kiedy powrót do pracy

Wysłane przez Figo 

Figo (offline)

Post #1

30-10-2018 - 23:49:17

Poznań 

15 listopada mam termin operacji w Poznaniu, w HCP - na 28 Czerwca. Czy któraś z Was ma doświadczenia z tego miejsca?

Taka jestem gapa, że nie zapytałam lekarza, co i jak będzie - a on sam niewiele mówił - stres ogromny
mam przyjęcie w czwartek, w piątek operacja, w poniedziałek do domu - według planu..
Lekarz stawia na oszczędziająca, piersi mam małe, a guzek też mały (2 cm), inwazyjny
Wszystko się tak szybko toczy, ciągle nie wierzę, że to mnie dotyczy. Staram się jakoś z tym radzić: to zupełnie bagatelizuję, a to znów paraliżuje mnie strach.
Myślałam, że operacja, wytną i koniec, ale lekarz powiedział, że to początek leczenia.

Kiedy wróciłyście do pracy? jestem nauczycielem akademickim - myślałam, że tydzień po wystarczy. Ale czytam o drenach i innych rzeczach - trudno z tym chodzić na 9 godzin prowadzenia zajęć (a tak mam w planie). Jakoś chciałabym to zaplanować, poumawiać się z seminarzystami.
Jaki termin według Waszych doświadczeń najrozsądniej jest zarezerwować?

mgiełka (offline)

Post #2

31-10-2018 - 04:00:47

Radom 

Figo, wielkość guzka i określenie że jest inwazyjny, nie pozwala wysnuć jakichkolwiek przypuszczeń o Twoim leczeniu, poza operacją. Jeśli masz jakieś wyniki badań, podaj. Najdokładniejsze są wyniki biopsji i to najlepiej gruboigłowej.
Guzek 2 cm to nie jest przy małych piersiach tak wielkie maleństwo, a jeszcze zależy gdzie jest umiejscowiony. Oczywiście duży też nie jest, nie przerażaj się uśmiech
Ilość zbierającej się chłonki też zależy od paru rzeczy - czy operacja oszczędzająca, czy mastektomia, czy jesteś szczupła, jakie ma humory Twój organizm. Niezależnie jakie będzie dalsze leczenie, pamiętaj że każdy organizm jest inny i po swojemu reaguje. Niektórzy pracują całą chemię. Tyle że teraz okres zimna, łatwo o choroby, przeziębienia.

Nie dawaj się strachowi za bardzo, lepiej wiedzieć więcej - wtedy strach szybciej ucieka pociesza






Z amazonki.net od 2006 roku.



Zmieniany 1 raz(y). Ostatnia zmiana 31-10-2018 - 04:01:02 przez mgiełka.

Figo (offline)

Post #3

02-11-2018 - 19:45:29

Poznań 

Niewiele wiem.
Wynik biopsji gruboigłowej - sprzed dwóch miesięcy - obraz histologiczny odpowiada rakowi inwazyjnemu NST, NHG2 (3+3+1/2 mitozy na 10 HPF o średnicy pola widzenia 0,55mm.,
częściowo rak przewodowy in situ, DCIS, typ lity i sitowaty o pośredniej atypii jądrowej z obecnością martwicy typu comedo.
Nic więcej nie wiem. No i nie dopytałam (!!!). W poradni onkologicznej taki młyn, że gubię się tam i chcę jedynie wyjść (wiem, że to nie jest mądre).
Myślę, że najważniejsze będą wyniki tego, co wytną.
NIgdy na nic poważnego nie chorowałam. Więc teraz mam poczucie, że to się dzieje poza mną.
Albo, że to głupstwo i zajmuję czas własny i innych. I niepotrzebnie się tym zajmuję.
Nie rozmawiam o tym.

mgiełka (offline)

Post #4

03-11-2018 - 04:23:06

Radom 

Figo, to szczęściarą jesteś uśmiech Masz dobrze rokującego, że tak powiem, nieproszonego lokatora. Jeśli jeszcze tego nie wiesz, to sitowaty jest z tych łagodniejszych, wolno rosnących i raczej niedających przerzutów (też go trochę miałam - trochę bo tylko ogniskowo mój guz był sitowaty). A DCIS to wiadomo.
Nie było w wyniku nic o receptorach: ER, PgR? Co z Her2?
Jeśli operacja będzie oszczędzająca, to musisz mieć koniecznie naświetlania, czyli radioterapię. Gdyby była mastektomia, to tego można uniknąć (jeśli węzły czyste).

To bardzo dobrze, że wszystko szybko się toczy! Lepiej dla leczenia i dla Ciebie, mniej zamawiania się pociesza






Z amazonki.net od 2006 roku.

Figo (offline)

Post #5

03-11-2018 - 16:03:09

Poznań 

Mgiełko,
Bardzo Ci dziękuję. Niby kilka zdań, a poczułam, że "świat się otwiera". Przeczytałam Twoją wiadomość o świcie - gdy wstawałam na 8.00 na zajęcia.
I pierwszy raz od kiku tygodni skupiłam się na pracy, na planach, na tym, co dalej. Właściwie poczułam, że sprawa za chwilę będzie załatwiona.
Nikt mi jakoś nie powiedział mi, że to nie jest takie straszne, że raz dwa i już będzie to za mną.

Nie zrobili drugiej części badań z biopsji gruboigłowej, bo tłumaczyli, że i tak najważniejsze będzie badanie tego, co wytną. Robiłam prywatnie (700 zł)
z węzłami nie wiem - jedynie onkolog powiedział, że są wyczuwalne- mam takie wstążki z guziołkami - jeden trochę większy i kilka groszków. Ale to już chyba nie jest takie problematyczne.
Zarezerwowałam 2 tygodnie na operację i dojście po niej do siebie (muszę zorganizować zastępstwa) - czy w mojej sytuacji wystarczy (??????)

Naświetlania - o tym mi mówiono, że mam przewidzieć czas na to.

mgiełka (offline)

Post #6

03-11-2018 - 17:42:33

Radom 

No, to cokolwiek w szoku jestem... Płaciłaś za biopsję i nie zbadali materiału do końca? I słabo opisali. Ja o 4 nad ranem ucieszyłam się z tego nieinwazyjnego przewodowego i że częściowo sitowaty, ale jednak część tego Twojego raczka tworzy ten inwazyjny o stopniu 2 w skali od 1 do 3. Czyli jest popularny i średniak. Kto robił tę biopsję, czemu tak zlekceważyli pozostałe wskaźniki??
Przecież oznaczenia hormonów, Her2 i Ki67 są istotne - a to z biopsji gruboigłowej spokojnie da się wyczytać. Ja bym wróciła do nich i domagała się pełnego badania i to na już.
Niepokojące są węzły skoro mówisz, że coś tam czujesz. Ja bym w takim wypadku była za mastektomią (gdyby to o mnie chodziło) z badaniem oczywiście wartownika węzłów, a raczej nastawiałabym się na ich usunięcie - w czasie operacji powinni widzieć co i jak, ale jak będziesz rozmawiała z lekarzem operującym, to dopytaj o sprawę węzłów.

Dwa tygodnie po operacji będziesz czekała na wynik histopatologiczny i w tym czasie odpoczniesz po operacji. A potem zacznie się dalsze leczenie i na moje wyczucie to jakaś chemia będzie. Czy dasz radę wtedy pracować - trudno odpowiedzieć. Raczej chociaż dzień, dwa po każdej dawce chemii będziesz potrzebowała pobyć w domu. Chemia jest dawana co trzy tygodnie. Nie powinno się też łapać przeziębień w trakcie, by kolejne dawki były o czasie.

Nie czekaj do 15ego, załatw wcześniej jakąś wizytę u onkologa i porozmawiaj. Ktoś z Poznania na forum może Ci podpowie, jeśli nie bardzo wiesz do kogo się udać. Jeśli znasz nazwisko tego, który będzie operował, to może on prywatnie przyjmuje?

I nie przerażaj się, że tyle ma się dziać jeszcze przed operacją - lepiej na początku z impetem zacząć, po prostu.
Też nie wiem, czy wszystko napisałam Ci, co chciałam powiedzieć, ale już puszczam ten post, dopytuj.






Z amazonki.net od 2006 roku.

Figo (offline)

Post #7

03-11-2018 - 19:41:23

Poznań 

Mgiełko,
jeszcze raz ogromne podziękowania za wyjaśnienia. Zaczyna mi się rozjaśniać.

Lekarz powiedział mi, że i tak trzeba czekać na wynik histopatologiczny po operacji.
Nie potrzebują na teraz nic bardziej szczegółowego, bo to nic nie zmieni. Jakoś to przyjęłam, bo co ma się zmienić przez te dwa tygodnie?
Roboty mam od rana do nocy.
Nawet trudno mi znaleźć czas na kolejne godziny u lekarza.

Myślisz, że powinnam powiedzieć rodzinie (wie tylko mąż)? Będę potrzebowała wsparcia?
Obie nasze dziewczyny już są dorosłe, jedna kończy studia podyplomowe we Francji, druga zaczęła pracę.
Myślałam, że pójdę, wytną i tyle. Ale chyba zajmie mi to trochę więcej czasu.

Wszystko, o czym piszesz Mgiełko, jest dla mnie zupełnie nowe. Już chociażby wiem, o co pytać lekarza.
Bardzo Ci dziękuję za te szczegóły, to mi daje orientację - w czym będę sie poruszać.
Ale najbardziej na świecie, chciałabym nie mieć żadnego raka, nawet najbardziej typowego i łagodnego. I już o tym nie myśleć. Zapomnieć.
A nie bałaś się mastektomii? lekarz mnie pytał - jak chcę i on proponował oszczędzając, bo guzek mały, piersi małe i ja szczupła.
W węzłach zrobiły mi się guzki są wielkości 50 gr, 10 gr- są widoczne -ale chyba to nic nie znaczy (??).
Kilka lat temu miałam w tej samej piersi wycinany gruczalako- włókniak, a teraz to.

mgiełka (offline)

Post #8

03-11-2018 - 20:36:29

Radom 

Moja historia była taka: najpierw coś było w tej piersi i znikało, myślałam że to hormonalne sprawy. Potem ciąża. Po urodzeniu dziecka miałam ropnia w tej piersi, mniej więcej w tym samym miejscu. Za jakiś czas bolały mnie węzły pod pachą, też przy tej piersi. Poszłam do onkologa - nic nie wyczuł. To był rok 1996. W roku 2002 poszłam do ginekologa bo w lewej piersi był twardy guzek - zrobił USG i powiedział że na 90 % jest to włókniak ale jednocześnie podpowiadał bym zrobiła jeszcze USG w szpitalu. Ale ja na to USG poszłam dopiero rok później (różne problemy, nerwica, depresja - musiałam zebrać siły). Wtedy już USG pokazywało że to rak. Potwierdziła to biopsja, mammografia. Biopsja cienką igłą bo akurat grubych zabrakło - połowa lipca. Operacja w Warszawie w CO - 28 sierpnia 2003. Wynik wyszedł taki: Carcinoma Tubulare Invasium mamae pT1cN1
Metastaces carcinomalis IN LYMPHONODLIS AXILLAE 3/12
Guzek sutka o największym wymiarze 1,5 cm z dominującym komponentem inwazyjnego raka cewkowego (ogniskowo sitowatego) Przerzuty w węzłach dołu pachowego bez przechodzenia torebek węzłowych a – 0/1 b – 0/6 c – 3/5
Receptory:
ER – dodatni
PS – 5 IS – 2
PGR – dodatni
PS- 5 IS – 3
Her - wynik graniczny. Uzupełnienie metodą FISH – nie stwierdzono amplifikacji genu Her2/NEU w komórkach nowotworowych.
Jako leczenie: mastektomia, 4 AC, Tamoksifen przez 5 lat.

A też mówili mi, że może być oszczędzająca. Przed operacja zapytałam chirurga, który miał operować - poradził mastektomię i jestem mu za to wdzięczna. Bo nie wiedzieli przecież wcześniej czy węzły są czyste, a były trzy z nich zajęte.
U Ciebie guzek jest większy, piersi też małe (też, bo i moje małe były, byłam bardzo chuda wtedy) a z węzłami niewiadoma. No i odpada radioterapia - jeśli węzły będą czyste (bo gdyby coś, to pewnie by naświetlali - odpukać... ).

Jesteśmy chyba w podobnym wieku i obie mamy po dwie córki uśmiech
Moje dwie córcie były jeszcze dziećmi wtedy - druga podstawówki i pierwsza gimnazjum. Nie powiedziałam im całej prawdy od razu, jakoś tam było lawirowane z tymi informacjami: po co szpital itd. Starsza się czegoś domyślała, ale nie wiedziała do końca czego - aż był program w telewizji i poskładała sobie dwa do dwóch (matematyczka chyba od urodzenia, z wykształcenia też, jej pasja) i zapytała: miałaś tego... kraba? A potem wymogły na mnie obie przysięgę, że już nigdy nic nie zataję przed nimi - nie zatajam, ufamy sobie.
Powiedz swoim córkom. Są dorosłe, ogarną. Będą miały czas na oswojenie się z myślą, zanim pójdziesz na leczenie. Tylko może faktycznie najpierw sama trochę bardziej to ogarnij, zbierz fakty byś mogła na spokojnie przekonać, że to tylko choroba. Moja młodsza któregoś dnia (będąc w drugiej klasie) wróciła ze szkoły i powiedziała, że strasznie się pokłóciła z dziećmi bo któreś powiedziało "twoja mama ma raka to umrze" (wieści po osiedlu poszły, dzieci słyszały), a ona się postawiła: że nieprawda, bo przecież usłyszała ode mnie, że nie umrę. Ufała moim słowom.

Jeszcze odpowiem na Twoje pytanie - nie, nie bałam się mastektomii. I nie miałam z tym problemów - z ręką nic złego się nie działo, choć wyciągnęli z niej trochę węzłów. Nie odczuwam jakoś specjalnie braku piersi. I nie odczuwałam, bo teraz po 15 latach...
Jeszcze Ci powiem, że moje dziewczynki miały do mnie pretensje o to ukrywanie przed nimi raka. Oczywiście rozumiały że chciałam je chronić, ale dlatego potem wymogły przysięgę, bo nie godziły się na to by nie wiedzieć co się z moim zdrowiem dzieje.






Z amazonki.net od 2006 roku.

Figo (offline)

Post #9

05-11-2018 - 17:45:30

Poznań 

Mgiełko,
mądre jest to, co napisałaś.
Najpierw myślałam, że nikomu nie powiem, pójdę na operację i to, co trzeba. Szybko z tego wyjdę i nikt się nawet nie zorientuje.
Ale to sprawa zaufania, dzielenia się z najbliżsymi Rodziną, Przyjaciółmi naszym życiem.
Myślę też, że mojemu mężowi będzie łatwiej, gdy będzie mógł o tym rozmawiać - a nie ciągle zachowywać w tajemnicy, bo go o to proszę.
Dziękuję Ci.

mgiełka (offline)

Post #10

06-11-2018 - 19:50:02

Radom 

Figo, Tobie też będzie łatwiej, gdy powiesz.
Powiedziałaś już?
pociesza






Z amazonki.net od 2006 roku.
Przykro nam, ale tylko zarejestrowane osoby mogą pisać na tym forum.

Kliknij żeby zalogować

Użytkownicy online

Gości: 335
Największa liczba gości online: 5263 dnia 07-04-2018