Jak zareagowałaś(-eś) na diagnozę - rak piersi

Wysłane przez Amazonki.net 

magda2411 (offline)

Post #1

19-08-2013 - 11:12:03

Olsztyn 

Patrycjo, lekarz (ginekolog) mnie leczył na polaktacyjne zapalenie piersi, dwoma antybiotykami. Nie działały. U onkologa na palec i z wyniku usg - polaktacyjne zapalenie piersi... wyprosiłam biopsję i też był szok...
wszystko działo się 6 lat temu, mój synek miał niecałe dwa latka...dziś jest dobrze, czego i Tobie życzę...buzki




patrycja23 (offline)

Post #2

19-08-2013 - 11:19:17

Poznań 

No wlasnie tak od roku mnie leczyli na zapalenie piersi. Wiec jak mi onkolog powiedzial ze to moze byc rak to nawet sie nie przejalam bo przeciez kazdy lekarz ( nawet 2 roznych chirurgow) wczesniej mowili ze to zgrubienie to od zapalenia i potrzeba czasu zeby to sie wchlonelo. Mam teraz to swoje zapalenie smiling smiley wiem,ze bedzie dobrze. Moj maluch ma 17 miesiecy. Mam dla kogo walczyc.



Ważny komunikat w sprawie użytkowniczki Patrycja23. [amazonki.net] Kliknij aby przeczytać

wojowniczka (offline)

Post #3

17-01-2014 - 08:07:53

 

Cytuj
ewela
Ja jak usłyszałam diadnoze pierwszy raz to jak ktos by mi w łeb szczelił,za drugim razem zas juz bardziej spokojnie a za trzecim to juz zupełny luzik nawet niwiedziałam że mam tyle siły w sobie ale to zycie tego nas uczy......

pogratulować takiego dobrego podejścia

Kassja (offline)

Post #4

26-01-2014 - 21:20:06

Kraków 

Moja reakcja na tą "nowinę" była jedna
niedowierzanie... co ten gruby lekarz do mnie mówi ...?? o jakiej radykalnej operacji ?? --- nic do mnie nie docierało... nawet spoglądałam na biurko czy oby na pewno to moje wyniki ma facet przed sobą.
a potem .... mimo że w owym czasie nie byłam zbyt praktykująca ... pierwsze kroki po wyjściu ze szpitala skierowałam do kościoła ... z Garncarskiej .... dosnułam się jakoś przez rynek do kościoła Dominikanów... wiadomo.. jak trwoga to do Boga.
Potem jakoś znalazłam w sobie siłę na przekazanie tej nowiny moim bliskim.



Dzielić się radością to dwa razy tyle radości, dzielić się smutkiem to połowa smutku

Idka82 (offline)

Post #5

16-12-2014 - 00:30:27

okolice Warszawy 

Ja dowiedziałam się na konsulium, na ktore zgarnął mnie mój lekarz wprost ze swojego gabinetu, nie przekazując mi nawet przed wyjściem tej informacji. Aż tu nagle dochodzą do mnie rozmowy zebranych lekarzy czy mastektomia czy oszczędzająca. Ja na łóżku polgola siedzę, zupełnie niewidoczna, jakby mnie nie było i wpadam w taką delirkę, ze nie mogę opanować nawet kawalka ciala od drżenia. Pod powiekami zbiera mi się małe bajorko, którego też juz nie umiem powstrzymać i cicho zaczynam przepraszać jak mała dziewczynka, powtarzajac w kółko idiotycznie, ze mam roczną córeczkę. Mam nadzieję, ze kiedyś zapomnę te chwile...





Mój świat na blogu
amammazonka.blogspot.com

kinia52 (offline)

Post #6

12-02-2015 - 21:59:32

 

Ja byłam przerażona, mój synek miał 2 latka..bałam się bardzo że nie dam rady go wychować. Wszystko mi się zawaliło..musiałam zrezygnować z pracy..byliśmy tylko na utrzymaniu męża...był taki etap że się załamałam..i tu muszę podziękować mojej psycholog dzięki niej odzyskałam chęć do walki...25 minie rok..na razie czysto..ale i tak się boję...inaczej patrze na świat, życie moją rodzinę..bo wiem że mogłam ja stracić...


edit:usunięto link reklamowy



Zmieniany 1 raz(y). Ostatnia zmiana 13-02-2015 - 10:46:40 przez myszka.

zojdan (offline)

Post #7

06-02-2016 - 15:18:46

Katowice 

Moje odczucia sa jeszcze tak swieze....az dziwie sie ze minol tylko tydzien,Przyjmowal akurat obcokrajowiec,ciemna karnacja....troche kaleczyl jezyktongue sticking out smiley
Ujol w dlonie wyniki,brakowalo tylko oznaczenia receptorow,Spojzal na mnie, kladac jedna kartke przede mna mowi " prawa nie musisz sie przejmowac...tam tylko lagodne zmiany a w lewej maś nowotwora.Maś wyznaciony termin do szpitala? " Nie mialam,wiec wpisal date do swojego zeszytu.Potwierdzil tylko to co przeczuwalam.On dalej cos tam mowil a ja z usmiechem na twarzy wchodze w slowo co chwila i dopytuje sie jak glupia co z moim zwolnieniem lekarskim ,bo konczy sie za 3 dni.Najwazniejsza kwestia w tym momencie dla mnie bylo zwolnienieniedowiarek Ze rak ...mozg cos tam zarejestrowal.Miesieczna niepewnosc ,badania ktore mialy wykluczyc badz potwierdzic juz za mna i nareszcie oddech ze koniec z niepewnoscia.Owszem poplakalam sobie za kolkiem gdy wracalam do domu,nie jestem twardzielka na sile tongue sticking out smiley



Kass (offline)

Post #8

06-02-2016 - 17:07:12

 

Zosiu pocieszabuziak





marzusia (offline)

Post #9

10-02-2016 - 00:33:11

Cieszyn 

fajny ten murzynek jest,przynajmniej mozna z nim pogadać i pożartować bo z naszym chirurgiem to Zosiu trudno nawet 2 zdania zamienić







Zmieniany 1 raz(y). Ostatnia zmiana 10-02-2016 - 00:33:42 przez marzusia.

lulu (offline)

Post #10

10-02-2016 - 05:12:19

k/Kwidzyna 

To nie chodzi o to by być twardzielką. Najważniejsze aby po tej krótkiej "mokrej" chwili, stanąć do walki. Przyjmijmy, że to było oliwienie trybów.pociesza



Na Forum od 07 lutego 2008

2007 amputacja prawej piersi, 5 lat na Tamoksyfenie, Egistrozolu, Mamostrolu
2015 amputacja lewej piersi, 4xAC, rok Herceptyna
Nigdy nie jedz do syta. Jedna trzecia żołądka dla pokarmu, jedna trzecia dla napoju, jedna trzecia dla ducha.
je



Zmieniany 1 raz(y). Ostatnia zmiana 10-02-2016 - 05:13:13 przez lulu.

smilag (offline)

Post #11

26-02-2016 - 22:07:30

 

A ja sama odebrałam wyniki biopsji przepisałam sobie do zeszytu zrobiłam zdjęcie bo nie chcieli mi dać i wróciłam do domu samochodem. zaczęło coś do mnie docierać w windzie i jak weszłam do domu i mąż zapytał jak tam? a moje małe dzieci przybiegły się przywitać to łzy mi poleciały. jak poszły spać wypiłam butelkę wina i było mi lepiejwinking smiley
teraz nie płaczę pierdolę płakanie biorę się za leczenie



Zapraszam na bloga
wznowarakowa

Jutta (offline)

Post #12

27-02-2016 - 00:05:25

między Łodzią a Warszawą 

Smilag, i tak trzymaj.
Rok z małym haczykiem upłynął, jak odebrałam wynik.

Byłam w pracy. Wpadła do mnie koleżanka i powiedziała, że mam jechać po wynik biopsji. Oczywiscie wiedziała o wszystkim. Domyslałam się, że jest źle skoro zadzwonili do niej. Wsiadłam. Pojechałam. Odbieram wynik, patrzę,a tam 2 słowa: cellulae carcinomatosa. Nie rozumiem znaczenia, więc się pytam, co to znaczy, a ta kobieta nie patrząc mi w oczy, mówi cicho: rak. Wróciłam. Koleżanka umówiła mnie z onkologiem, a ja wróciłam do swojej roboty. W domu w słowniku łacińsko-polskim sprawdzałam jeszcze znaczenie.
Tak, naprawdę rozwaliła mnie wizyta u lekarza, jak się dowiedziałam, że nie da rady tego usunąć od razu i że to jest 3 stadium. Byłam zupełnie zielona. W swojej naiwnosci wierzyłam, że wytną sk......a i będzie po krzyku. A tu nic z tego. Nie można? Ale jak to? Ale ja chcę. Nie, w tym stadium najpierw chemioterapia. Oczywiscie nie tylko chemia, ale i mastektomia, i wycinanie węzłów, i być może radioterapia. Kiedy wyszłam z gabinetu, miałam wrażenie, że zamiast nóg mam dwa kołki. Miałam kozaki na obcasach i bałam się, że wyrżnę o terakotę. Na korytarzu zorientowałam się, że nie zapłaciłam za wizytę, więc jeszcze wróciłam do gabinetu. Dzięki Bogu do lekarza zawiozła mnie siostra, bo sama bym tych 30 paru km nie przejechała.

A potem dzień przeryczany. Ale jak to? To już? Przecież dzieci! Kto się nimi zajmie? Babcia i dziadek? Oni powinni rozpieszczać wnuki, a nie je wychowywać. Któras z moich sióstr? Która? Co ja mam zrobić? Pisać testament?! A później zaraz chwila! Przecież nie ja jedna i nie ostatnia taką diagnozę usłyszała i wyszły z tego. To i ja mogę. No, takiego wała jak się dam. A nawet jesli, to jeszcze trochę tu pobędę i w razie czego będę próbowała poukładać te klocki.

A teraz mam z górki. Jak na razie jest bardzo dobrze i niech tak pozostanie AMEN. Zostało mi jeszcze 7 podań herceptyny. I chemię, i operację, i radio, a także półmetek przyjmowania herci mam za sobą.rotfl
ZOjDAN i SMILAG trzymam thumbs up

Wandka (offline)

Post #13

27-02-2016 - 01:36:31

Warszawa 

Smilag,

oj,oj taka diagnozę jak ja usłyszałam to rzadko, która dziewczyna na forum. Poczytaj na moim profilu. Musiało upłynąć dwie-trzy godziny aby do mnie dotarło co muszę zrobić. Autentycznie, walnęłam pięścią w stół i powiedziałam "Zaczynamy nierówną walkę" tzn. "albo ja ciebie odwłoku czerwony albo ty mnie". Jeszcze tego samego dnia wyrabiałam kartę zieloną a potem.......................żyję i mam się super. Rozumiesz???? Chemię zniosłam super tzn. ani razu mdłości, ani razu wymiotów. Radioterapię też powiedziałam, że zniosę super i tak było. Zapomniałam o operacji, operacja to epizod w życiu kobiety.



smilag (offline)

Post #14

14-03-2016 - 00:52:45

 

WANDKA,
POCZYTAŁAM i licytować się nie będę. mamy kilka punktów wspólnych, z tym, że ja jestem trójujemna. poza tym ki 67 70%.
drugie załamanie przeżyłam po wynikach histopatologii u nadzwyczaj empatycznego chirurga "nie mam dobrych wieści Pani wyniki są złe, a rokowania jeszcze gorsze" winking smiley że też oni nie przechodzą jakichś szkoleń co do kontaktu z pacjentem. no to sobie wieczór przeryczałam a potem się wkurzyłam,że dałam sobie tak łatwo podciąć skrzydła i ruszyłam napowrót do boju



Zapraszam na bloga
wznowarakowa

Wandka (offline)

Post #15

14-03-2016 - 01:14:55

Warszawa 

Smilag nie przejmuj się tymi wynikami, w raku trójujemnym chemia nie do końca tak działa jak w HER2+++ ale to jeszcze nie koniec świata. Myślę, że nasi Panowie (Kuba i Tomasz ) napiszą Ci, że tak bywa w z tym raczkiem jaki Ty masz. Będzie dalsza terapia i da pozytywne efekty. Walcz dziewczyno, nie poddawaj się. Powiedz sobie "dam radę i koniec". Lekarz ten, który tak powiedział to "konował". Więcej go nie słuchaj albo rzuć mu w twarz niech zmieni zawód bo na onkologa się nie nadaje. Ktoś musi mu to powiedzieć lub wykrzyczeć a my mamy do tego prawo bo walczymy o własne ŻYCIE!!!!!!!!!!!!!!!!!!!



Miciumpka (offline)

Post #16

14-03-2016 - 08:17:14

Augustów 

Ja do tej pory żadnego lekarza nie zapytałam o rokowania. BO NIE

Ja idę przez tą chorobę z nastawieniem - jeszcze miesiąc, dwa i koniec z leczeniem ciała a potem tylko ducha wyleczyć i postarać się upchnąć to wszystko w jak najgłębszy kąt świadomości i w ogóle o tym nie myśleć.

Ja mam podobnie jak Wandzia. No może czerwona mną trochę sponiewierała, ale trudno.
Teraz radio - i mam nadzieję, że będą to całkiem przyjemne tygodnie na wczasach w Białymstoku, z weekendami w domu. Będę za chłopakami tęsknić, ale mam sporo znajomych w Białym, odnowię, umocnię przyjaźnie, bo czasu będzie mnóstwo.

żaden lekarz nie powinien wydawać wyroku.
Moja Onkolog na pierwszej wizycie przedstawiła mi swoją pacjentkę: Zobaczy Pani, ta kobieta 10 lat temu chorowała i miała podobnie jak Pani albo i gorzej. A i leków takich nie było - i wyszła i ma się dobrze. Z Panią też tak będzie. I moim zdaniem to jest prawidłowe podejście lekarza.
A że myślenie się zmienia samo z siebie, priorytety się zmieniają, wartości itd. to chyba nieuchronne. Ale trzeba żyć pełną piersią a nie zastanawiać się nad rokowaniami.

Buziaki



smilag (offline)

Post #17

14-03-2016 - 14:09:32

 

Miciumpka
no i bardzo dobrze powiem Ci bo statystyki są dla lekarzy którzy chcą sobie profesurę napisać smiling smiley (to od innego onkologa, który o rokowaniach w ogóle nie chciał ze mną gadać) a my jesteśmy odrębne jednostki każda ze swoją chorobą którą trzeba zniszczyć i jak to ładnie napisałaś "upchnąć to wszystko w jak najgłębszy kąt świadomości" a teraz skupić się na leczeniu.
W Augustowie byłam, przyjaciół w Białymstoku też mam - to a propos punktów wspólnych smiling smiley
pozdrawiam

a tak na marginesie
Wandka trochę racji masz z tymi lekarzami chociaż trochę jako klienci-petenci jesteśmy na straconej pozycji (w sensie duża liczba pacjentów a lekarz jeden i to my przeważnie czegoś od niego chcemy). mi na przykład przed pierwszą chemią lekarz dał wypis i recepty na korytarzu i kazał czekać (na chemię w sensie). wszystkie moje pytania gdzieś odpłynęły bo nie pomyślałam że to już, potem gdzieś się zmył.
i jak sobie o tym pomyślę no to przepraszam bardzo ale te 5 min. w gabinecie mógłby poświęcić zwłaszcza przed pierwszą chemią gdzie człowiek jest tak znerwicowany że nie wie co się dzieje. uważam to za uwłaczające i chyba mu to powiem na kolejnej "korytarzowej" wizyciewinking smiley



Zapraszam na bloga
wznowarakowa

zojdan (offline)

Post #18

14-03-2016 - 14:31:59

Katowice 

Smilag no ja trafilam przed pierwsza chemia na super chemika,nie musialam zadawac zadnych pytan,sam dokladnie mi wszystko wytlumaczyl.Przygotowywal na to co moze,acz nie musi,ze mna sie dziac.Uspokajal mnie z lagodnym usmiechem na twarzy.pozniej biegal jeszcze w poszukiwaniu ordynator aby wypis podpisala.Podal nr tel czynny przez cala dobe przez dyzurujacego chemika.Poczulam sie bezpieczniesmiling smiley



Betii (offline)

Post #19

14-03-2016 - 23:25:56

Tychy 

Moja diagnoza 9, 5 roku temu, była dla mnie szokiem, miałam wówczas 33 lata, 10-letnią córkę i po prostu świat mi się zawalił w jednej chwili, miałam plany, marzenie, które nie zostały zrealizowane ze względu na moją chorobę. płacze
Były chwile zwątpienia, widziałam się już w trumnie, był płacz i pytanie, dlaczego to właśnie mnie spotkało i to w tak młodym wieku. smutny
Po usłyszeniu diagnozy z gabinetu wybiegłam z płaczem, został tylko mój mąż i wysłuchał lekarza do końca, a miałam jechać na zmianę opatrunku, bo 3 dni wcześnie wycieli mi sam guzek. smutny
Luty 2016 i znowu powtórka tego o czym starałam się już nie myśleć, wznowa w miejscu blizny i po raz kolejny świat mi się zawalił i zaś pytania bez odpowiedzi, czemu znowu to mnie spotkało???? płacze
Wizyty u lekarzy od drzwi do drzwi, badania, strach czy nie ma gdzieś przerzutów i co będzie dalej.
Są chwile zwątpienia, czy tym razem dam rade pokonać gadzinę po raz drugi, czy wyzdrowieje,czy mam na to szanse, czy nie umrę, a przecież tak bardzo chcę żyć, w końcu nie jestem jeszcze taka stara, mam wiele planów, jeden z nich już nie doczeka się niestety spełnienia, a to było moje jedyne i największe marzenie.
Jest płacz, żal do Boga, strach, stres przed samą operacją, czy wszystko się uda i czy wszystko będzie dobrze, obawy czy pokonam go po raz kolejny. załamka



Życie jest piękne.Szczęśliwa i zadowolona z życia i oby tak było dalej.serceserce
Mam jedno maleńkie marzenieprosi i myśle,że za niedługo się spełni.tak
"Śpieszmy się kochać ludzi,tak szybko odchodzą" Ks.Jan Twardowski.

Moja Kochana Mamusia (*)(*)(*) 03.06.2017

smilag (offline)

Post #20

14-03-2016 - 23:46:38

 

Betii,
spójrz w lustro i kto ma dać radę jak nie my. Ja obecnie też mam 33 lata i dwójkę małych dzieci - 3 lata i 1,5 roku.
( na szczęście nie wiem jakim cudem udało się przed tym całym badziewiemsmiling smiley

raz go pokonałaś to i drugi raz też się uda, chwila zwątpienia i brniemy dalej w to gówno , córka dwudziestoletnia tak samo Cię potrzebuje, więc głowa do góry i do przodu!!!



Zapraszam na bloga
wznowarakowa

magenta (offline)

Post #21

17-03-2016 - 19:54:01

Warszawa 

To i ja dorzuce kilka słowek...

Diagnoza w ciąży! Na szczescie 9-ty miesiac. Szybko cc i dalsze leczenie czyli operacja potem chemia teraz hormony. Synek ma w tej chwili 18-cie mies smiling smiley
Czasami jeździ ze mna na spotkania Amazonek winking smiley Jest moim szcześciem ale i zadumą, bo sa momenty kiedy patrzę na niego i myślę o tym co przeszlam i zamiast cieszyc sie malym dzieciatkiem ja musialam biegac po szpitalach...




Życie jest małą ściemniarą,
francą, wróblicą, cwaniarą.
Plącze nam nogi i mówi idź!

maybesomeday (offline)

Post #22

17-03-2016 - 22:08:22

 

Nie chce mi się wierzyć w to, że minął już rok od otrzymania diagnozy. Jak zareagowałam? Najzwyczajniej w świecie nie uwierzyłam. Potraktowałam to jak głupi żart. To było dla mnie nierealne, nie do pojęcia w moim wieku. Nie dopuszczałam do siebie słów lekarza, miałam wrażenie, że to sen i zaraz się obudzę. Do samego powrotu do domu się nie odezwałam, nie pociekła mi ani jedna łza. Dopiero w momencie kiedy mówiłam o tym przyjaciółce dotarło do mnie, że to prawda, że to się dzieje i wtedy zaczęłam płakać. Nie lubię wracać do tamtego dnia choć pamiętam go doskonale. Stało się, a ja nie jestem w stanie cofnąć czasu. Teraz trzeba walczyć.

motylek123 (offline)

Post #23

17-03-2016 - 22:40:53

 

Dokładnie rozumiem co piszesz. Ja diagnozę usłyszałam 25 czerwca 2015 roku. Każdego dnia rano kiedy otwieram oczy jestem zawiedziona że to nie był sen nocy poprzedniej.
Zastanawiam się czy można nad tym przejść do porządku dziennego po czasie? Jaki to musi upłynąć czas?



Zmieniany 1 raz(y). Ostatnia zmiana 17-03-2016 - 22:41:28 przez motylek123.

monika76 (offline)

Post #24

18-03-2016 - 06:48:47

wólka cycowska 

Ja też doskonale rozumiem to co piszesz,ja o chorobie dowiedziałam się w grudniu 2014r.a pamiętam jakby to było wczoraj.Strach ,niepewność i setki zadawanych sobie pytań :jak to będzie dalej,czy przeżyje,jak powiedzieć o tym dorastającym synom,czy mąż będzie ze mną i będzie wspierał.Na szczęście wszystko czego bałam się najbardziej mam za sobą.Mąż i dzieci były ze mną i wspierali mnie w trudnych chwilach.Już mam najgorsze za sobą teraz najważniejsze żeby choroba nie wróciłam.Biorę tamoksifen i zoladex i co trzy miesiące chodzę na badania i do kontroli.Cieszę się z życia i korzystam jak umie najlepiej a rodzina jest ze mną.

jola68 (offline)

Post #25

18-03-2016 - 08:14:38

Dębostrów 

Witajcie! Ja swoją diagnozę usłyszałam 23 lipca 2015r. Naciekający rak przewodowy piersi lewej. Pierwsza moja reakcja była taka, że to pomyłka, że to nie mój wynik, że to nieprawda. Ale to była niestety najprawdziwsza prawda. W jednej chwili zawalił się cały świat, nigdy wcześniej się tak nie bałam. Jednak pomimo szoku i strachu wiedziałam jedno, że muszę żyć. I rozpoczęłam leczenie, najpierw chemia, potem mastektomia, teraz radioterapia. Niełatwo mi było pogodzić się z tym wszystkim, szczególnie z utratą piersi, ale mówię sobie tak, lepiej, że to pierś, a nie noga czy ręka. Pozdrawiam wszystkich. Jola.



maybesomeday (offline)

Post #26

18-03-2016 - 14:30:58

 

Mam wrażenie, że nigdy nie zapomni się uczucia, które towarzyszyło diagnozie. To zawsze będzie z tyłu głowy tak samo jak strach o nawrót choroby. Z drugiej strony wydaje mi się, że dzięki lub przez chorobę zaczynamy doceniać to co mamy przez świadomość, że mogłyśmy to stracić.
W środę, równo rok po diagnozie dowiedziałam się, że mam przerzuty z powrotem do piersi, w której to wszystko się zaczęło. Lekarze postanowili, że najlepszym wyjściem będzie obustronna mastektomia i to też mnie czeka. I wszystko zaczęło się od nowa, i znów czułam się jak rok temu. Usłyszałam jednak od mojej przyjaciółki bardzo mądre słowa, które w pewnym sensie dały mi chęć do walki z tym, za przeproszeniem, cholerstwem. "Piersi stracisz tylko na jakiś czas, a życia nie stracisz na chwilę". I jest to święta prawda. I mimo to, że nic w tej chorobie nie jest łatwe to jeśli się poddamy to już nigdy nie będziemy miały o co walczyć. Warto przejść przez to wszystko, na końcu tej drogi będziemy zdrowymi ludźmi.

smilag (offline)

Post #27

21-03-2016 - 09:06:18

 

Magenta moja córka też ma teraz 18 mcysmiling smiley



Zapraszam na bloga
wznowarakowa

123 (offline)

Post #28

19-04-2016 - 09:23:06

Wrocław 

Cytuj
smilag
teraz nie płaczę pierdolę płakanie biorę się za leczenie

Te słowa potraktuję jako swoje motto jeśli pozwolisz? winking smiley

smilag (offline)

Post #29

27-04-2016 - 15:57:21

 

A proszę bardzo, nie ma to jak sobie poklnąćrotfl

Maybesomeday gratuluję podejścia, życie jest najważniejsze
Chociaż pewnie trudniej by mi było pozbyć się piersi w 18 lat.
Jak wyjścia nie ma to nie ma co rozpaczać. Poza tym za kilkanaście lat jak koleżankom obwisną Ty nadal będziesz miała jędrneduży uśmiech
Nadmienię jeszcze że jak się Ciebie czyta to nie wydaje mi się kompletnie że jesteś taka młoda, bo jakaś taka dorosłość jest w Twoivh wypowiedziach...



Zapraszam na bloga
wznowarakowa

maybesomeday (offline)

Post #30

27-04-2016 - 20:13:03

 

Smilag, nikt nigdy nie powiedział mi, że będzie łatwo i też na to się nie nastawiałam. Każdy chyba mi mówi, że przynajmniej już zawsze będę miała ładne i jędrne piersi, co prawda to prawda duży uśmiech I bardzo mi miło, nie sądziłam, że ktokolwiek tak odbiera moje wypowiedzi eye popping smiley serce
Przykro nam, ale tylko zarejestrowane osoby mogą pisać na tym forum.

Kliknij żeby zalogować

Użytkownicy online

Gości: 732
Największa liczba użytkowników online: 77 dnia 11-10-2011
Największa liczba gości online: 5263 dnia 07-04-2018