Ewa46

Wysłane przez Ewa46 

Ewa46 (offline)

Post #1

21-09-2013 - 21:39:51

Szczecin 

Już od dłuższego czasu śledzę Wasze wpisy i postanowiłam, że może ja też coś o sobie napiszę, ponarzekam, popłaczę.... Z dziadem rakiem zapoznałam się 26 lipca 20013 roku, kiedy to poszłam zrobić usg - oczywiście prywatnie, bo po zgłoszeniu się do gina z informacją, że w lewej piersi wyczułam "coś" i fachowym przez niego zbadaniu piersi, usłyszałam, że to tylko poszerzony przewód mleczny i mam sobie tym nie zawracać głowy, ale oczywiście jeżeli mam wolne 100 zł i chcę spać spokojnie to mogę sobie zrobić usg.... No i zrobiłam, bo moje "ja" mówiło mi , że nie wszystko jest ok... Lekarz, który zrobił mi usg wysłał natychmiast na biopsję cienkoigłową, aby - jak powiedział - wykluczyć coś poważnego... Ech życie niedowiarek a ja durna uwierzyłam w te słowa, chociaż ziemia mi się usunęła spod nóg... Biopsję miałam 30 lipca, ale jak weszłam na nią do gabinetu i lekarka zobaczyła moje zdjęcie z usg, to do drugiej, która pobierała materiał powiedziała : "a tutaj to wiesz, od razu na hist-pat". Jak to usłyszałam to byłam tak przerażona, że nawet nie czułam, kiedy mi pobrały próbkę, ale jak tylko się ubrałam podeszłam do tej lekarki i spytałam jak to z jej doświadczenia wygląda (ten guzek). Zapytałam i dostałam odpowiedź: "bardzo niedobrze".... Powiedziały mi też, żeby w piątek (a był wtorek) zgłosić się do lekarza bo wynik już będzie. Nie pamiętam jak wyszłam z gabinetu, ale jak tylko zobaczyłam męża. który czekał na mnie na korytarzu to od razu zaczęłam płakać bo już wiedziałam, że mam raka.... Szłam jak pijana...W piątek czekałam na wejście do lekarza jak na ścięcie, jeszcze łudziłam się, że biopsja będzie ok prosi ... no ale nie była...wstydniś lekarz jak tylko weszłam, to zaczął wertować moje papiery w te i wew te, w końcu nie wytrzymałam i zapytałam : jaki jest wynik biopsji, a pan doktor na to: no jak jaki, nowotwór złośliwy. Zamurowało mnie, a wiem co mówię, bo do milczących nie należę i zawsze mam na wszystko odpowiedź, czasami głupią ale mam. Zaczęłam buczeć, a mój mąż siedział jak skamieniały. A wiecie co lekarz na to ? Ano zaczął się śmiać i powiedział: a dlaczego pani płacze, przecież to jest w 90 % do całkowitego wyleczenia!! No ale niestety nie było to dla mnie ukojeniem... Z plikiem skierowań wyszliśmy z gabinetu i mój mąż wziął stery w swoje ręce, tzn. pozaprowadzał mnie wszędzie tam gdzie trzeba, tzn. do chirurga onkologa, potem porejestrował na wszystkie zlecone badania, tzn. usg, rtg, mammografię. I tak do tej pory wszędzie mnie prowadza, bo ja niestety jak tylko wchodzę na teren ZCO to przestaję realnie myśleć. Potem była jeszcze biopsja gruboigłowa i pani doktor, która powiedziała, że naprawdę nie jest źle i wyjdę z tego. Następnie komisja, operacja oszczędzająca (12 września) a teraz pozostało mi tylko czekanie na wynik hist.pat z operacji. Jeżeli potwierdzi on wynik z bipsji G2, ER + PR+ HER2 -, to potem radioterapia i hormonoterapia. Ale niestety człowiek jest tylko człowiekiem.... i boję się, boję się jak cholera... Każdy ból, każdą niedyspozycję przerabiam pod kątem czy to nie rak... wiem, że to głupie, ale tak jest... muszę brać tabletki na uspokojenie bo inaczej nie mam siły na normalne myślenie... Wiem że mogło być dużo gorzej, ale strasznie się boję... Jeszcze nie oswoiłam się z tą chorobą, nie umiem jej zaakceptować, wiem, że muszę myśleć pozytywnie i staram się to robić, ale czarne myśli napływają znienacka i wtedy jest do d..y płacze Mam dwie córki, jedna 21 lat a druga 24. Ta młodsza za dwa tygodnie wyjdzie za mąż, niestety nie będzie na tym ślubie ani mnie, męża i starszej córki, bo moja młodsza latorośl wybrała ukochanego, który mieszka za oceanem. Wszystko układa się do ....dupy.... Mąż w kwietniu miał operację na baypassy, a ja teraz tego koszmarnego raka i z wyjazdu nici... Nawet nie mogę się wyżalić mężowi, bo ze względu na jego stan zdrowia staram się nie obarczać go moimi strachami... a naprawdę czasami jest bardzo źle.... Czytam Wasze wszystkie wpisy i podziwiam z całego serca, jak wy to robicie, że macie taki optymizm... Ja myślę, że poprostu muszę się do tego przyzwyczaić i naprawdę uwierzyć, że będzie ok... Mówię to codziennie tej mojej durnej łepetynie, ale ona słucha mnie wtedy tylko kiedy ma na to ochotę!!!wnerwiony Te Wasze posty działają na mnie jak balsam, chociaż niektóre przyprawiają o lęk, mało się udzielam na forum, ale żyję w
Waszymi troskami i martwię tym wszystkim, czym i Wy się martwicie. Najbardziej zapadła mi w serce Patrycja z Olusiem, codziennie sprawdzam co nowego napisała, byłam wściekła, że chemia jej się przesunęła ze względu na złe wyniki krwi, a do łez (ze śmiechu) doprowadzają mnie wpisy Rudzi!! Zresztą każdą z Was interesuję się bardzo mocno, czekam na dobre wieści, a te smutne także i mnie psują humorek blee Każda z Was pisze tak super, że wszystkie książki leżą nie tknięte odkąd odkryłam forum, Jesteście naprawdę super Wszystkie!!!! Wiem że mogę tu napisać wszystko, tylko, że nieraz poprostu nie mam na to siły (oczywiście nie tej fizycznej, bom ja nie mikra ptaszyna...rotfl). Ale myślę, że do wszystkiego trzeba czasu, tak że wybaczcie mi moje drogie, że ja taka trocha niemowa jestem, ale kibicuję Wam wszystkim i podziwiam. ściskam każdą z Was i ślę jak najpiękniejsze uśmiechy... Wiem, że jak mi będzie smutno albo wesoło to podzielę się tym z Wami, a Wy będziecie wtedy ze mną! pocieszabuzkiserce A! I jeszcze jedna wiadomość: wczoraj się trochę zestarzałam.. skończyłam 47 lat i dostałam od Amazonki.net przemiłe życzenia!! Dziękuję!!!radochapapa






maryla (offline)

Post #2

21-09-2013 - 22:04:40

gdzieś w górach... 

Ewa, brawobrawo za to że się otworzyłaś i założyłaś tutaj swój wątek, to bardzo pomaga kiedy człowiek się wygada.
Czasem trzeba popłakać... a potem przychodzi taki dzień, że góry się przenosi. Tak to już jest.
Normalne. Nasza siła, optymizm bierze się z tego co przeszłyśmy, z naszego zderzenia z rakiem .
Ty też za chwilę będziesz taka dzielna jak my, daj sobie trochę czasu.
A póki co, przychodź tutaj, dziel się swoimi smutkami i radościami , my będziemy z Tobą serce
buziakpociesza



różenalepsze urodzinowe życzenia







Zmieniany 1 raz(y). Ostatnia zmiana 21-09-2013 - 22:06:22 przez maryla.

Masza70 (offline)

Post #3

21-09-2013 - 22:07:10

 

ładnie to wszystko opisałaś Ewo kwiatek jesteś już nasza oczko



elisabeth (offline)

Post #4

21-09-2013 - 22:11:45

Lubuskie 

Witaj Ewa46 z okazji wczorajszych urodzin ,,100 lat życzyć, to za mało - 200 życzyć, by się chciało''

zdrowia ,szczęścia i radościbuziak



W życiu wszystko ma swój zmierzch. Tylko noc kończy się świtem.

nutka (offline)

Post #5

21-09-2013 - 22:15:39

 

Spóźnione ale serdeczne życzenia róże. Dobrze że jesteś z nami pociesza



"W życiu nie chodzi o to, żeby przetrwać burzę, ale o to, żeby tańczyć w deszczu."
Richard Paul Evans
"... Wszystko wydarza się wtedy, gdy jest na to gotowe."
Dennis Genpo Merzel

Ewa46 (offline)

Post #6

21-09-2013 - 22:27:35

Szczecin 

Kochane dziewczynki, wszystkie Was gorąco przytulam i dziękuję za wsparcie i życzenia pocieszameloman, jakby było mało mojego nędznego humorku, to dla odmiany moja psina Kama (bokserka - najukochańsze słoneczko na ziemi) trochę się zachłysnęła przy jedzonku i zwymiotowała, tak że muszę iść i dać leki mojemu maleństwu. A bo wcześniej nie napisałam, ta sunia jest też chora, ma nowotwór komórek tucznych, a to objawia się powstawaniem guzów w różnych miejscach na ciele i wewnątrz. Ona bidulka miała już dwa guzki na udzie i nad okiem i jest po dwóch operacjach, a do tego ma roztrzeń przełyku i każdy posiłek musi być zmiksowany i podany na stojąco tzn. ona stoi oparta przednimi łapkami na krześle a miska z papu stoi na stole. Po jedzonku musi być oklepana, aż jedzonko spadnie do żołądka, bo w przeciwnym razie pozostanie w przełyku a następnie zwróci je. Jest najukochańsza na świecie, jak leżę i płaczę to ona przychodzi i wtula się we mnie z delikatnością spychacza i całuje mnie po buzi. Albo pociesza przynosząc supeł do zabawy (długi na 1 metr z 4 węzłami) i wywija nim w powietrzu, żeby go jej wyrywać, a że czasami łupnie sobie nim po głowie, albo nas to już taki szczególik..oczko Ale kochamy ją wszyscy bardzo mocno i niewyobrażamy sobie życia bez niej!! W związku z męża i moją operacją kupiliśmy specjalnie taaaakieeee szeeeeeerokie łóżko - 160 cm, żeby nasza Lalunia mogła spokojnie spać z nami, bez ryzyka, że komuś przywali przez sen łapą po twarzy albo w czasie biegania przez sen kopnie znienacka delikatną łapką.....chichot






filipinka35 (offline)

Post #7

21-09-2013 - 22:35:07

 

Ewo z okazji urodzin wszystkiego najlepszego Ci zyczę.

Pieknie to napisałaś.

Teraz doczytałam, ze masz suczkę. Przytulam Twoja Kame. Ja mam kocura Filipa i bardzo go kocham.



Zycie jest najpiękniejsze !!!

Prowadzę bloga kulinarnego: Kulinarne inspiracje Moniki. Po informacje zapraszam do mojego profilu (domku) znajdującego sie na Naszym forum.



Zmieniany 1 raz(y). Ostatnia zmiana 21-09-2013 - 22:38:54 przez filipinka35.

Magda (offline)

Post #8

21-09-2013 - 22:36:13

Jastrzębie Zdrój 

pocieszaEwcia każda z nas ma swoją historię choroby....ale pamiętaj nie jesteś sama z Tobą jesteśmy my buzki



lulu (offline)

Post #9

21-09-2013 - 22:39:35

k/Kwidzyna 

Ewa pomalutku przyzwyczaisz się do tej sytuacji, zaakceptujesz, a następnie po skończeniu leczenia to wszystko odejdzie w siną dal, a pozostanie zdrowa klępa. Mam nadzieję, że nie obrazisz się za to sformułowanie, bo mamy tu taką łączkę, na którą trafiają zdrowe klępy i brykają tam do woli.



Na Forum od 07 lutego 2008
Nigdy nie jedz do syta. Jedna trzecia żołądka dla pokarmu, jedna trzecia dla napoju, jedna trzecia dla ducha.
je

Baba Jaga (offline)

Post #10

22-09-2013 - 06:56:26

Jagolandia 

dobrze, że otworzyłaś swój wątek ... ładnie ciekawie opowiadasz ... pozdrawiam i zdrowia życzę dla Ciebie, męża i suni uśmiech
no żal, że nie możesz być na ślubie córki, ale siła wyższa, nie smuć się ..... i jeszcze jesienna róża na Urodziny buzki

andzia73 (offline)

Post #11

22-09-2013 - 09:22:10

Gdańsk 

kwiatekWitaj Ewciu na ogólnym...Fajnie ze wyszłas z krzaczorów...bo nawet ja szpieg belmondo Ciebie nie wypatrzyłamduży uśmiechDo życzeń sie przyłączamdrink.gifurodziny Ja 3 lata temu 26 lipca dowiedziałam sie o dzikim lokatorze....też swiat mi stanął na głowie...Ale jakos wszystko się unormowało....Głowa do góry i włącz pozytywne mysleniepocieszaa my pocieszymy, przytulimy ..Pisz co Cię trapi to pomagapociesza




Al_la (offline)

Post #12

22-09-2013 - 11:25:07

k/Warszawy 

Witaj Ewuniu

Bardzo się cieszę, ze założyłaś swój wątek i opowiedziałaś nam swoją historię.
Każda z nas przeżyła diagnozę - każda inaczej, ale na pewno ten fakt pamięta.
Ja byłam tak samo zdołowana, przerażona jak Ty.
Teraz już "zapomniałam", że byłam chora na raka oczko

Bądź z nami i pisz, co Ci leży na sercu. Przytulimy, pomożemy...pociesza serce





W najgorszych chwilach mego życia zawsze mogłem liczyć na przyjaciół.
Odtąd wiem, że pierwszą rzeczą, jaką należy zrobić, to poprosić o pomoc. Paulo Coelho




Przewodowy NST, G2, T3N0Mx, TNBC, 6 x FEC (3 przed operacją), yT2N0Mx

Perełka (offline)

Post #13

22-09-2013 - 21:37:24

 

Ewuś bardzo dobrze, że załozyłaś swój watek. Pisz i wyżalaj się do woli. My tu cię wysłuchamy, pogłaszczemy albo przywalimy kopala jak dopadnie cię jakieś czarnowidztwo. No niestety, na to też bądź przygotowana. W ostateczności możesz w takim wypadku nosić podusię na kuperku co by mniej bolało.
Gadzinę miałam taką jak ty, operację taką jak ty, mąż też mnie wszędzie zapisywał, bo ja po usłyszeniu diagnosy RAK planowałam swoje spopielanie.
Potem sama sobie dałam takiego kopa, że szok. Poszłam po rozum do głowy i powiedziałam rakowi : WAŁA!
Najpiękniejszy w leczeniu tego dziada był dla mnie dzień, w którym dowiedziałam sie, że nie będzie chemii.
Spoko kochana. Jak na niedowiarka przystało skonsultowałam to z innymi chemikami, żeby miec pewność, że nikt mnie nie oszukał i nieczego nie przeoczył. Przejdziesz leczenie jak wiele z nas, z czasem przywykniesz to myśli, że raczysko zamknęli w słoiku z formaliną.
Jeszcze ci dadzą promyczki, co by posprzątały w twoim cycku po tym śmierdzielu jak się nalezy.

Za ta suczkę to cię normalnie kocham. Sama mam świra na punkcie zwierząt a psów i kotów w szczególności.
W domu mam adoptowane po przejsciach dwie sunie, ktore ( a jakże) śpią z nami w łożkach. Znaczy w nocy, bo w dzień korzystają ze swoich legowisk. Całuski żmijki takie daja, że ciarki przechodzą.
W sobotę ze starszą leciałam do weta. Niestety, zapłaciła za swoje łakomstwo niestrawnością.

Ewa to co przezywasz w tej chwili jest normalne. Z każdym dniem, z każdym tygodniem będziesz bardziej odwazna i spojrzysz na to zupełnie inaczej. Głowa do góry! pociesza








Zmieniany 1 raz(y). Ostatnia zmiana 22-09-2013 - 21:38:01 przez Perełka.

kesy (offline)

Post #14

22-09-2013 - 22:02:25

Starogard-Gdański  

Ewuniu.pięknie opisałaś swoje przemyślenia...dobrze że jesteś z nam..zawsze znajdziesz bratnią duszę która Ćię pocieszy i pozwoli uronic łezkę.Bardzo mnie zainteresowała historia Twojej suni..też mam sunie i też zauważyłam jakieś guzki w podbrzuszu..mam strach pójśc z nią do weterynarza..więc wyslę męża.Jesteś bardzo kochaną i wrażliwą osobą..skoro z taką czułoscią piszesz o swoim piesku..wiem coś o tym bo zachowuję się tak samo..mam jobla jesli chodzi o pieski i kotki..Ewuniu życzę Tobie i Kamie pełnego powrotu do zdrowiasercepociesza



piessercekot Oni też czują ból

ira (offline)

Post #15

23-09-2013 - 17:30:22

Pabianice 

Już Cię kocham - za tę sunię duży uśmiech
Sama mam potężnego świra na punkcie zwierząt, kesy może zaświadczyć grinning smiley I przygarniętą suczkę po przejściach.

Kiedy dowiedziałam się, że mam raka, świat stał się całkiem szary - po prostu nie widziałam kolorów.
Ale to było ponad 10 lat temu uśmiech



Rudzia (offline)

Post #16

23-09-2013 - 19:00:59

Warszawa 

to i Ja tak jesienie przyszłam się przywitać, bądź wsadzić swe trzy grosze do Twojego Nowego Wątku. Ha ! To bardzo fajna rzecz mieć taki kącik... napisać, przytulić, łezkę zostawić... I pomyśleć ile tu jest historii??? Gdyby tak je wszystkie kiedyś zebrać i wydać??? To dopiero była by Księga !!! Ewciu mi też jest miło ,że masz swój Kawałek "nieba" tu na Amazonkach, że nie wstydzisz się i dajesz Nam ( potencjalnym czytelnikom ) dotknąć siebie, twoich myśli, przemyśleń, rozterek... nawet zza tego monitora. Bo dziś to nie oszukujmy się laptop, tablet, komputer i net to bardzo ważna rzecz. Ja chyba mogę się pokusić o stwierdzenie..."JESTEM OD WAS UZALEŻNIONA" od neta, od literek...
Bardzo fajnie się Ciebie czyta, lekko i tak ... przyjemnie. Historia jak każdej ale zawsze inna, zawsze jest jakiś element co to różni Nas i dobrze!! Ja strasznie lubię czytać , co ludzie czują, myślą, co kochają, czym żyją... chłonę opowieści jak gąbka, i biorę z każdej mały element, Wasze serducha!! Każda jest inna ale jakże mi bliska. Obiecuję być wiernym towarzyszem i będę zaglądać i swe literki pisać u Ciebie... Ja też jestem maniak zwierząt tongue sticking out smiley a raczej kocica ha ha no i znasz me literki i opowieści ,więc chyba nic dodać nic ująć ha ha. Bardzo bardzo cieszę się ,ze pokazałaś Nam się smiling smiley buziakbuziak





"Cha do dhuin doras nach d’fhosgail doras"

Ewa46 (offline)

Post #17

28-09-2013 - 17:38:15

Szczecin 

Cześć Kochane Moje!!
Długo nie dawałam znaku życia, ale humor miałam do d..y.... Czekałam na wynik hist-pat no i w czwartek go dostałam. Na dzień dobry zmienili mi stopień złośliwości z II na IIII płacze ale jedyne pocieszenie że obydwa bwycięte węzły wartownicze są czyściuteńkie radocha ale... " utkanie nowotworowe dochodzi do kranialnej granicy cięcia chirurgicznego.." angry smiley nie podoba mi się to stwierdzenie!! co z tym dalej zrobią ? bo to oznacza że zrobili za mały margines.. a to raczej nie jest ok! A ogólne stwierdzenie w wyniku: carcinoma ductale invasivum (NST) III st wg Blooma - Richardsona. Rak nacieka tkankę tłuszczową. granice: powięziowa, kaudalna, pachowa i mostkowa bez nacieku raka, pozostałe utkanie sutka bez zmian, węzły chłonne (2) bez przerzutu raka; pTNM7: pT1c N0(sn) Mx, LV0 - a co to oznacza to niestety nie wiem.... I tak jakoś ogólnie mam doły i doliny... nawet małe niebieskie tabletki (Bellergot) za bardzo nie pomagają. Nie mogę nawet porządnie się wypłakać przed mężem, bo on jest po bypassach(koniec kwietnia) a ostatnie emocje związane z moją diagnozą zaczęły odzywać się i u niego... nie mogę więc serwować mu moich lęków i obaw. Wiem że to głupie ale ostatnio dopadają mnie myśli w stylu "ile czasu mi zostało", wiem, wiem, że tak naprawdę nikt nie wie co mu pisane i nawet te najzdrowsze z pozoru osoby znikają z naszego życia...nagle bez żadnych wcześniejszych oznak, że coś jest nie tak. Chce Wam wszystkim powiedzieć, że pomimo iż nie jestem za bardzo aktywna w pisaniu, to codziennie śledzę wszystkie Wasze wpisy i przeżywam wszystko razem z Wami, nie miejcie więc proszę mi za złe, że jestem taki gburek - niemowa, ale chyba muszę do tego jeszcze dojrzeć ..załamkaforumowiczbuzki






andzia73 (offline)

Post #18

28-09-2013 - 18:16:58

Gdańsk 

pocieszaja miałam za miały margines...powinnas mieć docinkę...A co lekarz na to?Jeszcze wyniki receptorów masz?Nie smutaj wszytko bedzie dobrze...Tylko musisz w to bardzo wierzyc.... z czasem sie wszystko poukłada...pociesza




Ewa46 (offline)

Post #19

28-09-2013 - 19:01:04

Szczecin 

Andziu mam wyniki receptorów pr: +, es: +, her2:-, o docinkę będę pytać się 1 pażdziernika chirurga bo wtedy idę na wizytę właśnie z wynikiem. Idę po skierowanie na komisję, żeby określili jakie dalsze leczenie.






patrycja23 (offline)

Post #20

28-09-2013 - 19:52:38

Poznań 

Dopiero dzis, teraz dorwalam twoj watek? Dlaczego? Gapa ze mnie.
przeczytalam wszystko. Bardzo przyjemnie piszesz. Powiwm Ci, ze ja rowniez odstawilam ksiazki i zadomowilam sie tutaj nq forum. Moja lektura przy porannej kawiw i wieczornej herbatce to dzieje Amazonek. daje mi to kopa do aktywnego dnia, i ukojenie wieczorem.
Coz tu poczac z corkom. Zycze im duzo szczescia i milosci.
Pieska tez mam. Ze schroniska adoptowalam szczeniaka, juz troche podrosl , rok skonczyl. Bardzo energiczny. Nie chce ze mna spac woli u Olka przy lozeczku. Ale towarzyszy mi ciagle.
Pisz tu nam o swoich problemach i lekach. Wiem, ze to pomaga. Niestety pod wzgledem leczenia wskazowek Ci nie dam bo za swieza w temacie jestem.
Ale powiem ci jedno PO BURZY SWIECI SLONCE.
Myslami jestem z Toba. Milego wieczoru.
Bede tu czestym gosciem.



Ważny komunikat w sprawie użytkowniczki Patrycja23. [amazonki.net] Kliknij aby przeczytać

dana23 (offline)

Post #21

28-09-2013 - 21:38:53

Gdańsk, Saarbruecken 

Witaj Ewa,pozdrawiam serdecznie Ciebie i Twoja sunie-jestem wlascicielka pieska,kocham zwierzaki. Trzymam kciuki za dalsze leczenie!pies



ewad55 (offline)

Post #22

28-09-2013 - 22:06:53

Stokholm 

Pozdrawiam,też kocham zwierzęta chyba bardziej niż ludzibezradny,pomyśl że czasem strach ma wielkie oczy.Będzie dobrze,czas choroby szybko minie i zapomniesz o tym,że kiedyś byłaś chora.pociesza



andzia73 (offline)

Post #23

29-09-2013 - 10:18:00

Gdańsk 

Ewciu bedziesz miała ne pewno naswietlania i hormonoterapie...co do docinki to rożnie... ja miałam 2 mm marginesu i zatory także troszkę inaczej było u mnie..Co do chemi to nie jestem pewna ..Ale raczej tak..Pozdrawiam Ciębuziakpociesza i nie przemuj sie tak mocno... wszystko jest do przejscia w drodze o zdrowieserce




patrycja23 (offline)

Post #24

29-09-2013 - 10:24:06

Poznań 

różeprzyszlam zyczyc milego dnia.



Ważny komunikat w sprawie użytkowniczki Patrycja23. [amazonki.net] Kliknij aby przeczytać



Zmieniany 1 raz(y). Ostatnia zmiana 29-09-2013 - 10:24:32 przez patrycja23.

Ewa46 (offline)

Post #25

05-10-2013 - 13:51:34

Szczecin 

Witam wszystkie mojekochane dziewczynki! W wątku Filipinki napisałam, że jestem w szpitalu. w poniedziałek będę miała wycinaną bliznę i poszerzany margines cięcia. Bo margines kranialny wynosi 0. Potem radioterapia i hormonoterapia. Mam do Was pytanie: jaj długo po operacji oszczędzającej bolała Was pierś? Czasami robi mi się gorąca- wjednym miejscu też lekko zaczerwieniona- tak jakby brodawka mnie bolała . Mój gad był przewodowy i tochyba dlatego boli brodawka bo to przecież połączone ze sobą. Ale z dnia na dzień boli mniej, a już w ogóle jest super po ściągnięciu chłonki. Może panikuję ale mam nadzieję że takie pobolewanie 3 tygodnie po operacji nie jest niczym szczególnym.






Agaba190 (offline)

Post #26

05-10-2013 - 14:34:06

k/Warszawy 

Mnie po oszczędzającej (i napromienianiach) pierś bolała chyba ze dwa lata. Robiła się nagle taka twarda jak kamień. Pomagało masowanie. Siostę moją boli pierś już 3-ci rok. Ale ona ma takie uczucie pieczenia (poparzenia). Lekarz mówi, że nie ma na to lekarstwa i że musi się przyzwyczaić.







Spraw, aby każdy dzień miał szansę stać się najpiękniejszym dniem twojego życia.
Mark Twain

dana23 (offline)

Post #27

05-10-2013 - 16:16:14

Gdańsk, Saarbruecken 

Ewuniu,trzymam kciuki za "docinke",moc calusow i zdroweczka! drink.gif



patrycja23 (offline)

Post #28

05-10-2013 - 20:03:23

Poznań 

Ewus trzymam kciuki, zeby dobrze docieli, zeby blizna byla skromna. Cyc do przodu. I tak mi sie przypomnialo, u mnie pisalas, ze juz jest po liftingu, osz ty a teraz bedzie jeszcze lepszyuśmiech.
Milego wieczoru, odpoczywaj buzki



Ważny komunikat w sprawie użytkowniczki Patrycja23. [amazonki.net] Kliknij aby przeczytać

Baba Jaga (offline)

Post #29

06-10-2013 - 07:59:36

Jagolandia 

już nastawiam sie na zaciskanie paluchów jutro ok

filipinka35 (offline)

Post #30

06-10-2013 - 18:20:41

 

Ewciu mooooocno trzymam kciuki.



Zycie jest najpiękniejsze !!!

Prowadzę bloga kulinarnego: Kulinarne inspiracje Moniki. Po informacje zapraszam do mojego profilu (domku) znajdującego sie na Naszym forum.
Przykro nam, ale tylko zarejestrowane osoby mogą pisać na tym forum.

Kliknij żeby zalogować

Użytkownicy online

Gości: 487
Największa liczba użytkowników online: 77 dnia 11-10-2011
Największa liczba gości online: 5263 dnia 07-04-2018