Granice wolności w związku

Wysłane przez agawa 

joasia (offline)

Post #1

17-03-2013 - 02:27:01

 

Ja dziś tu dotarłam, więc jeśli można - swoje trzy grosze też wnoszę uśmiech

Przeczytałam na razie połowę dyskusji. Do strony nr 4 włącznie.
Temat niezwykle ciekawy - dzięki Agawo!
Rozmowa i wszystkie wypowiedzi również ciekawe i wzbudzające emocje.
Co do powstałych różnic i sporów - wg mnie nie było by ich, gdyby rozmowa odbywała się na żywo. Szybciej można wówczas wytłumaczyć nieścisłości w swoich wypowiedziach, jak i po minie i głosie rozmówcy - wyczuć intencje. Atmosfera nie byłaby tak podgrzana momentami, jestem PEWNA.

A co do wolności w związkach.
Podzielam zdanie, że jest konieczna. W moim odczuciu jest. Ale w moim. Bo tak jak napisała Al-la, a podała przykład Ira, ludzie są różni.
Znam małżeństwa, w których mężowie są bardzo zdominowani przez swoje żony. Nie mają za grosz wolności. Wszyscy oni i one - są szczęśliwi, a obserwatorzy nie potrafią tego zrozumieć i pukają się w czoło.
Jeden z mężczyzn owdowiał i szybko znów się ożenił, bo... stracił "kierunkowskaz" w swoim życiu, stał się zagubiony. I nowa żona, nawet bardziej niż poprzednia "ograniczyła" mu wolność. Ale tego potrzebował.

A teraz z innej strony.
Czy człowiek, który kocha, w ogóle może być wolny? Nie!
Kochanie jest w pewnym sensie "uzależnieniem" od drugiego człowieka.
Bo czy możemy być szczęśliwi, gdy druga połówka jest smutna? Już to - ogranicza nas. Samo kochanie.
Każde uczucie i pragnienia sprawiają, że stajemy się ich "niewolnikami". Oczywiście tu przerysowuję trochę winking smiley , ale chodzi mi o podkreślenie mojego toku myślowego. Tylko człowiek bez uczuć jest wolny.
Poza tym, wchodząc w związek stajemy się odpowiedzialni nie tylko za ów związek, ale i za losy drugiego człowieka, a dalej - również kolejnych małych, narodzonych ze związku ludzików. Czy mając dzieci możemy być wolni? Oczywiście, że nie duży uśmiech . Ale to ograniczenie rekompensują nam ich słodkie buzie.

I jeszcze inna strona medalu. Właśnie to, o czym pisali dyskutanci, czyli związek nazwijmy to "idealny". Chociaż jak wiadomo, dla każdego będzie wyglądał inaczej, bo każdy człowiek jest inny, ale chodzi mi o taki "naukowo-teoretyczny" winking smiley
Często, szczególnie na początku związku trudno młodym określić - gdzie jesteśmy My, a gdzie jestem Ja. Bo przecież pomimo bycia razem, wg mnie powinnyśmy zachować to, co jest w nas, to co do związku wnosimy jako jednostki, to za co pokochali nas nasi partnerzy. Gdy to zatracimy (niby dla dobra związku, jako kompromis), to i partner w dalszym efekcie może być rozczarowany - "nie jesteś już taki/taka jak dawniej". Tak więc poczucie wolności w samorealizacji może być bardzo ważne. Dla młodych ludzi nie zawsze jest to takie jasne i proste.
Myśląc dalej - moim zdaniem związek nie powinien ograniczać, a wręcz odwrotnie być poszerzeniem, wzbogaceniem naszego świata o świat drugiej osoby. Wezmę jako przykład, przytaczaną tu historyjkę o wakacjach w górach, czy nad morzem. Zamiast spierać się, czy będzie po mojemu czy po twojemu, można przyjąć postawę - chcesz jechać w_góry/nad_morze? Ja ich nie znoszę, więc pokaż mi co tam można tak polubić. Być może zmienimy pogląd? Albo nasz partner? A może przy okazji odkryjemy nowe atuty tych miejsc? Warto być otwartym na "inny świat".
Czyli podsumowując - w każdym związku dobrze by było, gdyby istniał obszar wspólny, dodatkowo poszerzony o poznawanie świata drugiej osoby, oraz obszar "wolności" pozostawiony dla każdej osoby do samorealizacji. I w dobrze dobranych związkach z taką wolnością nie ma problemów. Tu też ogromną rolę odgrywa zaufanie.
Na pewno traktowanie małżonka/partnera jako swej własności, a nie drugiego, innego człowieka, z jego własnymi marzeniami i prawem do ich realizacji - jest szkodliwe nie tylko dla tej drugiej osoby, ale dla kondycji związku, nawet jeśli obydwoje nie są tego świadomi.

To tyle z mojej "świątyni dumania" - tymczasem. Jutro przeczytam kolejne 4 strony.
Buziaki buzki



Nadzieja przychodzi do człowieka wraz z drugim człowiekiem. /Dante Alighieri/





Zmieniany 2 raz(y). Ostatnia zmiana 17-03-2013 - 02:37:45 przez joasia.

bozena_stanczyk (offline)

Post #2

17-03-2013 - 09:32:30

Tomaszów Mazowiecki 

A jednak coś drgnęlo w tym wątku.Fajnie.uśmiech

kesy (offline)

Post #3

18-03-2013 - 21:56:28

Starogard-Gdański  

bleenie



piessercekot Oni też czują ból

lulu (offline)

Post #4

18-03-2013 - 22:02:58

k/Kwidzyna 

Kesy możesz wyjaśnić te Twoje ... bleenie ... co to oznacza.



Na Forum od 07 lutego 2008

2007 amputacja prawej piersi, 5 lat na Tamoksyfenie, Egistrozolu, Mamostrolu
2015 amputacja lewej piersi, 4xAC, rok Herceptyna
Nigdy nie jedz do syta. Jedna trzecia żołądka dla pokarmu, jedna trzecia dla napoju, jedna trzecia dla ducha.
je

joasia (offline)

Post #5

18-03-2013 - 22:03:18

 

Przeczytałam kolejne strony , czyli 5,6... trochę 7 i na tym skończyłam
Hmmm.... niezdecydowany
Po tej lekturze mam wrażenie, że chyba mój powyższy wpis był niestosowny... wstydniś



Nadzieja przychodzi do człowieka wraz z drugim człowiekiem. /Dante Alighieri/

lulu (offline)

Post #6

18-03-2013 - 22:07:29

k/Kwidzyna 

Joasiu Twój wpis jest ciekawy i nic niestosownego w nim nie widzę.



Na Forum od 07 lutego 2008

2007 amputacja prawej piersi, 5 lat na Tamoksyfenie, Egistrozolu, Mamostrolu
2015 amputacja lewej piersi, 4xAC, rok Herceptyna
Nigdy nie jedz do syta. Jedna trzecia żołądka dla pokarmu, jedna trzecia dla napoju, jedna trzecia dla ducha.
je

joasia (offline)

Post #7

18-03-2013 - 22:10:47

 

Dzięki lulu uśmiech



Nadzieja przychodzi do człowieka wraz z drugim człowiekiem. /Dante Alighieri/

kesy (offline)

Post #8

18-03-2013 - 22:16:43

Starogard-Gdański  

Nie będę tego komentować...wystarczy pomyśleć...czym to się skonczyło...niezdecydowany



piessercekot Oni też czują ból

lulu (offline)

Post #9

18-03-2013 - 22:32:48

k/Kwidzyna 

Joasiu, "stracił "kierunkowskaz" w swoim życiu", ja czasami to chciałabym stracić kierunkowskaz ale tylko czasami, po to aby odpocząć. Na dłuższą metę to nie, nie leży w mojej naturze aby być sterowaną, ale może kiedyś ....



Na Forum od 07 lutego 2008

2007 amputacja prawej piersi, 5 lat na Tamoksyfenie, Egistrozolu, Mamostrolu
2015 amputacja lewej piersi, 4xAC, rok Herceptyna
Nigdy nie jedz do syta. Jedna trzecia żołądka dla pokarmu, jedna trzecia dla napoju, jedna trzecia dla ducha.
je

DanaPar (offline)

Post #10

19-03-2013 - 14:45:30

Police 

Joasiu
bardzo mądrze posumowałaś swoje rozumienie tematu. Wg mnie wypowiedź Twoja jest na miejscu i jestem pewna, że Agawie, która zaproponowała ten temat, o takie wypowiedzi chodziło. A to, że w wielu wypowiedziach były niedobre emocje, ja zwalam na karb wzajemnych uprzedzeń, konfliktów, które z pewnością nie tu miały początek.
Zgadzam się z Tobą w zasadzie ze wszystkim co napisałaś.
A zresztą, cokolwiek, ktokolwiek w tym temacie napisałby i miałby taką potrzebę, pomogłoby mu to, być może, uwolnić zamknięte w nim emocje, a to jest początek lepszego rozumienia siebie.
Tylko takie dyskusje pozwalają nam wzajemnie się lepiej poznać i spojrzeć głębiej w siebie.
Dlatego nie rozumien znaczków Kesy (bleenie) i jej komentarza "do czego to doprowadziło". Czyli co,mamy tylko rozmawiać o pogodzie, skojarzeniach,... Nie neguję żadnego z wątków i woli każdej z nas do wtracenia tam swojego trzy grosze. Bo przecież to forum po to jest, byśmy dały upust swojemu gadulstwu, ale i emocjom.

Joasiu duży buziak i brawo



Halinka (offline)

Post #11

19-03-2013 - 15:47:01

 

Joasiubuzki
Cytuj
joasia
Czyli podsumowując - w każdym związku dobrze by było, gdyby istniał obszar wspólny, dodatkowo poszerzony o poznawanie świata drugiej osoby, oraz obszar "wolności" pozostawiony dla każdej osoby do samorealizacji.
...z naciskiem na "dobrze by było"tak... szkoda, że nie zawsze tak jest... że zbyt często - jak wynika z moich obserwacji - ten obszar do samorealizacji traktowany jest przez jednego z partnerów jakomyśli brak lojalności/?/

roza3 (offline)

Post #12

19-03-2013 - 15:57:09

 

Cytuj
DanaPar
.........jestem pewna, że Agawie, która zaproponowała ten temat, o takie wypowiedzi chodziło. A to, że w wielu wypowiedziach były niedobre emocje, ja zwalam na karb wzajemnych uprzedzeń, konfliktów, które z pewnością nie tu miały początek.

o, tu masz Dana rację
...bo Ty mądra kobieta jesteś uśmiech




"nie jest ważne ile dajesz, tylko ile miłości w to wkładasz"

bozena_stanczyk (offline)

Post #13

19-03-2013 - 17:53:48

Tomaszów Mazowiecki 

Wydaje mi się,że granice wolności w związku dwojga ludzi w dużej mierze zależą od tego z jaką osobowością w ten związek wchodzimy.A to kształtowanie naszej osobowości zalęży od np naszego domu rodzinnego,wzorcow jakie w tym domu panowały a także otoczenia dalszego niż rodzina,w którym rozwijał sie ten nasz charakter.
osoby z natury nieśmiałe ,wrażliwe, po przejściach itp inaczej ułożą sobie relacje z partnerem niż osoby pewne siebie,znające swoją wartośc itp.A to z jakim bagażem rozwoju psychicznego wchodzimy w zwiąek zależy z pewnością od sytuacji w jakiej dorastaliśmy.

DanaPar (offline)

Post #14

19-03-2013 - 18:56:34

Police 

Roza3 dziękuję za uznanie.

Temat rzeka. A co ma powiedzieć partner (partnerka) alkoholika. Gdzie są granice wolności w takim związku? I nie mam na myśli tu rodziny patalogicznej.
Ile partner powinien wytrzmać, jak zrozumieć, że jest to choroba?
Wiem, zbyt odbiega to od artykułu cytowanego przez Agawę. Ale tak jakoś przyszło mi to do głowy. Bo z większości naszych wypowiedzi wynika, że mamy prawie idealne związki, gdzie nawet, jesli nie jesteśmy wolni i szczęśliwi, to przecież z wyboru. A życie pisze swoje scenariusze.
buzki



ToJa (offline)

Post #15

19-03-2013 - 19:17:17

 

Cytuj
DanaPar
Ile partner powinien wytrzmać, jak zrozumieć, że jest to choroba?
Nie jest to takie trudne. Trzeba tylko chcieć uśmiech

bozena_stanczyk (offline)

Post #16

19-03-2013 - 20:08:04

Tomaszów Mazowiecki 

W takim przypadku chciejstwo nie wystarczy.Jeżeli jedno jest alkoholikiem to drugie jest współuzależnionym .W takich sytuacjach wolnosć wsp,o,luzależnionego jest poważnie ograniczona.,jeżeli alkoholik nie zechce się leczyć to dla dobra swojego i dzieci trzeba uciekać.
Wiem ,że to nie jest takie proste...:nie

ToJa (offline)

Post #17

19-03-2013 - 20:12:14

 

Cytuj
bozena_stanczyk
W takim przypadku chciejstwo nie wystarczy.
Zapewniam Cię, że wystarczy uśmiechuśmiechuśmiech
Oczywiście to chciejstwo (takie prawdziwe) musi byc obustronne uśmiech

bozena_stanczyk (offline)

Post #18

19-03-2013 - 20:23:27

Tomaszów Mazowiecki 

Być może Toja, to zależy od ludzi,jeżeli obydwoje są świadomi swoich stanów mogą walkę o swoj związek wygrać.
A inny przykład wolności w związku.Jedno jest chore na alzheimera ,nie uczestniczy w życiu drugie jest sprawne umyslowo ale też schorowane.Jak tu określić zakres wolności?

joakil (offline)

Post #19

19-03-2013 - 20:49:53

Pomiechówek 

ToJka, to nie jest takie oczywiste i piszę to ze swojego podwórka...... Wiele lat pracowałam na kierowniczym stanowisku, pomagałam innym, byłam dla nich wsparciem a nie widziałam, że jestem w chorym związku. No może widziałam ale winę brałam na siebie. Tym czasem okazało się, że było inaczej. Potrzebowałam jednak czasu i spojrzenia z zewnątrz. Będąc w chorym związku pewnych rzeczy się po prostu nie widzi.



ToJa (offline)

Post #20

19-03-2013 - 21:08:05

 

Cytuj
bozena_stanczyk
Być może Toja, to zależy od ludzi,jeżeli obydwoje są świadomi swoich stanów mogą walkę o swoj związek wygrać.
joakil, ja będę obstawała przy swoim uśmiech ,a zacytowałam bożenę_stanczyk, bo bardzo ładnie to napisała uśmiech
No i sama napisałaś:
Będąc w chorym związku pewnych rzeczy się po prostu nie widzi.. Przychodzi jednak czas, kiedy zaczyna je się dostrzegać. A wtedy wybór należy do nas. Albo podejmujemy walkę, albo się poddajemy. Pisząc w liczbie mnogiej mam oczywiście na myśli "chciejstwo lub niechciejstwo" partnerów.

lulu (offline)

Post #21

19-03-2013 - 21:47:10

k/Kwidzyna 

Zawsze była, pełna podziwu dla tych, które walczyły z "butelką". Ja stchórzyłam, ale w tym przypadku nie miałam oparcia, ani w rodzinie jego, ani w swojej. Byłam młoda, ale znałam z doświadczenia jakie może być piekiełko. Początkowo próbowałam .... nie wyszło.



Na Forum od 07 lutego 2008

2007 amputacja prawej piersi, 5 lat na Tamoksyfenie, Egistrozolu, Mamostrolu
2015 amputacja lewej piersi, 4xAC, rok Herceptyna
Nigdy nie jedz do syta. Jedna trzecia żołądka dla pokarmu, jedna trzecia dla napoju, jedna trzecia dla ducha.
je

DanaPar (offline)

Post #22

20-03-2013 - 10:53:27

Police 

Hej
widzę, że ruszyłam trudny temat.
Wypada, żebym napisała dlaczego. Jestem córką alkoholika. Tatuś był cudownym czlowiekiem, dobrym, wrażlwym (aż za bardzo) wykształconym, na stanowisku (nadleśniczy). Kochał nas nad życie, ale niestety jak wpadał w ciąg, to liczyło się tylko jedno. Mamusia ten bój wygrała; Walczyła ponad 20 lat. Ze względów zdrowotnych i pewnie dzięki głębokiej wierze (jaką mieli oboje rodzice) u schyłku życia, tatuś już nie pił.
Toja to się da, ale często jest ponad ludzkie siły. Wszystko dźwigała mamusia sama. Jestem jej za to wdzięczna.
Ale cenę też płacą dzieci. Nie byłabym dziś taką, jaką jestem, gdybym wychowała się w innym domu. Dużo by pisać, ale to już na pewno nie w tym wątku.

buzki



bozena_stanczyk (offline)

Post #23

20-03-2013 - 11:15:43

Tomaszów Mazowiecki 

Dzięki Toja za pochwalę.Tak dziewczyny -w związku z osobą chorą czy to na alkoholizm czy np na schizofrenię granice wolności albo są bardzo ograniczone albo niemożliwe.Zwłaszcza jak są dzici.Dla ich dobra wolność odkłada soię na bok i podlega coraz większej presji.Przykład najzwyczajniejszy.
Jestem umówiona z koleżanką a nagle nie mogę wyjść z domu bo alkoholik jest w ciągu albo właśnie dostał atak choroby psych.
Takich przykładów można mnożyć w nieskończoność.Jeżeli się tego nie przerwie(przy założeniu ,ze druga polowa nie chce sie leczyć) lepiej spakować dzieci i uciekać.Ale teraż nowy problem -dokąd.Jeżeli się przy tym nie ma własnych zarobków-koło bezsilności się zamyka.Staje sie błędne bez nadziei na lepsze.Są tysiące takich związków.bezradny

lulu (offline)

Post #24

20-03-2013 - 19:17:03

k/Kwidzyna 

Jeśli się nie ma własnych zarobków ... to budujemy sobie przedpole, pomalutku, systematycznie, bo może się okazać, że takie postępowanie potrafi zmienić tą drugą stronę. Bo niezależność którą potrafimy sobie wypracować, może być świetnym "batem" na nałogi. Często nałóg jest towarzyszką, ale świadomość, że zostanę tylko z nałogiem, potrafi potrząsnąć. Moja mama jak się zorientowała, że sytuacja zaczyna być poważna (też nie pracowała zawodowo) to zakręciła się aby zdobyć pracę ... pół roku pracowała a ojciec nie wiedział o tym. Nie było to zbyt trudne do ukrycia, bo ojciec pracował w delegacji, ale czasem zjawiał się niezapowiedzianie, wtedy jeden telefon (były to lata '60) i mogła zostać w domu ... i jeszcze my, dzieci, nie mogłyśmy się wygadać. Jak się już dowiedział, to zdziwienie było, ale i argument "beze mnie sobie nie poradzisz" legł w gruzach.



Na Forum od 07 lutego 2008

2007 amputacja prawej piersi, 5 lat na Tamoksyfenie, Egistrozolu, Mamostrolu
2015 amputacja lewej piersi, 4xAC, rok Herceptyna
Nigdy nie jedz do syta. Jedna trzecia żołądka dla pokarmu, jedna trzecia dla napoju, jedna trzecia dla ducha.
je

mal.jesionowska (offline)

Post #25

10-12-2013 - 15:20:26

Kraków 

A co w temacie swingu? Pozwolilibyście na takie coś?



Odwiedź mój profil
Przykro nam, ale tylko zarejestrowane osoby mogą pisać na tym forum.

Kliknij żeby zalogować

Użytkownicy online

Gości: 432
Największa liczba gości online: 5263 dnia 07-04-2018