Porozmawiajmy o pracy ochotniczek

Wysłane przez ewad55 

malgos 10 (offline)

Post #1

14-01-2011 - 20:38:46

Łódź 

Perełko to i tak miałas duze szczęście ,że rehabilitantka z Wami rozmawiala i uczyła
bo jak ja lezałam w Koperniku to rehabilitantka jak wchodzila na sale, to trafiała do niektórych pacjentek
Jak pokazywala jak cwiczyć ,to innym kazala opuścić sale (bo tylko danej pacjentce pokazywala)
A na zakończenie to zostawiała swoja wizytówke, na wizyty prywatne
a do niektórych amazonek ,to nawet nie trafiła
I niektóre dowiadywały się jak mają cwiczyć np. od mojej mamy
Ona szkolenie przeszła na sali gimnastycznej w szpitalu (ale to bylo 20 lat temu)
A ochotniczki ,gdzies czytałam ,że mają co tydzień przychodzić ,szkolić ,ulotki zostawiać itd ( i chyba to nie w tym szpitalu)
Ale na dokładkę to było lato
Ale byłam upierdliwa i wydzwaniałam do Klubu ,czy ktos przyjdzie
A w szpitalu bylam od 7 do 24 sierpnia i sie doczekalam
Pani przyszla szybciutko trochę na korytarzu poopowiadała i dobrze ,ze zostawiła trochę ulotek i poszla
Ja więc najwiecej informacji dowiedzialam sie o cwiczeniach od mamy, a o leczeniu od lekarzy onkologów pracujacych na bezplatnej linii onkologicznej




jestem na forum od 25-10-2008




Bez cierpienia nie zrozumie się szczęścia.

- Fiodor Dostojewskiserce



Zmieniany 1 raz(y). Ostatnia zmiana 14-01-2011 - 20:39:23 przez malgos 10.

agawa (offline)

Post #2

14-01-2011 - 20:39:45

okolice 

Cytuj
Perełka
na moim łóżku leżało 6 ulotek z ćwiczeniami i poradami jak zachowywać się po usunięciu węzłów chłonnych. Zapytałam dziewczyn skąd się to wzięło na moim łóżku?
Opowiedziały, że zostawiły je te ochotniczki.

Gdy ja byłam w szpitalu (CO, Rengena, Warszawa) - wyglądało to dokładnie właśnie tak. Ochotniczka wsadziła głowę do sali i się zapytała: czy ktoś chce ulotki? No to chciałyśmy. No to dostałyśmy. Pani ochotniczka położyła je na stoliku pod oknami. I wyszła.
Hmmm.... się nagle zastanowiłam - a może to jednak nie była ochotniczka?
Pan rehabilitant natomiast poświęcił każdej z nas tyle czasu, ile było potrzeba. Z moją sąsiadką spotykał się nawet dwa razy dziennie. Najpierw było przeszkolenie grupowe, a później zaglądał do każdej indywidualnie. Dodatkowym plusem był fakt, że przy nim były dwie studentki, które chyba odbywały praktyki. Czyli - pełne zaopiekowanie smiling smiley

Perełka (offline)

Post #3

14-01-2011 - 21:02:21

 

Małgoś , leżałyśmy na pierwszej sali przy drzwiach wejściowych to pani rehabilitantka miała blisko i chyba dlatego trafiała, bo ponoć dalej nie chodziła zbyt chętnie.. duży uśmiech



Polcia (offline)

Post #4

14-01-2011 - 21:40:22

 

u mnie rehabilitantki zgoniły wszystkich na korytarz ( był jeden chłopak co miał raka piersi ) , dały kije i pokazywały ćwiczenia i nie było zmiłuj, że ktoś słaby , powiedziały: trzeba ćwiczyć bo przykurczy się nabawicie!!!
po takim stwierdzeniu wszyscy sie wystraszyliśmy i ćwiczyliśmy sumiennie ,co by żadnych przykurczy nie mieć




Dano Ci życie, które jest tylko opowieścią. Ale to już Twoja sprawa, jak Ty ją opowiesz .................

Marek Hłasko "Sowa, córka piekarza"

Jolar (offline)

Post #5

14-01-2011 - 22:10:45

niedaleko Warszawy 

No cóż każdy ma swoje przeżycia, swoje przemyślenia.. swój punkt widzenia....zależy to od upływu czasu od operacji... dawniej... czyli wtedy, kiedy ja miałam operację (2004) nie było mowy o jakichkolwiek wolontariuszkach..., nikt mi nie mówił co mam robić , przed operacją i po operacji... sama z siebie podjęłam ćwiczenia ręki... w następnym dniu po operacji.... wzbudzając "grozę" w oczach moich współlokatorek na sali... przewraca_oczy, ale wynikało to z mojej lektury broszurek szpitalnych....bezradny
Pojawiła się wprawdzie pani...ale była to rehabilitantka... zachowywała się jak co najmniej "dyrekcja szpitala"załamka..., nic od niej człowiek nie uzyskał..oprócz tego,że kazała się zgłosić do piwnicy na zajęcia rehabilitacyjne, które polegały na tym, że jak już człowiek "dostał" się na łóżko pomachał kilka razy ręką na podwieszce i ... następna...
załamka



" Nie daj się ludzie niech swoje myślą...
Nie daj się z diabłem do piekła wyślą...
Nie daj się warto być zawsze tylko sobą..."

Ella (offline)

Post #6

14-01-2011 - 22:34:55

Gorzów Wlkp. 

Miałam nosa, że wybrałam Wielkopolskie Centrum Onkologiczne, zamiast mojego najbardziej_zadłużonego_w_Polsce szpitala...
W życiu żadnej rehabilitacji bym się nie doczekała. Co do ochotniczek, nie wiem, działają w naszym Kole, może cztery lata temu też chodziły.
W Poznaniu miałam ful serwis. Przyszła bardzo miła ochotniczka, mówiła o wszystkim, czego tylko pragnęłyśmy się dowiedziec.
Fakt, że jeszcze przed operacją stanowiłyśmy bardzo zgraną paczkę na sali, wspierałyśmy się nawzajem przed i po.
A pani ochotniczka, Alicja (buziak!), nawet protezę wyjęła, żeby pokazac, jak działa taka samoprzylepna...
Po operacji, ledwo doszłyśmy do siebie, zostałyśmy zaproszone do sali, gdzie rehabilitantki pokazały masaż limfatyczny i cwiczenia.
I kazały cwiczyc, nie było zmiłuj. Kije do ręki i heja. No i pięknie.

A co mi "dał" rak, to inna historia, dośc długa, i nie czas teraz na rozwlekanie się na ten temat.

KryskaW (offline)

Post #7

15-01-2011 - 01:28:02

Psarskie/Poznań 

Jak wcześniej pisałam dobrze sie stało ,że mogę poczytać Wasze njróżniejsze doświadczenia
co do wspierania przez ochotniczki w szpitalach. Opinie są różne i to jest też normalne.
Przykro jest mi jedynie jak piszecie ,że ochotniczka przeleciała jak wiatr przez oddział, zostawiając jedynie
ulotki informacyjne czy nie pojawiła się wcale.
Nie mam zamiaru nic wybielać ale podam Wam przykład kiedy ja chodziłam na wolontariat wg grafiku.
/ obecnie bym nie dała rady mając na głowie cała zarządzanie Federacją / Nasze WCO ma dwa spore odziały tj około 10 sal każdy
oddział.
Idąc w dwie każda szła na swój ulubiony oddział. Uwierzcie mi ,że gdyby zostawić po wizycie ankiety ewaluacyjne oceniające
nasze rozmowy to nie sądzę żeby były podobne a przecież dotyczyły by konkretnie mojej osoby. Po pięciu czy sześciu rozmowach/ nigdy nie zwoływałam grupy tylko
rozmawiałam z każdą Amazonką indywidualnie/ jak wchodziłam do następnej sali nie mogłam wyglądać świeżutko i mieć taką samą
" ikrę" w trakcie rozmowy. Bywało nie rzadko ,że było po zabiegu 8 czy 10 kobiet. Ocena tej dziesiątej na pewno zdecydowanie by się różniła od tej z którą rozmawiałam na początku. Dlaczego o tym piszę..... bo się zastanawiam dlaczego tak się dzieje. Może kiedy nikt nie przyszedł na oddział to ochotniczce wypadła jakaś pilna sprawa lub żle się tego dnia poczuła. Przecież w przeciwieństwie do rehabilitantek, psychologów czy pielęgniarek nie jesteśmy zatrudnieni na etatach. Idziemy z dobrej woli, ba ponosząc bardzo często koszty finansowe dojazdu i poświęcenia czasu/ w biznesie się mówi czas to pieniądz hi hi/ ale my nie jesteśmy nastawione na zysk. Naszym zyskiem jest satysfakcja ,że możemy pomóc. W jednej miejscowości jest jeden np. szpital i zabiegi są wykonywane raz w tygodniu i tam praca ochotniczek też jest utrudniona gdyż nie wiadomo dokładnie kiedy jest potrzebna ochotniczka lub nie ma przepływu dobrej komunikacji między klubem a szpitalem. W dużych centrach onkologicznych
wiadomo ,że idziemy w ciemno bo tam masówka. Ale to nie zawsze udaje się tak na 100% z grafikiem.wstydniś

Elunia u Ciebie była Alunia ,która ma tyle empatii ,że też bym chciała żeby do mnie przyszła. Niestety ,do mnie też nikt nie przyszedł ,ale po przeczytaniu artykułu w ""Twoim Stylu o dwóch amazonkach z "długim stażem" to tak jak by była u mnie ochotniczka.Myślę też ,że administracja nas za chwilę stąd przeniesie bo istotnie sporo piszemy o ochotniczkach tutaj a nie w wątku tematycznymśmiech



agawa (offline)

Post #8

15-01-2011 - 09:02:26

okolice 

Cytuj
agawa
Może kiedy nikt nie przyszedł na oddział to ochotniczce wypadła jakaś pilna sprawa lub żle się tego dnia poczuła.
Krysiu, z jednej strony rozumiem, że to nie Ty zarządzasz poszczególnymi oddziałam. Ale może można coś zrobić, aby np w warszawskim CO było wolontariuszek więcej? Tam na prawdę jest kiepsko. A wiem tez, że lakarze i pielęgniarki są dobrze do wolontariszek nastawieni. ALe nie ma ani przepływu informacji na drodze oddział - klub, ani tez ni ma możliwości, aby w samym klubie było wolontariuszek więcej. Ja rozumiem, że akurat tutaj jest duży "przerób'. To dlaczego w takim razie wpada jedna zagoniona wolontariuszka? A gdy dziewczyny zgłaszają się do klubu, że chcą pomagać, to spotykają na mur starszych stażem i się dowiadują, że nie są do niczego i nikomu potrzebne i miesiącami nie ma dla nich żadnego zajęcia?
Mam wrażenie, że na Rentgena jest prywatny klub rządzący się swoimi prawami. I nikt z zewnątrz nie może tego zmienić...
*
I - gwoli sprawiedliwości, a jednocześnie - ogromnego podziękowania dziewczynom z tego forum.
Były u mnie zaraz po mojej operacji. Na zmianę siedziała Eda i Amadek. Balsam na moje serce serce



Zmieniany 1 raz(y). Ostatnia zmiana 15-01-2011 - 09:04:10 przez agawa.

debora48 (offline)

Post #9

15-01-2011 - 10:10:02

Kozienice 

,,,ja też przebywałam w CO Ursynów.....i nie mogę narzekać. Na sali było nas cztery, trzy starsze i jedna młoda. Pan Piotruś do każdej podszedł indywidualnie nauczył jak prawidłowo głaskać rękę, trzymać klina, a potem na świetlicy trochę ćwiczeń: po ścianie i z kijami. Amazonki odwiedziły nas dwie (każda z osobna) Miło było patrzeć na ich wygląd fizyczny, my jeszcze okaleczone, ale one nie różniły się od osób zdrowych, opowiadały o sobie. Ta pierwsza amazonka mówiła jak to ona jest super sprawna i od początku daje sobie rade sama,ćwiczy jogę, chodzi na basen, opiekuje się psem itp. na to nasza młoda dziewczyna odezwała się, że ona tak przy sobie sama, to czuje ze tez by sobie dała radę,ale ja wracam do męża, dwoje małych dzieci, które chcą się przytulać i gospodarstwa rolnego i pytała czy podoła....no i ta amazonka na drugi dzień podesłała jej psychologa....myślę,że dobrze zrobiła, ale ochotniczkom radzę,żeby najpierw coś wiedziały o pacjentkach na sali, wtedy będzie łatwiejsza rozmowa.
Amazonki na odchodne wręczyły nam płytki z ćwiczeniami, do dziś korzystam......i ćwiczeń jest dużo więcej niż na tym nagraniu na naszym forum( całe pół godz)



Kela (offline)

Post #10

15-01-2011 - 14:10:25

 

W minionym roku w maju byłam na chirurgii onkologicznej w CO po zabiegu proktologicznym. Nie unikałam rozmów z kobietami po mastektomii, z jedną nawet się zaprzyjaźniłam (okazało się,że mieszkamy w tej samej miejscowości).
ale nie o tym chciałam...
Rozmawiałam też ze starszą panią po zabiegu, powiedziałam, że ja również jestem amazonką od 4 lat, ale że zrobiłam rekonstrukcję piersi. Na dowód pokazałam swojego twrdziela. A pani na to z żalem: " No tak...ale mnie całego cycka ucięli"uśmiech




Zmieniany 1 raz(y). Ostatnia zmiana 15-01-2011 - 14:10:59 przez Kela.

Marzenna (offline)

Post #11

02-03-2011 - 19:54:48

Łódź 

Jestem ochotniczką od 4 lat w Łodzi. wchodzac na odział zakładamy fartuszki, ja mam zawsze wrazenie ze mój jest magiczny...zapinam guziczki i cały świat zostawiam za drzwiami szpitala..wyciszam się..nie spieszę..jestem tu i teraz...odpowiadam na pytania czesto trudne..bolesne...słucham pełna empatia..nie wyobrazam sobie inaczej.tak jak pisze Krysia jak jest duzo kobiet ich oczekiwania wobec nas sa rózne i może nie zawsze wpełni zaspokojone , my jesteśmy przy ich łózku ,choc czesto bliscy zawodzą.Kocham te chwile gdy słyszę jak dobrze że pani przyszła,tyle mi pani powiedziała, jestem spokojniejsza a cycuszka zrekonstrułowanego pokazuję tak czesto jak kobiety chcą go ogladac i słuchac o rekonstrukcji. O dbaniu o rekę i jej rehabilitacji mówię, ale przecierz od tego sa rehabilitanci my jestesmy ochotniczkami. Chodze do 2 szpitali i tutaj ukłon do pielegniarek z szp.Matki Polki zawsze jak tam idę z ich strony jestem traktowana jak ktoś bardzo wazny i kompetentny, sa wspaniałe.Kopernik..pani se tam pochodzi po oddziale......
Przykro nam, ale tylko zarejestrowane osoby mogą pisać na tym forum.

Kliknij żeby zalogować

Użytkownicy online

Gości: 373
Największa liczba użytkowników online: 77 dnia 11-10-2011
Największa liczba gości online: 5263 dnia 07-04-2018