jak pomoc malemu dziecku przejsc przez chorobe mamy

Wysłane przez agula615 

agula615 (offline)

Post #1

03-03-2015 - 16:28:46

Wroclaw 

witam

Chcialabym zaczac rozowe na temat w jakis sposob pomoc malemu czlowiekowi ( w moim przypadku 3.5) zrozumiec i poradzic sobie z nowa sytuacja, w ktorej sie znalzla jego mama i cala rodzina, a przede wszytskim sam maluszek.
Moj synek ma 3.5 roku. kiedy byl malym brzdacem (4 miesiace) po praz pierwszy zdiagnozowano u mnie raka piersi. jakos sobie poradzilismy, malutki byl malutki, dzielny chodzil do zlobka. staralam sie aby nie odczuwal moich problemow, bylismy zawsze razme, aktywni itd....
Niesetety choroba postanowila znowu zaatakowac i listopadzie 2014 stwierdzono wznowe... tym razme nie obeszlo sie bez tlumaczenia... maly ma 3.5 roku widzi, rozumie chce wiedziec i sie martwi... wyjasnilismy mu, ze sie rozchorwalam, ze juz takiedys bylo ale pan doktor mi pomogl i teraz tez pomoze. Mialam mastektomie ( wczesniej oszczedzajaca) i wyjasnilismy mu dokladnie dlaczego i co sie stanie, powiedzielsimy mu ze bede sie gorzej czula, ze bedzie troche bolec, ze bedzie musila byc troszke ostrozniejszy ze mna. byl bardzo kochany, po domu chodzil z wezykiem i butelka dolaczona do niego.. bo tez chcial miec dreny jak mama... potem nadeszla chemia... i znowu wyjasnilismy mu ze zeby byc zdrowa musze jesc bardzo paskudne lekarstwa, od ktorych potem zle sie czuje ale one mi pomoga bo zniszcza chorbe i bede zdrowa....
Maly stara sie jak moze, widze to, choc obawiam sie ze mocno to pzrezywa w srodku. ciagle sie przytula, ciagle caluje, ciagle pyta czy juz jestem troche zdrowsza.... a kulminacja przyszla po neulascie, ktora mnie zmaskarowala jak zadna inna chemia dotad... w pewnym momencie, gdy widzial jak sie mecze i jaka jestem zdechla...przyszedl, z tymi oczami wielkimi wypelnionymi lzami i lamiacym sie glosikiem powiedzial: ale mamusi ty nie umrzesz? prosze zgodz sie, nie umrzesz, ja nie moge zostac bez mamy............... serce mi peklo na widok mego malucha we lzach, w scisnionych spazmach dramtu jaki przezywa... jak mu pomoc. nigdy nie mowilismy, ze moge umrzec, ciagale mowimy, ze wyzdorwieje.... przerazil mnie tym... co kryje sie w tej malej blond glowce trzy i pol latka....
co mowi wasze doswiadczenie? co byscie zrobily, powiedzialy....? jak mu pomoc pzrez to pzrejsc lepiej...

Al_la (offline)

Post #2

03-03-2015 - 16:38:26

k/Warszawy 

Może powinnaś skorzystać z fachowej pomocy psychologa dziecięcego myśli





W najgorszych chwilach mego życia zawsze mogłem liczyć na przyjaciół.
Odtąd wiem, że pierwszą rzeczą, jaką należy zrobić, to poprosić o pomoc. Paulo Coelho




Przewodowy NST, G2, T3N0Mx, TNBC, 6 x FEC (3 przed operacją), yT2N0Mx

autrej (offline)

Post #3

03-03-2015 - 16:58:24

 

Moja była starsza (6 lat) i przeszła to w miarę łagodnie tylko dzięki swojej pediatrze. mamy dzięki Bogu bardzo mądrą pediatrę, której Juniorzyca bezgranicznie ufa. I jeśli tylko pojawiały się jakieś wątpliwości jechaliśmy do Pani Ewy a ta szczerze i bez koloryzowania tłumaczyła jej wszystko - co to za choroba, czy jest groźna, dlaczego wypadają włosy itd. Myslę, że Ala ma rację zawsze to będzie kolejna dorosła osoba, która powie "mama wyzdrowieje". Trzymaj się Agula



Jeszcze tak nie było, żeby jakoś nie było duży uśmiech

[dziewoja.bloog.pl]

agula615 (offline)

Post #4

03-03-2015 - 17:06:24

Wroclaw 

tak wlasnie mysle sobie, ze zapytam psychologa... na oddziale oncologii gdzie dostaje chemie, jest zawsze ejden i chyba poprosze o porade... ale jedno to uslyszec porad od psychologa... drugie to uslyszec je od was, drogie mamy amazonki, jak wy, realnie poradzilyscie sobie i jakie byly wasze dwoswiadczenia smiling smiley

lulu (offline)

Post #5

03-03-2015 - 19:49:58

k/Kwidzyna 

Agula w obliczu spraw bardzo poważnych, dzieci wykazują się niespodziewaną dorosłością. Moje dzieci są dorosłe, więc ja nie miałam aż takich problemów z przekazaniem tych wiadomości. Miałam za to okazję patrzeć jak moje wnuki musiału układać sobie swój mały/dorosly świat. Ważne, że rozmawiacie z dzieciaczkiem, że nie zbywacie go. Owszem pomoc specjalisty może się przyda, choć znam przykłady, kiedy psycholog, swoją terapią, potrafił zrujnować życie pacjentowi.



Na Forum od 07 lutego 2008
Nigdy nie jedz do syta. Jedna trzecia żołądka dla pokarmu, jedna trzecia dla napoju, jedna trzecia dla ducha.
je

libra1 (offline)

Post #6

04-03-2015 - 23:18:04

 

Rozmawialam o ty z psychologiem Moje dzieci sa duzo wieksze Maja prawie 9 lat Moja mama choruje na raka jajnika Widzialy ze stracila wlosy, zle sie czula, apotem wyzdrowiala i odrosly jej wlosy. Dlatego tak bardzo sie nie martwia. Psycholog powiedziala, ze warto powiedziec dziecku, ze mama i lekarze zrobia wszystko, zeby mama wyzdrowiala. Trzeba tez uwazac co mowi sie przy dziecku. Niestety trzylatek bezblednie wyczuwa Twoje emocje i Twoj stres, jest jak barometr Twojego nastroju. Moim zdaniem trzeba unikac rozmow bardzo ciezkich z mezem i innymi przy dziecku, kiedy nawet jest czym innym zajete, bo dziecko moze uslyszec cos co je przerazi Dobrze ze z nim rozmawiasz o chorobie i nie ukrywasz faktu ze jestes chora. Jesli rozmawiasz o chorobie w kontekscie strachu, swoich emocji, statystyk, zagrozen lepiej to chyba robic sam na sam z mezem lub inna osoba. Pewnie za duzo nie pomoglam, ale dla mnie to tez bardzo trudny temat, jak ulatwic przejscie przez to naszym dzieciom. Moze ktos jeszcze cos podpowie ?



achesa (offline)

Post #7

27-08-2015 - 14:31:11

Pyrlandia 

Moje dzieci miały 2 i 5 lat jak zachorowałam. Młodszy jeszcze nie bardzo wiedział co sie dzieje ale starszy przeżył to bardzosad smiley nam pomogła książeczka pt. "Moja mama ma raka"- pierwsza książka którą moje dzieci wysłuchały do końca bez przerywania, wiercenia się itp. Na początku nie wiedziałam czy to coś im dało bo jak tylko skończylismy czytać,dzieci wróciły do zabawy bez słowa.Pózniej przekonałam się że słychały bardzo uważnie i kodowały. Ważne tez było dla moich dzieci to że nie były same,moja mama wzięła roczny urlop i była dla nich non stop, mąż zabierał ich na spacery, wycieczki,kolezanki pomagały mi np.zaprowadzając rano syna do przedszkola,odbierając itp. Dzieci miały czas zorgaizowany i musze powiedzieć że przeszły przez to bardzo dzielnie! Najważniejsze by czuły sie kochane i bezpieczne,żeby wiedziały że oprócz mamy jest grono osób które ich nie opusci,że nie zostaną same.Z mojego punktu widzenie poczucie bezpieczeństwa(w obliczu jakiejkolwiek tragedii) to warunek konieczny.
Pozdrawiam



Przykro nam, ale tylko zarejestrowane osoby mogą pisać na tym forum.

Kliknij żeby zalogować

Użytkownicy online

Gości: 398
Największa liczba użytkowników online: 77 dnia 11-10-2011
Największa liczba gości online: 5263 dnia 07-04-2018