Porozmawiajmy o pracy ochotniczek

Wysłane przez ewad55 

Masza70 (offline)

Post #1

12-01-2011 - 10:18:30

 

zgadzam się oczywiście z tym, że aby być wolontariuszką - ochotniczką i wspierać Amazonki tuż po diagnozie trzeba mieć odpowiednie predyspozycje i przejść jakieś szkolenie.
Jak to było u mnie? ja Was znalazłam od razu. I bardzo się z tego cieszę. Pewnie, że nie wszystko mi się na forum podobało, też robiłam zadymy ale potrzebuję Was. I błagam nie straćcie z oczu tego najważniejszego - jesteśmy tu dla siebie. Nie obrażaj się jedna z drugą, bo jesteś komuś potrzebna, może ktoś kto czyta ma takie zdanie jak Ty, może do niej najbardziej trafia co Ty piszesz? Jesteśmy różnymi osobami i mamy różne rokowania, nie ma się co czarować. To forum jest dla mnie bardzo ważnym miejscem, do którego uciekam i gdzie mogę być sobą, gdzie nie muszę się odgradzać od innych murem chłodu i dystansu. Bo tutaj jest normalnie. Proponowano mi terapię z psychologiem ale jak sobie wyobrażę młodą dziewczynkę po studiach, która zechce mi tłumaczyć co mam czuć i myśleć, a tak na prawdę pojęcia nie ma o czym mówi.... strata czasu, nie chce mi się.
Po operacji przyszła do mnie ochotniczka w WCO w Poznaniu, była miła, uśmiechnięta i spokojna. Dla mnie wystarczyło, że przyszła kobieta, stanęłą przede mną żywa i powiedziała, że jest już kilkanaście lat po operacji. Że na prawdę mnóstwo kobiet żyje po diagnozie raka piersi i ma się dobrze. Nie miałam ochoty prowadzić z nią rozmów na tematy intymne, czy w ogóle jej się zwierzać z czegokolwiek ale było mi miło. Dla mnie to było ważne i budujące. Nie potrzebowałam od niej informacji o chorobie i rehabilitacji, bo ja już to wszystko wiedziałam od Was, ale i tak się ucieszyłam, że przyszła. Ważne, że była taktowna. Jakie ja mam spostrzeżenie? żeby ochotniczki nie próbowały niczego na siłę i żeby nie próbowały się dowartościować, że są po drugiej stronie barykady, żeby ta kobieta, z którą mają rozmawiać poczuła, że przyszedł ktoś kto też miał raka, też się bał, że tylko chce pomóc, nic więcej.



ToJa (offline)

Post #2

12-01-2011 - 11:27:38

 

Cytuj
Masza70
Jakie ja mam spostrzeżenie? żeby ochotniczki nie próbowały niczego na siłę i żeby nie próbowały się dowartościować, że są po drugiej stronie barykady, żeby ta kobieta, z którą mają rozmawiać poczuła, że przyszedł ktoś kto też miał raka, też się bał, że tylko chce pomóc, nic więcej.
Maszo uśmiech i to własnie, o czym piszesz, starano mi sie przekazac na szkoleniu dla ochotniczek uśmiech

Teresa1957 (offline)

Post #3

12-01-2011 - 11:29:00

Kraśnik 

Do mnie ochotniczki nie przyszły tylko do sąsiadki, ale ja miałam oszczędzającą i tylko wartowniki wycięte. Ale do sąsiadki przyszła jedna kobitka i głównie tłumaczyła jak ćwiczyć. Powiem tak czułam się pominięta, ale tak sobie sama myślałam pewnie ze mną nie jest tak źle skoro mnie olewają. Pewnie miło byłoby jakby taka ochotniczka przyszła i opowiedziała o sobie, o tym, że z tym się da żyć.
Wiedzę na temat swojej choroby czerpałam z internetu, na portal Amazonek trafiłam w czasie naświetlań, zarejestrowałam się i na tym się skończyło, nie zaglądałam tutaj. Dopiero na jesieni przypomniałam sobie o tym portalu i zaczęłam tu zaglądać, a teraz nie ma dnia żebym tu nie wpadła, czytam prawie wszystko co piszecie, rozumiem to iż każda ma inne zdanie i to mi się podoba, nie lubię tylko obrażania się, ale wiem, że zdarzają się różne dni i człowiek czasami jest bardziej wrażliwy na słowa innych osób. Mam nadzieje, że mimo różnicy poglądów dalej będziemy pisać o tym, bo jak wszystkie miałybyśmy takie same poglądy to by nudno było.
Miłego dnia życzę wszystkim, a po za tym też Was Kocham buzki



jano0244 (offline)

Post #4

12-01-2011 - 13:28:15

Mrągowo 

Dziewczyny, przepraszam że wtrącam się do waszej dyskusji, ale po bardzo dłuuuuugim namyśle doszedłem do wniosku, że jako mąż amazonki mam prawo do wyrażenia opinii tak w imieniu swoim, jak i żony. Zwłaszcza, że w tej kwestii nasze zdania są identyczne.

Faktem jest, że podczas pobytu na oddziale szpitalnym z żoną ani z inną kobietą po mastektomii z tej samej sali nie skontaktowała się żadna ochotniczka. Być może dlatego, że tutejsze stowarzyszenie amazonek działa przy klinice, a żona była operowana w wojewódzkim szpitalu specjalistycznym. Choć to jest dziwne, bo obydwa szpitale są bardzo dobrze przygotowane do wykonywania tego rodzaju zabiegów i zapewne podobną ich ilość wykonują.
Faktem jest, że nie dzięki wyszkolonym, posiadającym odpowiednie kwalifikacje ochotniczkom, żona (i ja, a może przede wszystkim ja) otrzymała konieczne jej wsparcie.
Takim assistance dla nas była „zwykła” forumowiczka, która:
a) prawie natychmiast po zarejestrowaniu się przeze mnie na forum przysłała PW z podaniem swojego numeru telefonu
b) gdy po wewnętrznej walce skorzystałem z tego numeru, jako koła ratunkowego, przeprowadziła ze mną kilka dość długich rozmów „wychowawczych” (zdaję sobie sprawę, że byłem „trudnym” przypadkiem)
c) wykazała się nie lada odwagą, dając się poprowadzić zupełnie obcym ludziom bramą sterowaną z pilota, a następnie zespołem pięter i krętych korytaczy, naszpikowanymi piszczącymi zamkami szyfrowymi (środmiejskie kafejki były w tym czasie zbyt zatłoczone i gwarne, by można było spokojnie porozmiawiać, zaprowadziłem więc dziewczyny do pustego tego dnia biura firmy, w której pracuję).
d) przy kawce zaparzonej przy pomocy czajnika służbowego przedstawiła Ani najistotniejsze informacje, odpowiedziała na jej pytania, na koniec udzieliła wskazówek i rad
e) dostarczyła Ani dodatkowej porcji pozytywnej energii, odwiedzając ją w szpitalu w popołudnie poprzedzające operację
Reasumując:
W żaden sposób nie podważając potrzeb szkolenia i działania ochotniczek, oboje uważamy, że w tym konkretnym, naszym przypadku, nie moglibyśmy sobie wyobrazić ani oczekiwać efektywniejszej pomocy od tej, której najpierw ja, a potem moja żona doświadczyła od „nieuprawnionej” magdy24, której będziemy wdzięczni do końca świata i jeden dzień dłużej.
I jeszcze jedna uwaga, co do tutejszego oddziału stowarzyszenia, którego żona przede wszystkim z racji odległości od miejsca zamieszkania nie jest członkiem, ale to akurat nie jest istotne. Swego czasu, bardzo dawno temu, wysłałem na ich adres maila. Przedstawiłem się i zwróciłem z jedną prośbą, konkretnym i moim zdaniem rzeczowym pytaniem. Nigdy nie otrzymałem odpowiedzi sad smiley





Nas dwoje, choroba tylko jedna...

ToJa (offline)

Post #5

12-01-2011 - 16:03:32

 

Cytuj
jano0244
I jeszcze jedna uwaga, co do tutejszego oddziału stowarzyszenia, którego żona przede wszystkim z racji odległości od miejsca zamieszkania nie jest członkiem, ale to akurat nie jest istotne. Swego czasu, bardzo dawno temu, wysłałem na ich adres maila. Przedstawiłem się i zwróciłem z jedną prośbą, konkretnym i moim zdaniem rzeczowym pytaniem. Nigdy nie otrzymałem odpowiedzi sad smiley
A ja miałam szczęście uśmiech
Podczas mojego pobytu w szpitalu nie odwiedziła mnie amazonka, bo nie było sposobności: w tym czasie kiedy akurat amazonki były w szpitalu ja sobie grzecznie (a moze i nie oczko) leżałam na stole operacyjnym.
W szpitalu byłam bardzo krótko (miałam operacje oszczędzającą).
Podczas nauki masażu rączki (w pokoju rehabilitantek) dowiedziałam się, że amazonki maja płytki CD, na których jest pokazane jak wykonywac masaz raczki, no tak, ale ja z amazonkami sie nie spotkałam.
Wróciłam do domu i zgadnijcie co zrobiłam najpierw smiling smiley
taaaak, zasiadłam do komputera i pobuszowałam w necie.
Znalazłam stronke Klubu Poznanskich Amazonek i strone federacji.
Meila napisałam i do jedych i do drugich (a co, zachłanna jestem). W meilu napisałam, jak to przepadła mi wizyta amazonek i nie mam płytki i nie mam materiałow i wogóle to mam tylko internet i samą siebie duży uśmiech
Paczuszki otrzymałam bardzo szybko (i od jednych i od drugich)
Dostałam płytkę, książeczki z ćwiczeniami, czasopismo "Nasze życie", bransoletki (hery) i jeszcze inne gadżety amazońskie.
bo wszystkie amazonki sa the best buziak
a dla madzi24 jeszcze jeden buziak

magda2411 (offline)

Post #6

12-01-2011 - 17:11:45

Olsztyn 

Janusz, dziękuję. W tych korytarzach w Twojej firmie to rzeczywiście przez głowę przeszła mi myśl, co ja tu robie? a jak mi łep ukręcą smiling smiley Nie ukręcili.
Staram się pomagać w miarę moich możliwości i na żadne szkolenie dla ochotniczek się nie wybieram smiling smiley
ToJa buzki



Polcia (offline)

Post #7

12-01-2011 - 17:43:27

 

Cytuj
magda2411
Staram się pomagać w miarę moich możliwości i na żadne szkolenie dla ochotniczek się nie wybieram smiling smiley

To jest kwestia empatii, osobowości,odpowiednich cech charakteru, otwarcia się na innego człowieka

można przejść mnóstwo szkoleń i nic z tego nie będzie a inna dziewczyna bez szkolenia będzie potrafiła pomóc tak jak TY Magdo 2411




Dano Ci życie, które jest tylko opowieścią. Ale to już Twoja sprawa, jak Ty ją opowiesz .................

Marek Hłasko "Sowa, córka piekarza"

mag_dag (offline)

Post #8

12-01-2011 - 18:19:33

Sosnowiec 

magdo, widocznie jesteś dobrym materiałem na ochotniczkę uśmiech
szkoda, że nie chcesz iść na kurs

ja poszłam na kurs, choć oczywiście myślałam przed nim, że niczego nowego się na nim nie dowiem - myliłam się i przyznaję to - szkolenie dużo mi dało, choć z opinią prowadzącej nas pani psycholog o internecie nie zgadzam się do dziś język


ale nie dlatego o tym piszę - kurs umożliwił mi pełnienie funkcji ochotniczki - tylko po szkoleniu można chodzić do szpitali i spotykać zupełnie obce osoby potrzebujące pomocy
wiem, że możne pomagać i bez tego, bo i przed kursem rozmawiałam z kobietami szukającymi pomocy, które numer telefonu do mnie dostawały od mojej onkolog, mojego radiologa, moich znajomych - ale wtedy skala działania jest dużo mniejsza,
jako ochotniczka "mam dostęp" do większej liczby kobiet

i za pamięci jeszcze napiszę - nigdy na szkolenie ani do klubu bym nie poszła, gdyby nie pojawienie się na naszym forum KryśkiW - to znajomość z nią i jej praca zmobilizowała mnie do takiej działalności
Krysiu - big buziak serce










Gdyby mi coś przyszło do głowy, niech zaczeka. (Dominik Opolski)

-----><-----


----------------------------------------------------------

KryskaW (offline)

Post #9

12-01-2011 - 20:29:35

Psarskie/Poznań 

Buziaka odwzajemniam i też uważam ,że w wielu Was drzemie coś takiego
jak spłata zaciągniętego długu "Ktoś mi pomógł to ja też pomogę" ale jak już wiele z Was
zauważyło to bardzo odpowiedzialna i trudna rola bycia ochotniczką.
Nikt nikogo do tej roli nie ma prawa zmuszać. Wywierać presji itp.
Pomoc na forum , czy prywatnie nie wymaga żadnego szkolenia.
Natomiast wizyty w szpitalach /kuby generalnie mają zawarte porozumienia z dyrekcją szpitali/
to już pewna odpowiedzialność i trzeba mieć trochę pokory ,/ nie wystarczy bycie tylko Amazonką/
żeby tą rolę pełnić.
Przecież zdarzają się osoby" nawiedzone", czy borykające się chorobą psychiczną i gdyby po takiej
wizycie np. pacjentka wyskoczyła przez okno to kto weżmie za to odpowiedzialność?
Oczywiście ,że podałam skrajny przykład ale taki wypadek miał miejsce w Częstochowie kilka
lat temu. W Wrocławiu dla przykładu przychodziła pani podając się za ochotniczkę i namawiała
pacjentki żeby nie brały leków i odmawiały dalszego leczenia a tylko ,żeby zawierzyły Matce Boskiej i gorąco
się do niej modliły.
Ja sama jak jechałam na pierwsze warsztaty szkoleniowe w 1992 roku to sobie w duchu"arogancko" myślałam
ok jak trzeba to się przeszkolę a i tak będę robić jak uważam. Już w trakcie szkolenia spokorniałam, rozumiejąc
po co to szkolenie ma mi służyć i jaką rolę ma do spełnienia ochotniczka.
Chylę głowę przed każdą osobą pomagającą drugiej osobie ale szczególnie ją chylę przed ochotniczkami
są one "solą ziemi czarnej " w naszym ruchu amazońskimbrawo
To ,że różne mamy odczucia z spotkań z ochotniczką to normalne jest ich przeszkolonych 1400 " pracujących"
trudno dokładnie oszacować/ w poznańskim klubie 30/ przecież nie zawsze jesteśmy w dobrej kondycji , zdrowiu
i co najważniejsze żeby nie traktować wolantariatu jako swojej misji. To często zdarza się starszym Amazonkom że
pomimo często chorób współistniejących muszą chodzić bo to" im pomaga" a to ma przecież wesprzeć świeżynkę.
Potrzeba nam młodych ochotniczek więc zapraszam na szkoleniabuziak



ira (offline)

Post #10

12-01-2011 - 22:24:23

Pabianice 

Ja jestem pełna podziwu dla dziewczyn wolontariuszek. Takie spotkanie twarzą w twarz z nieszczęśliwą dopiero_ co_ amazonką ,wymaga - myślę - wielkiej odwagi. Przypomina własny ból, nie tylko ten fizyczny. I odpowiadanie na pytania, na które się nie zna odpowiedzi, bo myślę, że i takie są. Wydaje mi się, że jestem dosyc silna psychicznie, minęło już prawie 8 lat od operacji, myślałam o wolontariacie - ale nie mam odwagi. Zwracano się do mnie z prośbą o pomoc, kiedy ktoś miał bliską osobę chorą, ale to były pojedyncze przypadki. Mam ciężko chorego w rodzinie, nie jestem jakaś mimoza, ale zdaję sobie sprawę, że to duże poświęcenie, że trzeba miec to "coś", co pozwala temu podołac.
Mam w klubie koleżanki ochotniczki, też wielce je podziwiam...



ewa1967 (offline)

Post #11

13-01-2011 - 00:04:12

 

Krysiu bardzo Cię cenie, i dyskusje ktore zaczynasz, bo to sa nareszcie dyskusje uśmiech duzo dobrego robia dla wszystkich i ochotniczek i chcacych pomagac bez przeszkolenia.
Przedstawie moje wlasne doswiadczenia.
Na chirurgii lezalam dzieki Oddzialowej tylko z rakiem piersi. Oddzialowa zadala pytanie, czy chcemy, zeby przyszla ochotniczka, wszystkie cztery Panie, w tym ja, wyrazilysmy zgode. Lezalam na przeciwko drzwi wejsciowych do sali, lezalam z klinem pod reka, mam usuniete wezly, operacje oszczedzajaca. Pani przyszla i zadala pytanie czy moze porozmawiac tak, bylysmy przeciez na wizyte przygotowane. Ochotniczka podeszla do pierszego lozka, porozmawiala, mnie ominela, podeszla do trzeciego porozmawiala, podeszla do czwartego porozmawiala i wyszla. Dla mnie bylo to traumatyczne doswiadczenie, poniewaz nie wiedzialam czy jestem Amazonka...wlasciwie dopiero jak weszlam na dluzej na to forum to dowiedzialam sie, ze mam takie same prawa jak kobiety po mastektomii, moge tez nazywac sie Amazonka. Wizyta tej Pani nie wiem na ile pomogla moim wspollezacym Paniom, ale mi zrobila wielka szkode, poczulam sie gorsza, mniej wazna, nijaka. Dla mojego stanu ducha zaraz po operacji bylo to zle doswiadczenie, lepiej zeby ta Pani nie przychodzila. Mniej zlego by sie stalo...
Jak usunieto mi dreny zaczelam rehabilitacje na reke w CO, rehabilitacja jest doslownie obok klubu Amazonek, codziennie przez dwa tygodnie. Podczas przerw miedzy zajeciami z psychologiem, cwiczeniami Panie duzo starsze, lgnely do mnie, wiadomo gadula pocieszajaca....mloda i taka optymistyczna z usmiechem. Moglam pomoc to pomagalam, nie uwazalam tego za cos szczegolnego, dla mnie to normalne. Bylam u Amazonek, bo caly klub zreszta piekny, nowa przybudowka, odrozniajacy sie od CO.....z ciekawosci. Panie mocno zaklopotane sie poczuly... wyszlam.
Za pare miesiecy wrocilam znowu na rehabilitacje, znowu dwa tygodnie, mialam duzo czasu miedzy zabiegami. Wchodzilam do Amazonek, z checia pomocy, ze mimo ze nie mam przeszkolenia to moze jakas mloda chce pogadac to sluze pomoca.... Bylam juz po leczeniu, z pokora, bylam juz po raku...Panie nie byly zainteresowane. Wiem, Krysiu... ze o tym wiesz, chcialabys to zmienic, ale w kazdym klubie nie dasz rady zmieniac...sciana.
Nie zrobilam kursu, bo wiem, ze ta trauma ze szpita widocznie gdzies w srodku tkwi....z przekory....nie wiem...i juz to nie jest wazne.
Tu na forum byly i sa osoby ktore moge wesprzec....widocznie dane mi bylo tym pojedynczym pomagac, wspierac nie z przeszkolenia, a z serca. Strasznie to trudne wszystko.....mozna anonimowo, czasami samo zycie daje trudne wybory...daje sile aby pomagac.
Mimo wszystko jestem za celowana pomoca....mloda niech idzie do mlodej ...bo jest bardziej wiarygodna, przez podobny etap doswiadczen, przezyc...lekow.

ewa1967 (offline)

Post #12

13-01-2011 - 00:05:42

 

Mimo wszystko jestem za celowana pomoca....mloda niech idzie do mlodej ...bo jest bardziej wiarygodna, przez podobny etap doswiadczen, przezyc...lekow.
To nie moze byc ...ZAMIAST, bo ta Pani ma z grafiku dyzur. Pani 60-70 letnia, mimo swoich doswiadczen zyciowych jest osoba dla mlodej ktorej sie udalo. Jak chcemy nowa komorke kupic to nie zaciagniemy rady u babci tylko u corki.... tak to dziala, postep technologi, dokonan medycyny. Pokolenia sie nie przeskoczy.
A dlaczego mimo checi mlode nie moga dopchac sie do klubow....wlasnie przez dzialaczki ktore nie chca zmian bo ich nie rozumieja, nie chca, maja dozywotnio zapewnione przez doswiadczenie w tej dzialalnosci...

Haniap. (offline)

Post #13

13-01-2011 - 10:59:16

Poznań 

Ewuniu masz wiele racji w tym co piszesz, ale ja poszłam do klubu zobaczyć właśnie te "starsze", to znaczy 10 i więcej lat "po". Jak napisałam wcześniej, nie wierzyłam, że można wyleczyć się z raka i to, że na własne oczy je zobaczyłam pomogło mi uwierzyć we własne wyleczenie. buzki



"Nawet bardzo mały gest życzliwości nigdy się nie marnuje"
Ezop



madzia_61 (offline)

Post #14

13-01-2011 - 11:53:28

 

Ja byłam operowana w tym samym szpitalu co Polcia i co Ewa1967 -przez tego samego lekarza ale znacznie wcześniej bo 2005 roku i widziałam przez przeszło tydzień jak tam się odbywały spotkania pacjentek z ochotniczkami i zauważyłam pełny profesjonalizm,pani Maria -pielęgniarka zabiegowa miała kontakt z klubem ,dawała znać do ochotniczek w jakim wieku są w danej chwili kobiety po operacji i po jakiej , na drugi dzień przychodziła ochotniczka.Po przedstawieniu się ochotniczka mi na wstępie zadała pytanie czy chce rozmawiać z nią na sali przy innych pacjentkach czy bardziej w intymnym miejscu .Wybrałam sale ,bo ciężko mi było chodzić ,siedzieć z dwiema buteleczkami , pani Elżbieta /bo tak miała na imię opowiedziała mi o sobie /powiedziała od siebie co powinnam wiedzieć na tym etapie leczenia a następnie poprosiła o zadawanie pytań z mojej strony bo tak będzie wygodniej i tak miło przegadałyśmy ponad 2 godziny ,uzyskałam wspaniałą pomoc,moc nowych wiadomości łącznie z plikiem broszur o chemii ,radioterapii i rehabilitacji oraz o herach i tłumaczeniach nazw onkologicznych na bardziej przystępny język oraz 2 gazetki wydawane przez amazonki warszawskie i rak w tym momencie już nie był taki straszny ,zostawiła mi numer telefonu na telefonu zaufania dla amazonek oraz swój osobisty ,jakbym miała jakieś dalsze pytania.Co jeszcze zauważyłam niektóre panie świeżutkie amazonki /i to w rożnym wieku / nie chciały rozmawiać z ochotniczką wolały rozmowy i modlitwę z młodziutkim siostrami zakonnymi ,które przychodziły do szpitala lub po prostu udawały że śpią.Kolejne spotkania z ochotniczkami ale już w miejscu mojego zamieszkania nie były tak owocne więc zaniechałam zapisu do klubu amazonek lecz tam byłam 2 razy z koleżanką już tam od kilku lat uczęszczającą. Ale spotkałam tu ponad 3 lata temu Was cudowne ochotniczki i te po szkoleniu i te co nie są ale wszystkie wspierają na co dzień o każdej porze dnia i nocyserce i zostałam i będę do końca /no chyba że mnie wyrzucicie śmiech/ a ochotniczką mam zamiar zostać .

lulu (offline)

Post #15

13-01-2011 - 20:16:55

k/Kwidzyna 

Wiele różnych opinii słyszałam na temat Klubów Amazonek, że są hermetyczne, że też są towarzystwem wzajemnej adoracji. U mnie będzie inaczej ... takie mam założenie. Mam już grono stałych bywalczyń i przyznam się, nawet za cenę ochrzanu, że w moim Klubie są amazonki i mam też dwie osoby po raku, ale nie amazonki. Może to jest wielkie sprzeniewierzenie, lecz zdecydowałam się na to, że nie będę nikogo z kwitkiem odprawiać. Jeśli amazonka pyta czy może przyprowadzić koleżankę ale nie amazonkę, to zgadzam się i te osoby same mają dokonać oceny, czy chcą przychodzić, czy to jest im przydatne, czy widzą w tym sens. Uznałam, że każdy chory który miał do czynienia z rakiem, ma podobne problemy. Jeśli takie spotkanie może pomóc nie amazonce, to też jest dobra sprawa. Znam założenia statutu klubów amazonek, ale w tym wypadku uważam, że nie robię nic złego. Jak dotąd świetnie się rozumiemy, świetnie się bawimy, bo wesołe z nas kobitki.



Na Forum od 07 lutego 2008
Nigdy nie jedz do syta. Jedna trzecia żołądka dla pokarmu, jedna trzecia dla napoju, jedna trzecia dla ducha.
je

agawa (offline)

Post #16

13-01-2011 - 20:42:20

okolice 

Cytuj
lulu
Uznałam, że każdy chory który miał do czynienia z rakiem, ma podobne problemy.
Mam koleżankę po raku, ale innym. Masz Lulu rację. Różniaca jest jedna - ja nie mam piersi, ona ma wycięte ponad połowę jelit. Zestaw ćwiczeń rehabilitacyjnych inny. Ale na basen chodzimy razem. I gadamy_gadamy. Bo się rozumiemy.

Polcia (offline)

Post #17

13-01-2011 - 20:57:38

 

Lulu jesteś wielka, za to co robisz, za to , że Ci się chce



Dano Ci życie, które jest tylko opowieścią. Ale to już Twoja sprawa, jak Ty ją opowiesz .................

Marek Hłasko "Sowa, córka piekarza"

KryskaW (offline)

Post #18

13-01-2011 - 22:26:36

Psarskie/Poznań 

Ewuniu, tak się zdarzyło niefortunnie ,że ochotniczka Ciebie ominęła i nie za bardzo
rozumiem jak to się mogło stać...... ponieważ ochotniczki warszawaskie/z centrum onkologi/ co prawda
przeważnie starsze panie są bardzo fajne. Nie mają młodych bo sam klub jest jak sama zauważyłaś jest hermetyczny
i" młode mogą zagrażać" weterankom hi hi ..śmieję się bo mnie to śmieszy ale nie mam wpływu na ich
rozumowanie. Bardzo ten klub jest nastawiony na biznesowe działania i tutaj się rozmijamy w działaniach.
Jeżdząc po świecie i wymieniając doświadczenia różnie to wygląda w poszczególnych krajach.
Jedno jest identyczne ;to znaczy grupy ochotniczek od 50 lat są szkolone na całym świecie wg systemu
amerykańskiego ruchu" Reach to Recovery" my również. Natomiast w każdym kraju to inaczej wygląda w praktyce.
W niektórych krajach ochotniczki czekają na telefon i dopiero wtedy się umawiają na spotkanie ,w innych pielęgniarki umawiają
ochotniczki z pacjentkami ale jak już one są w domu. U nas jak w latach 90 -tych rak piersi był tematem tabu to żadna
ochotniczka by się telefonu nie doczekała. Takim sposobem chodzenie do szpitala było najlepszym rozwiązaniem.
Ale możecie sobie wyobrazić ile wysiłku kosztowało i nadal kosztuje wyszkolenie ochotniczek wyposażenie je w poradniki,
kasety czy płyty DVD z rehabilitacją czy relaksacją. Tego trzeba wydrukować rocznie po 15 tys szt. czy inne ulotki
informacyjne , biuletyn np." Nasze Życie". Co miesiąc w klubach odbywają się spotkania ochotniczek z psychologiem/tam oczywiście jak psycholog jest zatrudniony/Organizowane są szkolenia II stopnia dla ochotniczek , które chcą wymienić swoje
doświadczenia z ochotniczkami z różnych klubów działających w innych miejscowościach.
To logistycznie trzeba przygotować i zdobyć pieniążki.
Wasze uwagi są bardzo ważne i cenne bo będzie można je przedyskutować właśnie na warsztatach szkoleniowych II stopnia.

Madzia znam sytuację w Radomiu i faktycznie to nie ciekawie wygląda/ choroba prezeski/ ale miejmy nadzieję ,że uda się ten stan rzeczy zmienić.
Tak się mówi ;jaka przewodnicząca taki klub hi hi.....śmiech



agawa (offline)

Post #19

13-01-2011 - 23:04:32

okolice 

Krysiu, czytam Twoje literki z ogromnym zainteresowaniem, ciszę się, zę z nami o tym rozmawiasz smiling smiley
Na forum jest amazonka z Kanady, Agra. W swoim profilowym domku trochę napisała o tym, jak wygląda wsparcie, jaki otrzymuje kobieta po operacji - czy to oszczę∂zająca czy mastektomia, bez różnicy. Gdy zaglądam do jej przystani, to mnie z zazdrości ściska, ale też rozumiem ograniczenia. Te finansowe. Z moim rozumieniem ograniczeń formalno-obyczajowo-zwyczajowych... przyznaję, u mnie jest gorzej.
Ja bym na prawdę bardzo_bardzo chciała, aby każda kobieta po operacji otrzymywała będąc już w domu telefon, od przygotowanej wolontariuszki, z propozycją spotkania na dogodnym gruncie.
Pamiętam swoje dni, tygodnie... gdy leżąłam w domu zatopiona w niewesołych myślach. Przyjaciół odrzuciłam, bo uznałam, że nie potrafią ze mną rozmawiać, albo oni sami odeszli, bo tematy proponowane przeze mnie był dla nich zbyt trudne.
Czyli zostałam sama (no dobra,nie do końca - miałam Was...).
Teraz myśłę, że gdyby wtedy zadzwoniła do mnie osoba i powiedziała:
- Dzien dobry. Nazywam się Kasia Igrekowska. Dostałam pani telefon od pani/a Iksińskiej/ego, który/a panią operował. Jestem, tak jak pani w tej chwili, amazonką. ALe swoją operację i leczenie przeszłam 3-5 lat/a temu. Bardzo mi zależy, aby z panią się spotkać. Możemy porozmawiać o pani diagnozie, rehabilitacji, problemach, wątpliwościach z tym związanych. Dysponuję kontaktami z rehabilitantami, mo©ę polecić miejsce gimnastyki, basenu... Możemy tez porozmawiać na inne, ważne w tej chwili dla pani tematy. Jestem do dyspozycji od godz... do godz... To mój numer telefonu...
Krysiu, przecież to nie jest niewykonalne... A dużo... lepsze?
Nie neguję potrzeby wizyt wolontariuszek w szpitalach. Tam tez są ważne. Ale jest wiele kobiet, które nie moga z takiej formy wsparcia skorzystać. Chociażby z powodu stresu i zamknięcia wtedy na kontakt z drugim, choćby najżyczliwszym człowiekiem. Gdy pomyśłę, że miałabym zadać wolontariuszce pytanie - a jak mój mąż zareaguje na mnie bez piersi... na sali 6-scio osobowej... no... nie wyobrażam sobie. A była to jedna z ważniejszych dla mnie wtedy myśli...
Po operacji miałam jeszcze jeden ważny problem - higiena osobista. No wiecie... np umycie sobie włosów (wtedy, zupełnie bez sensu nosiłam włosy do pasa...) Były przepocone, źle pachnące. Pod prysznicem... kiepsko, bo bandaże, bo dren. Nad umywalką - nie dawałam rady z powodu bólu ręki. Pomoc wolontarystyczną, którą cenią najbardziej - to młodę dziewczę, które chodziło od sali do sali w wszędzie spotykało się dokłądnie z tą samą prośbą: pomóż umyć mi głowę...
Dziewczę to było w klasie maturalnej jednego z bardzo renomowanych warszawskich liceów. W profilu tej szkoły jest naczelna zasada - pomagamy innym. Za wolontariat młodzież otrzymuje punkty, któ®e później przelicza się na punkty do oceny.
Krysiu... a może propagowanie tego typu wolontariatu? Bo amazonkom to tez jest potrzebne.
Buziak dla wszystkich, którzy wytrzymali moje pisanie smiling smiley

Magda (offline)

Post #20

13-01-2011 - 23:36:18

Jastrzębie Zdrój 

uśmiechagawa w moim szpitalu myją pielęgniarki główkę pacjentkom ,ale ja umyłam sobie sama bo się na jedną pigułę obraziłam bo przyszła na drugi dzień do sali i zapytała;sikanie było a ja że nieee bo nie wiem jak się mam ubrać a ona mi na to że daje mi 15 min bo jak nie to cewnik....za to co powiedziała ... przepraszała mnie przez cały tydzień...na koniec mojego pobytu a leżałam jeszcze tydzień po operacji...powiedziałam jej że ja do szpitala przyszłam w celach konkretnych czyli na operację a nie żeby ją wychowywać...i uczyć jej kultury i obowiązków jakie do niej należą uśmiech



agawa (offline)

Post #21

13-01-2011 - 23:46:50

okolice 

Cytuj
Magda
myją pielęgniarki główkę pacjentkom

Pielęgniarki to zupełnie osoby, żeby nie powiedzieć - odrębny i obcy, hehe, rozdział.
Tak się zdarza, własnie teraz, że pracuję z położnymi... Rany, jakie cudne to są kobiety. Jakby zupełnie nie_pielęgniarki brawo

KryskaW (offline)

Post #22

14-01-2011 - 00:08:35

Psarskie/Poznań 

Agawa słoneczko ale u nas są dostępne telefony i adresy klubów więc nie ma problemu ,żeby poprosić o spotkanie
z ochotniczką. Moją intencją było pokazanie ,że to nasz wielki sukces/ tj. 1400 ochotniczek/ bo np.w Australii jest ich aż... 15
bo one czekają na telefon. Głowę dam ,że gdyby chodziły do szpitali to tysiące kobiet skorzystało by z ich wsparcia psychicznego,
bo inne sprawy tak jak i zresztą w Kanadzie są zabezpieczone i te kobiety nie mają takich problemów jakie my mamy. Dla przykładu zaopatrzenie protetyczne, rehabilitacja itp. Po prostu są to bogate kraje. A przypomnę,że kilkanaście lat temu nie było
refundacji na protezki , peruki nie mówiąc o jakości dlatego też doświadczenia i podpowiedzi ochotniczek krótko po operacji były nie do przecenienia.
Agawa ale dobrze ,że piszesz o swoich doświadczeniach i jak dobrze dla Ciebie się złożyło ,że ta młoda dziewczyna się pojawiła na sali gdzie leżałaś i to jest piękne w wolontariacie.
Teraz faktycznie można przemyśleć modyfikację wspierania gdyż w Polsce też sporo się zmieniło ale jeszcze służba zdrowia
długo nie będzie drukować dla nas poradników, płyt itp bo sama dobrze wiesz jak ostro musimy walczyć o dostępność do
nowoczesnego leczenia a pieniędzy wciąż za mało.załamka
Dobry podałaś przykład nagradzania wolontariatu i to też robimy ale wyobraż sobie,że jak zgłaszam nasz zespół jak są ogłaszane
konkursy na Dzień Wolontariusza/5 grudnia/ i podaję ile godzin przepracowały ochotniczki to przegrywamy jak jest zgłoszona
młoda dziewczyna która 2czy 5 razy odwiedziła chore dzieci. Pomoc dzieciom zawsze robi duże wrażenie/co jest zrozumiałe/
ale jak się ma to do 100 wizyt jakie ma na swoim koncie ochotniczkasmutny



agawa (offline)

Post #23

14-01-2011 - 07:52:16

okolice 

Cytuj
KryskaW
Agawa słoneczko ale u nas są dostępne telefony i adresy klubów więc nie ma problemu ,żeby poprosić o spotkanie
z ochotniczką.

.... ale to do nich trzeba zadzwonić, prawda?... To jednak inny medel kontaktu. Na pewno też mający swoje zalety.
Ale nie ma efektu 'bycia zatroszczoną' przez kogoś, 'zaopiekowaną'...

Halka (offline)

Post #24

14-01-2011 - 15:20:27

 

Chociaż bardzo rzadko udzielam się na forum (częste badania i konsulltacje w CO + praca zawodowa), muszę napisać dwa słowa. Jestem coprawda po oszczędzającej, ale po 2 latach rak umiejscowił się gdzie indziej, a po kolejnym roku - wybrał sobie jeszcze inne miejsce. Przyznam, że gdy usłyszałam kolejny raz słowo rak i operacja, czułam jak ziemia usuwa mi się spod nóg i było to o wiele cięższe przeżycie, niż gdy usłyszałam to po raz pierwszy! Dlatego doskonale, tak myślę, rozumiem dziewczyny z przerzutami. Byłam na kilku oddziałach onkologicznych. I dlatego nie mam słów uznania dla ochotniczek, które przecież nie tylko pomagają ludziom w potrzebie, ludziom bardzo często połamanym psychicznie, ale oddają im również jakąś cząstkę siebie, musząc przy tym zapanować nad własnymi obawami, strachem, wspomnieniami. Nie każdy jest predysponowany do takiej roli, są to ludzie (dla mnie) niezwykli. I chociaż ja sama nie chciałabym rozmawiać (przynajmniej na gorąco, w szpitalu, po operacji) z obcą kobietą, nawet po podobnych przejściach, o swoim przerażeniu, obawie życia, przyszłości, to jednak jest mnóstwo ludzi potrzebujących wsparcia i duchowego, i fizycznego, choćby jak piszecie - pomoc przy umyciu włosówuśmiech. Każdy gest tu się liczy, nawet jeżeli się go nie przyjmie - to ważne, że był.

Polcia (offline)

Post #25

14-01-2011 - 17:15:23

 

jak ja leżałam nie było żadnych ochotniczek a parę sal zajętych było przez nowe amazonki ale pewnie dlatego, że miałyśmy operacje 30 i 31 października a zaraz był 1 listopada, cisza na oddziale, ochotniczek ani widu ani słychu, nawet wtedy porządnej opatrunkowej nie było i człowiek musiał sobie jakoś poradzić.
Potem spotkałam ochotniczki na Ursynowie, miały stoliczek niedaleko rehabilitacji, siedziały sobie przy stoliczku ani nikt do nich nie podchodził ani one do nas , a wiedziały, że grupka babeczek na rehabilitacji to nowe amazonki.

Za to dyskusje były na sali jak sobie radzić i w grupie rehabilitacyjnej- wszystkie dopiero co, ale każda z nas nawzajem sobie radziła co i jak. Oczywiście porady w stylu - jakoś to będzie, musi być dobrze itd




Dano Ci życie, które jest tylko opowieścią. Ale to już Twoja sprawa, jak Ty ją opowiesz .................

Marek Hłasko "Sowa, córka piekarza"

Perełka (offline)

Post #26

14-01-2011 - 17:21:36

 

Moje "spotkanie" z ochotniczkami w szpitalu było iście interesujące.
W szpitalu leżałam 13 dni w tym 9 w oczekiwaniu na operacje.
Na sali leżało nas 5 osób , w tym 3 , które miały mieć operacje jednego dnia. Jako użytkowniczka forum rozmawiałam z kobitkami na sali o tym co tu wyczytałam, czyli o rozmowach z ochotniczkami na oddziałach onkologicznych. Ponieważ dwie pozostałe panie nie korzystały z komputerów nie uwierzyły mi. Zapytały pielęgniarkę czy to co im opowiadam jest prawdą. Kiedy otrzymały twierdzącą odpowiedź, możecie mi wierzyć bądź nie, ale wypatrywały tych ochotniczek każdego dnia układając sobie w głowie pytania. Dorota spisywała je na kartce, żeby czegoś nie zapomnieć. Była prostą kobietą mieszkającą jak to nazywała "na wsi zabitej dechami" więc chciała się od nich dowiedzieć dosłownie wszystkiego.
Dwa dni przed operacją wszedł na sale mój lekarz prowadzący i poprosił mnie na chwilę do gabinetu lekarskiego. Byłam tam góra 10 minut. Kiedy wróciłam na moim łóżku leżało 6 ulotek z ćwiczeniami i poradami jak zachowywać się po usunięciu węzłów chłonnych. Zapytałam dziewczyn skąd się to wzięło na moim łóżku?
Opowiedziały, że zostawiły je te ochotniczki.
Wpadły na salę jak burza, nie rozmawiały z żadną z dziewczyn na sali , rozdały ulotki i ulotniły się szybciej niż się pojawiły.
Wszystkie trzy byłyśmy potwornie rozczarowane. Co mówiły dziewczyny nie chce nawet tego cytować.
Ja miałam komfort psychiczny w porównaniu do nich. Miałam forum, komputer, dojście do internetu. One tego nie miały.
Potem miałam do siebie żal, że wypaplałam im swoim jęzorem coś na co czekały i co je bardziej zdołowało, bo poczuły się pacjentkami gorszej kategorii.
Co innego pani rehabilitantka. Przez cały okres przed operacją szkoliła nas jak podkładać sobie klin, jak ćwiczyć pajączki na ścianach, wkręcanie żaróweczek itd.
Szkoda tylko, że po naszych operacjach nie pojawiła się na naszej sali ani razu. Normalnie ją wcięło.







Zmieniany 1 raz(y). Ostatnia zmiana 14-01-2011 - 17:24:20 przez Perełka.

Kela (offline)

Post #27

14-01-2011 - 18:10:51

 

Do mnie ochotniczki też nie dotarły. Miałam, podobnie jak Polcia, operację tuż przed długim weekendem (Boże CIało), dlatego nikt się nie zjawił , nawet rehabilitantki nie było. Ćwiczenia łapki pokazała mi pielęgniarka. Moje pierwsze informacje na temat choroby i leczenia pochodziły z książki "Po odjęciu piersi". Pamietam, że kontaktowałam się ze znajomą , o której wiedziałam, że miała raka piersi. Kiedy znalazłam nasze forum, byłam już po chemioterapii.

Hala1962 (offline)

Post #28

14-01-2011 - 19:35:45

Szczecin 

Kiedy byłam operowana również w szpitalu były pustki, nie było ochotniczek ani rehabilitantki.
Ja czekałam na ochotniczki z wielką ciekawością i myślę, że gdyby wtedy przyszły a mnie ominęły - to sama bym je poprosiła o chwilę rozmowy.
A tak, ćwiczeń nauczyłam się od dziewczyn, które leżały dłużej ode mnie na sali, zresztą uświadomiły mnie również o dalszym leczeniu i sprawach zusowskich itp.

Haniap. (offline)

Post #29

14-01-2011 - 20:24:00

Poznań 

U nas w WCO od spraw zusowskich, krusowskich innych papierów jest bardzo sympatyczny i kompetentny pan, który chodzi po salach i doradza pacjentom jak i kiedy składać papiery, gdzie trzeba co zanieść itd.... To jest pracownik szpitala, który bywa na salach częściej niż pani psycholog myśli
A rehabilitację po operacji miałam codziennie i tam się dowiedziałam bardzo dokładnie jak się masować i jak ćwiczyć. Potem miałam jeszcze dwa tygodnie rehabilitacji, na którą dochodziłam codziennie do szpitala. Nie muszę dodawać, jakie to było dla mnie ważne....



"Nawet bardzo mały gest życzliwości nigdy się nie marnuje"
Ezop







Zmieniany 1 raz(y). Ostatnia zmiana 14-01-2011 - 20:27:27 przez Haniap..

Halka (offline)

Post #30

14-01-2011 - 20:34:00

 

No tak, w każdej grupie wykonującej jakieś zadanie czy pracę, są ci oddani sprawie i ci odrabiający pańszczyznę. Dziwi mnie ta druga postawa u ochotników czy ochotniczek współpracujących z pacjentami, bo to przecież dobra wola, chęc pomocy, jakaś empatia jak pisała Izunia. Widać różnie to bywa, czasami ochotnikami zostają ludzie, którym brakuje punktów na studiach i w ten sposób "dorabiają", więc trudno tu mówić o potrzebie serca. Jest to br. przykre, ale nie można wszystkich oceniać w ten sposób. To jak z duchownymi czy lekarzami. Niektórzy nas olewają, traktują jak zło konieczne, a inni (też niestety garstka) spieszy z pomocą i pomaga jak może. Rozumiem i sceptyczne oceny pracy ochotników, ale rozumiem, że niektóre ochotniczki na forum czują się urażone takim podsumowaniem ich dobrowolnej pracy. Tym niemniej dobrze, że możemy pisać i dobrze, i źle, bo takie jest życie, to prawdziwe, dookoła nas. Z powyższych postów jasno wynika, że mamy różne doświadczenia w tej mierze, więc dobrze, że Izunia znów zamieszała łyżką w tym wielkim naszym garnku oczko bo nic nie jest tylko białe, czy tylko czarne. I warto o tym wszystkim poczytać, choć wiemy, że świat idealny nie istnieje kwiatek
Przykro nam, ale tylko zarejestrowane osoby mogą pisać na tym forum.

Kliknij żeby zalogować

Użytkownicy online

Gości: 462
Największa liczba użytkowników online: 77 dnia 11-10-2011
Największa liczba gości online: 5263 dnia 07-04-2018