Kiedy nadchodzi kres. Jak rozmawiać z pacjentem o tym co nieuchronne?

Wysłane przez Al_la 

Al_la (offline)

Post #1

26-04-2011 - 11:22:21

k/Warszawy 

* Ryszard Rotaub/Rynek Zdrowia
* 22-04-2011 06:30


- Lęk przed śmiercią jest jak mgła złożona z wielu cząsteczek, które lekarz musi rozpoznać - mówi prof. Krystyna de Walden-Gałuszko, psychiatra, prezes Polskiego Towarzystwa Psychoonkologicznego, były konsultant krajowy w dziedzinie medycyny paliatywnej.

– Ile rozmów na temat śmierci Pani przeprowadziła?


– Gdzieś około tysiąca, nie prowadziłam statystyki. Ale nie dotyczyły wyłącznie śmierci. Nie da się wyodrębnić określonych wątków. Myślę w ogóle o rozmowach z ciężko chorymi na temat ich stanu zdrowia. W pewnym sensie rozmową o śmierci jest też przekazanie choremu wiadomości, że skończyła się część leczenia przedłużająca życie, że rokowanie jest złe.

– Jak rozmawiać z ciężko chorym, o którym wiadomo, że niebawem umrze?

– Trzeba poznać zasady komunikacji dotyczącej trudnych tematów i trzeba mieć minimum dojrzałości psychicznej. Człowiek, który sam histerycznie boi się śmierci nie będzie umiał przeprowadzić takiej rozmowy. Będzie zarażał swoim lękiem chorego.

Ja wiem, to trudne. Ale nie ma rady: to należy do obowiązków lekarza i pielęgniarki – niezależnie od ich konstrukcji psychicznej. Muszą opanować emocje i nerwy, kiedy trzeba pacjentowi pomóc. Szczególnie od psychoonkologów wymaga się pewnych predyspozycji psychicznych niespotykanych w innych zawodach.

– Łatwo radzić: opanować emocje…

– Emocji nie da się zupełnie wyeliminować. W miarę możności nie należy ich ujawniać. Dlatego, że w rozmowie ważny jest chory, a nie stany emocjonalne rozmówcy. To, że ja się czegoś boję, że coś sprawia mi przykrość, w momencie rozmowy nie liczy się. Istotne jest rozpoznanie i zrozumienie tego, co dla pacjenta jest najważniejsze, czego on oczekuje. Trzeba wiedzieć, co wie o swoim stanie zdrowia i na ile chce go poznać. Zasadą jest, żeby nie zaskakiwać. Bo może być tak, że w ogóle się tego nie spodziewa, a my wyskakujemy z dramatyczną informacją, czym mu tylko zaszkodzimy.

W prawach pacjentach wprowadzono pojęcie przywileju terapeutycznego. Oznacza, że jeśli lekarz uzna, że w danej chwili powiedzenie pacjentowi o złym rokowaniu pogorszy jego stan, to powinien odstąpić od rozmowy.

Inna sytuacja, gdy pacjent sam rozpoczyna rozmowę o śmierci. Ale i wtedy nie wolno powiedzieć, że zostały mu na przykład dwa miesiące życia.

– Dlaczego nie wolno? Przecież w tym czasie może uporządkować doczesne sprawy.

– Dlatego, że nigdy tej daty nie znamy. I bardzo dobrze... Byłoby wielką arogancją ze strony lekarza, gdyby ogłosił wyrok. Lekarz może się tylko domyślać, przewidywać, przypuszczać… Śmierć jest wciąż wielką tajemnicą.

Jeśli jednak chory chce znać prawdopodobny czas odejścia i wyraźnie o to pyta, trzeba wówczas – podkreślając własną niepewność – powiedzieć, że „wydaje się, że będzie to w granicach miesięcy, a nie lat lub tygodni, a nie miesięcy” – w zależności od stanu chorego.

Gdy chory sam podejmuje temat śmierci – ale odpowiedzialnie, a nie po to, żebyśmy zaprzeczyli, bo się boi – trzeba koniecznie go podjąć. Nie uciekać od niego, bo ucieczka oznacza pozostawienie człowieka z problemem, z którym sobie nie poradzi. Będzie się bał. Trzeba zastanowić się, czego się boi. Ja często mówię studentom, że lęk to taka mgła. Składa się z bardzo wielu cząsteczek. Wystarczy rozbić lęk na konkretne cząsteczki, to znaczy ustalić, czy on się boi o rodzinę, czy boi się umierania, czy tego, co jest po drugiej stronie, czy zamknięcia w grobie. Trzeba o to zapytać i próbować zracjonalizować lęki. Unikniemy wtedy banalnego pocieszania, że trzeba myśleć pozytywnie, że nie trzeba się zamartwiać.

– Po takim pocieszaniu można się tylko rozpłakać.

– Co do płaczu, to generalnie przynosi ulgę, łagodzi smutek. Jest jednak uznawany za objaw słabości. A tu właśnie trzeba pozwolić się wygadać, wypłakać. Oczywiście, nie wszyscy tego potrzebują. Mamy różną wrażliwość emocjonalną.

Są pacjenci, którzy nie chcą, żeby ich obejmować, trzymać za rękę, pocieszać. Są lekarze, pielęgniarki, którzy nie są wylewni. Jest im trudno się przełamać i okazać empatię. Lepiej niech się na nią nie silą. Powinni być naturalni, a jeśli nie potrafią, to i tak nie są zwolnieni z ludzkich odruchów i powiedzenia pacjentowi, że wyobrażają sobie jak mu ciężko w tej chwili. Na takie słowa każdy powinien się zdobyć, nawet jeśli nie czuje się najlepiej w bliskim kontakcie z drugim człowiekiem.

Można się nauczyć okazywania empatii, dzielenia się własnymi przemyśleniami o śmierci. Bo nie wierzę, żeby lekarz czy pielęgniarka, którzy stykają się ze śmiercią, nie mieli do niej osobistego stosunku. Jakieś przemyślenia muszą mieć, mimo że współczesna cywilizacja spycha śmierć na zupełny margines.

– Jak pogodzić prawo pacjenta do pełnej informacji o stanie zdrowia z empatią i z wrażliwością na drugiego człowieka, o której Pani mówi?

– Punktem wyjścia jest mądre powiedzenie jednego z Anglików: pacjent ma prawo do prawdy, ale nie ma obowiązku znać prawdy. Chodzi o to, że sam pacjent musi zdecydować, ile chce wiedzieć i kiedy chce się dowiedzieć. Jeśli chce uzyskać informację, ma do niej pełne prawo.

Ale mamy też pacjentów, którzy wolą odroczyć przekaz. Mówią sobie: ja wiem, że będę zdrowy, czuję się coraz lepiej… Człowiek zmobilizowany, walczący z chorobą jest mniej zainteresowany rozmową o tym, co nieuchronne. Nie można mu przecież powiedzieć, że jego walka jest skazana na niepowodzenie. Bo nadzieja jest czymś, co towarzyszy nam do końca. Nie spotkałam jeszcze człowieka, który zapytałby mnie, czy jego walka z chorobą ma sens.

Często oczekiwanie pełnego wyzdrowienia bywa nierealne. Czy ma to jednak oznaczać utratę nadziei? Nie. Zawsze możemy stawiać sobie bliższe cele, na przykład osiągnięcie tymczasowej poprawy, kolejnego stopnia aktywności, usunięcie jakiegoś objawu. Jest mnóstwo możliwości, trzeba je dostrzec.

– Kto powinien porozmawiać z nieuleczalnie chorym: lekarz prowadzący, ordynator, kapelan, psycholog?

– Generalnie uważa się – i zdrowy rozsądek też to podpowiada – że najlepiej, jak takie poważne rozmowy prowadzi lekarz, który zna pacjenta. Ale życie pokazuje, że nie zawsze tak może być. Czasem trudną prawdę musi ujawnić lekarz, do którego pacjent po prostu przyszedł z wynikami badań onkologicznych. Jednakże nawet lekarz, który pierwszy raz styka się z pacjentem, musi dorosnąć do roli przyjaciela.

– Gdzie się tego wszystkiego nauczyć?

– W uczelniach medycznych, które mają przedmiot medycyna paliatywna, na szóstym roku uczy się przekazywania informacji i komunikacji z pacjentem. Poza tym dla lekarzy różnych specjalizacji organizowane są kursy z zakresu komunikacji i pomocy psychologicznej. W ramach Polskiego Towarzystwa Psychoonkologicznego powołaliśmy krajową szkołę psychoonkologii. Organizujemy kursy dla chorych onkologicznie, ich bliskich i dla personelu medycznego na temat pomocy psychologicznej i komunikacji.

Choroba nowotworowa jest w pewnym sensie modelowa dla wielu innych chorób zagrażających życiu. To, jak człowiek reaguje w chorobie nowotworowej, można odnieść do sposobów reagowania w innych chorobach.

– Dziękuję za rozmowę.

[www.rynekzdrowia.pl]





W najgorszych chwilach mego życia zawsze mogłem liczyć na przyjaciół.
Odtąd wiem, że pierwszą rzeczą, jaką należy zrobić, to poprosić o pomoc. Paulo Coelho




Przewodowy NST, G2, T3N0Mx, TNBC, 6 x FEC (3 przed operacją), yT2N0Mx



Zmieniany 1 raz(y). Ostatnia zmiana 26-04-2011 - 11:24:09 przez Al_la.

Ella (offline)

Post #2

29-04-2011 - 20:11:29

Gorzów Wlkp. 

Dziękuję, Alu. Dziękuję Pani Doktor. Teraz dopiero złapałam czas, aby doczytać.
Święte słowa. Co zdanie, to celniejsze.
Potwierdziły moje przemyślenia na ten temat. Mam i osobiste doświadczenie towarzyszenia w odchodzeniu.
Niełatwe to, ale nie unikniemy zmierzenia się z Większą Siostrą. Cóż, jesteśmy śmiertelni...

agawa (offline)

Post #3

04-05-2011 - 13:01:18

okolice 

Artykuł przeczytałam wcześniej, ale dopiero teraz zbieram się po popisania, pomyślenia.
Bardzo mądra i ciepła Pani Profesor. Mam nadzieję, że lekarze chcą się uczyć, ale też osobiście rozwijać, aby potrafić w tek mądry sposób rozmawieć z chorymi osobami.
Często podczas takich kontaktów bardziej lekarz pozostaje skoncentrowany na ochronie samego siebie przed trudnymi emocjami, przed myślami o własnej śmiertelności, że pozostaje mało miejsca na emocje pacjenta, na jego lęk.
Dlatego tak wazny wydaje się rozwój własny lekarza, jego własne, osobiste zmierzenie się ze swoją śmiertelnością...
I tak jak znam psychologów, psychoterapeutów, psychoonkologów, którzy taką trudną pracę mają w swoim doświadczeniu, tak z lekarzami bywa bardzo różnie. Zazwyczaj bezrefleksyjnie wchodzą w rolę wszystkowiedzącego omnipotentnego Lekarza, którego nic nie dotyka, który mało co czuje. A chory pozostaje niezrozumiany w swoich lękach. I często samotny...
Dobrze, że takie osoby, jak Pani Profesor są. Dobrze, ze są organizowane szkolenia dla lekarzy.
Niech coś się zmienia.
Może w końcu i w tym zakresie dołączymy do standardów krajów rozwiniętych...

Tola (offline)

Post #4

04-05-2011 - 16:00:10

Chojnice 

Personel medyczny musi się wiele nauczyć i tu jest zgoda. Przez lata pracy z pacjentami, również w stanie terminalnym wiem jak my ludzie-pacjenci,rodziny boimy się i unikamy tego tematu. Często rodziny nie chcą o tym rozmawiać tak jakby ich to nie dotyczyło. Na zasadzie nie ma tematu nie ma problemu. Słowo śmierć wywołuje panikę u większość,a wystarczy dopuścić do świadomość fakt,że jest to nieuniknione.
Musimy dojrzeć do takich rozmów.



Zawsze się cieszę.bo cieszę się,że żyję!!!

Polcia (offline)

Post #5

04-05-2011 - 16:34:08

 

Gdyby maleńkie dziecko w łonie matki, potrafiłoby myśleć logicznie, to bałoby się narodzin. Bałoby się nie znanego świata, poza łonem matki. Opuszczenie, jedynego , znanego mu świata w łonie matki byłoby czymś w rodzaju śmierci. Dziecko nie wie, że oto po narodzeniu trafi w ramiona kochających rodziców. Myślę, że tak samo jest ze śmiercią. Boimy się, bo nie wiemy, nie znamy, nie mamy wiary, bo nam żal tego co znamy. Ale śmierć może być narodzeniem do innego życia, lepszego. Taką nadzieję mają chrześcijanie, co na prawdę wierzą. Niestety wszyscy umrzemy, wcześniej czy później, nikt z nas ludzi nie ma władzy nad śmiercią. Każdy z nas sam będzie musiał stanąć oko w oko z tym co nieuniknione czy to się komuś podoba czy nie. Ja tam mam cholernego pietra przed śmiercią i dlatego trzymam się kurczowo życia i powtarzam sobie, Panie , jeszcze zdążysz się mną nacieszyć w niebie az będziesz miał dość mojego marudzenia, dlatego teraz jeszcze mnie nie zapraszaj na swoje apartamenty.



Dano Ci życie, które jest tylko opowieścią. Ale to już Twoja sprawa, jak Ty ją opowiesz .................

Marek Hłasko "Sowa, córka piekarza"

Tola (offline)

Post #6

04-05-2011 - 17:24:45

Chojnice 

I super, prawie nikt nie chce umierać(napisałam prawie bo spotkałam takich,którzy modlili się o śmierć),ale Ty przynajmniej nie boisz się o tym mówić. Właśnie o to chodzi ,nauczyć się rozmawiać o śmierci na długo przed umieraniem.



Zawsze się cieszę.bo cieszę się,że żyję!!!

lulu (offline)

Post #7

04-05-2011 - 18:52:10

k/Kwidzyna 

Byłam przy śmierci Babci, jak oddała ostatni oddech. Umęczona chorobą, ostatnie dni na bardzo nocnej morfinie, wiec zero kontaktu. I moje wielkie zdziwienie, jak w jednej sekundzie wygładziła się, wypogodniała jej twarz ... wyraz prawie szczęścia. Moja mama nie cierpiała wcale, stało się to prawie nagle ... raptem wszystkiego, łącznie z reanimacją w karetce i szpitalu, jedna godzina. Wyglądała jakby spała sobie.
To doświadczenie w jakimś stopniu zahartowało mnie, inaczej patrzę na te ostateczne sprawy. Czy się boję ... teraz nie potrafię odpowiedzieć ... może dla tego, że takie myśli nie krążą mi po głowie.
Po diagnozie naszło mnie takie myślenie, że nie mam przed sobą odległej przyszłości, ale było tyle spraw, które starałam się uporządkować, że cały czas sobie powtarzałam ... teraz nie może się to zacząć, bo jeszcze to, i to , i to mam do wyprostowania, ja muszę to zrobić, bo nikt mnie w tym nie wyręczy. Zdałam się na to co będzie, to co zależy ode mnie, to tym mogę kierować, mogę nad tym panować ... a reszta w rękach opatrzności ... a z nią nie podyskutujesz ... trzeba się podporządkować ... aby sobie zaraz na początku tyłów nie narobić. chichot



Na Forum od 07 lutego 2008
Nigdy nie jedz do syta. Jedna trzecia żołądka dla pokarmu, jedna trzecia dla napoju, jedna trzecia dla ducha.
je

Polcia (offline)

Post #8

04-05-2011 - 18:59:17

 

Tolu ja też gadać nie umiem, boję się okrutnie, mam pietra, że hej ale próbuję oswoić to co każdego z nas czeka.
Myślę sobie, że kiedyś to były rodziny wielopokoleniowe, dziadkowie mieszkali z dziećmi, wnukami, przyszła śmierć, była rodzina obok, znajomi,przeszedł ksiądz, bardzo często trumna była w domu w pokoju obok. A teraz ludzie umierają w samotności, w hospicjach, szpitalach, po cichu, żeby nikt nie widział , nie słyszał, żeby nie urazić żyjących, nie stresować tych co żyją wiec ludzie umierają cichaczem , najczęściej na szpitalnym łóżku, jakby to wstyd był. Śmierć nie pasuje do współczesnego życia, tak jak choroba. Teraz wypada być pięknym , młodym ,bogatym , człowiekiem sukcesu, wysportowanym co jeździ się super bryką i wpada na lunch na super modnych knajp a wakacje się spędza na wyspach bananowych. Wszyscy myślą, że będą żyć wiecznie , że są nieśmiertelni a śmierć dopada kogoś innego, dlatego lepiej odwrócić głowę , przejść obok obojętnie, bo nie daj Boże , dopadną jakieś przemyślenia.
Współczesny świat wmówił ludziom, że trzeba być człowiekiem sukcesu a w sukces ani choroba ani umieranie nie jest wpisane i dlatego nikt o tym nie potrafi mówić, myśleć. A śmierć dopadnie każdego z nas, tylko Jezus jest Panem nad śmiercią.
Jezus zwyciężył śmierć. Dopóki żyjemy cieszmy się życiem ale po każdego z nas przyjdzie kostucha i wyklepie nam tyłki. Taka jest smutna prawda, czy nam się to podoba czy tez nie. Mnie się nie podoba, że ludzie umierają ale co ja znaczę i moje zdanie w tym temacie. Nic. Jedyna nadzieja człowieka w Bogu, ze z chwilą śmierci jest jak z narodzeniem dziecka, trafimy w kochające ramiona Boga , do nowego lepszego życia, którego teraz nie znamy .




Dano Ci życie, które jest tylko opowieścią. Ale to już Twoja sprawa, jak Ty ją opowiesz .................

Marek Hłasko "Sowa, córka piekarza"

ira (offline)

Post #9

04-05-2011 - 19:22:09

Pabianice 

Polciu, jakże pięknie napisałaś. Właśnie tego nieznanego tak się obawiamy, bo nie wiemy, jak "tam" jest. A według naszej religii, śmierc jest właśnie narodzeniem do życia wiecznego...



andzia73 (offline)

Post #10

04-05-2011 - 19:54:15

Gdańsk 

Polciu pięknie to napisałaś...Spłakałam się i tylepłacze...Taka jest niestety rzeczywistość..Ludzie nie przyjmują do siebie że nie jesteśmy nieśmiertelni...Nasze życie tu na ziemi jest jak w matki łonie, tylko my tego łona świadomie się trzymamy...a gdy uświadamiamy sobie, ze może przyjść ten czas to wpadamy w panikę...Tylko na nasze szczęście nie znamy dnia ani godziny...My w naszej chorobie żyjemy jakby dany dzień miał by być tym ostatnim..A ilu ludzi pomyśli o śmierci gdy jest piękny,bogaty,zdrowy????NIKT niestety..Ja do tej pory nigdy o tym nie myślałam,a teraz...Już wiele razy zastanawiałam się czy doczekam wnuków...Ale jak przyjdzie ten czas to mam nadzieje ,że będzie tam ten nasz obiecany Ojciec który mnie przytuli i weźmie w ramiona...Idę poryczeć w kąt to akurat pasuje dziś do mojego nastrojupłacze




Magda (offline)

Post #11

04-05-2011 - 22:27:59

Jastrzębie Zdrój 

kochane jakie to wielkie szczęście,że klucz do śmierci ma Bóg....bo bogaci by się wykupili...cała prawda że rodząc się mamy przypisaną śmierć...ale każdy wie ,że dla nas stąpających po ziemi nigdy nie jest odpowiednia pora bo ciągle coś tam mamy do zrobienia...na tym kończę moje filozofowanie



tesa (offline)

Post #12

04-05-2011 - 22:53:50

 

Pięknie napisane o śmierci. Ja też się śmierci boję. Ale jeszcze bardziej niż śmierci samej w sobie, to boję się tego, że nie będę mogła być przy dorastaniu moich dzieci. Nie tyle lęk przed nieznanym (śmierć), co żal lat, które mogą zostać nieprzeżyte.



<a href="[amazonki.net] src="[amazonki.net]; alt="tesa" /></a>

akzseinga74 (offline)

Post #13

04-05-2011 - 23:36:14

 

Ja boję się bólu, który może towarzyszyć jeszcze długo przed śmiercią i tego, że całkowicie będę zdana na innych. I ciągle myślę - jak poradzi sobie mój mąż i syn, gdy mnie zabraknie. I tak jak tesa - że nie będę przy dorastaniu syna i nie doczekam wnuków - a miałam przecież świętować trzy okazje jednego dnia. Naprawdę trzeba mieć ogromną wiarę, żeby nie bać się śmierci

Tola (offline)

Post #14

05-05-2011 - 13:20:58

Chojnice 

Ja też nie chcę jeszcze odchodzić,,ale częsty kontakt ze śmiercią sprawił,że mam na nią inne spojrzenie. Nie znaczy to ,że stałam się obojętna ,wręcz przeciwnie śmierć bliskich,mojej serdecznej przyjaciółki a także moich pacjentów bardzo przeżywałam. I chociaż przychodziło mi to z trudem akceptowałam to.
Piszecie pięknie i wzruszająco i to jest potrzebne. Potrzebne jest też wypowiedzenie swoich obaw i lęków bo kto ich nie ma.Z bliskimi trudniej o tym rozmawiać.
Po stwierdzeniu u mnie raka to ja pcieszałam moją rodzinę,byli przerażeni(siostra zmarła w trzecim roku po mastektomii),musiałam być silna i to mi dobrze zrobiło.



Zawsze się cieszę.bo cieszę się,że żyję!!!

Magda (offline)

Post #15

05-05-2011 - 18:45:12

Jastrzębie Zdrój 

Kochane dzisiaj byłam na pogrzebie mojego kolegi miał zaledwie 38 lat osierocił 3 dzieci,był bardzo dobrym człowiekiem ,zginął tragicznie w Tatrach spadł z góry.Miał to być dla nich wypad rodzinny,mieli się odstresować...Pan Bóg miał wobec niego inne plany,powołał go do wieczności...ksiądz powiedział, że został wezwany do Boga tak wcześnie ponieważ osiągnął dojrzałość na spotkanie się z nim ,był wyjątkowym człowiekiem...pełen kościół ludzi...cisza...po skończonej mszy puścili dla niego w kościele płytę Dżem Rysiek mu zaśpiewał .Andrzej był jego fanem ....



Perła (offline)

Post #16

06-05-2011 - 15:40:48

Łódź 

Dla mnie śmierć jest końcem. Końcem wszystkiego. Tym bardziej ciężko mi to ogarnąć...



www.perla.nets.pl

Perełka (offline)

Post #17

06-05-2011 - 17:31:36

 

Przeczytałam co napisała polcia i wzruszyłam się do łez.
Polciu pięknie to napisałaś. Lepiej chyba tego nie można ująć. We wszystkim przyznaję ci rację.
Nie ma ludzi nieśmiertelnych, ale mówienie o śmierci jest nadal tematem tabu, a przecież ona czeka każdego z nas.
W moim mieście często słyszy się od starszych ludzi powiedzenie, że "jest to jednana rzecz przed którą nikt nie ucieknie czy to będzie biedny czy żebrak, czy mądry czy głupi, bo kto się urodził umrzeć musi".
Boimy się śmierci, nie wiem czy jest ktoś, kto się tego nie boi. Jeśli tak, to dla mnie jest bohaterem. Ja się boję pomimo, że jako katoliczka wierzę w życie po śmierci. Wierze, że pewnego dnia kiedy skończy się moja ziemska wędrówka na spotkanie wyjdzie mi ten, który dal mi życie i wprowadzi mnie do krainy wiecznego szczęścia, miłości, radości i sprawiedliwości.
Czemu się boje? Bo choć wiem jak będzie wyglądało moje życie "po", to jako zwykły, szary człowiek boję się cierpienia. Póki co nie umiem oddzielić w swojej wyobraźni szczęśliwej duszy biegnącej na powitanie Pana od cierpiącego ciała. Boje się bólu, nie umiem też wyobrazić sobie rozłąki z tymi, których tak bardzo kocham. Tak zwyczajnie, po ludzku.



mag_dag (offline)

Post #18

10-05-2011 - 14:40:09

Sosnowiec 

ja sądzę, że tu mamy do czynienie z dwoma sprawami

jedna to jest to, co my sądzimy o swojej śmierci, boimy się czy nie, bardziej bólu czy bardziej samego momentu odejścia - bo jest wielką niewiadomą
pewnie w momencie zachorowania myślimy o swojej śmierci częściej i dobrze by było, gdybyśmy potrafili sobie te myśli poukładać

łatwiej, tak sądzę, jest tym, którzy wierzą w życie wieczne - wtedy można się nawet mocno wzruszyć czytając słowa o niezmierzonym szczęściu po drugiej stronie

ale jest jeszcze jedna strona tego umierania - bo ja sobie mogę wytłumaczyć wiele, ale jak wytłumaczyć tym, którzy zostają w bólu? - i nie chodzi mi tu o dorosłych

myślę, że gdyby opowiedzieć historię o ponownych narodzinach w cudownym świecie dziecku, którego rodzic umiera, a śmierć taka na pewno łamie serce i zostawia skazę na całe życie, to można zaryzykować stwierdzenie, że dziecko każe nam sobie tę bajkę wsadzić gdzieś!
bo może wierzyć w Boga, ale nie zrozumie dlaczego zostało samo

ja w moich rozmyślaniach o śmierci bardziej zawsze skupiałam się na tych, których zostawiam niż na sobie - i to zawsze mnie łamało psychicznie

myślę, że o tym pisała między innymi tesa i agnieszka_wspak










Gdyby mi coś przyszło do głowy, niech zaczeka. (Dominik Opolski)

-----><-----


----------------------------------------------------------

żaba (offline)

Post #19

10-05-2011 - 15:24:47

 

mag dag pięknie to napisałaś!
wiesz, zaczęłam się zastanawiać czy Pan Bóg wie co robi?
bo- jak -co?! szatan silniejszy?za dużo cierpienia na tym świecie,nie wierzę,że Bóg taki świat(stworzył) wymyślił!?
Wszyscy co znają historię nie tylko Polski ale i świata a także Biblie,to wiedzą,że nie TAK miało wszystko wyglądać!!
Coraz bardziej się utwierdzam,że liczy się tylko kasa!!Cóż po niej jak zdrowia nie ma!!?

Perła (offline)

Post #20

10-05-2011 - 19:33:17

Łódź 

Mnie , osobie "daleko od kościoła", bardzo dziwne wydaje się założenie, że Bóg to miał stworzyć dobry, piękny świat...W przyrodzie jest tyle samo jasnego, co ciemnego...mokrego i suchego,zimnego i gorącego...a dobro i zło (kategorie moralne,wymyślone przez człowieka)...tego w kosmosie nie ma. Nie ma więc, tak oczekiwanej sprawiedliwości..ewolucja, walka genów (gdzie wygrywają najsilniejsze)...takie są realia. Mojego światopoglądu rzecz jasna, bo dla wielu, wielu innych raj istnieje. Właściwie zazdroszczę...ja nie daję sobie żadnej nadziei, niczego się "nie łapię". Umieram i koniec. Dlatego chcę żyć! TUTAJ żyć!



www.perla.nets.pl

Perełka (offline)

Post #21

11-05-2011 - 16:48:47

 

Właśnie Perło!
Bez względu na poglądy,wyznanie czy pochodzenie, każdy z nas chce żyć i kurczowo się tego życia trzyma.
Trzymamy się tego co znamy, kochamy , a boimy się tego nieznanego.
Nie boi się tylko ten, kogo śmierć dosięgnie nagle. Jedna chwila, moment i wszystko się kończy.
Świadome umieranie jest o wiele gorsze. Katolik wie, jak jest "po" z przekazów.
Czy jest mu łatwiej? Tak naprawdę życie po życiu to wciąż jedna wielka zagadka.



Psotunia (offline)

Post #22

11-05-2011 - 17:34:21

 

Byłam przy śmierci mojego Taty.
Cierpiał na rozległy nowotwór żołądka.
Po operacji żył 10 miesięcy. Nie było realnej, ludzkiej
szansy na ratunek.
Kiedyś zastałam Go schowanego pod stołem.
Nie wiedziałam co się dzieje i zaniepokojona pytałam:
- tato, co się stało?
- chowam się, żeby nie bolało... smutny
Dzięki pomocy personelu z hospicjum udało się nam przygotować
do ostatecznej chwili.
Bolało, było trudno, smutno i źle.
Nauczyłam się dawać zastrzyki, obsługiwać kroplówkę, dozować leki.
Byłam wyczulona na każdy Jego oddech, westchnienie,
czy coraz słabsze zawołanie, gdy potrzebował pomocy...
Śmierć przyniosła ukojenie.
Najtrudniejszym uczuciem podczas tego czasu była bezsilność.
Całkowita niemoc i tak trudne do opanowania łzy.
Wierzę, że śmierć jest bramą - przejściem do nowego,
lepszego życia.
Boimy się tego, co nieznane. Boimy się zmiany, szczególnie wtedy,
gdy trzeba podążać w niepewnym, niezrozumiałym, nowym kierunku.
Pozostaje mi tylko przytoczyć słowa Pieśni Słonecznej autorstwa
świętego Franciszka z Asyżu:
"Pochwalony bądź Panie przez naszą siostrę śmierć cielesną,
której żaden żywy człowiek uniknąć nie zdoła"...
Nie boję się śmierci. Natomiast bardzo martwię się o Tych,
których kocham, o Tych, którzy kochają mnie.
Chciałabym oszczędzić Im bólu, goryczy rozstania,
braku niewypowiedzianych słów...




Zmieniany 1 raz(y). Ostatnia zmiana 11-05-2011 - 17:36:09 przez Psotunia.

Następna (offline)

Post #23

11-05-2011 - 18:10:18

Krosno 

wykasowałam wpis, przepraszam...



"...od jutra będzie nam się wiodło coraz to lepiej i lepiej..." pies



Zmieniany 1 raz(y). Ostatnia zmiana 11-05-2011 - 18:24:58 przez Następna.

vabena (offline)

Post #24

05-06-2011 - 12:48:39

 

Śmierć napełnia człowieka strachem i rozpaczą. Wiadomo przecież, że jest to jedyna rzecz, której nikt nie uniknie. A to, co jest po drugiej stronie życia, otoczone jest aureolą tajemniczości. Bywa jednak, że Świat Duchowy odsłania nam rąbek tej niewiadomej.
Przykładem może być przepiękna (moim zdaniem) książka Elżbiety Kanickiej „Dla Miłości Stworzeni”. Książka ta powstała z inspiracji Przewodników Duchowych.

Oto cytaty z tej lektury:

„ Śmierć przejściem łagodnym, z jednego w życie drugie. I nic strasznego, ni ponurego w niej nie ma. Wolność jeno z cielesnej powłoki, która ruchy Waszej prawdziwej natury ogranicza i ból przynosi, gdyście chorzy. Bo gdy przejdziesz już na stronę drugą, wyzwolenie i wolność całkowita. Jak ptak wznieść się możesz, lecz skrzydła potrzebne nie są. I świat z innej perspektywy oglądać. I cuda, których za życia nie zdołałeś obejrzeć, teraz w zasięgu Twoim są. I kolory przecudne i świat inny niż znasz, subtelniejszy, piękniejszy i wartość inną mający. I spokojny już jesteś, bo bólu tu, ni strachu nie ma. Miłość jedynie i poczucie bezpieczeństwa. I przynależność do Boga – Ojca swego, który i matką, i Ojcem Ci jest. I czas masz, by odpocząć po drodze trudnej i nad efektami pracy na Ziemi, zastanowić się.”

„ Śmierć nic dla Was znaczyć nie powinna. Przejściem jest tylko do życia w wymiarze innym. Bać jej się nie trzeba, bo jakiż to strach dalej drogą iść. Jaką drogą? Drogą wzrastania. Nic ze świadomości nie tracąc, w inną strukturę przeobrażasz się. Nie zmieniasz swej istoty. Bo to, co przejść ma na stronę drugą, cały czas z Tobą jest. Ty tym jesteś. Jesteś światłem opromienionym miłością Boga. I światło to, posiadające świadomość pełną, jako
i Ty teraz, po prostu idzie drogą inną, w materię innego rodzaju. Że niewidzialną dla większości ludzi, to prawda, lecz nie dla wszystkich. Ci, którzy widzą ciało energetyczne, światło zobaczą, delikatną poświatę. I czują obecność energii, która ciało opuściła. A ciało? Wydaje się Wam, że to, co zostaje na Ziemi z Wami, to ta istota, którą kochaliście. Owszem, w ciele tym ukochana istota przebywała, lecz teraz ona duchową postacią jest.
A ciało może pamiątką ziemską po istocie tej, po jej ziemskim życiu, lecz nie identyfikujcie się z tą postacią. Bo czyż ciało to, na jedno życie przyobleczone, tak ogromną wartość stanowi? Dusza owszem, nic bez ciała zdziałać by nie mogła, lecz nie ono wzrastać ma, a dusza właśnie. Ona panem i władcą ciała tego. I ona, gdy czas przychodzi porzuca ciało, często udręczone chorobą, by w świat światła iść. Czy tęskni ona za ciałem? Nie, bo znaczenia większego ono nie posiada. I dbać o nie trzeba za życia, by jak najbardziej sprawne było. Lecz to wszystko. Pojazd to tylko dla duszy, to wszystko.”

Z tego wynika, że większy problem mają ci, co opłakują zmarłych, niż sami zmarli. A informacje tego typu, pozwalają zaznać chociaż namiastki ukojenia w trudnych chwilach związanych ze śmiercią.

vabena (offline)

Post #25

08-06-2011 - 19:22:50

 

Na stronie [www.japomagam.com] jest filmik przedstawiający niezwykły przekaz pośmiertny Libero Berozzi.
Co o tym sądzicie?

lulu (offline)

Post #26

08-06-2011 - 23:41:13

k/Kwidzyna 

"Nieznany Świat 1/2001
Powrót pożegnanego - przed pięciu laty w Nieznanym Świecie zamieściliśmy wywiad z włoskim ezoterykiem Libero Berozzi - wydawcą mediolańskiego czasopisma ezoteryczno-parapsychologicznego Nowe Wschody i Zachody Słońca. Wkrótce potem nasz, liczący wówczas 80 lat rozmówca, porzucił swoją cielesną powłokę, by po kilku miesiącach odezwać się ponownie już z tamtej strony. Jakkolwiek brzmiałoby to fantastycznie, wiele zdaje się wskazywać, że odbierane za pomocą pisma automatycznego przekazy od Berozziego pochodzą rzeczywiście od niego. Libero opowiada w nich m.in. o swoich doświadczeniach ze stanu śmierci klinicznej, okolicznościach przejścia w inny wymiar i obecnym życiu. Przekazów takich było już kilkanaście i są one niezwykle poruszające, a hasło Nowe Wschody i Zachody Słońca nabiera w tym kontekście szczególnie pięknego i symbolicznego znaczenia."

Nie jest problemem napisać taki przekaz zgodnie ze stylem jakim posługiwał się Libero Berozzi ... nie takie rzeczy podrabiano.
Dla mnie jest jeden pewnik, gdyby były możliwe takie powroty, kontakty, to nikt i nic nie powstrzymałoby matek, aby mogły być choć przez chwile z dziećmi, które musiały zostawić.
Dla mnie to takie abrakadabra dla ........



Na Forum od 07 lutego 2008
Nigdy nie jedz do syta. Jedna trzecia żołądka dla pokarmu, jedna trzecia dla napoju, jedna trzecia dla ducha.
je

vabena (offline)

Post #27

17-09-2011 - 20:34:18

 

Do poczytania dla wszystkich

[www.nautilus.org.pl]
[www.eioba.pl]

i dla niektórych zainteresowanych

[www.nautilus.org.pl]
[www.nautilus.org.pl]
[nautilus.org.pl]

joasia (offline)

Post #28

10-08-2013 - 13:48:32

 

Kto ma decydować o losie ciężko chorego?
Kiedy kończy się terapia, a zaczyna uporczywość terapeutyczna?
Wspaniały wywiad z księdzem chorym na raka, polecam!
[ Tygodnik Powszechny ]



Nadzieja przychodzi do człowieka wraz z drugim człowiekiem. /Dante Alighieri/





Zmieniany 5 raz(y). Ostatnia zmiana 10-08-2013 - 13:54:43 przez joasia.

joasia (offline)

Post #29

10-08-2013 - 14:06:18

 

Nie zdązyłam dodać cytatu z tego artykułu..
Myślę, że to jedno z ważniejszych w nim zdań:

"Smutne wieści trzeba przekazywać z miłością. A wcześniej dbać o relacje – rozmawiać o trudnych sprawach, przytulać się. To zabezpiecza na przyszłość. Z czułością i z sumieniem jest jak z mięśniami, które ćwiczymy na małych rzeczach na trudne czasy. "



Nadzieja przychodzi do człowieka wraz z drugim człowiekiem. /Dante Alighieri/

Al_la (offline)

Post #30

26-08-2014 - 10:33:32

k/Warszawy 

[www.termedia.pl]





W najgorszych chwilach mego życia zawsze mogłem liczyć na przyjaciół.
Odtąd wiem, że pierwszą rzeczą, jaką należy zrobić, to poprosić o pomoc. Paulo Coelho




Przewodowy NST, G2, T3N0Mx, TNBC, 6 x FEC (3 przed operacją), yT2N0Mx
Przykro nam, ale tylko zarejestrowane osoby mogą pisać na tym forum.

Kliknij żeby zalogować

Użytkownicy online

Gości: 396
Największa liczba użytkowników online: 77 dnia 11-10-2011
Największa liczba gości online: 5263 dnia 07-04-2018