Wzajemne relacje w związkach między dwojgiem ludzi

Wysłane przez bozena_stanczyk 

bozena_stanczyk (offline)

Post #1

05-03-2013 - 14:24:16

Tomaszów Mazowiecki 

Jestem pod wrażeniem książki,którą właśnie skończyłam i bardzo spodobało mi się jej zakończenie,które chciałabym przytoczyć.
Książka była bardzo poczytna co prawda 25 lat temu ale pewne obserwacje w niej zawarte są chyba ponadczasowe.
Cyt. Związek uczuciowy dwojga ludzi jest podobny do ogrodu-jeśli ma rozkwitać musi być ciągle podlewany. Każdej porze roku odpowiada specyficzny rodzaj pielęgnacji.Trzeba wyrwać chwasty i siać nowe ziarno.Podobnie,aby utrzymać miłość,musimy zrozumieć naturę każdej z jej kolejnych pór roku i dostosować sie do jej wymagań.
ZAKOCHANIE jest jak wiosna.Czujemy się tak jakbyśmy mieli zawsze być szczęsliwi.W tej czarownej aurze wszystko przychodzi z Latwością i wydaje sie idealne.Bez wysilku tańczymy nasz cudowny taniec,nie widzimy żadnych przeszkód.
LATEM odkrywamy,że partner nie jest idealny, jak nam sie wydawało.Musimy nad naszym związkiem popracować.Nasz wybraniec-zauważamy,oprócz zalet ma wiele wad.Rodzą sie frustracje i rozczarowania.Nie jest łatwo dawać miłość i ją otrzymywać.Na tym letnim etapie ,wielu ludzi traci złudzenia.Jeżeli nie chćą pracować nad związkiem-cierpią bo wiosna nie trwa wiecznie..Obwiniaja drugą strone,nie rozumieją,że wymaga ona pracy pod palącym słońcem.
JESIEN-przychodzi czas żniw,zbierania owocow ale też ich przetwarzania czyli dalszej pracy.
Doświadczamy dojrzałej miłości,która akceptuje i rozumie niedoskonałości partnera i nasze własne.Jeśli pracowaliśmy w lecie i jesienią możemy się odprężyć.
ZIMA-W czsie chłodu wszystko w naturze zamyka sie w sobie.Nadszedł właściwy czas odpoczynku,refleksji,odnowy.Doświadczamy swoich często nie ujawnianych bólów.Nadchodzi czas samotności,rozliczeń..Możemy jednak wyjść ztego marazmu bo okazuje sie ,że milośc,przyjaźń zwycieży a w naszych wnukach znowu zakwitnie wiosna.

bozena_stanczyk (offline)

Post #2

05-03-2013 - 14:42:41

Tomaszów Mazowiecki 

Myśle ,że ten cytat może dotyczyć wielu związków,nie ważne ćzy homo czy hetoro..bo miłość ,przyjaźń w nich ,jak zwał tak zwał jest sednem tej dyskusji , a nasza choroba na pewno była niezłym wstrząsem ,powiedzmy burzą w związku.
Zapraszam do dyskusji.

Magda (offline)

Post #3

05-03-2013 - 17:40:14

Jastrzębie Zdrój 

uśmiechhm...będę pierwsza... jak zachorowałam na raka ...byłam 2 lata w związku ...z wdowcem...jego żona umarła na raka...więc do szczęśliwców nie zaliczał się...w momencie diagnozy...zaproponowałam mu że się rozstajemy na czas mojej choroby...nie chciał tej wersji przyjąć do swojej świadomości...powiedział ...że będzie przy mnie...pokonamy tą chorobę...ale to tylko były słowa...dwa lata po chorobie...rozstałam się z nim...moja miłość wypaliła się do niego...nie spełnił moich oczekiwań...czasami tak bywa że człowiek źle ulokuje swoje uczucia...wierzę że jeszcze spotkam człowieka z którym będę bardzo szczęśliwa...to ja Magda optymistka



Magda (offline)

Post #4

06-03-2013 - 08:14:46

Jastrzębie Zdrój 

śmiechno to sobie podyskutowałam? solo



bozena_stanczyk (offline)

Post #5

06-03-2013 - 08:29:00

Tomaszów Mazowiecki 

Nie solo,ze mną póki cobuzki
Myślę ,że spotkasz kogoś na pewno,czego Ci z całego serca życzę.
Ch ciałabym poruszyć dzisiaj okres Wiosny w związkach.Otóż kiedy ja wchodziłam w dorosłośc ,mieszkanie razem z partnerem osobno było przynajmniej w moim środowisku ,w oczach rodziców -niewyobrażalne. Z pokoleniem dzieci jest inaczej.Ja byłam za tym,w przeciwieństwie do mojego męża i reszt rodziny,żeby z chłopakiem zamieszkala moja starsza córka.
Przecież wtedy właśnie,kiedy pokonywali trudy dnia codziennego razem ,tak naprawde można sie wzajemnie poznać.Wtedy łatwiej się docierać bo dzień codzienny wzajemnego obcowania dopiero zdejmuje różowe okulary wzajemnego oczarowania.Jeśli sie okaże ,że nie pasujemy do siebie,to lepiej sie rozstać nie krzywdzac się aż tak bardzo.

Magda-we dwie też możemy sobie dyskutowaćprzewraca_oczy

Magda (offline)

Post #6

06-03-2013 - 08:39:42

Jastrzębie Zdrój 

uśmiech ja zamieszkałam ze swoim partnerem ...początek był cudny...ale później realia dnia codziennego ...nie były najlepsze...myślałam starszy ode mnie...ma jakiś bagaż doświadczeń...a tu taka pomyłka...najważniejsze że mi się otworzyły oczy...bo jak bym go brała tylko na słuch...to bajarzyć potrafił cudnie przewraca_oczy rozstaliśmy się z klasą... potrafimy dalej rozmawiać ze sobą ...jestem szczęśliwa...na dzień dzisiejszy zdrowa...a jaka niespodzianka za rogiem czeka dzisiaj ...jutro dla mnie tego nie wie nikt?







Zmieniany 1 raz(y). Ostatnia zmiana 06-03-2013 - 08:41:25 przez Magda.

bozena_stanczyk (offline)

Post #7

06-03-2013 - 08:47:32

Tomaszów Mazowiecki 

Magda,rzadko się zdarza,że partnerzy rozchodzą sie w zgodzie ,a nawet przyjaźni.To ,oczym piszesz to rzeczywiście klasa.Znam mnóstwo przykładów gdzie odejście było burzliwe...
Miałam ciotkę,która już nie żyje,której mąż po jej mastektomii powiedział ,że z kaleką mieszkał nie będzie i wyprowadził sie do innej,ale to było ze 25 lat po ślubie.
Mimo to ciotka się nie załamała.

bozena_stanczyk (offline)

Post #8

07-03-2013 - 09:11:37

Tomaszów Mazowiecki 

Myślę,że lato jest najważniejszym okresem w związku dwojga ludzi.Jest to pora kształtowania się wzajemnych relacji,kiedy mija oczarowanie a czas na szlifowanie własnych osobowości na codzień w nowych warunkach.
Wyszliśmy z własnych domów rodzinnych już ukształtowani psychicznie,z pewnym bagażem doświadczen a teraz tworzymy własą rodzinę.Pojawiają się dzieci albo nie .Nowe obowiązki,zakres wolności osobistych w związku jakie wypracowywujemy,podział obowiązków...Jest to wg mnie dobry czas jeszcze na zmiany w naszych charakterach,które owocować będą na jesieni.
To właśnie na tym etapie chyba okazuje sie naprawdę czy potrafimy się do siebie dopasować ,isć na pewne kompromisy dla wspólnego dobra ,czy może nasz charakter jest już takim monolitem ,iż kompromisy nie wchodzą w grę.Często kończy sie to wszystko rozstaniem.

Uważam ,że najważniejszą sprawą w obydwu tych porach roku jest osobne ,choćby najmniejsze własne lokum, gniazdko ,które od dnia ślubu pozwala nowo kształtującej się rodzinie stworzyć podwaliny związku.
A teraz moje własne doświadczenie.Otóż zaraz po ślubie ,ą było to w czasach PRL-u mieszkaliśmy na kupie z moimi rodzicami i babcia w 2-pokoj. mieszkaniu w bloku.Nie można było sie zgrać,pokłócić ,podyskutować...# lata najważniejszego okresu bycia razem ale i nie razem w takich warunkach.Potem jeszce rok mieszkanie u teściów. I wreszcie własne lokum,radosc urządzania sie.
W moim przypadku okazało sie ,że to wcale nie takie proste zaczynać jakby od początku kształtować wzajemne relacje.Nadszedł czas niebezpiecznych letnich burz z piorunami i błyskawicami. Na pewne zmiany było już za późno...bezradny

jagodula (offline)

Post #9

08-03-2013 - 09:52:22

Sławkow 

jablkoTak bardzo lubię czytać Wasze rozważania. To budujące, że chcemy i potrafimy dzielić się z innnymi tym co dla nas ważne, cenne.
Ja się jesiennie odprężam, a kiedy pozbieram się do kupy dołączę do Was. Teraz jeszcze mam za duży mętlik pochemijny w głowie. Piszcie dla dobra wspólnego. Te wpisy łagodzą obyczaje jak dobra muzyka.buziak

bozena_stanczyk (offline)

Post #10

08-03-2013 - 12:59:27

Tomaszów Mazowiecki 

Dzięki Jagodula ,już myślałam ,że nikt mnie tu nie lubi i nie chce ze mną gadąć...płacze

A chemię da sie przeżyć chociaż to upierdliwe.Ja mam to za sobą już 17 lat
Będzie dobrze.Przesylam Ci dużo pozytywnej energii.My kobitki jesteśmy twardzielami.buzki



Zmieniany 2 raz(y). Ostatnia zmiana 08-03-2013 - 13:12:20 przez bozena_stanczyk.

amor (offline)

Post #11

08-03-2013 - 13:26:03

Siemianowice Sl. 

Bożenko chwała ci ,ze się nie zrażasz dalej ciagniesz watek. Myslę ,ze towarzystwo musi trochę ochłonąc bo burzliwych dysputach i pewnie znowu zaczną tu pisac. Ja juz wypowiadałąm się w tym watku wiec nie chce juz się powtarzac. Dodam tylko ,ze w tym roku "stuknie " mi w małzenstwie 30 lat pozycia i doczekałam czasow ,gdy chyba nie chce mi się już roztrząsac wszystkiego.Podsumuję ,ze teraz są nasze najlepsze lata ,czyli jesien jest nagrodą! smiling smiley

bozena_stanczyk (offline)

Post #12

08-03-2013 - 13:48:32

Tomaszów Mazowiecki 

Oczywiście-jesienią zbieramy plony tego co sobie wypracowaliśmy razem.U mnie jedna córka ma własną rodzinę,druga jest w klasie maturalnej i tylko patrzeć jak ruszy w świat..
Myślę ,że jak już zostaniemy sami a dzieci wraz z wnukami będą nas odwiedzać a czasem zostawać na dłużej to będziemy czuć się szczęśliwi mimo ,że jesienią też czasami przechodzą burze...

lulu (offline)

Post #13

09-03-2013 - 13:43:32

k/Kwidzyna 

Ale przecież nic nie oczyszcza atmosfery tak jak burza, taka normalna burza. Troszkę błysków, troszkę łomotów (nie mam na myśli rękoczynów) i wszystko wraca do normy.



Na Forum od 07 lutego 2008

2007 amputacja prawej piersi, 5 lat na Tamoksyfenie, Egistrozolu, Mamostrolu
2015 amputacja lewej piersi, 4xAC, rok Herceptyna
Nigdy nie jedz do syta. Jedna trzecia żołądka dla pokarmu, jedna trzecia dla napoju, jedna trzecia dla ducha.
je

bozena_stanczyk (offline)

Post #14

09-03-2013 - 13:55:44

Tomaszów Mazowiecki 

a po burzy przychodzi dzień jak śpiewa Budka suflera...
Pewnie ,po burzy przyroda odżywa.Mam co do jednej rzęczy wątpliwości czy nie ogarnie nas ,jak to mówią syndrom pustego gniazda.Starsza córka wylądowała na stałe w Poznaniu,młodsza też się wybiera do dużego miasta.
No ale cóż tam przynajmniej łatwiej ułożyć sobie życie.

Nie mam jeszcze doświadczeń jak to jest z zimą w związku 2 osób.szok

lulu (offline)

Post #15

09-03-2013 - 14:29:59

k/Kwidzyna 

My od ośmiu lat ... nawet nie myślałam, że to już tyle ... siedzimy we dwoje. Syn 13 lat temu się usamodzielnił, córka osiem lat temu wyjechała na studia i już tam została. Może to, że tak powoli sobie wyfruwali, nie oboje od razu, pomogło nam się przystosować. Zawsze potrafiłam sobie znaleźć zajęcie i nie odczuwałam tak dotkliwie braku dzieci, poza tym syn mieszka około 30 km od nas, córcia drobne 600 km. Powoli przyzwyczailiśmy się do ich nieobecności. Często rozmawiam z córką telefonicznie, z synem jest "kontakt" - mamo przypilnujesz dzieci bo my .... no nie nie zawsze tak jest, spotykamy się też na niedzielnych obiadach. I jest dobrze.



Na Forum od 07 lutego 2008

2007 amputacja prawej piersi, 5 lat na Tamoksyfenie, Egistrozolu, Mamostrolu
2015 amputacja lewej piersi, 4xAC, rok Herceptyna
Nigdy nie jedz do syta. Jedna trzecia żołądka dla pokarmu, jedna trzecia dla napoju, jedna trzecia dla ducha.
je

bozena_stanczyk (offline)

Post #16

09-03-2013 - 16:36:34

Tomaszów Mazowiecki 

Ja też sie powoli przyzwyczaję,u mnie różnica wieku między dziewczynami jet 16 lat,więć kiedy starsza weszła w dorosłość miałam drugą.Ale też mam swoje pasje,działkę za miastem drugą wnuczkę w drodze wieęc dziekuję Bogu za to co mi dał.Byleby tylko zdrowie było...
Miło ,że wpadasz w ten wątekuśmiech

caca (offline)

Post #17

09-03-2013 - 16:49:05

SŁUPSK 

No tak...moje gniazdo jeszcze jest troszke zapełnione ale coś czuję w kościach ,że najmlodsze piskle ma zamiar wyfrunąć i to już niedługo..Niby mam świadomość iż czas już na nią ale w głębi serca odczuwam jakieś drgania.Pocieszam się tym iż moje latorośla mieszkać będą w tym samym mieście co ja lecz z drugiej strony boję się tej pustki,samotnych wieczorów,tej wszechobecnej ciszy.załamkaZapomniałam o moim "kochanie"duży uśmiech - jest ale tak jakby go nie było bo ciągle jest w trasie.No cóż ...musi się jakiś etap w życiu skończyć aby mogło się nowe narodzić.Taka jest kolej rzeczy na którą nie mamy wpływu.



bozena_stanczyk (offline)

Post #18

09-03-2013 - 18:10:33

Tomaszów Mazowiecki 

to dobrze mieć dzieci blisko.już sama świadomość ,że jest na miejscu swoje robi.Mnie dzieli od starszej córki i wnuczki prawie 250 km ale mogło być gorzej.Wiele dzieci w mojej rodzinie wylądowało w innym kraju i to chyba już na stałe.

Ps Miło ,że wpadlaś Caca.smiling smiley



Zmieniany 1 raz(y). Ostatnia zmiana 09-03-2013 - 18:12:03 przez bozena_stanczyk.

ira (offline)

Post #19

09-03-2013 - 19:14:59

Pabianice 

Dobrze mieć dzieci blisko, ale nie zawsze się da uśmiech
Mój syn wyjechał za granicę niemal tuż po mojej operacji. Paradoksalnie było mi z tym lepiej, bo nie musiałam patrzeć na jego strach o mnie, a z drugiej strony byłam tak skupiona na sobie, że czasem najbliżsi mi przeszkadzali.
To już 10 lat, był czas, żeby się przyzwyczaić. Chociaż czasem tęsknota jest dojmująca. Ale ja tak mam, że jeśli nie mogę czegoś zmienić, to staram się to polubić (przyzwyczaić się).
Na pewno mam mniej obowiązków, nic nie muszę, mąż jest spolegliwy i dużo mi pomaga duży uśmiech Na razie jeszcze pracuje, ale za chwilę będziemy se gruchać, jak te dwa gołąbki (raz on mnie gruchnie, raz ja jego grinning smiley ).
Mam nadzieję, że to będzie nasza pogodna jesień.



bozena_stanczyk (offline)

Post #20

09-03-2013 - 21:17:35

Tomaszów Mazowiecki 

I takiej pogodnej jesieni nam wszystkim życzęok

caca (offline)

Post #21

09-03-2013 - 23:20:02

SŁUPSK 

Cytuj
ira
.... będziemy se gruchać, jak te dwa gołąbki (raz on mnie gruchnie, raz ja jego grinning smiley ).
Mam nadzieję, że to będzie nasza pogodna jesień.
No wiesz co? przez Ciebie oplułam colą ekran od lapka.Super gołąbki ,nie ma co.rotflW takim razie ja wolę byc już "samotnym białym żaglem".Tak będzie bezpieczniej dla mnie i dla drugiej połówki.chichot



bozena_stanczyk (offline)

Post #22

10-03-2013 - 10:05:08

Tomaszów Mazowiecki 

Ja ten tekst o gruchaniu gołąbków "sprzedałam" rodzinie.Była kupa śmiech na początek dniabrawo

Hala1962 (offline)

Post #23

10-03-2013 - 12:39:56

Szczecin 

Ira...TO BYŁO DOBRE rotfl

na wesoło o relacjach w związkach ciąg dalszy





Zmieniany 2 raz(y). Ostatnia zmiana 10-03-2013 - 12:45:09 przez Hala1962.

jadwiga61 (offline)

Post #24

10-03-2013 - 13:00:38

Szczecin 

rotfl



bozena_stanczyk (offline)

Post #25

12-03-2013 - 15:09:02

Tomaszów Mazowiecki 

Nie dla wszystkich małżeństw okres nadchodzącej zimy jest pogodną ,wesołą porą roku ze względu na odchowane,usamodzielnione dzieci i ustabilizowane ,wzajemne relacje.
Cytat z WP
Danucie Wałęsowej (64 l.) nie uda się już naprawić małżeństwa z Lechem (70 l.)... Jak ujawnia żona byłego prezydenta, on wciąż nie liczy się z jej zdaniem. – Przywykł do patriarchatu absolutnego. Nie sposób już tego zmienić, lepiej w ogóle nie wkraczać – żali się była pierwsza dama.

Żona legendy Solidarności otwarcie przyznaje, że nie udało jej się zmienić męża i jego podejścia do małżeństwa. Danuta Wałęsowa wyznała „Gazecie Wyborczej”, że publikacja jej książki nie zmieniła byłego prezydenta, który nadal nie liczy się z jej zdaniem.

– Przywykł do patriarchatu absolutnego. Nie sposób już tego zmienić, lepiej w ogóle nie wkraczać. Mąż w tym roku będzie miał 70 lat, to nie jest czas na zmiany. Jest zmęczony życiem, rozgoryczony. Doszedł do takiego momentu, że nie ma już bezpośredniego wpływu na to, co się w Polsce dzieje, polityka poszła w swoją stronę. Myślę, że czuje się też niedoceniony – stwierdziła Wałęsowa.

A propos-czytałam tą głośną książke i nie chciałabym być na jej miejscu...załamka

lulu (offline)

Post #26

13-03-2013 - 16:30:32

k/Kwidzyna 

Ale tak wyglądają związki z intelektualistami, przywódcami ... albo druga strona dopasuje się, albo związku nie ma. Tylko musimy zdawać sobie sprawę z tego, że dzięki tej drugiej stronie, są możliwe osiągnięcia tej "pierwszej strony". Jeśli dobrze pamiętam, to Lech Wałęsa nie pomijał znaczenia tego, że jego żona miała wszystko na głowie. Cały problem w tym, że nie powtarzał tego często.



Na Forum od 07 lutego 2008

2007 amputacja prawej piersi, 5 lat na Tamoksyfenie, Egistrozolu, Mamostrolu
2015 amputacja lewej piersi, 4xAC, rok Herceptyna
Nigdy nie jedz do syta. Jedna trzecia żołądka dla pokarmu, jedna trzecia dla napoju, jedna trzecia dla ducha.
je

bozena_stanczyk (offline)

Post #27

14-03-2013 - 08:23:59

Tomaszów Mazowiecki 

Wychowała 8 dzieci w trudnych warunkach,mąż był przez długie lata gościem w domu,przez ten dom przewijały sie tłumy ludzi,pod oknami stała bezpieka.Później,kiedy został prezydentem,musiała sie przestawić na bycie na "świeczniku"..
Patrząc jak gdyby z jej punktu widzenia,z punktu widzenia mnie jako matki i żony-jestem dla niej pełna podziwu.

mag_dag (offline)

Post #28

14-03-2013 - 18:26:04

Sosnowiec 

Cytuj
lulu
Jeśli dobrze pamiętam, to Lech Wałęsa nie pomijał znaczenia tego, że jego żona miała wszystko na głowie. Cały problem w tym, że nie powtarzał tego często.

lulu, problem może polegał też na tym, że nie powtarzał tego najważniejszej osobie, czyli żonie,
bo co z tego, że mówił to innym?

nie czytałam wspomnień Wałęsowej, chyba się skuszę uśmiech










Gdyby mi coś przyszło do głowy, niech zaczeka. (Dominik Opolski)

-----><-----


----------------------------------------------------------

bozena_stanczyk (offline)

Post #29

14-03-2013 - 18:30:57

Tomaszów Mazowiecki 

Skuś się mag,warto przeczytać

jano0244 (offline)

Post #30

11-03-2014 - 15:27:34

Mrągowo 

Jakoś tak zachciało mi się popisać, to może w tym temacie…

Powoli, aczkolwiek systematycznie zbliża się 25 lat wspólnego pożycia małżeńskiego.
Okazja do posnucia refleksji na temat związku dwojga i relacji w nim. Pewnie trochę kontrowersji napiszę, ale moje zdanie jest moim zdaniem i mam do niego prawo.

Gdzieś kiedyś słyszałem, że miłość trwa krótko, potem już tylko przyzwyczajenie. Może i tak bywa, ale ja się pod tym nie podpisuję.
Wg mnie, jeśli po kilku latach bycia ze sobą ludzie zaczynają się w związku nudzić, to powodem tego jest fakt, że przynajmniej jedna ze stron (a może i obydwie) nie kocha. Powiem więcej, prawdopodobnie nigdy nie kochała, tylko tak się jej wydawało. Albo uważała, że robi dobry interes, są przecież małżeństwa „z rozsądku”. W takich najlepiej chyba dopatrywać się tzw. „wolności w związku” i jej różnie rozumianych granic. Akurat dla mnie to pojęcia zupełnie abstrakcyjne i bez sensu. Dlaczego? Ano dlatego, że w moim pojęciu prawdziwa miłość to ciągłe staranie poznawania drugiej strony. Akceptacji i zrozumienia tego, że nie ma ludzi doskonałych pod każdym względem, urody, wiedzy czy umiejętności. I chęci przebywania ze sobą jak najwięcej, bez urlopów od siebie.
Po wielu wspólnych latach znamy (prawie) wszystkie swoje silne i słabe strony i wygląda na to, że je akceptujemy.
Wiemy, czego nie cierpimy, do czego nie należy wracać, jakich pytań sobie nie zadawać, jakich słów nie używać, czego nie kupować na prezent itp. Przez lata można jednak nazbierać spore zapasy „noży”, którymi zwykle rzucają w siebie rozwodzący się partnerzy.

Oczywiście, i to jest dla nas najważniejsze, zebraliśmy też spory zapas tej „dobrej” wiedzy. Co nas interesuje, czym lubimy się zajmować w czasie wolnym od pracy, co najbardziej nam smakuje, w co lubimy się ubierać (ze znajomością pasującego rozmiaru włącznie), jak i gdzie najlepiej wypoczywamy, itp. To prawda, że ludzie są różni, ale w sporej części przez lata można się do siebie w jakiejś części upodobnić. A tym samym zbliżyć.

Co do nas, są tacy, którzy zazdroszczą nam, bo najczęściej jesteśmy jednomyślni i zapewne tacy, którzy się z nas śmieją, bo się (wg nich) wzajemnie ograniczamy. Mam w nosie i jednych i drugich. W końcu każdy jest kowalem swojego losu..

No to sobie popisałem tak w skrócie. Na razie chyba wystarczy… oczko





Nas dwoje, choroba tylko jedna...
Przykro nam, ale tylko zarejestrowane osoby mogą pisać na tym forum.

Kliknij żeby zalogować

Użytkownicy online

Gości: 413
Największa liczba użytkowników online: 77 dnia 11-10-2011
Największa liczba gości online: 5263 dnia 07-04-2018