Avatar

Przebieg choroby

Na poczatku był mały łuszczący sie strupek na sutku, swędział czasem cos się z niego sączyło... badanie z wymazu nie wykazało nic. Pierwsza wizyta u onkologa, która tylko spojrzawszy na moja pierś oznajmiła - ma pani raka Pgeta, w dodatku wyczuwam guzek, pierś do amputacji...po czym umówiła się ze mna na za tydzień do usunięcia zmiany i prawdopodobnie piersi....zwiałam stamtąd i pomyślała, że juz do tej lekarki na pewno nie wrócę...zadzwoniłam do męża, zaryczana, załamana...mąż na moje wielkie szczęście jest lekarzem, co prawda radiologiem ale zna innych lekarzy....na drugi dzień miałam zrobione USG, guzek wielkości 8/8 mm i biopsję cienkoigłową, w dodatku konsultacje u dr Bębenka, który ma super rekomendacje. Dr powiedział, że zmiane należy wyciąć, a na sutek przepisał maść, wykluczając w 99% Pageta...1% pozostawił niepewności.

26 listopada miałam usuwany guzek i poprosiłam lekarza by dziabnął mi kawałek sutka do biopsji dla swiętego spokoju. Zabieg miałam w miejscówce, wszystko czułam nic nie bolało :) Na wyniki czekałam na luzie, nawet o nich zapomniałam...wyniki odebrał mąż, przyjechał po mnie do pracy, jakiś dziwny, smutny ale opanowany...przytulił mnie i już wiedziałam...powiedział, to jednak rak...

Pamiętam, że zaczęłam się cała trząść....poszłam do szefa żeby zwolnił mnie do domu, podałam przyczynę...był w szoku...kazał iść do domu i wziąć wolne jak tylko będe potrzebowała... całą drogę do domu klęłam pod nosem - dosłownie...w domu usiadłam na ziemi i szorowałam kafelki w kuchni wciąż zadając sobie pytanie - dlaczego JA??? nie było płaczu, histerii....postanowiłam nie mówić o niczym mamie, mieszka sama, bierze leki na serce, nadciśnienie...jeszcze miałabym ja narażać na dodatkowy stres. Powiedziałam bratu, rodzinie męża, w pracy też powiedziałam. Od razu zastrzegłam, że nie chcę pocieszania i litowania się. Biore wszytsko na klatę i co ma być to będzie - nie zmienie pewnych rzeczy więc płacz, lament i inne takie nic nie dadzą.

Badania receptorów wykazały że jest to rak bardziej agresywny ale podział komórek nastepuje wolniej. Zmiana jaka był guzek została już wyciachana. Zostałam skierowana do dr Czarneckiego który omówił ze mną sposób leczenia - na dniach czeka mnie częściowa mastektomia, wycięcie brodawki z otoczką i pogłębienie wycięcia w miejscu guzka oraz usunięcie węzła pod paszką.... później chemia.... pytam się lekarza: jakie są rokowania w moim przypadku? Usłyszałam , ze takie pytania kieruje się do Boga.... nie lubie, kiedy miesza się Boga do medycyny, bo wiara a nauka to dwie niezależne rzeczy - wg mnie...

Co czuję??? Agresję.....złość.....ostatni weeken miałam załamki, bo naczytałam sie o statystykach i pękłam....nie, nie boje się śmierci, ale tego, że mój mąż nie będzie umiał zająć się naszymi kotami (nie mamy wspólnych dzieci, mąż ma dwóch synów z poprzedniego małżeństwa), że mama będzie po mnie cierpiała, jak mnie zabraknie - a mamy ze soba wspaniały kontakt....szkoda mi brata, bo tez to wszystko przeżywa... szkoda mi tego, że mam dopiero 33 lata i nie wiem ile jeszcze przede mną, czy zdążę zrobić magistra - zostały mi 2 lata... jestem tak bardzo zła.....:( Nie ma we mnie pozytywnego myślenia, raczej w myślach układam już scenariusz swojego pogrzebu...chcę, by był spektakularny i zapamiętany, jakim był mój ślub.....niesprawiedliwe jest to wszystko...tak bardzo....

13 maj 2015 r.

Zakonczyłam leczenie, wyniki kontrolne bardzo dobre, raczysko poszło sobie, mam nadzieję, ze na zawsze.... ostatnia chemia była 8 kwietnia, oby była ostatnia w życiu... teraz czas na słońce, lato, życie.... trzeba cieszyć się każdą chwilą, są tak ulotne, nigdy nie wiadomo, co przyniesie kolejny dzień....

Lekarze:

Roman Czarnecki