zakończenie leczenia

Wysłane przez Agnieszka74 

Agnieszka74 (offline)

Post #1

18-07-2012 - 23:14:02

Zielona Góra 

No niby jestem na mecie... Zaliczyłam 3*AC, 3*TAC, mastektomię z limadenektomią (przerzut w 10/14 węzłach), 4*TC, 25 radioterapii. I jakoś wcale nie potrafię się z tego cieszyć. Zamiast skakać z radości mam doła. I po prostu boję się, co dalej... (Paprzące się rany po radio nie mają nic do tego.) Też się tak czułyście?

agafi (offline)

Post #2

19-07-2012 - 09:56:29

 

myśle że wiem co czujesz ......kiedy po diagnozie zaczyna sie leczenie......to coś sie dzieje -jesteśmy tym zajęte....staramy sie pokolei pokonywać etapy leczenia ...od operacji do chemii......kolejne wlewy ...naświetlania itp ...........koniec.......i na końcu nie będzie upragnionego "jest Pani zdrowa" złe minęło i nie wróci ......też mam doła brak piersi przeszkadza mi bardziej niz na początku ........strach towarzyszy codziennie...... jestem rozdrażniona ......z zewnątrz bojowa amazonkaa w środku .....szkoda gadać.........

kasial (offline)

Post #3

19-07-2012 - 13:29:17

 

Ja na koniec leczenia też miałam doła bo przez 1,5 roku byłam w pełnym pędzie operacje, chemie, lampy potem hercia przynajmniej kilka wizyt w miesiącu w CO i nagle koniec, czułam, że teraz na pewno coś się wydarzy, bałam się, że już nie będę tak często w szpitalu, tam jednak czułam się bezpieczna, że nie mam już takiej opieki i kontroli.
Od tego czasu minęło pół roku, łykam tabletki, raz na kwartał jadę na kontrolę i wcale już nie tęsknie za szpitalem. Dałam sobie spokój po prostu żyję i cieszę się z tego.
Pewna pani psycholog jak opowiadałyśmy na szkoleniu o takich właśnie rozterkach, że koniec leczenia, że teraz to tylko na przerzuty czekać, powiedziała nam "a jak was jutro przejedzie samochód też na to czekasz!!!". NO NIE, nie czekam. Także Agnieszka nabieraj sił po leczeniu i ciesz się życiem. W naszej chorobie nie na pewnych schematów a od Ciebie zależy jak wykorzystasz swój czas.pocieszabuziak



Janina.S (offline)

Post #4

19-07-2012 - 18:31:08

widły Soły i Wisły 

No cóż , może powiecie ze tyle lat /6,5 roku po mast./ to się nie pamięta co było wcześniej .
Otóż wierzcie mi na słowo , pamięta się i dokładnie każdy szczegół , każde słowo lekarza , każde badanie - ja tak mam .
Po chemii i po naświetlaniach też usłyszałam to "wyświechtane " zdawałoby się zdanie - "jest pani wyleczona i zdrowa "
A ja uczepiłam się tego stwierdzenia jak przysłowiowy rzep psiego ogona - powtarzałam je codziennie , nawet częściej przez długi,
długi czas po leczeniu aż uwierzyłam a jeszcze dodatkowo dobre wyniki badań potwierdzały moje myśli .
Po prostu wmówiłam mojemu organizmowi ze jestem zdrowa i już , chociaż były też słabsze chwile gdy np. USG znalazło "coś"
w mojej wątrobie - okazało się to naczyniakiem- na szczęście .
Po trzech latach już byłam prawie pewna że mam przerzut do kości do żebra bo tak mocno bolało pod blizną .
Było RTG i TK a nawet PET i co i nico bo to uszkodzona naświetlaniem opłucna tak dawała popalić że ja prawie się
żegnałam z tym światem . Dobre wyniki zawsze dodawały sił , energii , pozytywnego myślenia , no i dobra lektura czyli
"Potęga podświadomosci " , " I ty możesz mieć przewagę nad rakiem , "Antyrak " itp...
Dziewczynki kochane , nie powiem "weź się w garść" bo to nic nie znaczy tylko zacznij mysleć , myśleć pozytywnie i zacznij
planować , cokolwiek na krótki czas ale planuj i chciej żyć . Powodzenia .uśmiech



.....jeśli niebo spada nam na głowę to nie po to by się z nas śmiać
....... lecz by podziwiać patrząc jak się podnosimy.
...

Tomasz. (offline)

Post #5

02-09-2012 - 15:36:18

Pruszków 

Witam,
Na przykładzie żony (rokowanie jak na razie dobre- i oby tak zostało- operacja 11.2007) mogę powiedzieć, że zdiagnozowanie tej choroby jest naznaczone stygmatyzacją na lata. Na zasadzie wyparcia, "pozytywnego myślenia" można starać się odsuwać od siebie przykre myśli, jednak "coś" w chorym (i jego rodzinie) zawsze pozostaje z tej choroby. Efektem tego jest obawa w związku z zakończeniem leczenia. Od rozpoznania były stałe boje, a tu nagle koniec leczenia i jakby próżnia. Ta "próżnia" jest o tyle dolegliwa, że w czasie leczenia całe siły były zaangażowane w walce z chorobą. Stąd pomocne są zajecia z samorozwoju, pomoc innym, zadbanie o rodzinę- a ta też "oberwała" psychicznie podczas tych zmagań.



____________
Nie jestem lekarzem. Moje sugestie odnośnie leczenia należy zawsze skonsultować z lekarzem prowadzącym.
Przykro nam, ale tylko zarejestrowane osoby mogą pisać na tym forum.

Kliknij żeby zalogować

Użytkownicy online

Gości: 429
Największa liczba użytkowników online: 77 dnia 11-10-2011
Największa liczba gości online: 5263 dnia 07-04-2018