Jak rozmawiać z mamą mam ?

Wysłane przez nasturcjaja 

nasturcjaja (offline)

Post #1

04-01-2019 - 23:10:52

Bydgoszcz 

Rozmowy.... Jest pewnie większość z Was po drugiej stronie, niż ja. Jesteście matkami albo/i osobami dotkniętymi przez nowotwór.
Może doradzicie mi, czego oczekiwałyście od swojej rodziny.


Jestem córką(27lat), moja mama(65lat) rak luminalny b her - ( i rak zodiakalny )
Niestety to ja ciągle ronię łzy.
Mimo że staram się z tym kryć, to niejednokrotnie panikuję, płaczę, rozklejam się.
Boję się i przejmuję : pytam o przyszłość pod kątem: "A jeśli nie będzie Ciebie...." ( o dom, rachunki, o to co i jak mam zrobić. )
Chcę być odpowiedzialna, chcę być gotowa...jeśli będę musiała kiedyś... eh.

i...tu pojawia się problem: Mama odsuwa mnie całkowicie od siebie. Nie mogę z nią jeździć na badania, nie mogę odwiedzać.
Ciągle próbuje mnie chronić(?) Nawet unika rozmów ze mną na tematy około-rakowe. ( wyniki. samopoczucie. zmiany w życiu )

Przeprowadziłam się do domu rodzinnego, aby być blisko, aby pomóc. Nie pomagam. sad smiley
Mama rozmawiała o chorobie tylko kilka razy z 2 osobami z rodziny, które są już po operacji lub po chemioterapii.
A do bólu/problemów przyznaje się czasami tylko swojemu mężowi(mój tata).
Ale przy mnie unika tematu, nie pokazuje bólu, słabości... udaje bardziej zdrową, niż kiedykolwiek była.
Nie chce ona dopuszczać opcji, że już zmieniło się coś w naszym życiu, a może zmienić się bardziej... na trudniej, na gorsze.

Czuję, że moja obecność jej nie pomaga, że nie jestem wsparciem psychicznym. Wręcz przeciwnie.
Co mogę zrobić? Wyjechać? Udawać że nie ma raka? Udawać, że się nie przejmuję?


Wiem, że każdy człowiek jest inny... ale może ktoś z Was podpowie mi ścieżkę myślenia...



Informację o raku ( mojej mamy) dostaliśmy na kilka dni przed świętami Bożego Narodzenia.
Lekarze mówią bardzo niejasno, zagadkowo i wierzę, że tutaj dowiemy się prawdy...
...co nas czeka. Co możemy zrobić, a czego już nie. róże



Zmieniany 1 raz(y). Ostatnia zmiana 04-01-2019 - 23:13:00 przez nasturcjaja.

Al_la (offline)

Post #2

04-01-2019 - 23:24:46

k/Warszawy 

Tu masz taki wątek [amazonki.net]





W najgorszych chwilach mego życia zawsze mogłem liczyć na przyjaciół.
Odtąd wiem, że pierwszą rzeczą, jaką należy zrobić, to poprosić o pomoc. Paulo Coelho




Przewodowy NST, G2, T3N0Mx, TNBC, 6 x FEC (3 przed operacją), yT2N0Mx

Pollik (offline)

Post #3

04-01-2019 - 23:53:03

Warszawa 

Witaj
Jesteś nieco młodsza od mojej córki, więc odpowiem ci z punktu widzenia matki z rakiem.
Rozumiem twoją mamę, moje dzieci nie miały o niczym pojęcia do wyniku z biopsji - diagnozy. Wcześniej mie było sensu ich stresować (mieszkają osobno).
Towarzyszył mi mąż. Nie dzieliłam się z nimi bólem, lękiem, załamaniami. Myślę, że wiele z matek tak robi. Bo dzieci - nawet dorosłe - się chroni. Jestem dla nich ważna i nie chcę podsuwać im myśli, że mogą mnie stracić. Jeśli twoja mama radzi sobie ze sprawami do załatwienia, to jest na nich skupiona i nie chce pewnie opowiadać o tym co czuje- na początku to strasznie trudne i niczego nie wnosi. Zrozumieć osobę z rakiem może druga osoba z rakiem, jako córka na tym etapie nie dasz rady. No i kluczowe: czy dosłownie pytasz mamę "...jeśli ciebie nie będzie..?." !?
Wybacz ale po tego typu pytaniu nie chciałabym zbytnio rozmawiać. To jakbyś przewidywała dramatyczny finał, no i twoja rozpacz dla mamy jest trudna do zniesienia. Nie ma sił ma uspokajanie ciebie, dlatego cię odsunęła.
Piszesz, że nie dopuszcza, że się życie zmieniło... może wcale nie, tylko nie chce tego rozwijać przed tobą i pozwolić na opanowanie rodziny przez strach.
Nie wiem jaką osobą jest twoja mama, ja sama zalatwiałam wszystko, mąż towarzyszył mi w niektórych wizytach, ale nie zawsze. Nie znoszę rozczulania i załamywania rąk, wolę konkretne działanie, może twoja mama ma podobnie? Pomoc potrzebna mi była po operacji - ale wystarczył mąż.
Poczytaj wątek psychologia, psychoonkologia, zobaczysz tam różne postawy amazonek - również matek, może znajdziesz jakieś wskazówki dla siebie.
Pozdrawiam, życzę mamie zdrowia






Wyląduję, zrobię pierwszy krok i kolejny, i kolejny...
mastektomia prawostronna z węzłami wartowniczymi.
rak przewodowy naciekający hormonozależny G1, pT1c N0(sn). ER i PgR 100%. PS =5, IS=3, CS=8. HER2- . Ki 67 5%
Od 20 stycznia 2017 Tamoxifen




Zmieniany 1 raz(y). Ostatnia zmiana 04-01-2019 - 23:58:52 przez Pollik.

nasturcjaja (offline)

Post #4

05-01-2019 - 00:02:11

Bydgoszcz 

Cytuj
Krynia58
...
Też należę do osób które martwią się o wszystkich wokół a nie o siebie, rozumiem więc Twoją Mamę. Dobrze że może liczyć na wsparcie z Twojej strony. Czas do rozpoczęcia leczenia jest najtrudniejszy, potem wchodzi sie w pewną rutynę i łatwiej się ogarnąć.

Cytuj
Al_la
...
Lepiej za dużo nie czytać, rozmawiać z ludźmi, którzy wyzdrowieli. Nie czytać rokowań i nie brać ich do siebie, bo można się wykończyć.

Powiem szczerze... przeczytałam cały wątek od deski do deski... i nadal nie wiem co robić.
Tam mama tej dziewczyny dopuszczała do tego, aby ona z Nią na badania do szpitala jeździła, także rozmawiała z Nią.
Problem był bardziej w tym, że dużo córka czytała w internecie i martwiła się.
A u mnie mur wokół chorej mamy... Eh...



Informację o raku ( mojej mamy) dostaliśmy na kilka dni przed świętami Bożego Narodzenia.
Lekarze mówią bardzo niejasno, zagadkowo i wierzę, że tutaj dowiemy się prawdy...
...co nas czeka. Co możemy zrobić, a czego już nie. róże

nasturcjaja (offline)

Post #5

05-01-2019 - 00:18:34

Bydgoszcz 

Cytuj
Pollik
Witaj
Jesteś nieco młodsza od mojej córki, więc odpowiem ci z punktu widzenia matki z rakiem.
...
Pozdrawiam, życzę mamie zdrowia

Dziękuję. Napisałam już słowa podziękowania prywatnie na pocztę, ale tu także.
Dopiszę jedno:
Aby zrozumieć matkę, trzeba myśleć jak matka! serce

Ja odbieram "to" jako odsunięcie mnie, bo nie potrafię być dobrym wsparciem,
a może "to" odsunięcie jest tylko chronieniem mnie i próbą nie obserwowania mojego bólu w sercu.


Psychologia. Psychoonkologia. Muszę poczytać dużo.



Informację o raku ( mojej mamy) dostaliśmy na kilka dni przed świętami Bożego Narodzenia.
Lekarze mówią bardzo niejasno, zagadkowo i wierzę, że tutaj dowiemy się prawdy...
...co nas czeka. Co możemy zrobić, a czego już nie. róże

Pollik (offline)

Post #6

05-01-2019 - 00:32:04

Warszawa 

Trzeba by się zastanowić co to jest wsparcie? Myślę, że rozumiesz to jak wiekszość ludzi: pocieszenie, wspólne wizyty u lekarzy, rozmowy o chorobie, bycie przy osobie chorej. Nie ma nic zlego w takim myśleniu, jednak to tylko jedna wersja. Ze wsparciem chorej mamy jest jak z dobraniem okularów - dla każdego inne parametry.
Rzecz jest nie tylko w tym, żeby myśleć jak matka, ale żeby rozpoznać potrzeby tej jednej jedynej kochanej osoby, nie postępować schematycznie, bo tak wszyscy mówią. Nie martw się, że nie potrafisz pomóc, to wcale nie jest łatwe. Zastanów się, jak do tej pory mama radziła sobie z problemami, jak reagowała ma twoje kłopoty, jaką jest osobą- znajdziesz dobrą ścieżkę. Nic na siłę, jeśli mama nie dopuszcza cię blisko, bądź obok, to też bardzo się liczy. Świadomość, że w razie czego można się tam skierować smiling smiley






Wyląduję, zrobię pierwszy krok i kolejny, i kolejny...
mastektomia prawostronna z węzłami wartowniczymi.
rak przewodowy naciekający hormonozależny G1, pT1c N0(sn). ER i PgR 100%. PS =5, IS=3, CS=8. HER2- . Ki 67 5%
Od 20 stycznia 2017 Tamoxifen




Zmieniany 1 raz(y). Ostatnia zmiana 05-01-2019 - 00:32:20 przez Pollik.

goja66 (offline)

Post #7

05-01-2019 - 16:22:40

Ozorków 

Oooo….Pollik niestety znowu rację …
Ja jestem i córką i mamą ...czyli jakby działam na dwa fronty...I rzeczywiście kłamie i ściemniam na dwa fronty.....ech...Bo nie chcę straszyć córki i nie MOGĘ martwić mamy...Mamie powiedziałam ,że ma mam guza (NIE RAKA)...Córka akurat...akurat....niestety zadzwoniła ,,,jak właśnie usłyszałam rozpoznanie ...Córka wie jakby bardziej na bieżąco.....Ale ...ale mamusia -czyli ja- jestem sprytna ...mówię tylko o tym co jest lepiej (Polllik ma rację -chcę ją chronić )….Mówię córce o tym co dobre się wydarzyło...co dobrze rokuje...co jest pozytywne....No nie chcę jej martwić ( tym bardziej ,że ona mieszka w Holandii )...No mamie swojej osobistej to nie mówię -bo nie chcę jej martwić ...bo to moja stara mama i nie chcę ani nie mogę jej zabić.Jak czułam się ch.….to nawet nie jechałam do niej ,żeby na mnie nie patrzyła..zeby ją nie martwić...A najłatwiej jest mi się martwić samej w sobie....zawinąć w kłębek i spać...
I nikogo nie martwić i nie angażować i niech nikt mi nie pomaga....bo człowiek chce się zapaść sam w sobie....i niech nikt o nic nie pyta...i się nie intersuje...Niiech nikt mnie nie "dotyka".....i rozumiem Twoją mamę ….A co możesz TY ?Możesz być obok ( to bardzo ważne i ciepłe i słodkie )….Samo bycie córki jest cudne....niech se siedzi na tej kanapie....ale jest....
A ,żeby mamie pomóc -nie wcinając się w jej plan ochrony CIEBIE----powiedz...mamuś dziś ja gotuję -bo mam ekstra przepis od koleżanki, z netu...z gazety...i dziś JA robię obiad...Ty do kuchni nie wchodzisz....Zjesz i wtedy powiesz czy smakowało....Nie pytaj czy masz umyj to okno w łazience -bo ona ci powie ,ze nie trzeba....Zrób to i tyle...
Nie pytaj co masz zrobić ….weź i zrób to …..bo może ona nie miała siły -bo ma raka ….ale miała też siły ,żeby powiedzieć Tobie zrób to - BO NIE MA TAKIEGO RAKA...NA SWIECIE....żebyś ty ją musiała wyręczać...
smiling smiley
Chronimy córki i chronimy swoje matki -bo tak ma być,,,Ale jakby mi ktoś wyszorował łazienkę -byłabym szcześliwa ...Nikt tak perfekcyjnie nie sprząta mojej łazienki jak moja córka ….




NST Gx po chemioterapii ypT3N3
Er- 30% ,Pr-0 , HER2-0 , Ki67-18-20%

ewela81 (offline)

Post #8

05-01-2019 - 19:47:18

Kunów 

Mama mnie chroniła przez całe życie i w końcówce swojego życia robiła to samo chroniła mnie, Nas. Nie rozumiałam tego na początku jak dowidziałam się o jej chorobie.

Jak mi wykrzyczała w twarz, że ma raka. To ja się jej zapytałam dlaczego nic nie mówiła, przecież bym dla niej na koniec świata pojechała, aby ją leczyć. I co mi powiedziała... że wie o tym, ale że mam dzieci więc chciała tego uniknąć.

Miałam do Niej duży żal, że nic nie mówiła, nie rozmawiała o tym co będzie... Aż do chwili kiedy już było źle powiedziała, że chciała tego uniknąć, tego widoku itd.

Myślę, że czas musisz dać sobie, pogodzić się z chorobą mamy, a potem małymi kroczkami dotrzeć do mamy. Ty ją znasz najlepiej, wiesz co lubi robić i co ja cieszy więc rób to z Nią bądź, a z czasem mama się otworzy i pozwoli Ci na bycie przy sobie w tych trudnych chwilach i być może zacznie rozmawiać.

nasturcjaja (offline)

Post #9

06-01-2019 - 16:42:20

Bydgoszcz 

Cytuj
goja66
(...)
Ja jestem i córką i mamą ...czyli jakby działam na dwa fronty...I rzeczywiście kłamie i ściemniam na dwa fronty
(...) BO NIE MA TAKIEGO RAKA...NA SWIECIE....żebyś ty ją musiała wyręczać...
(...)

Dziękuję. Daje mi to nowe światło na sprawę, nowy nieco inny punkt widzenia.
Może rzeczywiście mama próbuje nie stawiać się w "gorszej" sytuacji. Ona również swojej mamie i rodzinie nie powiedziała nic.
(tylko dwie osoby wiedzą, które są już po chemioterapii, po wycięciu raka, akurat nie piersi)
Do 18.01, dnia operacji niewiele zostało, więc spróbuję pomagać,gotować, prać (jeszcze więcej...niż robię)
Dzięki za każde słowo ! smiling smiley



Informację o raku ( mojej mamy) dostaliśmy na kilka dni przed świętami Bożego Narodzenia.
Lekarze mówią bardzo niejasno, zagadkowo i wierzę, że tutaj dowiemy się prawdy...
...co nas czeka. Co możemy zrobić, a czego już nie. róże

Kiyuu (offline)

Post #10

23-01-2019 - 16:03:21

Starogard Gdański 

Wydaje mi sie, ze niektorzy ludzie po prostu nie lubia nadmiernego użalania sie nad swoją osobą przez innych i to im odbiera siłę. Jezeli ktoś lubi brać sprawy we własne ręce to nic dziwnego, ze mamy nie cieszyl twój powrót do domu i traktowanie jej, jakby nagle była ze szkła.
Przykro nam, ale tylko zarejestrowane osoby mogą pisać na tym forum.

Kliknij żeby zalogować

Użytkownicy online

Gości: 374
Największa liczba gości online: 5263 dnia 07-04-2018