Załamuję się

Wysłane przez karina10 

karina10 (offline)

Post #1

07-07-2015 - 18:32:47

Warszawa 

Jestem coraz bardziej przerażona, a jeszcze tydzień zanim do szpitala. Pewnie nie ten wątek, ale już nie ogarniam niczego...
Nie umiem sobie znaleźć miejsca. Całymi dniami czytam. Doceniam funkcję forum, ale mam wrażenie, że psychicznie się toczę w dół.
Z tego wszystkiego zdecydowałam, że pójdę do jeszcze jednego onkologa - polecanego gdzieś tu - dr Jabłońska (może któraś zna). Może ma inny pomysł.....może szukam wymówek żeby nie iŚć do tego szpitala sad smiley jednocześnie wiedząc że guz się nie rozpłynie.
Tak strasznie Wam zazdroszczę rozsądku, jakiejś siły wewnętrznej: że idę, wycinam, leczę się pomimo wszystko.
Ja się boję nawet leczyć kurczę.
Jak czytam o tym wszystkim to odpadam, dreny, chłonki, kroplówki cięcia, znaczniki - czymkolwiek to jest, receptory=czarna magia.
W dodatku CO kojarzy mi się z ciężkim zacofaniem - sam budynek wrażenie słabe. Wyobrażam sobie salę operacyjną i wszytsko wokół prawie z młotkiem i piłą...smiling smiley
Ja i bez tego mam słabe zdolności adaptacyjne w nowych miejscach, to jeszcze te dodatkowe obrazy tworzą horror - jak dla mnie.
Gdybym jeszcze więcej może wiedziała o ten mojej operacji. Poczytałam, ze czasem w trakcie mogą zmienić decyzję i obciąć całą pierś.
Ten mój guz ma 6 cm, nie jest maluchem.
Boli mnie już wszystko wokół, ręce, pachy sad smiley
Ratunku....
Jak bardzo chciałabym żeby to się wszystko nie wydarzyło.

Rudzia (offline)

Post #2

07-07-2015 - 19:52:16

Warszawa 

ojoj...
ktoś tu potrzebujący jest, więc Ja Rudzia nie ruda w te pędy...lecemmm
karinko aby nie było za słodko czy też drastycznie będzie tak inaczej...czyli po mojemu oczko
ano los i Tobie zafundował bliskie spotkanie z raczkiem, sprawił że odechciało Ci się wszystkiego, świat stracił jakikolwiek sens, kolor...
Ale! ale! zobacz ile Nas tu jest, ile fajnych kobietek, ile cudownych indywidualności, ile żyć!!! Każda tworzy nowy rozdział, każda pokazuje swoją drogę...swoje obawy, łzy...a nawet uśmiech i zwycięstwo.
To forum to dowód na to, że RAK to nie koniec Świata.
Czerp z Nas to co najlepsze i najbardziej pomocne!
Rozsądku Ci raczej u mnie mało ha ha ale szaleństwa i zwariowanych pomysłów mogę troszkę oddać
Chciałabym abyś uwierzyła w siebie, w to co masz tam w sobie, w silną wolę i zobaczyła, że umiesz!!!!
Jesteś Kobietą a to już połowa sukcesu!!! To My jesteśmy tymi co to trzymają Świat w ryzach!!! a gady...depczemy!!!
Nie uciekaj! Nie poddawaj się! Walcz...bo jest o co!!
Każda z Nas miała różne priorytety, każdą coś innego pchało...dawało chęć do wytrwania!
Ja osobiście dzięki rakowi odnalazłam w sobie wielką siłę i ...zmieniłam swoje życie !
Oddycham pełną piersiąjezor ha ha.

karinko dasz radętak ok





"Cha do dhuin doras nach d’fhosgail doras"

czeremcha (offline)

Post #3

07-07-2015 - 20:02:14

pod Opolem 

Karino, każda z nas cię rozumie...

Nie jest łatwo. Nikt nie powiedział, że będzie. Ja sama nie umiem wykrzesać z siebie szalonego optymizmu, nie umiem powiedzieć o sobie, że "walczę"...

Poddaję się procedurom. Przyzwyczaiłam się do tego, że jestem pacjentką, kolejną osobą, którą leczą z zamiarem wyleczenia. Mam momenty popłakiwania.

Chciałam się wesprzeć tabletkami uspokajającymi, ba - poszłam do lekarza i kupiłam je nawet - i wystarczyło, że przeczytałam ulotkę :-) Pomogło :-) Nie wzięłam ani jednej :-) Ziołowe tabletki uspokajające dały radę. Nie biorę ich już teraz.

Nie bałam się nigdy procedur, szpitala, operacji - byle nie bolało... A jeśli ból musi być - to jako oznaka gojenia, leczenia, poprawy.

Strasznie bałam się chemii i związanego z nią cierpienia - i załamałam się na wiadomość, że jednak chemia musi być.

I co? I jestem po pierwszym wlewie. Już doszłam /w zasadzie/ do siebie - ale wiem już, co to jest, czym to pachnie - i wiem, że następne trzy ciosy w brzuch będę musiała po prostu przeczekać.

Leczenie onkologiczne jest długotrwałe i "wielowątkowe" - zobaczysz, przywykniesz do niego. Nie musisz go polubić, to byłoby przesadą :-) Ale przywykniesz, im szybciej - tym lepiej. Chodzenie od gabinetu do gabinetu, wizyta za wizytą, zlecenie za zleceniem, badanie za badaniem, to czego się boisz - czyli dreny i znaczniki - nudne, trudne, ale do przyzwyczajenia.

Skoro drań zaatakował - trzeba go wytargać jak perz. Wyrwać, zadeptać, polać chemią, wypalić, wyrzucić, wygnać. Walczyć jak z perzem - uparcie i systematycznie, żeby na końcu wygranej walki pokazać mu: the finger smiley the finger smiley the finger smiley

Życzę ci wytrwałości i siły :-)

Ania

karina10 (offline)

Post #4

07-07-2015 - 20:35:32

Warszawa 

No właśnie jedyne na co mam ochotę to nie walka, ale żeby jakoś zniknąć, serio. Ani grama optymizmu nie ma już, a i tak było mało.
Wiem, że Was dużo - i dobrze - które wywalczyły sobie życie. To jest jedna ogromnie pozytywna sprawa. Tylko jak zaczynam myślęć, ile Was to kosztowało, że może budzicie się każdego rana i myślicie - ok, super, jestem, ale kto wie ile jeszcze. Ta myśl, że jestem obciążona zawsze będzie krążyła.
Ja mam zawsze pod górkę, nie mam siły i tyle.

Boję się wszystkiego już. Samej operacji - na maxa, że nie pójdę zwyczajnie, że wyjdę ze szpitala w nocy....
Sama ta otoczka operacyjna mnie najbardziej przeraża, widok sali zielonej, narkozy - nie mam jakiś traum wcześniejszych - bo miałam jedna krótką (może 20 min) dawno temu, ale powtórka mimo wszystko straszy. Może się nie obudzę. No takie chore myśli mam. Boli mnie pod pachą lekko, już jestem przekonana, że mam węzły zajęte. Tyle razy tam macam, przyciskam, sprawdzam co chwilę chociaż wiem że nie urosły przez noc. Nie wyczuwam nic to jeszcze mocniej cisnę.
Boje się tego, że nie wiem co mam w sumie. Jaki to ten rak jest, bo mam tylko oznaczenia, ale czy jakiś przewodowy czy inny - nic nie wiem. Chociaż g** z tego i tak rozumiem. To, że mi lekarz powiedział, że to czasem zdrowe piersi dają taki wynik traktuje już jako żarcik słaby, bo to coś nie tak chyba. Czy on nie doszacował tego guza..? że tak mówi.

Poszłam do lekarza bo mam anginę jakąś, żeby mi coś dał na to gardło. Zaczyna pytać o jakieś schorzenia, itd. - rutynowe pytania. I pierwszy raz musiałam powiedzieć - choroba nowotworowa. Sama siebie usłyszałam sad smiley to jest dla mnie szok.
Poprosiłam go nawet o jakieś leki na wyciszenie, ale nie jakieś mocne, to mi odpowiedział.....- proszę się modlić, to powinno wystarczyć !! Kur** myślałam że niedosłyszę. Nie dał mi nic.

Sorry, że marudzę, ale ja nawet nie mam za bardzo z kim. Sama wychowuję dziecko i nie mogę z nią o wszystkim rozmawiać, bo to mała dziewczynka.
Wszystko jest nie tak, wszystko.
I najgorsze, że to mi się nie śni. To się dzieje naprawdę....kto mi odda moje wcześniejsze życie pytam? Nikt.

Kass (offline)

Post #5

07-07-2015 - 21:24:09

 

Jejkus, nie tu mi sie wpisalo.. skromniś Udajmy, ze postu powyzej nie ma, ok (bo juz nie moge go zmienic)? smiling smiley

Karinko, ja wiem, ze na kazdego z nas co innego dziala, ale moze po prostu musisz sobie powiedziec, ze nie mozesz sobie pozwolic na takie myslenie, musisz sie wziasc w garsc dla dziecka. Uciekniesz ze szpitala, nie poddasz sie leczeniu - czy to cokolwiek zalatwi? Czy pozbedziesz sie przez to diagnozy, zlych mysli, dolka? Nie, spotegujesz tylko obawy, ktore teraz masz. A problem zostanie.

Podejrzewam, ze kazda z nas (ja na pewno) przechodzila przez te rozne etapy radzenia sobie z choroba. Ja tez nie wierzylam, myslalam, ze moze sobie zniknie, nawet przed operacja pytalam sie mojej p. chirurg czy by mi przypadkiem jeszcze jednej mammo nie zrobila, bo kto wie, moze juz tam nic nie ma..
Kazda z nas tez musi sobie radzic z lekiem, ktory przypaletuje sie razem z diagnoza. I mimo tego, ze faktycznie ten lek gdzies tam w nas siedzi, to zapewniam Cie, ze z kazdym miesiacem po ukonczeniu leczenia, a gdzie tam - od momentu rozpoczecia leczenia - te schizy sa coraz mniejsze i coraz rzadziej sie o nich mysli... taka tfarda konstrukcja jestesmy, kobitki.. smiling smiley

Mozesz nie wierzyc na slowo, ze to sie kiedys zmieni wlasnie w Twoim przypadku, bo jest na to za wczesnie, ale choc przyjmij taka mozliwosc. To, ze mozna sie wyleczyc, ze mozna normalnie zyc, ze starch mozna zakopac i smiac sie kazdego dnia. Co najwyzej zalowac, ze kiedykolwiek pozwolilysmy sobie na tak duze zwatpienie w siebie samych.

Niewiedza na temat tego, co mamy, tez jest norma. Wiekszosc z nas jednak nie jest lekarzami, poza tym wiekszosc z nas nie miala zadnego kontaktu z choroba w rodzinie. Uczymy sie tego jak matematyki, od dodawania.. na razie jeszcze te okreslenia nic Ci nie mowia, ale z czasem, im wiecej bedziesz czytac, bedzie Ci sie rozjasniac w glowie.. a za pare miesiecy bedziesz dawala rady innym kobitkom. Zakladajac, ze bedziesz w ogole chciala cos o tej swojej konkretnej chorobie wiedziec wiecej. Bo sa kobitki ktorym lepiej jest z niewiedza. Lepiej im sie leczy, ufaja lekarzom, nie stresuja sie czytaniem, itp. I tak tez jest ok. Musisz znalezc swoja droge w chorobsku.

Ale serio serio, bedzie dobrze. pociesza









Zmieniany 1 raz(y). Ostatnia zmiana 07-07-2015 - 21:28:25 przez Kass.

Halinka (offline)

Post #6

07-07-2015 - 21:39:12

 

Karina, słuchaj Dziewczyn - bardzo mądrze prawiąuśmiech

Ja od siebie dodam tyle:

też nie mogłam uwierzyć
też się bałam
zwątpiłam w sprawiedliwość tego świata
też pojęcia nie miałam o leczeniu, jakie mnie czeka
bywało, że ryczałam
miałam 35 lat, nieduże dzieci, byłam PEWNA, że nie dożyję ich matury i tak mi było żal...

i...

było to dokładnie 12 lat temu!
właśnie dziś obchodzę rocznicę - zdrowa uśmiech

i... oczko

żaden z moich synów nie miał wtedy nawet 12 lat, a dziś? dziś starszy ma ich dokładnie wspak - 21duży uśmiech
a ja robię się... sędziwathe finger smiley

Jeszcze tylko tydzień i gad wyląduje w słoiku, i wkrótce o nim zapomnisz!

Trzymam kciuki za Twój spokójpociesza

aquila (offline)

Post #7

07-07-2015 - 22:13:27

 

Cytuj
karina10
Poszłam do lekarza bo mam anginę jakąś, żeby mi coś dał na to gardło. Zaczyna pytać o jakieś schorzenia, itd. - rutynowe pytania. I pierwszy raz musiałam powiedzieć - choroba nowotworowa. Sama siebie usłyszałam sad smiley to jest dla mnie szok.
Poprosiłam go nawet o jakieś leki na wyciszenie, ale nie jakieś mocne, to mi odpowiedział.....- proszę się modlić, to powinno wystarczyć !! Kur** myślałam że niedosłyszę. Nie dał mi nic.

chyba bym w pysk takiemu dała
poszukaj jakiegoś dobrego psychiatry
ja się w kryzysie wspierałam xanaxem, nie można z nim przesadzać, ale wbrew obiegowym opiniom rzadko uzależnia



It's just a ride ...

Halinka (offline)

Post #8

07-07-2015 - 22:28:13

 

Tak, lekarz od duszy to świetny pomysł!

czeremcha (offline)

Post #9

07-07-2015 - 23:12:02

pod Opolem 

Lekarz kazał się modlić? A czy on się modli za swoich pacjentów?

Już więcej bym do niego nie poszła.

Co on za uczelnię kończył? Medyczną czy teologię?

Oburzające...

Zawsze możesz spróbować ziołowych preparatów - tym bardziej że musisz się opiekować dzieckiem, więc dodatkowe efekty uboczne nie są ci potrzebne. Ja brałam takie:

[www.doz.pl]

Aha - macasz się i gnieciesz po pachach, więc cię teraz bolą :-) To wrażliwe miejsca :-)

I nie przepraszaj za marudzenie - masz do tego prawo!

Ania

Al_la (offline)

Post #10

08-07-2015 - 09:09:23

k/Warszawy 

Karino, kiedy usłyszałam swój wyrok miałam już 47 lat, ale bardzo chciałam jeszcze żyć. Wiedziałam, że żyć nie będę, bo rak wykryty późno (z winy lekarza) i duży. Widziałam po minach lekarzy i zadawanych pytaniach, że nie jest dobrze. Nie zadawałam żadnych pytań, tylko poddałam się leczeniu dobrze wiedząc, że i tak to na nic.
W domu płakałam, nie spałam, zaczęły się lęki i depresja. O niczym innym nie myślałam, tylko o raku. Ale w tym mroku czasami pojawiał się promyczek nadziei, np. wtedy, kiedy po tygodniu od pierwszej chemii (miałam przedoperacyjną) guz zaczął się szybko zmniejszać. I tak łzy przeplatały się z nadzieją. Nie wytrzymałam po operacji i wiadomości, że nadal muszę brać chemię. Poprosiłam o pomoc lekarza "od duszy". Dostałam antydepresant, którzy bardzo szybko postawił mnie na nogi.

Cytuj
karina10
Wiem, że Was dużo - i dobrze - które wywalczyły sobie życie. To jest jedna ogromnie pozytywna sprawa. Tylko jak zaczynam myślęć, ile Was to kosztowało, że może budzicie się każdego rana i myślicie - ok, super, jestem, ale kto wie ile jeszcze. Ta myśl, że jestem obciążona zawsze będzie krążyła.

Pewnie nie uwierzysz, ale ja z samego dna rozpaczy przestałam myśleć o raku, jak o wrogu. Myślałam o nim, jak o przebytej i zakończonej chorobie. Budziłam się rano i myślałam, co mam w pracy do zrobienia (wróciłam do pracy), co ugotować na obiad oczko Jak widzisz było to prawie 12 lat temu, a ja od 10 lat jestem na tym forum, czytam Wasze historie, pomagam jak umiem i nie myślę o tym, że mogę mieć nawrót choroby. Tak, jakby mnie to nie dotyczyło. Oczywiście, kiedy coś się dzieje, robię badania, to strach jest, ale zaraz po otrzymaniu wyników znika. Nie myśl, że ja jestem jakaś wyjątkowa. Ty też możesz tego doświadczyć. Zaczniesz leczenie, zobaczysz światełko w tunelu - pomyślisz pozytywnie uśmiech
A jeśli psychika nie wytrzymuje, idź do psychiatry. To żaden wstyd. Dostaniesz antydepresant i ujrzysz nadzieję uśmiech Są antydepresanty, które się łyka, jak wit. C w ogóle nie czując, że się coś bierze. Za to życie nabiera barw.
A operacji się nie bój, bo nie ma czego. Ja też się bałam duży uśmiech Mąż mnie wiózł na operację jak worek ziemniaków. Było mi wszystko jedno - zesztywniałam ze strachu. Rodzina miała obawy odwiedzić mnie po operacji, bo myśleli, że siedzę i rozpaczam. A ja cała w skowronkach, bo pozbyłam się guza duży uśmiech

Pozdrawiam ciepło pociesza





W najgorszych chwilach mego życia zawsze mogłem liczyć na przyjaciół.
Odtąd wiem, że pierwszą rzeczą, jaką należy zrobić, to poprosić o pomoc. Paulo Coelho




Przewodowy NST, G2, T3N0Mx, TNBC, 6 x FEC (3 przed operacją), yT2N0Mx

Krynia58 (offline)

Post #11

08-07-2015 - 10:18:08

Warszawa 

Cytuj
karina10
No właśnie jedyne na co mam ochotę to nie walka, ale żeby jakoś zniknąć, serio.
Wszystko jest nie tak, wszystko.
I najgorsze, że to mi się nie śni. To się dzieje naprawdę....kto mi odda moje wcześniejsze życie pytam? Nikt.

Karino, ze względu na córkę jedyne co możesz zrobić to podjąć walkę i pozbyć się nieproszonego gościa, jakikolwiek on jest.
To co przeżywasz czuła każda z nas. Ja czytając wczoraj Twoje wpisy przeniosłam się w ten mój trudny przedoperacyjny czas....
Było tyle emocji, że nie potrafiłam Ci niczego napisać.
A chcę napisać, że mimo czarnych przeczuć i myśli, tak naprawdę nie wiesz co Cię czeka i jak będzie- więc czemu nie przyjąć tego lepszego scenariusza
i nie założyć że przed Tobą leczenie- to prawda, długie i trudne ale po nim czeka Cię jeszcze wiele lat życia? I to wcale nie gorszego, niż to przed chorobą.
Ja zaczęłam z powrotem doceniać każdy dzień, każdą chwilę. Zaczęłam dbać o siebie, o dietę, o kondycję...jestem bardziej otwarta niż kiedyś.
Oczywiście nie jest różowo, jest strach o to co będzie,myśli "ile jeszcze" pojawiają się często....
Ale....czy osoby tzw. zdrowe mają gwarancję długiego życia? Nie, a więc nie długość lecz jakość się liczy!
Uwierz, że może być dobrze, my będziemy z Tobą. serce







Rak piersi obustronny. Chth neoadiuwantowa 8 x AT. Mastektomia zmodyfikowana obustronna.
HP: Rak zrazikowy naciekający - str. prawa - pT3N1 (1/17), str. lewa - pT1cN0 (0/18). ER 100%, PGR 100%. HER 1+
Napromienianie obszaru kl. piersiowej i ww. chł.nad- i podobojczykowych po str. prawej. HTH - Tamoxifen

Czasem o byle cień człowiek ma żal do człowieka. A życie jak osioł ucieka.
K.I. Gałczyński

Masza70 (offline)

Post #12

08-07-2015 - 10:19:44

 

A ja też się bałam. Byłam w rozsypce. Rodzinny od razu przepisał mi xanax, pomagało. Poszarpałam się wtedy z Panem Bogiem, dziwne były te moje modlitwy. Ale to też pomogło. Jednemu pomoże modlitwa, innemu psychiatra, różnie bywa. W pysk bym lekarza nie lała za to że kazał się modlić, widocznie to człowiek wierzący, poradził od serca co uważał. Pewnie teraz trudno Ci w to uwierzyć ale będzie lepiej, to się poukłada jakoś, nauczysz się żyć z tym strachem. A Twojego "starego" życia nikt Ci nie odda, kto wie, może kiedyś nie będziesz już chciała żeby wróciło? smiling smiley pociesza



karina10 (offline)

Post #13

08-07-2015 - 10:25:47

Warszawa 

Dziękuję, że wspieracie,piszecie. Nie radzę sobie na razie ale może będzie inaczej. Wszystko jak czarny sen. Bardzo Eam zazdroszczę, że jesteście po drugiej stronie już tych dzikich emocji.
Czytałam Al_la o Twoim guzie. Był jak mój, duży. Tylko czemu Ty miałaś chemię a ja nie mam. Może oni wiedzą xe nic z tego nie będzie czy jak.
Mialam dzis rano pójść do innego lekarza, nie spałam w nocy,brzuch mnie tak bolał z nerwów że nie byłam w stanie...

Psychiatra to by mi się przydał,tylko nie zdążę. Za mało czasu żeby go znaleźć jakiegoś dobrego(nie znam) i żeby leki zdążyły zadziałać. Jestem faktycznie w rozsypce.

Jeszcze to gardło,boli,drapie,spuchniete wszystko,polykac nie mogę. Przy takiej infekcji robią operacje?

Kuba (offline)

Post #14

08-07-2015 - 11:07:49

Gogolin 

Cytuj
karina10
Dziękuję, że wspieracie,piszecie. Nie radzę sobie na razie ale może będzie inaczej. Wszystko jak czarny sen. Bardzo Eam zazdroszczę, że jesteście po drugiej stronie już tych dzikich emocji.
Czytałam Al_la o Twoim guzie. Był jak mój, duży. Tylko czemu Ty miałaś chemię a ja nie mam. Może oni wiedzą xe nic z tego nie będzie czy jak.
Ale z tego co pamiętam, Twój rak jest zrazikowy luminalny A - chemioterapia jest w takim przypadku bez sensu. A jeżeli guz jest spory, lepiej podać przed operacją hormonoterapię (inhibitory aromatazy są lepsze niż tamoksyfen).

karina10 (offline)

Post #15

08-07-2015 - 11:25:22

Warszawa 

No coś takiego....
Luminarny A-co to jest w ogóle?
W mammotomie podali że zrazikowy. W powtornym badaniu tych wycinkow w CO tego nie napisali już-jaki,tylko oznaczyli te pozostałe dane.
Te inhibitory...nikt o nich nie wspominał nawet. W ogóle mało wiem. Od Ciebie, Was najwięcej.

Kuba (offline)

Post #16

08-07-2015 - 11:48:58

Gogolin 

Cytuj
karina10
No coś takiego....
Luminarny A-co to jest w ogóle?
Luminalny A to najłagodniejszy i najlepiej rokujący podtyp molekularny raka piersi, charakteryzujący się wysoką ekspresją genów regulujących funkcję żeńskich hormonów płciowych i niską ekspresją genów odpowiedzialnych za proliferację. Na poziomie receptorowym charakteryzuje się ekspresją receptora estrogenowego, zwykle silną, progesteronowego powyżej 20% wybarwionych jąder oraz ekpresją markera proliferacji mniejszą od 14 lub 20% (zależnie od laboratorium) oraz stopniem złośliwości niskim lub umiarkowanym (G1/G2). Wskazania do chemioterapii takiego raka są ograniczone do szczególnych przypadków i w zasadzie tylko do raka przewodowego bez specjalnego typu w 3 stopniu zaawansowania (zajętych 4 lub więcej węzłów chłonnych).

karina10 (offline)

Post #17

08-07-2015 - 12:17:33

Warszawa 

Hmm. Dziękuję.
Z tymi węzłami to nie wiem, ile mam zajęte. To się okaże jeszcze dopiero. Mam nadzieję,ze jak najmniej.

dziubas (offline)

Post #18

20-07-2015 - 18:30:18

Gdańsk 

Cytuj
czeremcha
Lekarz kazał się modlić? A czy on się modli za swoich pacjentów?
Już więcej bym do niego nie poszła.
Co on za uczelnię kończył? Medyczną czy teologię?
Oburzające...
Cytuj
karina
to mi odpowiedział.....- proszę się modlić, to powinno wystarczyć !! Kur** myślałam że niedosłyszę. Nie dał mi nic.
Wiec chyba nie "kazał" tylko zaproponował...Ot! Madry lekarz! wszak modlitwa jeszcze nikomu nie zaszkodziła a wycisza baaardzoo...prosi

braja (offline)

Post #19

20-07-2015 - 19:02:29

 

Dziubasku, kocham Twoją pobozność, ale o ile jak najbardziej wierząca przyjaciółka może dac taka rade choremu, to profesjonalista jakim powinien byc lekarz nie ma prawa czegos takiego powiedzieć! Po co konczył medycynę? Mógl iśc do seminarium! Lekarza nie powinno obchodzic czy jego pacjent sie modli i do kogo, ani czy w ogóle jest wierzący. Tak samo jak nie powinien wnikać w przynaleznośc narodową, rasową, polityczną. Jest od leczenia, swoje prywatne poglady niech zostawia za drzwiami gabinetu. Chyba że pacjent chce się wdac w prywatna pogawedkę. Ale i wtedy na tematy zawodowe niech się wypowiada w oparciu o wiedzę, a nie wierzenia religijne. Nie poszłabym więcej do takiego typa.



Kass (offline)

Post #20

20-07-2015 - 19:13:04

 

Dziubasku, ja tez sie podpisze pod tym, co napisala Braja. Lekarz nie moze zakladac, ze pacjent jest wierzacy.. to po pierwsze. Po drugie - niezaleznie od tego, czy pacjent jest wierzacy czy nie, takie stwierdzenie wypowiedziane przez lekarza, od ktorego oczekujemy faktow i konkretow - moze naprawde niezle pacjenta wystraszyc..









Zmieniany 1 raz(y). Ostatnia zmiana 20-07-2015 - 19:14:49 przez Kass.

Ewa46 (offline)

Post #21

25-12-2015 - 13:36:50

Szczecin 








Ewa46 (offline)

Post #22

09-01-2016 - 21:28:31

Szczecin 

Hop hop !!!






Przykro nam, ale tylko zarejestrowane osoby mogą pisać na tym forum.

Kliknij żeby zalogować

Użytkownicy online

Gości: 343
Największa liczba gości online: 5263 dnia 07-04-2018