Wygrana walka z rakiem początkiem koszmaru

Wysłane przez Di 

Di (offline)

Post #1

03-08-2014 - 19:05:32

 

Witam dziewuszki znane mi i nie znane...
Dawno tu nie zagladalam i moze to był błąd...dopiero po roku postanowiłam zbudować tu swój "domek"...
Poltora roku temu w styczniu wymacalam guzy
, nie myslalam nawet zeby szybko popędzic do lekarza , przeciez tak czesto byłam sprawdzana ze względu na guzek w prawej piersi. Wreszcie maź umówił mi wizytę. Wszystko potoczyło sie szybko. Wizyta u rodzinnego była 18 maj. Doktor zaraz napisała list o przyjęcie mnie na mammografię, tam na badaniu cos zobaczyli i tylko byłam prowadzona z pokoju do pokoju-biopsję, rozmowa z lekarzami, prześwietlenia , krew itd. Codziennie dzwonili lekarze gdzie mam przyjechać . Gdy jechałam po wynik biopsji czułam ze bedzie niedobrze. Guzy tak bolały ze nie mogłam pasa w aucie zapiac . Czekało na mnie kilka osób w tym psycholog... Juz wiedziałam !
Męka trwała 3 tyg i dostałam chemie(8szt), operacja. Okazało sie ze nic nie miałam po chemii, zero komórek rakowych. Ze względu na mój wiek dostałam jeszcze 25 lampek. W lutym zakończyłam i zostało mi Kilka herceptyn. 7 sierpnia2014 dostane ostatnia (17).
Maz jest ogromnym oparciem dla mnie i przyjaciółka ale jest daleko niestety No i mam cudowne dzieci.
W czasie leczenia czułam sie silna, ze wszystko moge i dam rade pokonać gnoja! A teraz jestem psychicznie wykończona.

Moze czasami mnie ktos odwiedzi i cos napisze...pozdrawiam



myszka (offline)

Post #2

03-08-2014 - 19:08:26

Poznań 

Di...przyszłam się przywitać kwiatek...a o to czy ktoś Cię odwiedzi to chyba nie musisz się martwićbuziak



Nie marnuj swojego życia na to by zaimponować innym ludziom.Po prostu rób to co kochasz i kochaj to co robisz...serce

Gizi (offline)

Post #3

03-08-2014 - 19:13:47

Warszawa 

Di, ja Cię odwiedzam i jeśli pozwolisz, będę do Ciebie wpadać. Wydaje mi się, że spotkałyśmy się na początku mojej drogi na forum, potem zniknęłaś. Cieszę się że jesteś bo ciepło mi się kojarzysz. Witaj kochana.
Niepokoi mnie tytuł, mam nadzieję że nie jest tak źle. Słowo koszmar mnie przeraża.
Na dobry początek kwiaty powitalne dla Ciebie.uśmiech





Osiągnięcie celu jest punktem startowym do osiągnięcia kolejnego.

Latek (offline)

Post #4

03-08-2014 - 19:16:06

Al-Khobar, Arabia Saudyjska 

To i my wpadamy z wizytą i serdecznymi pozdrowieniami




Link do naszego bloga o życiu codziennym w Arabii Saudyjskiej znajdziecie w moim domku


"Życie przeżywa się intensywnie dopiero wówczas, kiedy ani na sekundę nie zapomina się, że można je w każdej chwili stracić"
pułkownik Thomas Michael Hoare ("Mad Mike" Hoare)

andzia73 (offline)

Post #5

03-08-2014 - 19:16:28

Gdańsk 

buzkii ja witamkwiatek




lulu (offline)

Post #6

03-08-2014 - 19:32:36

k/Kwidzyna 

Di może to Twoje samopoczucie jest związane z tym całym leczeniem. Teraz jest już po wszystkim, emocje związane z "walką" opadają i zaczyna się codzienność. Nic innego Ci nie pozostaje jak przyzwyczaić się do tego i zacząc żyć normalnie, bez piętna choroby, jej już nie ma. Jesteś zdrowa i to najważniejsze.



Na Forum od 07 lutego 2008
Nigdy nie jedz do syta. Jedna trzecia żołądka dla pokarmu, jedna trzecia dla napoju, jedna trzecia dla ducha.
je

Di (offline)

Post #7

03-08-2014 - 19:37:25

 

Moze straszny ten tytuł ale tak sie czuje...
Moja rodzina i męża zostawiła nas...nie mam z kim porozmawiać. Mam wrażenie ze maź mnie rozumie choć stara sie bardzo. Instytucje mnie we wszystkim dyskfalufikuja, czuje sie podle. Do niczego nikomu nie potrzebna.
Tydz temu wyszedł mi guz nad blizna, w miejscu poprzednich i bardzo boli, szyja mnie boli...stres większy . Żebro mnie boli i plecy jakby mi ktos siedział.. Boje sie
Jutro badanie serca mam to pójdę do gabinetu mojego onkologa to moze na 5 min mnie przyjmie. Jak bedzie wogle.
Normalnie to mam w czwartek ostatnia herceptyne i wtedy kontrolna wizyta ale moze jutro spróbuje.

Dziewczynki aż łezka mi sie zakrecila jak tyle napisało...dzieki



monika14 (offline)

Post #8

03-08-2014 - 19:42:05

 

Di, cieszę się że zawitałaś na dobre, bo martwiłam się Twoją nieobecnością.
Twój koszmar doskonale rozumiem, bo bardzo tęsknie do dni z przed diagnozy. Kiedy to była beztroska i zajmowanie się pierdołami. Bardzo mi tego brakuje, chwil bez nieustającego strachu przed nawrotem choroby. Jestem tym bardzo zmęczona, bardziej niż leczeniem. Ale cóż nam robić ? musimy się nauczyć z tym żyć i nie pozwolić ,aby strach sparaliżował nas na tyle, aby nie móc normalnie żyć.
twoje doświadczenie z walki jest bardzo potrzebne nowym, przerażonym świeżynkom, którym trzeba pomóc przez to straszne leczenie przejść.
Pisz co u Ciebie, a ja tu będę często zaglądać, buziak



Gizi (offline)

Post #9

03-08-2014 - 19:45:12

Warszawa 

Do nas pisz, kto jak kto ale my rozumiemy się bardzo dobrze. Będę trzymać kciuki za Ciebie jutro. Myślę, że lekarz Ci nie odmówi i Cię przyjmie.
Rozumiem Twoje zdenerwowanie, też bym się trzęsła ze strachu. Lekarz pewno zleci badania, a my będziemy z Tobą.
Nigdy nie zawiodłam się na Amazonkach, nigdy. I Ty też się nie zawiedziesz. Będziemy tutaj.



Osiągnięcie celu jest punktem startowym do osiągnięcia kolejnego.

Baba Jaga (offline)

Post #10

03-08-2014 - 19:45:19

Jagolandia 

kwiatek

Di (offline)

Post #11

03-08-2014 - 19:49:42

 

Dzieki dziewczyny!
W czwartek przyznam ze coraz gorzej psychicznie ze mna i napewno dadzą psychologa bo zawsze pytają, na każdym spotkaniu ale myslalam ze bedzie coraz lepiej...hmm



Gizi (offline)

Post #12

03-08-2014 - 19:54:22

Warszawa 

A dlaczego piszesz, że instytucje Cię dyskwalifikują? Psycholog to zawsze dobra opcja, zwłaszcza w naszej sytuacji.



Osiągnięcie celu jest punktem startowym do osiągnięcia kolejnego.

Di (offline)

Post #13

03-08-2014 - 19:59:07

 

U mnie jest tak ze gdy ktos zachoruje to urząd ma za zadanie znaleźć mi prace stosowną do mojej choroby i moge pracować ile chce dziennie -3 gocz czy 5. Jak głowa mnie boli mam prawo nie przyjść . Dopóki jestem po nadzorem lekarzy tyle tak jakby jestem chora osoba. Nie mam węzłów wiec moge pracować w bibliotece czy gdzieś ram w biurze pomagać po przeszkoleniu. Jak narazie gdzie nie pójdę lipa. Pracownik socjalny w szpitalu jest w szoku, pisze tylko i wysyła nam skargi wszędzie...tak naprawdę to wpędziło mnie w jakas depresje...
Tak tu psychologa pytają czy chce co miesiąc , czy dla moich dzieci nie potrzeba itd.
Zapomniałam dodac ze w sierpniu ruszam po roku zawieszenia do szkoły. Zostało mi pol roku do końca No chyba ze znowu cos bedzie mi w tym przeszkadzać i nie wrócę...







Zmieniany 1 raz(y). Ostatnia zmiana 03-08-2014 - 20:01:45 przez Di.

ewka36 (offline)

Post #14

03-08-2014 - 20:01:29

Sopot 

Di ja też nie miałam z kim porozmawiaćnieI też czułam się do niczego,ale otrzymałam pomoc właśnie tu na forumserceNawet nie wyobrażasz sobie ile dały mi nasze dziewczynkiserceserceserceOne są tu zawszetakwięc jak coś Cię trapi to pisztak Trzymam za Ciebie kciukasy buzki



lulu (offline)

Post #15

03-08-2014 - 20:01:37

k/Kwidzyna 

Di piszesz, że rodzina zostawiła Was. Może tak do końca nie jest, może oni po prostu nie wiedzą jak się zachować, co powiedzieć, jak pocieszyć. W takich sytuacjach najlepiej jak struś, głowę schować w piasek. Nie jest to dober wyjście, ale może taką właśnie zajęli postawę. Myślę, że warto utrzymać kontakty z rodziną, dać im sznsę.



Na Forum od 07 lutego 2008
Nigdy nie jedz do syta. Jedna trzecia żołądka dla pokarmu, jedna trzecia dla napoju, jedna trzecia dla ducha.
je

Gizi (offline)

Post #16

03-08-2014 - 20:03:26

Warszawa 

Di, gdzie Ty się kochana leczysz? Mnie nikt nie proponował psychologa, moja praca też nikogo nie obchodzi.



Osiągnięcie celu jest punktem startowym do osiągnięcia kolejnego.

monika14 (offline)

Post #17

03-08-2014 - 20:05:19

 

Di, Dorotko - dobrze pamiętam ?
kochana to co przeszłaś to nie lada wyczyn, dlatego skutki tego będziesz jeszcze długo odczuwała.
A czy te objawy o których piszesz to nie są samatyczne z powodu stresu i dołka ? wiesz jak to już u nas jest. Ja miałam już co najmniej kilka przerzutów niepotwierdzonych na szczęście. Bolał mnie bardzo kręgosłup, miałam sprawdzane płuca, bóle głowy które nasuwały tylko jedną myśl - przerzuty do mózgu no i najświeższe tzn. bóle ramienia i kręgosłupa piersiowego - we wtorek mam scyntygrafię z tego powodu i mam nadzieje że nic nie znajdą. Dołki to standard po chorobie nowotworowej, jednak jedni radzą sobie z nimi lepiej a inni gorzej. Czasem trzeba się wspomóc lekami albo psychologiem i nie ma w tym nic strasznego. Dobrą terapią jest też kontakt z innymi amazonkami np. na tym forum, więc pisz pisz i jeszcze raz pisz, pisz o wszystkim co cię gryzie, o czym myślisz, wyrzuć to z siebie a poczujesz się lepiej. Jest nas tu dużo i razem damy radę przez to przejść.
ps co do rodziny to ci napisze na pocieszenie, że moja ciocia przestała nas odwiedzać jak się dowiedziała, że jestem chora. Jej tłumaczenie było ponoć takie " nie mogę do niej przychodzić, bo jak na nią patrzę to mi się chce płakać " dobre co ? trzymaj się męża, bo był przy tobie cały czas i jest twoim najlepszym przyjacielem.







Zmieniany 1 raz(y). Ostatnia zmiana 03-08-2014 - 20:09:19 przez monika14.

Di (offline)

Post #18

03-08-2014 - 20:08:16

 

To znaczy z mama nigdy nie miałam kontaktu dobrego, tata zmarł 5 mcy przed wykryciem u mnie raka i z nim byłam bardzo zżyta. Bracia żyją własnym życiem. A rodzina męża wogle zerwała kontakt.
Ja nie zrywam z nikim kontaktu.
Ja jestem gadatliwa i rozmawiam z mama to ona zebym temat zmieniła albo ze lekarze mnie oklamuja napewno itd. Jest złośliwa dla mnke itd. Rozmowa z nią zawsze mnke duzo kosztuje.
Ona nie wie nawet co dokładnie mi jest.



nikulam (offline)

Post #19

03-08-2014 - 20:25:01

warszawa 

Di przytulam Cie bardzo mocno i ciesze sie,ze zalozylas swoj watek,bede Cie odwiedzac ,tymczasem trzymam kciuki za dzien jutrzejszy!kwiatek



Di (offline)

Post #20

03-08-2014 - 20:25:36

 

Mieszkam w Danii. Mam swoja pielęgniarkę, pracownika socjalnego i psychologa do dyspozycji zawsze ta s dobrze , samochod który mnie wozi zawsze na wizyty . Jesli chce oczywiście. Dziewczynki co do warunków leczenia leków darmowych to nie narzekam.... Nie stoi sie tu w kolejkach , nie mam żadnych papierów dokumentów, wszystko załatwiają lekarze i pielęgniarki . Przychodzi list kiedy nam sie stawić i gdzie i jade.
Ale wiecej nie chce mowić bo kiedys odebrano mnie na forum tu zle i zostałam zle potraktowana. Jednak nie chwale sie bo ja nie z tych.



smokooka (offline)

Post #21

03-08-2014 - 20:27:40

Warszawa 

Di, nie jesteś sama, pamiętaj... dobrze, że jutro lekarz i koniecznie psycholog serce

Gizi (offline)

Post #22

03-08-2014 - 20:34:59

Warszawa 

Di, chwal się, to poszerza horyzonty i pokazuje nam jak to wszystko powinno prawidłowo wyglądać. Możemy Ci zazdrościć opieki.
U nas to wiesz, pacjent zatrudnia rodzinę, znajomych i sąsiadów. Leczenie, jego otoczka obciąża pacjenta. Masakra. Ja bardzo chętnie posłucham jak to wygląda w cywilizowanym świecie. Pisz.ok



Osiągnięcie celu jest punktem startowym do osiągnięcia kolejnego.

Di (offline)

Post #23

03-08-2014 - 20:40:25

 

Dobrze slonca....spróbuje bo właśnie osadzono mnie i dlatego zniknelam. Dziewczyna inne buntowala, byłam w trakcie leczenia i płakać przez forum to za bardzo nie chciałam .
Dzieki ciut mi lepiej....



dana23 (offline)

Post #24

03-08-2014 - 20:43:35

Gdańsk, Saarbruecken 

Dikochana, będę Cię odwiedzać i bardzo cieszę się,że masz swój wątek. Jestem trochę w podobnej sytuacji,mieszkam za granicą z mężem, po chorobie problem z pracą itd.,ale na szczęście z rodziną,która mi pozostała (rodzice umarli) mam super kontakt. Rozumiem Twój stan,ale po smutku przyjdzie radość (nawet,jeśli na razie w to nie wierzysz),jestem pewna. A za jutro thumbs up. Całusy! buzki



Di (offline)

Post #25

03-08-2014 - 21:08:52

 

Powiem cos ciekawego związanego z dziećmi. Jak poszłam na 1 chemie to kazali mi dzieci zaprosić bo chca im pokazać wszystko i odpowiedzieć na ich pytania. Chodzi i to zeby słysząc chemia w domu nie bali sie o mnie. Wjechały lody ( za każdym razem jak sa ze mna ), kosz z zabawkami i moga robic co chca w pokoju smiling smiley to mi sue bardzo podoba....



Gizi (offline)

Post #26

03-08-2014 - 21:23:15

Warszawa 

Łał, a u nas jak rodzina chce zostać to proszą by wyszła bo zbyt duży tłok jest. Nie zawsze oczywiście, ale jak się robi komplet pacjentów na sali to są ograniczenia w ilości osób towarzyszących.
Komfort leczenia jest bardzo ważny. To czy musisz się martwić czy dasz radę dojechać na chemię, czy nie. Ja jak jechałam na kolejną chemię bałam się czy wystoję w kolejce do pobrania krwi. Bardzo bolał mnie kręgosłup, no i byłam osłabiona.
Raz zdarzyło mi się, że przyszłam na pobranie krwi o godzinie 7, a wyszłam po chemii o 20. Masakra. To była jedna z pierwszych chemii. Nic nie jadłam od 9 rano. Mąż też miał wizytę u lekarza na drugim końcu miasta, zanim do mnie dojechał to mało z głodu nie umarłam.



Osiągnięcie celu jest punktem startowym do osiągnięcia kolejnego.

Ewa46 (offline)

Post #27

03-08-2014 - 21:42:51

Szczecin 

Wiesz Di...doskonale Cię rozumiem.... właśnie minął rok od diagnozy i dopadła mnie straszna depresja i strach o jutro... napewno wpłynęły na to odejścia naszych Amazonek... to mnie dobiło... pomimo, że chodzę do psychiatry i biorę leki to od kilku dni czuję się strasznie... same czarne myśli...pocieszam się że to z powodu rocznicy wszystkie złe myśli wróciły jak bumerang.... bezradny czekam aż przejdzie.... Di nie dawaj się nastrojom bo one źle na nas działają ja też staram się zwalczyć to, żeby móc normalnie funkcjonować i walczyć z przeciwnościami losuwnerwiony ślę Ci moc buziak






szama (offline)

Post #28

03-08-2014 - 21:42:51

Kraków 

Puk, puk....ja też wpadam z wizytą. Uważnie przeczytałam wszystkie Twoje wpisy .........U Ciebie leczenie i opieka bardzo różni sie od naszej. Nie miałam pojecia, że tak może wygladać opieka, ale opieka opieka, a tzw. doły przychodzą niezależnie od wszystkiego. Służę saperką do zakopywania dołów . Dziewczyny z forum mi ja podawały w ciężkich chwilach.....pomaga. Cieplutko pozdrawiam i trzymam kciuki pociesza




uśmiech nic nie kosztuje, a tak wiele znaczytak

Rudzia (offline)

Post #29

03-08-2014 - 21:55:10

Warszawa 

Cytuj
Di
Moze czasami mnie ktos odwiedzi i cos napisze...pozdrawiam

No to i ja nawiedzam Cię Di i ... chętnie będę tu wpadała i swe szalone literki zostawiała
Dziś rzeknę to co inne dziewczyny... Nie jesteś sama!!! Pamiętaj o tym!!!
To nic, że nie poczujesz "fizycznego" rękawa...ramienia...ważne, że poczujesz bliskie Ci dusze, osoby które dobrze Cię rozumieją...
poczujesz ciepło i szczere słowa...
Bo z rodziną... to... różnie bywa...
A tak jak Dana23 napisała "po smutku przyjdzie radość..." to prawda!!!
Mogę być namacalnym dowodem... aczkolwiek rak mnie nie przestraszył ani nie odebrał chęci na życie ...dał mi w kość płacze ale dał również wiele niespodziewanych rzeczy...dał mi coś czego nie spodziewałam się serce, dał wielkie szczęście i radość!.
Po ciężkiej i czasem bolesnej walce z Panem rakiem... przyszedł czas na bycie sobą, na prawdziwe życie, na radość!
Jestem naznaczona ale... jakże szczęśliwa!radocha
Życzę Ci abyś i Ty odnalazła w tym naszym "innym" życiu same pozytywne aspekty i mnóstwo szczęśliwych dni...
Nie patrz na innych... Idź na przekór!!!
Jesteś piękną kobietą, silną i bardzo mądrą...

Trzymam kciuki i posyłam swe szalone chichot fluidy ...





"Cha do dhuin doras nach d’fhosgail doras"

ewka36 (offline)

Post #30

03-08-2014 - 22:02:51

Sopot 

Rudzia ujęła wszystko serceserceserce



Przykro nam, ale tylko zarejestrowane osoby mogą pisać na tym forum.

Kliknij żeby zalogować

Użytkownicy online

Gości: 372
Największa liczba użytkowników online: 77 dnia 11-10-2011
Największa liczba gości online: 5263 dnia 07-04-2018