w Internecie znaleźć wsparcie niż w Klubie Amazonek - szczegółnie te młodsze kobiety? Jak się zalogować, jakie są działy, gdzie pisać itp? Czy na ulotkach i materiałach reklamowych Federacji jest nasz adres? Tego nie wiem. Wiem za to, ze w 2007 roku kiedy chorowałam ochotniczka nie miała zielonego pojęcia o Forum, na spotkaniu w Klubie też zapytałam (z ciekawości, gdyż już pisałam tutaj i chciałam namówić inne dziewczyny) - cisza, nikt nic nie wiedział.



Hala1962 (offline)

Post #22

11-01-2011 - 14:18:03

Szczecin 

Szczerze podziwiam Ochotniczki.
Ich „praca” jest nie tylko trudna i odpowiedzialna. Jest też niesłychanie obciążająca. Dlatego zadziwiają mnie (delikatnie mówiąc) wpisy krytykujące ich działalność…
Dla mnie sam fakt wchodzenia na teren szpitala uruchamia cały kalejdoskop nieprzyjemnych wspomnien z okresu leczenia…a Ochotniczka musi jeszcze wysłuchać cudzych historii a co za tym idzie przejmuje na siebie cudze nieszczęście i dramaty. Ja próbuję zapomnieć, one nie mają na to szansy….kolejny dyżur = kolejne historie. Wiem, że jeśli chodzi o mnie to byłoby ponad moje siły. Moja psychika nie wytrzymałaby takiego obciążenia. A One dają radę, poświęcają swój czas na niesienie pomocy i wsparcia kobietom już na pierwszym etapie leczenia. Ochotniczki – wielki szacun!
Warto o tym pamiętać że Ochotniczka też człowiek - ma jak każda z nas pokaźny bagaż bolesnych i traumatycznych przeżyć. I nawet jeśli którejś przydarzy się „wpadka” to czy nie zasługuje na wyrozumiałość?

magda2411 (offline)

Post #23

11-01-2011 - 14:26:10

Olsztyn 

Cytuj
Hala1962
Szczerze podziwiam Ochotniczki.
Ich „praca” jest nie tylko trudna i odpowiedzialna. Jest też niesłychanie obciążająca. Dlatego zadziwiają mnie (delikatnie mówiąc) wpisy krytykujące ich działalność…
Dla mnie sam fakt wchodzenia na teren szpitala uruchamia cały kalejdoskop nieprzyjemnych wspomnien z okresu leczenia…a

Ochotniczka musi jeszcze wysłuchać cudzych historii a co za tym idzie przejmuje na siebie cudze nieszczęście i dramaty. Ja próbuję zapomnieć, one nie mają na to szansy….kolejny dyżur = kolejne historie. Wiem, że jeśli chodzi o mnie to byłoby ponad moje siły. Moja psychika nie wytrzymałaby takiego obciążenia. A One dają radę, poświęcają swój czas na niesienie pomocy i wsparcia kobietom już na pierwszym etapie leczenia. Ochotniczki – wielki szacun!
Warto o tym pamiętać że Ochotniczka też człowiek - ma jak każda z nas pokaźny bagaż bolesnych i traumatycznych przeżyć. I nawet jeśli którejś przydarzy się „wpadka” to czy nie zasługuje na wyrozumiałość?


Halu, ochotniczka nic nie musi....



ToJa (offline)

Post #24

11-01-2011 - 14:33:00

 

magda2411 może ja Ci częściowo spróbuje odpowiedzieć uśmiech
na szkoleniu, na którym ja byłam nie było mowy o forum - panie (psycholog, rehabilitant, lekarz-onkolog) szkoliły nas przede wszystkim: jak rozmwaiac z pacjentkami po operacji - pisała o tym wczoraj w tym watku KryskaW.
Natomiast o forum bardzo duzo było na szkoleniu - warsztatach dla młodych amazonek ( Kołobrzeg 2010r) - była prezentacja naszego forum i pokazywano kroku: jak sie zalogować, jakie są watki itp.
O forum również mówiono na kursie komputerowym, który organizowała federacja. Na kursie były dziewczyny z Konina, Kepna, Gdańska, poznania i nie pamietam juz skąd smiling smiley

O forum mówiono również na spotkaniu liderek Klubów Amazonek.
O forum opowiadam również w naszym Klubie Amazonek. Myslę, że dziewczyny, które należą do klubów też wspominaja o forum.

Magda w 2007 roku forum nie było związane z federacja - a teraz TAK, więc obecnie o forum jest głośno smiling smiley

Hala1962 (offline)

Post #25

11-01-2011 - 14:34:24

Szczecin 

dziękuję Magda za zwrócenie uwagi
nie "musi"...
po prostu "słucha"...

mag_dag (offline)

Post #26

11-01-2011 - 14:41:51

Sosnowiec 

ja zostawiłam na oddziałach na które chodzę ulotki o naszej stronie - wiszą na tablicy ogłoszeń,
dodatkowo każdej pacjentce daję taką samą ulotkę i tłumaczę co to za portal uśmiech

ulotki zostały mi ze "Spotkań przy HERbacie" organizowanych przez Federację, które miały miejsce w klubach amazonek w wielu miastach (chyba w 2009 roku) i oprócz wykładu onkologa o receptorze HER, była tam prezentacja naszego portalu
uśmiech









Gdyby mi coś przyszło do głowy, niech zaczeka. (Dominik Opolski)

-----><-----


----------------------------------------------------------

magda2411 (offline)

Post #27

11-01-2011 - 14:54:07

Olsztyn 

To fanie, ze coś się ruszyło w temacie... Trzeba docenić INTERNET i jego mozliwości. Ja znalazłam tu wsparcie, za które dziękuję.







Zmieniany 1 raz(y). Ostatnia zmiana 11-01-2011 - 14:56:37 przez magda2411.

maryla (offline)

Post #28

11-01-2011 - 17:01:22

gdzieś w górach... 

: "Mówię to, co myślę, a myślę, co mi się podoba" - wklejam, żeby pamiętać jaki jest temat wątku - każdy ma prawo mieć swoje zdanie a interpretacja tonu wypowiedzi jest także czymś subiektywnym.

Są ochotniczki i ochotniczki....niestety.... ja na swojej drodze nie spotkałam takiej prawdziwej...pisałam już o tym w innym wątku, powtórzę jeszcze raz. W Krakowie - Amazonka ochotniczka ( nota bene właścicielka sklepu z bielizną i protezami dla amazonek) przyszła chyba tylko po to by zareklamować swój sklep.
Do mojej sali nawet nie dotarła, nie było mowy o jakimkolwiek wsparciu przed operacja i po niej.
Same się wspierałyśmy Kudłata, Kinga i ja...na miarę swoich możliwości ...



amor (offline)

Post #29

11-01-2011 - 17:37:51

Siemianowice Sl. 

Mnie sie wydaje ,ze mylicie pojęcia! Ochotniczka ma pracowac w szpitalu, bądz ( chyba ) w klubie. Ma wyznaczone konkretne zadanie. O ile mi wiadomo , o ile ze zrozumieniem przeczytałam wypowiedz naszej Krysi W to na tym forum nie działaja ochotniczki ( byc moze przypadkiem i one tu sa ) . To jest forum stworzone dla amazonek by łatwiej bylo im znosisc trudny choroby i byc w grupie podobnych sobie.....wspolne przezycia zbliżają...Tu mamy byc na luzie , rozmawiac o czym chcemy ,ale chyba nie wymagac, nie żądać , nie rozliczać, nie obrazac.....Tu nikt nic nie musi..... To tak jakby miec pretensje do amazonki -psychologa ,ze nie dziala tu jako psycholog! A ona tu tez jest tylko i aż amazonką! Apeluje o wiecej wzajemnego zrozumienia i zyczliwosci ! ( mam nadzieje ,ze teraz nie będzie odzewu - JA jestem zyczliwa.......ale tamte.....................)....

magdam (offline)

Post #30

11-01-2011 - 19:10:08

Gorlice, Kraków 

Marylko w Krakowie dokładnie tak jest. Panie są "zapraszane" do jednej z sal. Ja miałam to szczęście ze do mojej więc mnie nie minęło. Ale ja miałam szczęście ze miałam i mam Asie




Wystarczy odrobina nadziei, pozytywne myślenie wszystko odmieni!!!
Przykro nam, ale tylko zarejestrowane osoby mogą pisać na tym forum.

Kliknij żeby zalogować

Użytkownicy online

Gości: 407
Największa liczba użytkowników online: 77 dnia 11-10-2011
Największa liczba gości online: 5263 dnia 07-04-2018