Złe wieści na USG

Wysłane przez Karolina2703 

Karolina2703 (offline)

Post #1

18-12-2020 - 17:22:02

 

Dzień dobry,

byłam dzisiaj na USG - trzy dni wyczułam przesuwający się guzek. Każda taka zmiana mnie przeraża, bo na raka piersi zmarła siostra mojej mamy i mama mojej mamy, czyli moja babcia. Robiłam kiedyś testy genetyczne, ale tylko połowiczne - wyszło, że nie jestem obciążana.

Na USG poszłam z pozytywnym nastawieniem. W trakcie badania lekarz znalazł guzek, a potem uspokoił mnie, że to węzeł chłonny. Kiedy jednak włączył przepływy, guzek zaświecił na pomarańczowo jak mandarynka. Lekarz powiedział, że to węzeł wartowniczy i zaczął szukać tego "właściwego" - znalazł niedaleko, bardzo głęboko osadzony w tkance, 7mm x 4mm.

Lekarz powiedział, że muszę zrobić biopsję dla pewności, że nie może mi niczego powiedzieć, ale że wygląda to źle. Przeczytałam, czym jest ten węzeł. Od kilku godzin trzęsę się jak galareta, wymiotowałam i mam wrażenie, że zaraz po prostu oszaleję, że to tylko jest jakiś koszmarny sen. Powiedzcie mi proszę, czy jest JAKAKOLWIEK szansa, że podczas biopsji węzła i guzka położonego obok wyjdzie, że to NIE jest nowotwór złośliwy? Czy w zasadzie śmiało można uznać, że jednak szans nie ma? Jakie w ogóle mam szanse na przeżycie, jakie rokowania, jeśli węzły są zajęte?

Jestem przerażona do szpiku kości. Mam dwoje małych dzieci. Proszę, niech ktoś do mnie napisze.

ira (offline)

Post #2

18-12-2020 - 19:15:43

Pabianice 

Karolina, cokolwiek by to nie było, to się leczy. Nawet jeśli węzły są zajęte. pociesza
Najważniejsze, że zaczęłaś działać. Zobacz, ile nas tu jest i wszystkie po raku, ale żywe uśmiech
Pisz, pytaj o wszystko. buziak



Tomasz. (online)

Post #3

18-12-2020 - 19:20:37

Pruszków 

Jest na tym Forum mnóstwo które miały przerzut pojedynczy do węzła i cieszą się zdrowiem, dbając o zlecone badania diagnostyczne. Musisz przejść przez diagnostykę stwierdzonej zmiany. Nie od dziś mówi się że rak to nie wyrok. A tu na razie są tylko obciążenia rodzinne. Możesz zadbać o badania genetyczne dla stwierdzenia ew mutacji.



____________
Nie jestem lekarzem. Moje sugestie odnośnie leczenia należy zawsze skonsultować z lekarzem prowadzącym.

Karolina2703 (offline)

Post #4

18-12-2020 - 22:02:11

 

Bardzo Wam dziękuję za odpowiedź. Mówiąc szczerze, popłakałam się, czytając "i wszystkie żywe" oraz "cieszą się zdrowiem". Chociaż ja dzisiaj głównie płaczę (na przemian z czarnym humorem smiling smiley). Ostatnią godzinę spędziłam w ramionach męża, płacząc jak dziecko ze strachu.

Nie zrozumcie mnie źle, nie jestem ani płaczką, ani panikarą, wręcz przeciwnie. Tyle że jeśli chodzi o raka piersi - wspomniana ciocia, która zmarła z jego powodu, odeszła w marcu - nie minął nawet rok. To była moja matka chrzestna, która od 16 lat próbowała zastąpić mi mamę. Popełniła ogromny błąd, bo przez rok chodziła do znachora, zamiast się leczyć. Gdy trafiła na stół, jej guz w piersi miał wielkość dorodnej pomarańczy. Byłam z nią do ostatnich chwil, głaskałam, żegnałam się, gdy była już nieprzytomna. Walczyliśmy o nią do upadłego, mimo przerzutów do mózgu, raz za razem, raz za razem. Gliwice, naświetlania celowane, szukanie najnowocześniejszych terapii - wszystko na nic.

Wcześniej, zaledwie pół roku wcześniej, na tego samego raka odeszła moja kochana babcia. Też byłam do ostatnich chwil, byłam świadkiem wszystkiego, co wiąże się z umieraniem. Myślałam, że ktoś mi wyrywa serce.

Więc gdy dziś ten lekarz mi to wszystko powiedział, a potem zaczął pocieszać mnie, że z rakiem da się żyć, że da się go pokonać, że nie mogę się tak denerwować (zaczęłaś trząść się jak galareta w gabinecie), to... kurde, dziewczyny, ależ ja jestem przerażona. A nie mogę nawet wygadać się rodzinie - ojcu, bratu. Bo jeśli powiem, to szybko wszystko się rozniesie i dotrze do mojego 10-letniego syna, który przez opisane doświadczenia z ciocią i babcią kojarzy, że rak to wyrok śmierci.

Przepraszam za ten chaotyczny wpis. Jestem już trochę pijana, bo właśnie w winie poszukałam dziś ukojenia i ucieczki. Jutro będzie lepiej, prawda?

renatar (offline)

Post #5

19-12-2020 - 05:26:59

sieradz 

Karolino bedzie lepiej, zobaczysz bo diagnostyka to najtrudniejszy czas.






T3NOMO/ER10 PR10procent\12 taksanów,3AC,lampek 25.Tamoksifen.Inwazyjny śluzowy.

Kama78 (offline)

Post #6

19-12-2020 - 09:41:29

Gdynia 

Karolino, koniecznie powinnaś zgłosić się do poradni genetycznej. Wiem. przez co przechodzisz- 3 lata temu tez straciłam ukochaną ciocię z powodu raka piersi. W styczniu raka wykryto u mnie, a w czerwcu u mojej mamy. Moja młodsza córka tez ma 10 lat. Nie ukrywałam przed nią choroby, leczenie przeszłam znośnie i wydaje mi się, ze wszyscy sobie dobrze z tym poradziliśmy.Ale wiadomo, że każdy ma inną sytuację. W każdym większym ośrodku onkologicznym jest do dyspozycji psycholog, zastanów się, czy nie potrzebujesz takiej pomocy, właśnie ze względu na syna. Trzymaj się. Czas do otrzymania diagnozy i rozpoczęcia leczenia jest najtrudniejszy.pociesza



Rak typu NST G2 ER ++w 70% PR ++ w 60% Ki67- 40% HER2- E-Catherin + mutacja BRCA1. Za mną 4 AC +2 PXL+3 DCX przed operacją. Mastektomia z rekonstrukcją. Lametta. Radioterapia

Karolina2703 (offline)

Post #7

19-12-2020 - 16:57:23

 

Kama78, rzeczywiście mamy podobną sytuację. Jak się ma Twoja mama? I jak Ty się masz? (nie wiem tylko, czy można w tym wątku kontynuować taką rozmowę). Niewykluczone, że pomyślę o psychologu. Mam jeszcze drugiego synka, ma dopiero 5 lat. Obydwóch widzieli wczoraj zmianę w moim zachowaniu, ale przynamniej póki nie mam diagnozy, nie będę ich straszyć.

Wiecie, co jest najbardziej dziwne? Że ja tego drugiego guzka, tego "właściwego", a nie węzeł, w ogóle nie czuję. Ma 7x4 mm, a ja nie jestem w stanie go wyczuć, tak głęboko siedzi w piersi. Próbowałam i nic.

Dzisiaj byłam jeszcze na USG jamy brzusznej. Wkręciła sobie w nocy, że skoro ostatnio bolą mnie plecy, to pewnie to w piersi to przerzut od raka trzustki itd., itd. Brak słów. Na szczęście pani doktor powiedziała, że jej zdaniem ten opis badania piersi nie wygląda aż tak dramatycznie. No i wskazała dalszą drogę.

Przeczytałam dziś wątek o tych z Was, które są lata od operacji. Bardzo budujące serce

Kama78 (offline)

Post #8

20-12-2020 - 00:27:26

Gdynia 

Karolino, ja już skonczyłam leczenie- cały pakiet -chemioterapia, operacja, radioterapia, teraz biorę antyhormon. Czuję się bardzo dobrze, moja mama też dzielnie znosi leczenie, chociaż trafiła 3 raki w pakiecie- nerki, piersi i jajnika- chemia działa, zmiany się wycofują. Twój guz jest mały, w porę wyłapany, wszystko będzie dobrze. Rak piersi jest jednym z najlepiej poznanych i mamy do dyspozycji najnowocześniejsze terapie. Głowa do góry pociesza



Rak typu NST G2 ER ++w 70% PR ++ w 60% Ki67- 40% HER2- E-Catherin + mutacja BRCA1. Za mną 4 AC +2 PXL+3 DCX przed operacją. Mastektomia z rekonstrukcją. Lametta. Radioterapia

braja (offline)

Post #9

20-12-2020 - 04:13:12

 

Głowa do góry! Ja miałam zajęte 7 węzłów i ogromne raczysko, do tego trójujemne i niezbyt reagujące na chemię. Popatrz ile lat po tym żyję. pociesza Też straciłam ukochaną ciocię z powodu raka piersi, w rodzinie było dużo innych raków- inna cioci rak płuc, mama rak zoładka, tata rak płuc, na raka żołądka umarła babcia (od taty) , jej mama na raka szyjki macicy. Ja póki co mam się dobrze i jeden z moich wujków po raku prostaty też. Dodam w dodatku, że ciocia z rakiem piersi przeżyła 11,5 roku, z czego 8,5 z przerzutami do płuc i do wątroby, więc nawet i taka diagnoza wcale nie musi oznaczać, że ktoś ma zaraz kupowac trumnę



Karolina2703 (offline)

Post #10

20-12-2020 - 09:59:12

 

Dzień dobry!

Widzę, że nie tylko ja nie mogłam zasnąć w nocy winking smiley. Czy to normalne, że boję się położyć spać? Z jednej strony jestem zmęczona, z drugiej gdy się kładę i jest cicho i ciemno, łapie mnie panika. Od tygodnia mam lekkie duszności, oczywiście już sobie wyobraziłam, że to pewnie przerzut do płuc i oblał mnie zimny pot.

Kama78, 3 raki? Aż nie wiem, co powiedzieć. Chociaż z drugie strony lektura z tych trzech dni uświadomiła mi, że i taka sytuacja to nie wyrok. A czy możesz mi napisać, jak to się stało, że miałaś mastektomię z rekonstrukcją? Rozumiem, że to z uwagi na BRCA1, ale kiedy miałaś wykonywane to badanie - po diagnozie, przed?

Braja, bardzo Ci dziękuję serce Bardzo dużo tego było u Was w rodzinie, rzeczywiście. Badałaś się pod kątem genetyki? I powiedz mi proszę, co to znaczy, że rak jest trójujemny? Już kojarze o co chodzi z HER, ale tego jeszcze nie łapię. Jak będzie oznaczona na ujemność na wynikach biopsji?

Kama78 (offline)

Post #11

20-12-2020 - 12:55:04

Gdynia 

Karolinko, jak poszłam do chirurga na biopsję, wypytał o zachorowania w rodzinie i biegiem kazał lecieć do poradni genetycznej. Na szczęście miałam szybko termin i badanie krwi, a za niecałe 2 miesiące wynik. To było w trakcie leczenia już i wiedziałam, ze operacja oszczędzająca odpada. Co do jednoczesnej rekonstrukcji, to jest to bardzo popularne teraz i wykonuje ją wielu lekarzy. Przeciwwskazaniem jest tylko rak zapalny i nacieki raka na skórę. Mój chirurg właśnie jest wielkim fanem jednoczasowek. W przyszłym roku planuje profilaktyczna mastektomie z rekonstrukcja drugiej piersi, ale najpierw muszę wyciąć jajniki.



Rak typu NST G2 ER ++w 70% PR ++ w 60% Ki67- 40% HER2- E-Catherin + mutacja BRCA1. Za mną 4 AC +2 PXL+3 DCX przed operacją. Mastektomia z rekonstrukcją. Lametta. Radioterapia

Karolina2703 (offline)

Post #12

20-12-2020 - 13:14:47

 

Kama78, jajniki będziesz wycinała profilaktycznie tak? Ja właśnie wczoraj rozmawiałam na ten temat z przyjaciółką - że z uwagi na te obciążenia rodzinne chciałabym wyciąć jajniki. I że - gdyby jakimś cudem okazało się, że nie mam raka piersi, chciałabym poddać się mastektomii profilaktycznej.

Badania zrobiłaś na NFZ? Bo ja tak, ale wtedy - to było około 1,5 roku temu, zbadali mi tylko jeden gen (nie pamiętam, czy BRCA 1 czy 2) i wyszedł negatywnie. Swego czasu chciałam olać ten cały nfz i skorzystać z badamygeny.pl - tak mi bardzo zalecała genetyk z UCK w Gdańsku. No tylko że odkładałam, odkładałam, bałam się, że nie będę wiedziała, co zrobić z tą wiedzą... no i klops. Budzę się z ręką w nocniku.

A powiedz mi - czy jeżeli by się okazało, że mam raka, to czy od razu mogę zdecydować się na pełen pakiet, tj. obustronna mastektomia z rekonstrukcją? Domyślam się, że pewnie ot tak sobie nie mogę tego wybierać, ale może się mylę? I co, jeżeli lekarze będą chcieli zrobić mi oszczedzającą, któej nie chcę?

Kama78 (offline)

Post #13

20-12-2020 - 17:54:46

Gdynia 

Cytuj
Karolina2703
Kama78, jajniki będziesz wycinała profilaktycznie tak? Ja właśnie wczoraj rozmawiałam na ten temat z przyjaciółką - że z uwagi na te obciążenia rodzinne chciałabym wyciąć jajniki. I że - gdyby jakimś cudem okazało się, że nie mam raka piersi, chciałabym poddać się mastektomii profilaktycznej.

Kwalifikacją do profilaktycznej mastektomii jest potwierdzona mutacja BRCA1 lub BRCA2 albo obciazający wywiad rodzinny: 2 zachorowania u krewnych I lub II stopnia przed 50 rokiem zycia lub 3 zachorowania w dowolnym wieku albo tez zachorowanie u krewnego na 2 rózne raki jednoczesnie lub w odstepie dwóch miesięcy

Badania zrobiłaś na NFZ? Bo ja tak, ale wtedy - to było około 1,5 roku temu, zbadali mi tylko jeden gen (nie pamiętam, czy BRCA 1 czy 2) i wyszedł negatywnie. Swego czasu chciałam olać ten cały nfz i skorzystać z badamygeny.pl - tak mi bardzo zalecała genetyk z UCK w Gdańsku. No tylko że odkładałam, odkładałam, bałam się, że nie będę wiedziała, co zrobić z tą wiedzą... no i klops. Budzę się z ręką w nocniku.

Zrobilam na NFZ- wyszło mi BRCA 1. To, ze nie wychodzi mutacja, nie znaczy, ze jej nie ma. Wszystko zalezy od metody badania i ilości sekwencji. Na NFZ wszystko zalezy ile kasy dostają. Moze warto zainwestowac w badania prywatne...



A powiedz mi - czy jeżeli by się okazało, że mam raka, to czy od razu mogę zdecydować się na pełen pakiet, tj. obustronna mastektomia z rekonstrukcją? Domyślam się, że pewnie ot tak sobie nie mogę tego wybierać, ale może się mylę? I co, jeżeli lekarze będą chcieli zrobić mi oszczedzającą, któej nie chcę?

Wszystko zalezy od osrodka i chirurga. Mi mój chirurg od początku dawał wybór- do momentu wykrycia mutacji oczywiście. W Gdyni nie robią jednoczesnie dwóch piersi w przypadku raka, bo podobno nie opłaca się to... Inaczej tez, kiedy masz operacje po chemii, organizm jest troche wyczerpany, a mastektomia z rekonstrukcją to jednak inwazjny i bolesny zabieg

Kochana, skup się na razie na diagnostyce, dostaniesz wynik, bedziesz planować kolejne posunięcia



Rak typu NST G2 ER ++w 70% PR ++ w 60% Ki67- 40% HER2- E-Catherin + mutacja BRCA1. Za mną 4 AC +2 PXL+3 DCX przed operacją. Mastektomia z rekonstrukcją. Lametta. Radioterapia

Karolina2703 (offline)

Post #14

20-12-2020 - 18:32:26

 

Masz rację. Ja zawsze wybiegam ze wszystkim do przodu, planuję kilka scenariuszy, szukam rozwiązań. Tutaj niby rozum podpowiada, że to wcale nie jest dobre (nie tylko rozum - tak też ciągle mówi mi mąż), ale serce swoje. Strasznie nie mogę skupić się na pracy, a pracuję przy komputerze. Zamiast wklepywać, co trzeba, ja szukam, czytam, nakręcam się, a potem mam gulę w gardle i - wybacz, biegunkę.

Jezu, dziewczyny, jak sobie poradziłyście z diagnozą? Tak zupełnie szczerze - z tymi najstraszniejszymi myślami, że za pół roku będzie przerzut do mózgu, że ta choinka to ostatni raz. Mnie dosłownie zatyka z przerażenia na samą myśl, że otwieram tę kartkę z wynikami. Nie boję się utraty włosów, słabości w wyniku chemii. Boję sie, że stanie się coś takiego, że już nikt nie znajdzie dla mnie ratunku. Co mam zrobić, jak odrzucić te myśli?

renatar (offline)

Post #15

20-12-2020 - 18:54:05

sieradz 

Niestety mimo ponad pięciu lat, nie poradziłam sobie ze strachem. Wspomagam się psychotropami bo inaczej nie dałbym rady.






T3NOMO/ER10 PR10procent\12 taksanów,3AC,lampek 25.Tamoksifen.Inwazyjny śluzowy.

ira (offline)

Post #16

20-12-2020 - 19:46:18

Pabianice 

Cytuj
Karolina2703
Jezu, dziewczyny, jak sobie poradziłyście z diagnozą? Tak zupełnie szczerze - z tymi najstraszniejszymi myślami, że za pół roku będzie przerzut do mózgu, że ta choinka to ostatni raz.

Nie miałam takich myśli. Jakoś cały czas myślałam, że uda mi się wyjść z choroby.
Aczkolwiek dzień w którym dowiedziałam się, że mam raka, był straszny. I nagle nie widziałam kolorów, cały świat był szary.
Ale kiedy ruszyła machina, trzeba było wziąć dupę w troki i działać. Nie zawsze było lekko, a i słabość fizyczna dołożyła swoje, jednak się udało.
Możesz sobie marudzić, pisać, co chcesz, ale myślę, że sobie poradzisz.uśmiech



Al_la (offline)

Post #17

20-12-2020 - 20:24:36

k/Warszawy 

Cytuj
Karolina2703
Jezu, dziewczyny, jak sobie poradziłyście z diagnozą? Tak zupełnie szczerze - z tymi najstraszniejszymi myślami, że za pół roku będzie przerzut do mózgu, że ta choinka to ostatni raz. Mnie dosłownie zatyka z przerażenia na samą myśl, że otwieram tę kartkę z wynikami. Nie boję się utraty włosów, słabości w wyniku chemii. Boję sie, że stanie się coś takiego, że już nikt nie znajdzie dla mnie ratunku. Co mam zrobić, jak odrzucić te myśli?

Nie poradziłam sobie z diagnozą. Byłam pewna na 100%, że umrę. Guz miał 5 cm, bo lekarz się nie poznał, kiedy był mniejszy. Zero nadziei na wyzdrowienie. Przez pierwsze miesiące się męczyłam, płakałam, chudłam, nie mogłam spać. Po 3 miesiącach zaczęłam przyjmować antydepresant i pomogło uśmiech
Jak widzisz żyję uśmiech

Może u ciebie to nie rak. Jeśli jednak rak, to guzek mały i masz duże szanse, że się wyleczysz. Badamygeny polecam. Badania genetyczne finansowane przez NFZ są czasami niedokładne, bo nie obejmują sekwencji genów. U mnie tak było. Mam mutację, choć na NFZ nie miałam.





W najgorszych chwilach mego życia zawsze mogłem liczyć na przyjaciół.
Odtąd wiem, że pierwszą rzeczą, jaką należy zrobić, to poprosić o pomoc. Paulo Coelho




Przewodowy NST, G2, T3N0Mx, TNBC, 6 x FEC (3 przed operacją), yT2N0Mx

Karolina2703 (offline)

Post #18

20-12-2020 - 22:57:01

 

Renatar pociesza Zapytałam dlatego, że ja zawsze byłam straszną panikarą. W żadnym innym temacie - tylko w kontekście zdrowia. I wczoraj powiedziałam przyjaciółce: Czy Ty sobie zdajesz sprawę, że mnie zeżre ten stres przez kolejne pięć lat? Że każdą pierdołę, każdą duperelę, każdy mały ból będę analizować razy sto? Ja już nigdy nie odzyskam spokoju ducha. I tego bardzo się boję. Z drugiej strony, skoro leki działają... Czy mogę o coś dopytać? Nie "zamulają Cię" te leki? Nie czujesz się po nich senna?

Ira, ja miałabym w sobie po stokroć więcej motywacji, gdybym znalazła guza. A ja znalazłam przerzut, węzeł. Od wczoraj naczytałam się o tym i wiem, że moje szanse są przez to o wiele niższe niż u innych. On już się rozprzestrzenia, już zaczął wędrówkę. Jak bardzo jest agresywne to bydlę, skoro ma 7 mm i już atakuje? Te myśli mnie paraliżują.

Al_la, ale pewnie nie miałaś przerzutów do węzłów. U mnie prawdopodobnie tak się stało. Ten węzeł jest tak tkliwy, tak bolesny i obrzęknięty sad smiley.

No nic, jutro jadę do profesora Jaśkiewicza. Powie mi, czy usuwamy wszystko w cholerę od razu, czy robimy biopsję. Mąż chyba wciągnie mnie tak siłą, tak się boję.

renatar (offline)

Post #19

21-12-2020 - 05:59:39

sieradz 

Karolino zaczynałam od mozarinu w trakcie chemii to wiadomo nie można oceniać bo sama chemia wystarczjąco powalała. Póżniej po operacji jak dostałam tamoksyfen nie brałam nic ale po roku wpadłam w takie doły że musiałam brać symfixin 150 [załamałam się kiedy nie odrastały mi włosy]. Obecnie jestem na dawce 37,5, biorę kiedy jest potrzeba typu mam jakieś stresy czy badania. Jak brałam pierwszy raz to około tydzień trwało przyzwyczajenie. Obecnie nie zauwazam wielkiej różnicy poza tym że straszne myśli tak nie docierają do mózgu i człowiek jakoś wiele rzeczy mało ważnych olewa. Nie denerwuję się pierdołami.






T3NOMO/ER10 PR10procent\12 taksanów,3AC,lampek 25.Tamoksifen.Inwazyjny śluzowy.

Karolina2703 (offline)

Post #20

29-12-2020 - 20:04:30

 

Renatar, bardzo Ci dziękuję za odpowiedź. Tomasz doradził mi w drugim wątku, co mogę brać w przypadku takiego stresu. Choć oczywiście wciąż tli się we mnie malutka, malutka nadzieja, że za chwilę będę mogła kupić szampana, zaprosić bliskich, a potem rozpłakać się i powiedzieć: "Kochani, to był tylko okropny sen, fałszywy alarm". Jednak nawet gdyby się tak stało, to do tego czasu jeszcze trzy tygodnie męczarni.



Zmieniany 1 raz(y). Ostatnia zmiana 29-12-2020 - 20:04:44 przez Karolina2703.

Karolina2703 (offline)

Post #21

04-01-2021 - 22:21:05

 

Witajcie!

Byłam dzisiaj na kolejnym USG. Miałam wizytę umówioną z uwagi na kontrolę torbieli na jajnikach, które pojawiły się po założeniu Mireny (na szczęście obie zniknęły). Przy okazji poprosiłam mojego ginekologa, żeby spojrzał na pierś. To dobry specjalista z doskonałym sprzętem, angażujący się w wiele akcji, w tym te zachęcające do badania piersi.

Wysłuchał mojej historii, a potem zaczął badać. Najpierw znalazł wspomniany węzeł. Okazało się, że zmalał do rozmiarów 8 mm x 3 mm. Włączył przepływy i mówi: "Tu nic nie ma, normalny węzeł". No to mu tłumaczę, że widziałam na własne oczy, że aż bił po oczach przepływami. Powiedział, żebym sama spojrzała - przepływy miał włączone na "maks". Rzeczywiście, węzeł głuchy i ciemny. Ot, węzełek.

Zaczął szukać guzka. Szukał, szukał, szukał. Nie ma. W końcu stwierdził, że on tu naprawdę nic nie widzi i przeszedł do drugiej piersi. Na co ja - już bojowniczo nastawiona, bo nie mam przecież schizofrenii, pokazałam mu, gdzie dokładnie onkolog (profesor Jaśkiewicz) wyczuł ten guzek palpacyjnie. Znowu zaczął badać i badać tę pierś. Znalazł coś, ale ze słowami: "Ok, coś tu jest, ale gdyby Pani nie nalegała, to ja bym nie zwrócił na to uwagi". Pytam: "co to więc jest?" On: "moim zdaniem? Nic. Do kontroli za kilka miesięcy. To w ogóle nie wygląda na jakąś podejrzaną zmianę, w żadnym stopniu". Wpisał w wyniku "hypoechogenna zmiana w odległości około 3 cm od otoczki o wymiarach 4x3 mm". Dopisał, że przepływy niepodejrzane. Czyli zmiana znowu mniejsza, niż była. Wspomniałam o tej wydzielinie ciemnozielonej, na co on stwierdził, że może po prostu było zapalenie i część tej "zmiany" wypłynęła. Jednocześnie oczywiście podkreślił, że on nie jest onkologiem i nie będzie podważał zdania profesora. Gdyby jednak miał decydował o sobie w takim przypadku, zaczekałby i chwilę poobserwował, ale ma świadomość, że to mnie będzie kosztowało trochę nerwów.

Z tymi rewelacjami zadzwoniłam do Jaśkiewicza. Powiedział, że to niczego nie zmienia i usuwamy. I że przepływy mogą wyglądać różnie w zależności od fazy cyklu (naprawdę? Węzeł może być zmieniony a potem nie?). Zgodziłam się na zabieg.

Potem jednak naszły mnie wątpliwości - głównie dlatego, że profesor sam nie zrobił tego badania USG, a jedynie zbadał mnie palpacyjnie (przeglądając jednak wcześniej wyniki badań) i zadecydował o usuwaniu.

Ostatecznie postanowiłam zadzwonić do jeszcze jednego lekarza - tego, który do tej pory był niedostępny, a który ma najznakomitsze opinie. Też ginekolog. To on powiedział mojej cioci, że właściwie jest pewien, że to rak, gdy guz miał zaledwie 7 mm wielkości. Nie miał terminów, ale opowiedziałam mu całą historię, kazał mi się jutro dopisać, bo przyznał sam, że tak skrajne opinie to trochę dziwne.

Ostatecznie jutro idę na to badanie. Jeśli potwierdzi, że jego zdaniem naprawdę nic nie wygląda niepokojąco, to pójdę darmowym torem UCK - 7-go spotkanie ze specjalistą i potem biopsja. Jeśli uzna, że dobrze byłoby wyciąć, to wycinamy.

Jak myślicie, dobrze robię? Od razu wyjaśnię moje wątpliwości - jak wiecie, tak czy siak chcę zrobić mastektomię z rekonstrukcją. Jeśli mam wydać 5 tysięcy teraz na niepotrzebny w sumie zabieg (zakładając, że zmiana jest łagodna), to tę większą operację będę musiała odroczyć. Z drugiej strony jeśli to rak... to nie chcę czekać.

Doradźcie, czy idę dobrym torem. Mam już taki mętlik w głowie, że trudno to opisać.

emka12 (offline)

Post #22

05-01-2021 - 12:53:04

 

Karolino, cóż można doradzić...
Możesz konsultować się u kolejnych lekarzy, robić badania, tylko po co? Od tego nie przybędzie Ci wiedzy, powstanie tylko mętlik w głowie. A żaden lekarz i żadne badanie obrazowe (USG, mammografia, rezonans) nie dadzą Ci odpowiedzi co masz w piersi i czy to jest rak. Ostatnie słowo należy do patologa. Twój cel to badanie hist-pat zmiany (i ew. węzła), które rozstrzygnie na 100%.
Skoncentruj się na osiągnięciu CELU!!!
Nie analizuj, co ten lekarz miał na myśli, a co tamten widział w uesie... Ja robiłam to samo (analizowałam, myślałam, panikowałam...) i na nic mi się to zdało. Wiem, łatwo powiedzieć, trudniej zrobić. Ale cóż - innej rady nie umiem Ci dać teraz.
Jak tylko: brnij do CELU!!! Kolejna wizyta, badanie to dreptanie w miejscu.

Pytanie tylko, na ile odporna jest Twoja psychika. Czy chcesz wiedzieć jak najszybciej i zapłacić, czy dasz radę poczekać i sfinansować biopsję plus badanie hist-pat z NFZ. Tu musisz zdecydować sama. Oby dzisiejsza wizyta dała Ci trochę więcej spokoju. Tego Ci życzę. Trzymaj się Kochana!!!serce

emka12 (offline)

Post #23

05-01-2021 - 12:56:36

 

PS. A tak na marginesie, chyba działamy w tej samej branży - ja też zarabiam pisaniemradocha i wiem jak trudno nie zerkać, podczytywać... itp. Buziaki!

Karolina2703 (offline)

Post #24

05-01-2021 - 14:56:50

 

Emka12, oczywiście masz w 100% rację - nikt mi nie da pewności (choć tak by się chciało już, od razu...). Potrzebowałam jednak tej jeszcze jednej konsultacji, żeby zadecydować, w którą stronę pójść: biopsji czy drogiego (i zapewne wykluczającego mnie na chwilę z pracy) zabiegu.

Lekarz przyjął mnie dzisiaj rano. Nikt chyba jeszcze tak dokładnie nie przyglądał się tej zmianie. Użył dwóch różnych sond, z czym wcześniej nie miałam do czynienia. W końcu powiedział to, co wcześniejszy: nie ma ani jednego najmniejszego powodu, aby sądzić, że to mogłaby być zmiana złośliwa. Jego zdaniem to albo gruczolako-włókniak (i takie przypuszczenie zawarł w opisie) albo tłuszczak lub po prostu coś tam związane z budową (wybaczcie, nie zapamiętałam). Powiedział, że w przypadku takich zmian nawet biopsja nie jest wskazana. W opisie zawarł BIRADS 2.

Odwołałam zabieg i idę torem NFZ - 7. stycznia mam pierwszą wizytę, potem pewnie zrobią mi biopsję i pozostaje mi czekać na wyniki. Wiem, że USG nie daje 100% pewności, ale jednak im więcej sprzecznych opinii, tym dla mnie lepiej, prawda? Dlatego trochę się uspokoiłam. Wytrzymam do wyników.

Emka12 - naprawdę? Jesteś copy? Jeśli tak, to naprawdę zaskakujące, że się tu spotkałyśmy smiling smiley.

emka12 (offline)

Post #25

05-01-2021 - 17:15:20

 

No i good!!! Przynajmniej jesteś spokojniejsza. Jutro poświętuj, odpocznij od stresów i pisaniaforumowicz A potem wystarczy potwierdzić, że to zwykły włókniak lub coś w podobie. Trzymaj się. Pozdrowionka!
Ps. Bardziej jestem dziennikarką i redaktorką, ale to prawie to samooczko

Karolina2703 (offline)

Post #26

12-01-2021 - 23:06:00

 

Hej,

spieszę donieść, co u mnie. Sama czytałam wiele niedokończonych wątków, więc obiecałam sobie, że dla dobra kolejnych bywalczyń - cokolwiek by nie było, będę pisać do wyjaśnienia sprawy.

Mam za sobą wizytę w UCK w Gdańsku. Pani onkolog stwierdziła, że nie wygląda to źle, ale daje mi pakiet jednodniowy: USG, mammografia, biopsja - to ostatnie jeśli radiolog uzna za stosowne. Przy okazji chciałam Wam podać w sumie dość ważną chyba informację (albo osobom, które dopiero będą szukać informacji) - ten pakiet jednodniowy działa w UCK od października 2020 i dotyczy tylko schorzeń piersi. Terminy są bardzo szybkie, w ciągu około tygodnia od wizyty u lekarza są od razu wszystkie 3 badania (u mnie wizyta była w piątek, we wtorek badania), a wyniki biopsji i wizyta około 7-9 dni po zabiegu.

No więc termin dostałam błyskawicznie, byłam dzisiaj. Z badań, do czego już się przyzwyczaiłam, wyszło, że sprawa niejasna - może jakaś kępka tłuszczowa, może gruczolako-włókniak. Potem miałam mieć biopsję, ale pani doktor uznała, że w moim przypadku lepszy będzie rezonans piersi. Jeśli będzie ok, to mam odpuścić biopsję i wrócić po 3 miesiącach na USG na kontrolę. Przy okazji skontrolowała węzły nadobojczykowe oraz szyjne. Te ostatnie mocno powiększone obustronnie, odczynowe. Nie chcę się tym martwić, zakładam, że to ta zaniedbana tarczyca. Już się tyle naschizowałam, tyle namartwiłam, że nie mam nawet zamiaru o tym czytać...

Teraz czekam na telefon z e-skierowaniem, a potem na termin rezonansu. Trzymajcie kciuki. Pozdrawiam Was ciepło :*.

renatar (offline)

Post #27

13-01-2021 - 08:09:50

sieradz 

Dzięki K arolino i powodzenia.






T3NOMO/ER10 PR10procent\12 taksanów,3AC,lampek 25.Tamoksifen.Inwazyjny śluzowy.

Kama78 (offline)

Post #28

13-01-2021 - 11:45:09

Gdynia 

Karolino, bardzo się cieszę, ze trafiłas do osrodka, gdzie szybko dzialają smiling smiley Ja dostałam skierowanie na rezonans 30 grudnia, termin mam na 2 lutego w Affidei w Gdańsku, więc termin też w miarę szybki.
Trzymam za ciebie kciuki i mam nadzieję, ze bedziesz trochę spokojniejszapociesza



Rak typu NST G2 ER ++w 70% PR ++ w 60% Ki67- 40% HER2- E-Catherin + mutacja BRCA1. Za mną 4 AC +2 PXL+3 DCX przed operacją. Mastektomia z rekonstrukcją. Lametta. Radioterapia

dziubas (offline)

Post #29

13-01-2021 - 21:35:29

Gdańsk 

Karolino!serce Trzymam kciuki! Trafiłas pod najlepsze skrzydła!!! ok





rak przewodowy, G1, wym. 0,8x0,6x0,9 cm, ER 95%, PgR 10%, Her2-neg, Ki67 1%, w wartowniku mikroprzerzut, pT1bN1(sn)Mx, operacja oszczędzająca z biopsja wartownika, radioterapia 25x, brachyterpia, hormonoterapia-tamoxiffen do 10lat

Karolina2703 (offline)

Post #30

13-01-2021 - 23:29:40

 

Renatar, dziękuję :*

Kama78 - w takim razie bardzo możliwe, że będziemy miały rezonans w podobnym terminie smiling smiley. O Affidei słyszę pierwszy raz, gdzie to dokładnie jest? Dziękuję za trzymanie kciuków smiling smiley. Ja już jestem spokojniejsza, choć liczyłam na biopsję i trochę jednak pożałowałam tego odwołanego zabiegu. Mąż mnie pociesza, że mam ufać specjalistom, bo gdybym ufała sobie (tutaj czarny humor), to już bym się po cichaczu podłączała pod obce kroplówki z chemią.

Dziubas - bardzo Ci dziękuję serce Też tak myślę, choć z drugiej strony UCK w Gdańsku to taaaki moloch! Na pierwszą wizytę weszłam spóźniona 20 minut, bo przez 45 minut (!) szukałam gabinetu. Prawie się popłakałam, a już wcale nie prawie - spociłam jak mysz. A tu badanie palpacyjne... Dobrze, że lekarze noszą teraz maseczki winking smiley.

Wkurza mnie ten cycek. Szczypie mnie codziennie, pobolewa, daje jakoś znać o sobie niezdecydowany. No ale cóż. Byle do przodu.
Przykro nam, ale tylko zarejestrowane osoby mogą pisać na tym forum.

Kliknij żeby zalogować

Użytkownicy online

Gości: 653
Największa liczba użytkowników online: 77 dnia 11-10-2011
Największa liczba gości online: 5263 dnia 07-04-2018