prawo do własnych odczuć

Wysłane przez Teresa15 

Teresa15 (offline)

Post #1

17-04-2015 - 10:20:06

Gdańsk 

Witam wszystkich,

Jestem po, operacji w ubiegłym roku (oszczędzająca) i w sumie sobie radzę, psychicznie też. Potrzebuje jednak pomocy w ocenie sytuacji. Pewnie większość z Was doświadczyła i wielu dobrych rzeczy od otoczenia jak i przeżyła wiele rozczarowań. Ja oprócz najbliższej (a i dalszej rodziny) miałam wsparcie w wielu osobach, które znam bardzo luźno, koledzy w pracy, sąsiadka, itp. Tym bardziej jestem rozczarowana postawą ludzi, którzy mienili się mianem przyjaciół, znamy sie ponad 20 lat i jak tylko pomocy potrzebowali zawsze byłam do dyspozycji. Od kiedy dowiedzieli się,że choruję zamilkli, niedługo minie rok. Niespodziewanie się odezwali i chcą się spotkać. Jeśli rak ma przynieść (jeśli to w ogóle możliwe) coś pozytywnego to wzmocnił mnie psychicznie o tyle, że nie chcę utrzymywać kontaktów z ludźmi, którzy nie są mi bliscy, empatyczni, itp. Niestety mąż naciska na mnie i moja odmowa spotkania jest źródłem ogromnych konfliktów między nami. Zapytałam jak to sobie wyobraża to nasze spotkanie - ma to być z mojej strony opowieść pod tytułem "rak w pigułce", jak się dowiedziałam, bałam, przeżywałam, jak się leczę, itp. Mąż twierdzi, że znajomi (przyjaciele? chyba nie i to nigdy nie była przyjaźń) reagowali i reagują normalnie, że jestem nienormalna, zrażam ludzi do siebie , itp. Zaakceptowałam różne postawy (nieciekawe też były) w rodzinie dla tzw. świętego spokoju, ale tutaj miałabym spędzać czas z nimi i udawać,że wszystko w porządku?
Onkolog cały czas mi powtarza,że mam się nie denerwować, a ja mam ciche dni i ostatnio zdarza mi się płakac i nie spać z nerwów. Jak sobie potradzić z tą sytuacją? Czy nawet w chorobie nie mam prawa do własnych uczuć?
Może to głupie,że to żaden problem, ale znikąd nie mam wsparcia takiego psychicznego ani nie mam kogo zapytać czy postępuję dobrze.
Czy też doświadczacie takiego zmęczenia rodziny chorobą? Ja już naprawdę nawet nie relacjonuję wizyt u lekarzy, nie narzekam, nie mówię nic, najwyżej po powrocie z pracy więcej wypoczywam. Całe życie dostosowywałam się do innych, teraz mam dosyć i troche myślę też o sobie, a widać nie mogę.
Sorry jeśli truję Was wymyślonymi problemami, ale resztę ogarniam całkiem dobrze, a tutaj czuję sie nieważna, pozbawiona prawa do decydowania.
Dobrze,że Jesteściesmiling smiley

pozdrawiam ciepło
Tereska

Al_la (offline)

Post #2

17-04-2015 - 10:33:59

k/Warszawy 

Witaj,

Z jednej strony rozumiem - staram się - osoby, które na wieść o ciężkiej chorobie przyjaciela odsuwają się z bezradności, z braku pomysłu na bycie obok, może nawet z przerażenia. Nie każdy potrafi wspierać w takiej sytuacji.
Z drugiej jednak strony rozumiem, że jeśli się ma przyjaciół, to kto jak nie oni powinni wspierać, pomagać i być z nami w potrzebie. Na pewno im jest łatwiej niż bliskiej rodzinie, bo rodzina czasami jest sama przerażona.
Ja w swojej chorobie nie miałam przyjaciół, choć miałam ich przed chorobą. Przykro było...

Myślę, że nie powinnaś robić nic na siłę. Często takie sytuacje weryfikują przyjaźnie i udawanie, że nic się nie stało nie ma sensu. Nigdy to już nie będzie przyjaźń. Staraj się na spokojnie porozmawiać z mężem, bo szkoda (dla Twojego zdrowia) aby ta sytuacja jeszcze Was poróżniła.





W najgorszych chwilach mego życia zawsze mogłem liczyć na przyjaciół.
Odtąd wiem, że pierwszą rzeczą, jaką należy zrobić, to poprosić o pomoc. Paulo Coelho




Przewodowy NST, G2, T3N0Mx, TNBC, 6 x FEC (3 przed operacją), yT2N0Mx

Teresa15 (offline)

Post #3

17-04-2015 - 10:48:10

Gdańsk 

Bardzo Ci dziękuję za tak szybką odpowiedź na mój post. Wydaje mi sie,że jak ktoś jest dorosły i ma choć trochę uczuć to tłumaczenie,że nie wiedział jak się zachowac nie przystoi. Jak ktoś napisał - wystarczy telefon i słowa "nie wiem jak się zachować i co powiedzieć, ale jestem z Tobą".
Znajomi (bo nie przyjaciele) przechodzili wcześniej chorobę nowotworową swojej koleżanki i tam się udzielali, wozili, dzwonili, itp, więc potrafili się zachować, tylko w stosunku do mnie nie. Podkreślam-nie chciałam pomocy finansowej, organizacyjnej, tylko ślad zainteresowania się jak żyję.
Mąż nie przyznaje mi prawa do własnej opinii, bo to mu przeszkadza w bezkonfliktowym realizowaniu swoich planów, jest zacięty i liczy na to,że kolejny raz dla świętego spokoju ustąpię. Jakby nie rozumiał,że to wszystko odbija się na moim zdrowiu i to bardzo. Jak mówię,że w mojej chorobie stan psychiczny jest ważny słyszę,że jestem zdrowa i mam przestać czepiać się innych. Lżej mi jak mogę się wyżalić i za to bardzo dziekuję.

pozdrawiam
Tereska

dziubas (offline)

Post #4

17-04-2015 - 10:49:42

Gdańsk 

Teresko! Witaj wśród nas! Jest tu nas sporo z 3city i jesteśmy dośc zgraną gromadką, co jakis czas spotykamy sie w realu-zapraszmy! Rozejrzyj sie po forum i zobaczysz, ze poczujesz się jak u siebie! Alusia dobrze pisze, bo to też baaardzo madra , cudowna "siostra od piersi"! sercebuziakbuzkiserce Własnie powoli przymierzamy sie do kolejnego spotkanka! Kiedy by Ci pasowało? serce





rak przewodowy, G1, wym. 0,8x0,6x0,9 cm, ER 95%, PgR 10%, Her2-neg, Ki67 1%, w wartowniku mikroprzerzut, pT1bN1(sn)Mx, operacja oszczędzająca z biopsja wartownika, radioterapia 25x, brachyterpia, hormonoterapia-tamoxiffen do 10lat



Zmieniany 1 raz(y). Ostatnia zmiana 17-04-2015 - 10:53:02 przez dziubas.

Teresa15 (offline)

Post #5

17-04-2015 - 10:53:23

Gdańsk 

Jak super, od razu czuję się lepiej i nie taka osamotniona.

pzdr
Tereska

dziubas (offline)

Post #6

17-04-2015 - 11:01:31

Gdańsk 

Gdzie mieszkkasz w Gdańsku? Bo moze sie okazać ze jesteśmy sasiadkami....przewraca_oczyduży uśmiech Uszy do góry!





rak przewodowy, G1, wym. 0,8x0,6x0,9 cm, ER 95%, PgR 10%, Her2-neg, Ki67 1%, w wartowniku mikroprzerzut, pT1bN1(sn)Mx, operacja oszczędzająca z biopsja wartownika, radioterapia 25x, brachyterpia, hormonoterapia-tamoxiffen do 10lat

szama (offline)

Post #7

17-04-2015 - 11:02:58

Kraków 

Teresko! Takie sytuacje się często zdarzają, bo tak jak pisała Alunia, ludzie nie wiedzą jak się mają zachować. Wierz mi , jeżeli mają nam sprawić przykrość mało taktownym słowem to lepiej niech chwilę pomilczą. Fakt, że chcą się teraz spotkać z Tobą, może świadczyć o tym, że byłaś dla nich zawsze ważna. Takie spotkanie wcale nie musi być przykre.........może nie poruszać tematu choroby........może gesty bez słów zbliżą Was do siebie. Napewno przemyśl sobie całą sytucję pod tym kątem, ale nie rób nic na siłę. Ja sama kiedyś miałam taką nieprzyjemną sytuację,że koleżanka z którą pracowałam, nie życzyła sobie, aby w jej obecności ktoś pytał mnie o zdrowie. Powiedziała to przy kilku osobach......wszyscy byli w szoku, a ja się rozpłakałam. Najgorszą rzeczą był fakt, że pracowałałyśmy w jednym pokoju. Po jakimś czasie przeprosiła mnie, powiedziała mi, że była przerażona. Później, gdy miałam wypadek płakała i mówiła, że lepiej, żeby to ona się połamała, a nie ja. Dzisiaj jesteśmy znów blisko i jest okey. Pozdrawiam cieplutko buzki




uśmiech nic nie kosztuje, a tak wiele znaczytak

ira (offline)

Post #8

17-04-2015 - 11:09:23

Pabianice 

Wiem, że wiele osób nie potraf się odnaleźć w kontaktach z chorą na raka. Nie wiedzą jak rozmawiać, czy wolno mówić o chorobie, pytać, czy lepiej nie. Ale przyjaciele są na dobre i złe, więc niech się chociaż starają być!
Tereso, jeśli coś zrobisz dla świętego spokoju, żeby nie było konfliktu, to i tak nie będzie Ci z tym dobrze. Może z czasem to się wyciszy, może uda Ci się odnowić kontakty, nie wiem, ale po co robić to teraz, jeśli sprawia przykrość? Daj sobie czas. pociesza



mgiełka (offline)

Post #9

17-04-2015 - 11:30:53

Radom 

Czytając pierwszy post Teresy odniosłam wrażenie, że chodzi jej głównie o odczucia, jakim jesteśmy poddane po spotkaniu z rakiem, o to przemeblowanie w naszej psychice i o prawo do tego przemeblowania - jako naturalnej kolei rzeczy po zachorowaniu. O rozstrzygnięcie dylematu: jest to naszą nadwrażliwością, czy naturalnością wynikającą z tak ciężkiego zachorowania? Bo tak naprawdę, to tylko w naszych głowach dzieją się rewolucje - inne osoby wolą widzieć wszystko takim, jakim było, bardzo chcą by wszystko było jak dawniej. A w nas nie może już być jak dawniej. I chyba Teresie chodzi o to, czy tłamsić tę inność w sobie, inne podejście do tematu, czy spokojnie dać sobie na to przyzwolenie? Co jest wygórowanym wymaganiem, a co niezawinionym przymusem myśli?
Może zamotałam trochę, ale spieszę się, bo niedługo wychodzę z domu. Pozdrawiam i życzę słońca (u mnie znowu bawi się ono w chowanego...)






Z amazonki.net od 2006 roku.



Zmieniany 1 raz(y). Ostatnia zmiana 17-04-2015 - 11:33:01 przez mgiełka.

dziubas (offline)

Post #10

17-04-2015 - 11:36:15

Gdańsk 

teresko! Mgiełka też jest bardzo mądrą, cudowna "siostrą od piersi" z całym szacunkiem dla wszystkich sióstr-bo innych tutaj nie ma! Mgiełko! Choć w ten sposób Cie buziam,bo ostatnio mama mało czasu dla Ciebie! duży uśmiechbuziak





rak przewodowy, G1, wym. 0,8x0,6x0,9 cm, ER 95%, PgR 10%, Her2-neg, Ki67 1%, w wartowniku mikroprzerzut, pT1bN1(sn)Mx, operacja oszczędzająca z biopsja wartownika, radioterapia 25x, brachyterpia, hormonoterapia-tamoxiffen do 10lat

Teresa15 (offline)

Post #11

17-04-2015 - 11:57:03

Gdańsk 

Mgiełko,

Dziękuję! Trafnie odczytałaś między wierszami mój wpis.

pzdr
Teresa

braja (offline)

Post #12

17-04-2015 - 22:19:13

 

Teresko, oczywiście, że masz prawo do własnych odczuć!

Nie będe oceniac ich zachowania, być może stało za nim cos bardzo ważnego, o czym nie wiedziałas, a co teraz chcieliby wyjaśnić (na przykład może ktoś bardzo bliski w ich rodzinie chorował na raka i nie byli psychicznie w stanie stawic czoła dwóm takim przypadkom na raz).

Najwyrażniej jednak Twojemu mężowi bardzo na tym spotkaniu zależy. Być może są dla niego ważni (hmm, przez rok sie nie odzywali i jakoś sam nie próbował sie kontaktować). Może powiedz mu stanowczo, że na dzień dzisiejszy nie chcesz takiej osobistej konfrontacji, ponieważ źle to wpływa na Twój stan emocjonalny i takie spotkanie mogłoby być przykre dla obu stron. Jesli chcą cos Ci powiedzieć, to może niech napiszą list, który mozna w spokoju przeczytać i odpowiedzieć w wybranym przez siebie momencie, bez niepotrzebnego podnoszenia cisnienia, udawania itp

Buziaki! pociesza



Anonimowy użytkownik (offline)

Post #13

07-12-2017 - 16:08:01

 

Polecam Ci poczytać o rexavar

bartekoster (offline)

Post #14

08-12-2017 - 16:49:41

 

Czytając post Teresy odniosłam wrażenie...



noxitril

dziubas (offline)

Post #15

08-12-2017 - 16:52:29

Gdańsk 

no!!! wnerwiony zdemaskowałeś się chwaście!!! gafa





rak przewodowy, G1, wym. 0,8x0,6x0,9 cm, ER 95%, PgR 10%, Her2-neg, Ki67 1%, w wartowniku mikroprzerzut, pT1bN1(sn)Mx, operacja oszczędzająca z biopsja wartownika, radioterapia 25x, brachyterpia, hormonoterapia-tamoxiffen do 10lat



Zmieniany 1 raz(y). Ostatnia zmiana 08-12-2017 - 16:53:24 przez dziubas.
Przykro nam, ale tylko zarejestrowane osoby mogą pisać na tym forum.

Kliknij żeby zalogować

Użytkownicy online

Gości: 559
Największa liczba gości online: 5263 dnia 07-04-2018