Depresja w chorobie nowotworowej

Wysłane przez Al_la 

Al_la (offline)

Post #1

06-02-2016 - 10:05:30

k/Warszawy 

Warto przeczytać uśmiech

[nieborak.wordpress.com]





W najgorszych chwilach mego życia zawsze mogłem liczyć na przyjaciół.
Odtąd wiem, że pierwszą rzeczą, jaką należy zrobić, to poprosić o pomoc. Paulo Coelho




Przewodowy NST, G2, T3N0Mx, TNBC, 6 x FEC (3 przed operacją), yT2N0Mx

Krynia58 (offline)

Post #2

06-02-2016 - 20:29:06

Warszawa 

Dobrze się czyta....tylko o wiele trudniej wprowadzić w życie. Zresztą po co bezradny
Pójdę do psychiatry, znowu dostanę lek niewskazany przy tamosiu (wypisany w poradni psychoonkologii w CO ),
po którym poczuję się może lepiej, ale nie będę mogła płakać....po paru miesiącach pani doktor zasugeruje przerwanie terapii i apiać...
To już lepiej powoli, coraz niżej....jest czas przywyknąć







Rak piersi obustronny. Chth neoadiuwantowa 8 x AT. Mastektomia zmodyfikowana obustronna.
HP: Rak zrazikowy naciekający - str. prawa - pT3N1 (1/17), str. lewa - pT1cN0 (0/18). ER 100%, PGR 100%. HER 1+
Napromienianie obszaru kl. piersiowej i ww. chł.nad- i podobojczykowych po str. prawej. HTH - Tamoxifen

Czasem o byle cień człowiek ma żal do człowieka. A życie jak osioł ucieka.
K.I. Gałczyński

Jutta (offline)

Post #3

06-02-2016 - 23:22:27

między Łodzią a Warszawą 

O, ta ch.....a mnie nie dopadła. Jeszcze! Oby nigdy ! A może przy menopauzie capnąć ! Tfu, tfu, tfu !

maybesomeday (offline)

Post #4

13-03-2016 - 21:28:03

 

Większość z nas zna teorię, ale o wiele trudniej z praktyką. Część z nas doświadczyła chwilowej lub przewlekłej depresji podczas choroby. No i chyba w końcu dopadła i mnie. Co z tego, że uczęszczałam na spotkania grupy wsparcia oraz spotkania z psychoonkologiem. Tak naprawdę psychologowie znają właśnie tę teoretyczną stronę choroby, a to jak się czujemy potrafią zrozumieć TYLKO osoby, które przechodzą lub przeszły przez to samo. Takie przynajmniej jest moje zdanie. Wiele osób powtarza mi w kółko żebym przestała myśleć o najgorszym. I może to źle zabrzmi ale... Jak mam nie myśleć o najgorszym? Mam prawie 18 lat i raka piersi. Miałam plany i marzenia. Bardziej lub mniej odległe, ale miałam, a w chwili diagnozy wszystko zeszło na drugi plan. Żyję od wizyty u lekarza do wizyty bojąc się każdej następnej diagnozy, a każdy jeden ból wiążę z możliwymi przerzutami. Szkoda mi w tym wszystkim tylko moich bliskich, przyjaciół i rodziny na których tylko warczę mimo to że oni chcą mi pomóc. Już nie wiem co mam robić. Najchętniej cały czas siedziałabym w domu i płakała. A przecież mam szkołę, której nie mogę zaniedbać, za rok maturę oraz przyjaciół i rodzinę, których nie chcę odtrącać a nieświadomie coraz bardziej to robię. Podejrzewam, że część z was przechodziła przez coś podobnego, mam rację? Jak sobie z tym poradziłyście lub radzicie? Macie jakiekolwiek sposoby na skuteczne zajęcie się i odcięcie się od tych "złych myśli"? Pozdrawiam serdecznie i z góry dziękuję za KAŻDĄ odpowiedź serce

Betii (offline)

Post #5

13-03-2016 - 22:00:27

Tychy 

Wiem z własnego doświadczenia, że od tych złych myśli niestety nie da się odciąć, ciągle chodzą mi po głowie, ciągle człowiek myśli, ciągle płacze, przynajmniej jest tak w moim przypadku, tym bardziej, że obecnie czekam na operacje, diagnoza wznowa miejscowa w bliźnie ,zaczynam walke po raz drugi załamka
Postanowiłam, że się nie poddam i po raz kolejny będę walczyć z całych sił i zwalczyć gadzine, bo mam jeszcze dużo planów, marzeń, chciałabym jeszcze pobawić się na weselu jedynej córki, która ma obecnie 20 lat tak
Ty jesteś osobą jeszcze naprawdę młodą i walcz dzielna dziewczyno, masz całe życie przed sobą, nie poddawaj się. tak
W walce naprawdę dużo daje wsparcie bliskich, rodziny, znajomych, rozmowy, pozytywne myślenie i do przodu, dasz rade. pociesza



Życie jest piękne.Szczęśliwa i zadowolona z życia i oby tak było dalej.serceserce
Mam jedno maleńkie marzenieprosi i myśle,że za niedługo się spełni.tak
"Śpieszmy się kochać ludzi,tak szybko odchodzą" Ks.Jan Twardowski.

Moja Kochana Mamusia (*)(*)(*) 03.06.2017

Wandka (offline)

Post #6

13-03-2016 - 22:49:38

Warszawa 

Mogę Ci tyko krótko napisać: DASZ RADĘ i NIE MA INNEJ OPCJI!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!



annzaw (offline)

Post #7

21-03-2016 - 16:47:06

Tarnów 

Przeczekać...to mija zazwyczaj...

silvan66 (offline)

Post #8

04-09-2016 - 21:22:48

Karlino 

Trzy lata temu zaleczyłam (bo przecież nie da się wyleczyć) raka jajnika. O dziwo dosyć szybko doszłam do siebie i prawie przestałam o tym myśleć. Tylko przed badaniami kontrolnymi miałam stracha.
Niestety w lipcu zrobiłam mammografię, czego nie mogę odżałować. Będąc na wczasach na Rodos otrzymałam telefon, żebym się stawiła na dodatkowe badania, bo są zwapnienia w lewej piersi. BIRADS 0. Od tego momentu świat się zawalił. Była najpierw wizyta w poradni, zrobili USG, nic nie wykryli, ale stwierdzili, że lepiej zrobić biopsję, bo jednak te mikrozwapnienia są. Potem wyniki biopsji. Okazało sie, że niemiarodajne i najprawdopodobniej w niewłaściwym miejscu, bo w materiale nie było tych mikrozwapnień. Biopsja była gruboigłowa, a i tak źle zrobiona. Lekarz stwierdził, że najlepiej wyciąć zmianę i poddać badaniu histopatologicznemu. Od ponad miesiąca nie wiem, co to jest, ale raczej nie mam nadziei, że to nie rak. Pani radiolog stwierdziła, że to nie wygląda jak rak, ale skoro tak, to po co dalsze badania?
Po tym, co przeszłam z jajnikiem nie chcę leczyć tego raka, leczenie przeraża mnie sto razy bardziej, niż sama choroba i groźba śmierci.
Codziennie budzę się i żałuję, że się obudziłam, bo śniąc nie mam świadomości, że mam raka. Doszłam do wniosku, że skoro marzę o tym, żeby się nie obudzić, to najlepszym sposobem na to jest śmierć.
I tu pojawia się problem, moja rodzina chce, żebym zrobiła tę operację, a potem leczyła tego raka, którego w końcu kiedyś wykryją, a ja nic chcę. Tak bardzo pragnę nie żyć. Oni się na mnie złoszczą, nie potrafią tego zrozumieć.
Nie chcę ich postawić przed faktem dokonanym, a oni nie chcą pozwolić mi odjeść. Co robić?

magda2411 (offline)

Post #9

05-09-2016 - 12:45:21

Olsztyn 

Silvana, pytasz co robić. Ja nie widzę innego wyjścia, jak to, żeby się zacząć leczyć. Rak piersi i rak jajnika uchwycone w dobrym momencie można z powodzeniem leczyć, z intencją wyleczenia, a nie jak napisałaś zaleczenia. Sama jestem dobrym przykłądem, już 9,5 roku po raku piersi jestem zdrowa i szczęśliwa. Na początku był dramat, duże zaawansowanie choroby i myśli podobne do Twoich. Dziś, z perspektywy oceniam sytuację inaczej.

Zaufaj najblizszym i pomyśl o nich, jeśli nie o sobie. Jak im trudno pogodzić się z tym, że nie chcesz się zacząć leczyć. Może wesprzyj się lekami - tymi, które pomagają chorym zaakceptować rzeczywistość i podjąć walkę.

Trzymam za Ciebie kciuki!



ira (offline)

Post #10

05-09-2016 - 12:56:08

Pabianice 

silwana, piszesz, że po raku jajnika doszłaś do siebie. Teraz też tak może być, tylko chciej tego pociesza Zobacz, ile nas tu jest. Każda po przejściach. Ale warto się leczyć, jesteśmy chyba tego przykładem, żyjemy tyle lat "po".
Pisz tutaj, krzycz, złość się, ale walcz, kurczę, nie daj się złamać temu skur... serce



mgiełka (offline)

Post #11

05-09-2016 - 13:04:49

Radom 

Zastanawiam się, co napisać, a dokładniej - jak napisać?

Kiedy znalazłam w mojej piersi guzka, byłam w stanie depresji wywołanej ogólną sytuacją życiową. Zgłosiłam się co prawda na badanie USG (rodzina mobilizowała do tego), ale usłyszałam że to prawdopodobnie włókniak i to mi wystarczyło, już dałam sobie spokój z badaniami i nie chciałam nawet myśleć i pamiętać, że lekarz robiący mi to badanie nalegał bym ponowiła je w szpitalu. Ja na poważnie myślałam wtedy, że gdybym otrzymała diagnozę że to rak, to nie podjęłabym leczenia - w tamtej chwili wszystko mnie przerastało.
Minął rok. Ja w czasie tego roku leczyłam depresję. I już inaczej patrzyłam na świat. Poszłam na USG do szpitala, a potem grzecznie przeszłam leczenie raka piersi - to było trzynaście lat temu.
Depresja czasem powraca - wtedy łykam tabletki i nie pozwalam jej za bardzo mi się w życiu panoszyć.

Boimy się tego, co nieznane i do tego potrafimy ubierać owe nieznane w koszmarnie tragiczne szaty. A przecież wcale nie musi być aż tak i zazwyczaj aż tak nie jest.
Całym sercem Cię wspieram i podaję pomocną łapę - byś nie popełniła błędu, byś znalazła siły na diagnozę i odzyskała wiarę w sens i radość życia. Zawsze warto.

To narazie tyle dopowiedzenia do mojego pw. Jeszcze raz serdecznie Cię przytulam pociesza






Z amazonki.net od 2006 roku.

kesy (offline)

Post #12

05-09-2016 - 16:42:47

Starogard-Gdański  

Silvana to co dziewczyny napisały to szczere od serca słowa..każda z nas to odrębna historia..ale choroba której nie wolno się poddać.Ja jestem przykładem że mając trzy rodzaje raka..można sobie poradzić i nie poddać się.Moja walka trwa od 2003 roku..i dziś 2016 mogę powiedzieć że jest ok.Życie jest bezcenne żeby o nie nie walczyć..zwłaszcza jak ma się rodzinę która tego pragnie.
Proszę weź te nasze słowa pod uwagę..i walcz.Bardzo mocno będę trzymać kciuki za Ciebie.pocieszabuziak



piessercekot Oni też czują ból

doubleD (offline)

Post #13

05-09-2016 - 18:28:06

London 

Silvan, bardzo ci wspolczuje ale na razie stresujesz sie tym ze masz raka piersi i podejmujesz decyzje na tej podstawie mimo ze tak na prawde nie wiadomo co to za zmiana.
kazda zmiana ktora jest nawet w minimalnym stopniu podejrzana kwalifikuje sie do sprawdzenia zwlaszcza w przypadku kogos kto juz raz raka zaliczyl (nawet innego) i stad takie podejscie lekarzy.

nigdy nie namawialabym nikogo do leczenia ktorego nie chce nawet jesli sama zrobilabym inaczej ale w twoim przypadku to bardzo mozliwe bedzie tylko operacja ktora oszczedzi ci stresu jaki sobie fundujesz teraz. piszesz ze budzisz sie co rano z mysla ze masz raka, a co jesli tego raka tak na prawde nie masz i wyciecie zmiany po prostu przywroci ci spokoj ducha?

samo wyciecie zmiany to krotki zabieg wiec wrocisz do siebie szybko i nawet jesli okaze sie ze potrzebujesz dalszego leczenia zawsze mozesz wtedy majac juz cala dostepna informacje powiedziec: NIE.

silvan66 (offline)

Post #14

05-09-2016 - 18:47:36

Karlino 

Dziękuję za wszystkie odpowiedzi. Uważnie przeczytałam. Nie spodziewałam się takiego odzewu. Nie wiem, co zrobię, ale jestem wdzięczna.

Baba Jaga (offline)

Post #15

05-09-2016 - 21:36:28

Jagolandia 

pociesza walcz .. życzę powodzenia

Kasudynek (offline)

Post #16

15-05-2017 - 21:22:15

 

Co prawda sporo czasu minęło od ostatnich wpisów tutaj i nie wiem czy jeszcze któraś tu zagląda, ale z zaciekawieniem prześledziłam ten wątek. Też mam obawy co do przyszłości, przebiegu choroby ale chyba bardziej boję się depresji, bo jak się pojawi w życiu to nie tak łatwo się jej pozbyć/wyleczyć. Ze wsparcia udzielonego silvan66 widzę, że zdecydowanie przeważają tu głosy kobiet, które walczyły z chorobą kilka lat temu i z takiej perspektywy łatwiej spojrzeć i powiedzieć walcz, bo warto, bo tyle jeszcze dobrych rzeczy przed tobą, ale jak znaleźć siły w tracie walki, podczas leczenia, skąd czerpać takie siły i wiarę w przyszłość, żeby to co nieznane nie przywdziewało takich "koszmarnych szat"? Pomimo wsparcia bliskich jest mi trudno...

Al_la (offline)

Post #17

15-05-2017 - 21:28:50

k/Warszawy 

Cytuj
Kasudynek
Też mam obawy co do przyszłości, przebiegu choroby ale chyba bardziej boję się depresji, bo jak się pojawi w życiu to nie tak łatwo się jej pozbyć/wyleczyć.


Ja bym się bardziej bała właśnie przyszłości i przebiegu choroby, niż depresji. Depresja to choroba jak każda inna. Nawet jeśli nie można jej wyleczyć, to można brać leki i normalnie żyć. A jeśli leczenie raka nie powiedzie się to z tym "normalnym życiem" jest trudniej.





W najgorszych chwilach mego życia zawsze mogłem liczyć na przyjaciół.
Odtąd wiem, że pierwszą rzeczą, jaką należy zrobić, to poprosić o pomoc. Paulo Coelho




Przewodowy NST, G2, T3N0Mx, TNBC, 6 x FEC (3 przed operacją), yT2N0Mx

KarinaTa (offline)

Post #18

16-05-2017 - 11:18:36

 

Cytuj
Kasudynek
Co prawda sporo czasu minęło od ostatnich wpisów tutaj i nie wiem czy jeszcze któraś tu zagląda, ale z zaciekawieniem prześledziłam ten wątek. Też mam obawy co do przyszłości, przebiegu choroby ale chyba bardziej boję się depresji, bo jak się pojawi w życiu to nie tak łatwo się jej pozbyć/wyleczyć.

Kasudynek, nie bój się! Depresji nie trzeba się bać, jest jak każda inna choroba. Trochę trzeba odleżeć, leki dobrać i można dalej spokojnie funkcjonować pociesza
Jest wiele chorób, z którymi można normalnie żyć, a biorąc pod uwagę postęp medycyny - depresja jest jedną z nich. Najważniejsze to nie zamykać się na świat i innych ludzi. Jeżeli ciężko Ci rozmawiać z bliskimi o tym co Cię trapi, spróbuj z psychologiem. I zawsze możesz się wygadać tutaj buzki

Anonimowy użytkownik (offline)

Post #19

07-12-2017 - 16:08:25

 

Może użyj rexavar ? Co sądzisz ?

dziubas (offline)

Post #20

07-12-2017 - 16:30:47

Gdańsk 

... depresja, jak kazda inna choroba ...? myśli , no to moze ktoś się zamieni na inną, zwłaszcza, że nie mam klinicznej... kto chętny...? pyta
a użytkownika od reklamy rexavar należy natychmiast zbanować zgodnie z regulaminem forum! precz z chwastami! wnerwiony



Zmieniany 3 raz(y). Ostatnia zmiana 07-12-2017 - 16:34:41 przez dziubas.

ewellina2905 (offline)

Post #21

04-01-2019 - 13:33:21

lublin 

Witajcie Kochani, bezradny. Po kilku miesiącach od diagnozy i ja postanowiłam skorzystać z pomocy psychiatry. Do niedawna wydawało mi się, że jestem silna i wszystko dzielnie znoszę. Niestety psychicznie zaczynam się podłamywać. Niby wszystko idzie w dobrym kierunku , została mi ostatnia czerwona chemia ale w tej chwili to dla mnie żadne pocieszenie. Niby coś robię ale myślami jestem zupełnie gdzie indziej. Boli mnie moja psychika jak to można w ogóle tak nazwać. Mam nadzieje na wsparcie, przynajmniej to farmakologiczne.

renatar (offline)

Post #22

04-01-2019 - 13:41:25

sieradz 

Ewelino ja też się długo broniłam przed wizytą u psychiatry. Dopiero jakoś w piątym miesiącu brana chemii mąż mnie zaciągnął. Dostałąm wtedy mozarin bardzo mi pomógł. Teraz wspomagam się symfiksinem [pewnie pokręciłam nazwę], kiedy czuję doła albo mam stres z powodu badań.






T3NOMO/ER10 PR10procent\12 taksanów,3AC,lampek 25.Tamoksifen.Inwazyjny śluzowy.

ewellina2905 (offline)

Post #23

04-01-2019 - 13:58:14

lublin 

Dzięki renatar za odzew. Nawet nie wiesz jak to dla mnie ważne. Szczerze mówić nie mogę się już doczekać tej wizyty(mam we wtorek).

Pollik (offline)

Post #24

04-01-2019 - 16:27:42

Warszawa 

[amazonki.net]

Ewelina zajrzyj do tego wątku ... na pewno nie warto się męczyć, to osłabia dodatkowo.
Trzymaj się, pozdrawiam






Wyląduję, zrobię pierwszy krok i kolejny, i kolejny...
mastektomia prawostronna z węzłami wartowniczymi.
rak przewodowy naciekający hormonozależny G1, pT1c N0(sn). ER i PgR 100%. PS =5, IS=3, CS=8. HER2- . Ki 67 5%
Od 20 stycznia 2017 Tamoxifen

Tomasz. (offline)

Post #25

04-01-2019 - 16:53:44

Pruszków 

Doczytałem się, że u Eweliny guz był hormonozależny. W razie leczenia tamoxyfenem (za jakis czas- po chemioterapii) - należy raczej unikać bardzo popularnych leków z grupy SSRI (a je najczęsciej lekarze przepisują). Można poleciś wenlafaxynę (np. wspomniany Symfaksin), mianserynę, mirtazapinę, agomelatynę, trazodon. A w ostateczności IMAO lub rzadko stosowany u nas bupropion.



____________
Nie jestem lekarzem. Moje sugestie odnośnie leczenia należy zawsze skonsultować z lekarzem prowadzącym.



Zmieniany 1 raz(y). Ostatnia zmiana 04-01-2019 - 16:59:25 przez Tomasz..

ewellina2905 (offline)

Post #26

04-01-2019 - 20:30:21

lublin 

Dziękuję wszystkim za sugestie. Oczywiscie powiem, że czeka mnie hormonoterapia. Mam nadzieję, że trafię na dobrego fachowca. Bo narazie lekarzy mam super.

Vivien (offline)

Post #27

04-01-2019 - 21:17:07

 

Wie ktoś może dlaczego ”należy raczej unikać bardzo popularnych leków z grupy SSRI ”?
Pytam, bo mam problem. Biorę (z powodu boreliozy i reaktywnego zapalenia stawów po niej) LDN (Naltrexon w niskich dawkach). Ta terapia, w skrócie, wzmaga wydzielanie serotoniny. Bywa polecana również w chorobach nowotworowych, ale... Ja mam raka hormonozależnego, a z tego, co czytałam, ona ma też wpływ na gospodarkę hormonalną (działa "regulująco" ), kobiety wchodzące w menopauzę miewają po niej znów okres, więc się zastanawiam czy w tym konkretnym przypadku akurat nie zrobi mi kreciej roboty...
Ktoś coś wie na ten temat?



Zmieniany 1 raz(y). Ostatnia zmiana 04-01-2019 - 21:18:51 przez Vivien.

dziubas (offline)

Post #28

04-01-2019 - 21:59:22

Gdańsk 

Vivien! serce, nasz ekspert dr Górnaś napisała w tych dniach, że leki z grupy SSRI zaburzaja działanie Tamoksyfenu. Czy Ty używasz tamosia?

Tomasz. (offline)

Post #29

04-01-2019 - 22:35:07

Pruszków 

Cytuj
Vivien
Wie ktoś może dlaczego ”należy raczej unikać bardzo popularnych leków z grupy SSRI ”?
Pytam, bo mam problem. Biorę (z powodu boreliozy i reaktywnego zapalenia stawów po niej) LDN (Naltrexon w niskich dawkach). Ta terapia, w skrócie, wzmaga wydzielanie serotoniny. Bywa polecana również w chorobach nowotworowych, ale... Ja mam raka hormonozależnego, a z tego, co czytałam, ona ma też wpływ na gospodarkę hormonalną (działa "regulująco" ), kobiety wchodzące w menopauzę miewają po niej znów okres, więc się zastanawiam czy w tym konkretnym przypadku akurat nie zrobi mi kreciej roboty...
Ktoś coś wie na ten temat?
Są badania, że u niektóych osób (nie u wszystkich) może dojść do spadku efektu terapeutycznego tamoxyfenu po SSRI. Badania każdej osoby odnośnie tej interakcji nie są możliwe w szerokiej populacji. Z tego względu- nie zaleca się łączenia SSRI z tamoxyfenem- na wszelki wypadek. Co ciekawe- lek SNRI (taki który hamuje wychwyt zwrotny i serotoniny i noradrenaliny- szeroko stosowana wenlafaxyna) takich interakcji nie powoduje (lub ich nie zauważono- mimo, iż zwiekszenie serotoniny w synapsie jest). Ja nie znam głębiej tematu - czy to bloki enzymatyczne, czy wpływy na receptory, neuroprzekaźniki, cytochromy, MAO- nie wiem.
W każdym razie SSRI nie wpływają na bezpośrednią wielkość serotoniny globalnie w ustroju., Zwiększają ją tylko w szczelinie synaptycznej- co odpowiada za czułość receptora i wiąże się z działaniem p.depresyjnym. .



____________
Nie jestem lekarzem. Moje sugestie odnośnie leczenia należy zawsze skonsultować z lekarzem prowadzącym.



Zmieniany 1 raz(y). Ostatnia zmiana 04-01-2019 - 22:36:47 przez Tomasz..

Vivien (offline)

Post #30

04-01-2019 - 22:47:07

 

Hmm... Chyba muszę się więcej dowiedzieć na ten temat.
Zresztą... I tak nie bardzo mam wyjście. Jak na razie, to jedyne, co mi pomaga. Bez tego nie funkcjonuję... Chyba wolę żyć krocej, ale bez tego koszmarnego bólu. przewraca_oczy
Dzięki za odpowiedź.
Przykro nam, ale tylko zarejestrowane osoby mogą pisać na tym forum.

Kliknij żeby zalogować

Użytkownicy online

Gości: 855
Największa liczba użytkowników online: 77 dnia 11-10-2011
Największa liczba gości online: 5263 dnia 07-04-2018