samotna codzienność

Wysłane przez holand123 

holand123 (offline)

Post #1

16-02-2016 - 23:14:18

 

Witajcie Kochani. Długo tłumiłam w sobie te wszystkie emocje, ale już więcej nie mogę. 21 stycznia minął rok,gdy usłyszałam ,,diagnozę" - rak złośliwy piersi. Najpierw jedna operacja, w marcu 2015 mastektomia, w kwietniu trzecia- poszerzająca. 4 chemie czerwone,12 białych,30 radioterapii - to jest za mną. Teraz jestem w trakcie wlewów herceptyny, których mam 17 co 3 tygodnie. Chemie czerwone przeszłam okropnie, 3 dni wyjęte z życiorysu, ale musiałam funkcjonować.... nie mogłam 15 -letniej córce pokazać, że jest źle. Dom na mojej głowie, mąż pracuje za granicą, nigdy go nie było, a jak był, to też go nie było, bo lubi zaglądać do kieliszka. Wypadły mi włosy, rzęsy i brwi, emocjonalnie rozbrojona. A co najgorsze to od najbliższej osoby usłyszałam ,,zamknij się łysa pało". To bolało i boli do dzisiaj. Nie potrafię wymazać tego z pamięci. On gra na moich uczuciach, nie daje mi poczucia wartości. Nie ma tygodnia , żebym czegoś negatywnego na swój temat nie usłyszała. Nie mam już siły, zastanawiam się czy to był dobry krok, że podjęłam leczenie? Przez cały ten czas mój mąż nie potrafił pokazać , że chociażby w jakimś stopniu chciałby mi pomóc przez to przejść. Nie potrafimy ze sobą rozmawiać, nie śpimy w jednym łóżku, łączą nas sprawy finansowe. Nie mam już siły sama przez to iść. Jestem przygnębiona, smutna i nie wierzę, że leczenie przyniesie dobre efekty...

bozena_stanczyk (offline)

Post #2

17-02-2016 - 08:28:19

Tomaszów Mazowiecki 

Wiara i chęć walki z choróbskiem to podstawa-tu możesz liczyć na wsparcieokserce

dana23 (offline)

Post #3

17-02-2016 - 10:37:52

Gdańsk, Saarbruecken 

Witaj! Może szczera rozmowa z mężem, wyrażenie swoich uczuć, potrzeb coś pomoże? Trzymaj się, życzę zdrowia. serce



Al_la (offline)

Post #4

17-02-2016 - 10:51:38

k/Warszawy 

Witaj kwiatek

Nie wiem skąd jesteś. Może zapisz się do najbliższego klubu amazonek. Poznasz inne amazonki, pójdziesz z nimi na kawę, będziesz miała "bratnie dusze", które Cię zrozumieją. Poczujesz się pewna siebie, rodzina na pewno zauważy odmianę uśmiech
I bądź z nami, tu można się wygadać pociesza





W najgorszych chwilach mego życia zawsze mogłem liczyć na przyjaciół.
Odtąd wiem, że pierwszą rzeczą, jaką należy zrobić, to poprosić o pomoc. Paulo Coelho




Przewodowy NST, G2, T3N0Mx, TNBC, 6 x FEC (3 przed operacją), yT2N0Mx

Kass (offline)

Post #5

17-02-2016 - 13:50:36

 

Holand - przytulam. pociesza

Wyobrazam sobie, ze uslyszenie tak przykrych slow od bliskiej osoby moze bardzo bolec, i oczywiscie nikt nie ma prawa tak do Ciebie mowic, nie w chorobie, nie w zdrowiu. Nie znajac Twojej sytuacji musze jednak dodac, ze rak miesza w emocjach nie tylko osoby chorej, ale i calego jej najblizszego otoczenia, czesto bliscy nie potrafia sobie radzic ze stresem i moga sie zdarzyc sytuacje, ktorych beda pozniej zalowac..

Ja rowniez jestem za tym, ze powinnas szczerze z mezem porozmawiac. Dac mu jasno do zrozumienia, ze mimo tego, ze oboje przechodzicie ta chorobe, i oboje w zwiazku z tym mozecie byc emocjonalnie wykonczeni - nie mozecie w ten sposob sie do siebie zwracac, poniewaz jest to bardzo krzywdzace.

Nie wiem, jak czesto maz jest nieobecny, ale jesli dodatkowo - jak piszesz - zaglada do kieliszka - mysle, ze dobrze by Wam zrobila pomoc psychologa lub psychoterapeuty.

Powodzenia. pociesza





blue76 (offline)

Post #6

17-02-2016 - 14:04:46

Czaplinek 

holand : nie poddawaj się!! To twoje życie, ty musisz o nie zawalczyć! Jeśli mąż nie potrafi, nie chce, nie umie : nie oglądaj się na niego. Masz córkę, dla której zapewne jesteś najważniejsza osobą w życiu - walcz dla niej i dla siebie !!! Wygraj z chorobą !! Nawet jeśli twój mąż ma problem z wyrażaniem uczuć i do tego ma problem z alkoholem : to nie ma prawa tak do ciebie mówić. Nic go nie usprawiedliwia. Trzymam za ciebie kciuki dziewczyno !!! pociesza Jeśli mąż nie wspiera cię w takiej sytuacji, to świadczy tylko o nim. Zawalcz najpierw o siebie, resztę spraw poukładasz później buzki Teraz TY jesteś najważniejsza!!!





Kocham cię życie!...uparcie i skrycie...och życie kocham cię! kocham cię nad życie! ...

Marggan2 (offline)

Post #7

17-02-2016 - 16:22:15

Szwecja 

Zgadzam sie z wszystkim co napisaly dziewczyny wyzej. Tak to TY jestes najwazniejsz i walcz o siebie i corke.
Jesli chodzi o meza to jesli on sam nie uswiadomi sobie, ze ma problem alkoholowy nikt mu nie bedzie w stanie pomoc
i tutaj nie zgadzam sie z Kass, ze Twoja choroba go zestresowala i namieszala mu w emocjach.
Nie Twoja choroba, tylko alkohol.
Jesli maz sam nie zechce podjac leczenia to nikt i nic go nie zmieni !!!!
Uwierz mi, wiem z autopsji co mowie.
Szkoda Twojego czasu i nerwow.
Zycze powodzenia w podjeciu jak najlepszych decyzji



Kass (offline)

Post #8

17-02-2016 - 17:02:26

 

Dziewczyny, pamietajcie prosze, ze nie znacie calej sytuacji. Wiecie tylko tyle, ile Holand napisala w pierwszym poscie, reszte szczegolow "dopowiadacie" sobie same.

Nie wiecie, czy ona jest w swoim mezu zakochana. Nie wiecie, jak bardzo jest od niego zalezna, jakiego rodzaju sa miedzy nimi wiezy. Nie wiecie, czy jemu jedynie zdaza sie czasem wiecej wypic, czy faktycznie jest to wiekszy problem. Nie wiecie, jak on przyjal i przeszedl chorobe Holand. Czasami kazdej z nas w nerwach zdarza sie pamietac tylko te "zle" chwile. Nie macie tak naprawde wgladu w to, jak ten zwiazek naprawde wyglada.

Nie pisze, ze te szczegoly, ktore wasz instynkt wam podpowiada sa na pewno bledne. Mowie jedynie, ze moga. Zakladacie - na podstawie tego, co wasz instynkt wam podpowiada - ze nie ma innego wyjscia..

Jasne, ze pierwsze co nam przychodzi do glowy po przeczytaniu pierwszego wpisu Holand to - bierz nogi za pas, kobieto, i zostaw go. Bierz corke, uciekaj, Twoje zdrowie, zycie i psychika sa wazniejsze. Ale zyciowe sytuacje zazwyczaj sa bardziej skomplikowane. Bardziej delikatne.

buziak





holand123 (offline)

Post #9

17-02-2016 - 17:03:53

 

Dziękuję Kochane za wszystkie dobre słowa. Tylko widzicie, dość, że choroba, która spadła na mnie jak grom z jasnego nieba, namieszała, to jeszcze trzeba żyć z mężem, nadmiernie lubiącym alkohol. Myślałam, że moja choroba pomoże w przemianie, ale się łudziłam. Tak ciężko jest dbać o dom, dzieci i jeszcze o siebie. A ja w dodatku mam jeszcze obniżoną samoocenę.

rose (offline)

Post #10

17-02-2016 - 21:03:07

 

Holand,a co skłania Cie w kierunku niskiej samooceny???bezradnymyśli
bo ja czytając twoje posty wnioskuje że,:!-jesteś silna i wytrwała( ,skoro sama ogarnełaś,,)uciążliwe leczenie +dom, gotowanie ,z dobrą miną by nie stresować córki!!!
Liczy się jakim się jest w środku,przejściowe problemy z wyglądem nie mogą zdominować człowieka tak byś zatraciła poczucie wlasnej wartości .
Nie znam twojego męża ,ale biorąc pod uwagę w jaki sposób zwraca się do Ciebie,wnioskuje ,że to patafian,i takiemu imbecylowi,nie przyjdzie do głowy,że bardzo Cie rani swoim postępowaniem!
Dlatego zachęcam Cię,wszystko co zamierzasz zrobić w przyszłości ,rób dla samej "siebie"!
Podejdź do życia egoistycznie!
Pomyśl że masz piękne wnętrze,i z piersią czy bez!,z włosami czy bez jesteś KIMŚ!
Ty sama musisz pokazać sobie ,że jesteś wartościową kobietą!,bo masz dużo zalet,za które kochają Cie twoje dzieci,
Bo masz( pewnie)rodzine,która daży Cie sympatią
Bo masz znajomych,którzy mówią Ci dzieńdobry!,choć -wcale nie muszą!
Bo
nikt nie spluwa w bok na Twój widok!
I mogła bym tak godzinami wyliczać argumenty dla ,których warto się szanować i żyć!i nie zwracać uwagi na durnoty ,których wszędzie pełno!Jesteś ,już po leczeniu więc masz ,już z górki! Wiec nie pozwól ,żeby jaka kolwiek toksyna typu" nie rozumny mąż"zatrówała Ci życie!Życzę Ci wytrwałości i wiary w Siebie, reszta ułoży się sama!



kesy (offline)

Post #11

17-02-2016 - 22:47:23

Starogard-Gdański  

Holand,nie będę Cię pouczać jak masz postąpić z mężem.Sama najlepiej wiesz jak dalece możesz się posunąć,żeby nie pogorszyć sytuacji.Ty i dzieci jesteście najważniejsi.Zacznij dbać o Siebie.W Naszej chorobie,bez piersi i włosów,też można wyglądać atrakcyjnie.Ładna peruczka,staniczek z dopasowaną protezą,i odpowiedni obiór,i Twoja samoocena wzrośnie.
Nie chowaj się w czterech ścianach,poszukaj klubu amazonek,lub osób z podobnym problemem.Takie spotkania,to duże wsparcie,
psychiczne i duchowe.Mężem się nie przejmuj,nie zasługuje na Twoją uwagę.Liczysz się Ty,i Twoje zdrowie.Tego Ci z głębi serca życzę.sercepocieszaA puki co tu zawsze znajdziesz wsparcie.buzki



piessercekot Oni też czują ból

LUCY1985 (offline)

Post #12

18-02-2016 - 09:02:23

Wadowice 

u nas znajdziesz wsparcie, nie przejmuj się. Twój mąż to zwyczajny cham... Nie poddawaj się, nigdy w życiu!pociesza

holand123 (offline)

Post #13

18-02-2016 - 13:15:22

 

Wszystko co piszecie, to prawda. Człowiek, z którym żyję jest okropny, ale jakby nie było to mąż. Chyba już dojrzałam, żeby pomyśleć o sobie. I dzisiaj zrobiłam pierwszy krok - zapisałam się na spotkanie w ośrodku terapeutycznym z panią zajmującą się osobami chorymi onkologicznie. Wizytę mam w poniedziałek o 17. Postaram się wytrzymać do poniedziałku, chociaż będzie trudno.

doubleD (offline)

Post #14

18-02-2016 - 13:26:06

London 

bedzie dobrze holand... wszystkie tu trzymamy kciukasy za ciebie! a tak na marginesie, z mezem czy to nadmiernie lubiacym alkohol czy nie to wcale zyc nie trzeba jak sie nie chce. nie jestescie blizniakami syjamskimi przeciez :-) malzenstwo to nie jest sytuacja z ktorej nie ma wyjscia, wyjscia jak najbardziej sa!!!


edit: scalono posty; w przypadku gdy nie minie 15 minut od ostatnio napisanego postu a chcemy coś dopisać, bądź poprawić używamy funkcji zmień oczko



Zmieniany 1 raz(y). Ostatnia zmiana 18-02-2016 - 14:15:04 przez myszka.

Marggan2 (offline)

Post #15

18-02-2016 - 20:33:46

Szwecja 

Kass nic nie dopowiadamy. Opieramy sie na tym co napisala Holand.
Mowie jeszcze raz z calym przekonaniem: alkoholik moze sie wyleczyc, ale musi sam tego
chciec !!!
Jesli nie podejmie takiej decyzji to jedyne wyjscie tak jak pisze DoubleD " nie sa blizniakami syjamskimi".



Kass (offline)

Post #16

18-02-2016 - 21:35:49

 

Byc moze kazda z Was zna podobne przypadki "niezdrowych relacji" - od podszewki.. byc moze nie. Byc moze opieracie sie na wlasnych doswiadczeniach, byc moze na zaslyszanych lub obejrzanych historiach..

Takze ja moge mowic jedynie za siebie. Znam osobiscie kilka podobnych przykladow tzw. toksycznych zwiazkow, w ktorych najzdrowszym (dla jednej lub obu stron) byloby uciecie natychmiastowe wszelkich kontaktow. Tylko w jednym przypadku kobieta zdecydowala sie odejsc od meza (po wielu latach, i w kryzysowej sytuacji), i tylko dlatego, ze miala bardzo silna grupe wsparcia w postaci rodziny i przyjaciol. Miala gdzie natychmiast zamieszkac, miala na kim oprzec sie finansowo, przynajmniej na poczatku..

...w pozostalych przypadkach kobiety nie zdecydowaly sie odejsc. Najczestszym powodem jest zaleznosc finansowa od partnera. Wazna jest tez czesto (w oczach zony) relacja dzieci z ojcem (nawet jesli zaburzona przez chorobe alkoholowa). Kolejnym powodem jest poczucie obowiazku, przywiazania, strach przed byciem samym, strach oceny spolecznej, brak wsparcia emocjonalnego w otoczeniu, itp.

Nie jest to nigdy tak latwe, jak spakowanie walizek.

Najlepsze, co kobieta moze w takiej sytuacji dla siebie zrobic, to wyciagnac reke po pomoc. Wsparcie. Psychologiczne na poczatek. I bardzo sie ciesze, ze Holand zdecydowala sie na udzial w grupie wsparcia. A wczesniej na utworzenie tu swojego watku. kwiatek To wberw pozorom krok, na ktory wiele kobiet w podobnej sytuacji by sie nie zdobylo. smiling smiley Od tego nalezy zaczac. smiling smiley Holand - jestem w 100% pewna, ze jestes piekna kobieta i po prostu nie zdajesz sobie z tego sprawy. Kazda z nas jest, niezaleznie od tego ile mamy wlosow na glowie, ile kg w pupie, i ile sztuk cyckow.. winking smiley Nie ma na swiecie drugiej takiej osoby jak Ty, i to jest chyba najfajniejsza rzecz, jaka kazda z nas moze sobie uswiadomic. I mam nadzieje, ze spotkania w osrodku terapeutycznym pomoga Ci sobie to uswiadomic. buziak

Bede mocno trzymala za Ciebie kciuki. smiling smiley





Marggan2 (offline)

Post #17

18-02-2016 - 21:57:24

Szwecja 

Kass zgadzam sie ze wszystkim co napisalas, z wyjatkiem tego:

...w pozostalych przypadkach kobiety nie zdecydowaly sie odejsc. Najczestszym powodem jest zaleznosc finansowa od partnera. Wazna jest tez czesto (w oczach zony) relacja dzieci z ojcem (nawet jesli zaburzona przez chorobe alkoholowa). Kolejnym powodem jest poczucie obowiazku, przywiazania, strach przed byciem samym, strach oceny spolecznej, brak wsparcia emocjonalnego w otoczeniu, itp.

My zyjemy w 21 wieku i samotna kobieta nie jest jakims ewenemantem, poddawanym negatywnej ocenie spolecznej.



Kass (offline)

Post #18

18-02-2016 - 22:10:57

 

Marggan, ale ja nigdzie nie napisalam, ze chodzi o negatywnie postrzegana samotna kobiete. Zreszta ty mieszkasz na zachodzie, a w Polsce (zakladam, moge sie mylic) - mieszkalas w duzym miescie. Inaczej wyglada to w Polsce, inaczej w mniejszych miejscowosciach. To co napisalas jest duuuzym uogolnieniem i niekoniecznie prawdziwym odzwierciedleniem tego konkretnego srodowiska (o ktorym - powtorze sie - niewiele wiesz). I nijak sie ma do tej (ani jakiejkolwiek innej) konkretnej sytuacji. To jak kobieta postrzega siebie i akceptacje wlasnej osoby przez spoleczenstwo (szczegolnie w przypadku zaburzonej samooceny) rzadko ma cokolwiek wspolnego z ogolnoswiatowa czy ogolnokrajowa sytuacja kobiet. Poza tym jest jeszcze problem postrzegania przez otoczenie: a) rozwodu, b) zostawienia meza ze swojej inicjatywy (niezaleznie od tego, ktora strona jest winna), c) odseparowania ojca od dzieci (jeszcze raz - niezaleznie od tego, jaka jest przyczyna). Trzeba pamietac, ze otoczenie nie zna szczegolow sytuacji, nie siedzi u kobiety w salonie. A kobieta w zwiazku toksycznym czesto ma zaburzony obraz siebie, otoczenia, meza, itp..





Marggan2 (offline)

Post #19

18-02-2016 - 22:19:40

Szwecja 

Kass zgadlas, mieszkalam w Warszawie, a teraz w Szwecji, w dziurze liczacej 7.000 mieszkancow.
Masz racje co do postrzegania samej siebie.
Widocznie mam wysoka samoocene i stoje twardo na wlasnych nogach duży uśmiech



Kass (offline)

Post #20

18-02-2016 - 22:37:52

 

Cytuj
Marggan2
Kass zgadlas, mieszkalam w Warszawie, a teraz w Szwecji, w dziurze liczacej 7.000 mieszkancow.
Masz racje co do postrzegania samej siebie.
Widocznie mam wysoka samoocene i stoje twardo na wlasnych nogach duży uśmiech
Jestem o tym przekonana. smiling smiley buziak





holand123 (offline)

Post #21

19-02-2016 - 07:51:44

 

Kochane moje! Zarówno Kass jak i Marggan2 macie rację. Ja osobiście nie boję się odejścia od męża i bycia samą (bo praktycznie przez wszystkie lata byłam sama), nie boję się jak mnie odbiorą w środowisku. Tylko ja nie mam dokąd iść! Boję się tułania nie wiem gdzie! Rodzina męża uważa , że wszystkie sprawy powinniśmy załatwiać między sobą, oni nie muszą o niczym wiedzieć. Do mojej też nie za bardzo co mam iść. Pozostała mi pomoc osób obcych. Poważna rozmowa z mężem też już chyba nie ma sensu, bo on mnie w ogóle nie słucha. Nie widzi problemu u siebie, tylko każde moje potknięcie wyolbrzymia do rangi tragedii. Tak jest w upojeniu alkoholowym. Jestem zmęczona chorobą, sytuacją w domu, którą nie wiem , jak rozwiązać. Najłatwiej byłoby mi, jak pisze Kass, spakować walizki.
Proszę Was piszcie do mnie, bo Wasze słowa i wsparcie są dla mnie ogromnie ważnebuzki

annzaw (offline)

Post #22

19-02-2016 - 09:01:41

Tarnów 

holand123 a moze oprocz pani psychoonkolog poszukaj najblizszego klubu AA i spróbuj skorzystać z terapii dla rodzin.Bedac tak długo z alkoholikiem prawdopodobnie jestes współuzależniona, myślę ze moglabys tam dostac odpowiednia pomoc w poukladaniu sobie wszystkiego w glowie i zyciu. Czy są blisko ciebie ludzie, na ktorych mozesz liczyc? My tu cie wesprzemy jak tylko sie da ale teraz trudny dla Ciebie czas i taka werbalna pomoc by ci sie przydala.
Myśle o Tobie cieplo i wiem ze wszystko sie pouklada. A problem alkoholowy znam z domu rodzinnego. Buziaki!

holand123 (offline)

Post #23

27-02-2016 - 23:07:05

 

Jestem sama w tej walce, nie mam nikogo oprócz Was . Wszyscy w rodzinie nie chcą o tym wiedzieć. Tak jak zawsze jestem pozostawiona sama sobi

Jutta (offline)

Post #24

28-02-2016 - 00:01:19

między Łodzią a Warszawą 

Holand, dobrze, że się odezwałas!brawo A co z grupą AA? Anna ma rację. Powinnas ich poszukać. Na pewno jest i jak podejrzewam nie jedna. Czasami grupy te korzystają z sal przykoscielnych, a czasami z jakies pomieszczenie przydziela np. urząd gminy. W realu rozmowa z kims, kto ma chociaż częsciowo podobne problemy jest nie do przecenienia. Powodzenia. Trzymam za Ciebie ok

Wandka (offline)

Post #25

28-02-2016 - 00:28:24

Warszawa 

Czytam holand Twoje posty i jak do tej pory nie reagowałam. Na raka chorują osoby bogate, celebryci, biedni, samotni. Ten padalec trafia chyba jak gra w berka. Nie piszesz o koleżankach, znajomych, pracy, swojej rodzinie. Piszesz, że mąż pracuje za granicą czyli w domu bywa co jakiś czas. Nie piszesz o warunkach mieszkaniowych tzn. czyje jest mieszkanie (domek) czy wspólne, czy męża. Kobieto postaraj się być drapieżnikiem, postaw się w końcu. Masz córkę, która ma 15 lat a nie 10. Ona też może z mężem i męża rodziną porozmawiać. Są grupy wsparcie dla kobiet. Udaj się i porozmawiaj. Wychodz do ludzi. Dbaj o siebie i pokaż mężowi, nie jesteś atrakcyjną kobietą. Wiesz ile tragedii jest na świecie???? Tragedia to chore dzieci, kalekie. Mojej koleżance zginął mąż w wypadku jak był w ciąży. Urodziła córeczkę w żałobie i okazało się po roku, że Maja (córeczka) ma guza mózgu. Ma mamę, która jest schorowaną kobietą. Daje sobie koleżanka radę, musi aczkolwiek czasami z sił opada. Czasami trzeba popatrzeć na innych aby z rozumieć, że u mnie jeszcze jest nie tak tragicznie. Jesteś po leczeniu, operacji, włosy odrastają. Mężowi postaw się. Jak już nie widzisz szans na ratunek małżeństwa to złóż sprawę o rozwód, podzielcie się majątkiem i zacznij żyć. Życie jest cudne i przed Tobą. Rak to nie wyrok!!!!!!!!!!! Można normalnie żyć i funkcjonować. My w tej chorobie też jesteśmy nerwowe, uszczypliwe i uważamy, że jak jesteśmy chore na raka to wszyscy powinni skakać wokoło nas. Musimy tez popatrzeć na siebie, na swoje zachowanie. A może mąż właśnie dlatego ucieka do kieliszka????? Nie do końca znamy Twoją sytuację a nawet nie piszesz o rzebiegu choroby, w jak dużym mieście mieszkasz. Trudno w takiej sytuacji się nam wypowiadać i doradzać. Jestem sercem z Tobą i będę Cie kochanie wspierać/buziak



Kass (offline)

Post #26

28-02-2016 - 00:31:48

 

Holand, a jak bylo na spotkaniu w osrodku terapeutycznym. Udalo sie uzyskac pomoc psychologiczna? pociesza

Poza tym, ktoraz z dziewczyn o tym wspomniala, i ja rowniez uwazam, ze bylby to fantastyczny pomysl, gdyby udalo Ci sie znalezc stowarzyszenie amazonek w poblizu miejsca zamieszkania (jesli nie w miejscowosci, w ktorej mieszkasz, to moze w miejscowosci w poblizu). Gdyby udalo Ci sie spotkac z kobietami w podobnej do Twojej sytuacji, mysle - jestem pewna - ze wyszlabys z takiego spotkania naladowana pozytywna energia. buziak





Wandka (offline)

Post #27

28-02-2016 - 00:55:19

Warszawa 

Dobrze abyś napisała gdzie mieszkasz a na pewno inne Amazonki mieszkające blisko chętnie by się spotkały z Tobą. My tu wspieramy wirtualnie. Nie ma to jak spotkanie w realu. Pomyśl o tym. Ja też w styczniu 2015 r. diagnoza ale dosłownie od pierwszych tygodni zaczęłam szukać osób o podobnych problemach. Spotykam się z dziewczynami kiedy tylko nadarza się okazja. Kontaktujemy się telefonicznie, przez FB. Wiem, że my Amazonki najlepiej się rozumiemy i zawsze możemy sobie porozmawiać, pożartować, wypić kawkę, zjeść dobre lody. To jest cudowne. Też tak powinnaś wychodzić naprzeciw i rzucić hasło a sama zobaczysz, ze będzie odzew koleżanek. Głowa do góry Kobietko i do dzieła!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!Odwagi, a my ci jej dodamy jeszcze więcej.buzki



holand123 (offline)

Post #28

29-02-2016 - 16:40:38

 

Dziękuję Ci Wandka za Twoja wypowiedź. Wiem, że wokół jest więcej tragedii niż ,,moja", wiem, co się dzieje w innych rodzinach, bo jestem nauczycielem, wiem, że można w młodym wieku, na początku życia stracić wszystko (zostałam wdową w wieku 26lat) i nie jestem skupiona tylko na sobie i swojej chorobie i dlatego mój mąż pije!
Wiem teraz już też jedno, tak jak piszesz ,,biorę się za siebie". Pokażę mężowi , że jestem atrakcyjną kobietą.
Poszukam wsparcia amazonek, wiem już gdzie i wyjdę z domu. To wszystko uświadamiacie mi Wy Kochane.papa

lulu (offline)

Post #29

29-02-2016 - 17:43:49

k/Kwidzyna 

Istotne jest też co o tej domowej sytuacji myśli córka, to już spora pannica jest. Jeśli z mężem nie można się porozumieć, to ważne abyś nie straciła kontaktu z dzieckiem. Twoja odmiana może spowodować jej bunt, że może masz kogoś. Pogadaj szczerze z córką.



Na Forum od 07 lutego 2008
Nigdy nie jedz do syta. Jedna trzecia żołądka dla pokarmu, jedna trzecia dla napoju, jedna trzecia dla ducha.
je

Marz (offline)

Post #30

29-02-2016 - 17:46:30

Warszawa 

Holand, nie rób tego dla męża, zrób to dla siebie. Niczego nie musisz mu udowadniać. Myśl o sobie i swoim samopoczuciu.



Przykro nam, ale tylko zarejestrowane osoby mogą pisać na tym forum.

Kliknij żeby zalogować

Użytkownicy online

Gości: 57
Największa liczba użytkowników online: 77 dnia 11-10-2011
Największa liczba gości online: 5263 dnia 07-04-2018