Avatar

Ostatnie wypowiedzi na forum:

  • 15-12-2012

    Witam ponownie dziewczyny, przychodzę z małym updatem. Jestem po niezliczonej ilości badań, w tym biopsji wątroby, która wykazała obecność przerzutowych komórek nowotworowych. Oczywiście w tej sytuacji nie ma już mowy o żadnej operacji. W najbliższy wtorek lekarze wreszcie zdecydują jakie zastosować leczenie, bo chyba trumny jeszcze mi nie każą wybierać. Jako, że obecnie gorzej już być nie może (w końcu statystycznie to już tylko trzy miesiące mi zostały ), to ze spokojem, pokorą, ale i podniesioną głową przyjmę wszystko, co przyniesie los. W tym i leczenie. Temat więc można zamknąć, albo usunąć - jeśli taka Moderatorek wola. Trzymajcie się ciepło, dużo zdrówka dla Was wszystkich.

    cały wątek

  • 21-11-2012

    mag_dag - wiem, przed tym już nie ucieknę, nieważne jak bardzo bym tego chciała... amor - zdecydowana, to za dużo powiedziane. Dziś się poryczałam jak sobie wyobraziłam siebie za parę miesięcy bez włosów... a one mają dobrze ponad 80 cm, co przy wzroście metr pięćdziesiąt w kapeluszu to dużo. Wczoraj się poryczałam, jak pielęgniarka na tomografii je komplementowała, a nie ryczałam od ponad tygodnia. Wiem, że akurat płakanie za włosami to głupota - ale widocznie rozumu mi brak. A teraz się boję, co mi wyjdzie na tej wątrobie... cycka niech sobie ciachają, ale środek to już by mogli zostawić w spokoju. A na ewentualne koralikowanie zapraszam do Dąbrowy Górniczej.

    cały wątek

  • 20-11-2012

    Eridhan, ja uparta jestem, to zaś uparcie zapytam: jak się nie poddasz leczeniu, to będziesz dźwigać te 20 kilogramów łuku? Łuczek jest lekki, bo tradycyjny, nie sportowy, więc bez tych wszystkich bajerów typu celowniki, stabilizatory, podstawki itepe, za to jak go naciągasz to już te dwadzieścia kilo czujesz. Tu jest tylko patyk wygięty i patyk prosty (czyli strzała) plus oko, plus pewna ręka, przynajmniej póki węzły niewyciachane. No i bez leczenia to pewnie postrzelałabym jeszcze trochę, a po leczeniu to już takie pewne nie jest.

    cały wątek

  • 20-11-2012

    jak będziesz miała operację w S i zgodzisz się na wizytę z Klubu Amazonek, to będę miała ułatwione zadanie No to mój tyłek jednak ucierpi. Co do operacji, to waham się, czy Gliwice, czy jednak znowu Sosnowiec. Chirurg z Sosnowca bowiem namawia mnie na Gliwice, gdyż tam teraz robią mastektomię i równocześnie rekonstrukcję, podczas tej samej operacji. Jeśli się do tego zakwalifikuję, to pewnie zostaną Gliwice, jeśli nie, to wracam do "jedynki". Niech tnie ten, co już raz ciachał. bo dziwi mnie, że tak Cię martwi kto za Ciebie naniza te koraliki z szuflady, gdy będziesz po operacji i leczeniu - jakbyś miała zostać kaleką - a na forum mamy joannę, która robi śliczną biżuterią, ja tez cinam i sklejam różne bzdurki precyzyjne (zapraszam do działu "robótki ręczne" ) i nigdy nie miałam kłopotu z ręką, natomiast jakoś nie martwi Cię to, że gdy leczeniu się nie poddasz, to koraliki tak_czy_siak w szufladzie zostaną, zostanie też pies i kot ... w dodatku same... Z koralikami to jeszcze radę chyba dam, ale rozsądnie myśląc, naciąganie dwudziestokilogramowego łuku to już jednak spory wysiłek, i nie będąc w stanie tego zrobić to naprawdę będę się czuła jak kaleka... (mam nadzieję, że nikogo tym nie uraziłam). Cóż, chciałabym sobie i innym udowodnić, że to będzie jeszcze możliwe, ale zarazem zdaję sobie sprawę, że moje nadzieje są raczej płonne. hmm... boisz się leczenia, a nie boisz się umierania? To dziwne, ale tak właśnie jest. Widziałam, jak się umiera na raka, moja mama umierała praktycznie na moich oczach, z tym, że u niej było już za późno na chemię i jakiekolwiek inne leczenie. Pamiętam też, jaka się czułam bezsilna. Własna choroba, nawet najgorsza, to pryszcz w porównaniu z chorobą najbliższej osoby. Choć być może mówię tak teraz dlatego, że jeszcze nie wiem, co to prawdziwy ból. uważam, że niezgoda na leczenie to tchórzostwo, I tu się z Tobą zgadzam w 100%. Rzeczywiście uważam się za tchórza, uważam, że kompletnie brakuje mi odwagi żeby stawić chorobie czoła, a cała ta otoczka, jaką wokół siebie stworzyłam, że jestem bardzo silną osobą, to tak naprawdę tylko maska. Ale jestem tutaj, bo chyba chcę nabrać tej odwagi. Inaczej nigdy bym się nie zarejestrowała i nie napisała pierwszego posta...

    cały wątek

  • 20-11-2012

    Ja już normalnie czuję, że tyłek to mnie będzie bolał tak, że przez tydzień na nim nie usiądę. Co ja gadam, jaki tydzień, miesiąc dobry jak nic. ;D A zresztą w tej chwili też boli, bo dopiero wróciłam z tomografii - wczoraj na usg znaleziono jakąś zmianę na wątrobie no i oczywiście podejrzenie przerzutu... ale to nic, oczywiście musiałam zacząć już sprawiać pierwsze kłopoty, bo dostałam silnej reakcji alergicznej na kontrast dożylny. No i pokłuli mój biedny tyłek. Ałaa... I chyba zaczynam wierzyć w polską służbę zdrowia - na usg czekałam tylko tydzień, a na tomografię - uwaga - 1 dzień! Wyniki będą w czwartek, czyli na piątek, kiedy to mam umówioną konsultację onkologiczną, wszystkie papierki będą pozbierane. I wtedy zobaczymy, co dalej. A tak w ogóle to chyba musiałam mieć jakiegoś potwornego doła dziś w nocy, kiedy pisałam ten pierwszy post. Normalnie się aż tak tym nie przejmuję, raczej wychodzę z założenia, że co ma być, to będzie. Ale przyznaję, w jednej chwili potrafię mieć nastawienie typu "Co, ja nie dam rady? Ja?", a za chwilę mam to wszystko w czterech literach i wszystko widzę w czarnych barwach. W życiu nie byłam tak niestabilna emocjonalnie jak teraz, i baaardzo mi się to nie podoba. :/ Wiedzcie jednak, że moje główne podejście do sprawy - a przynajmniej tak mi się wydaje, to: "Dziewczyno, toż ty masz koralików do przetworzenia na biżuterię na jakieś 30 lat! Pies i kot za ciebie tego nie zrobią" Mam tylko nadzieję, że jak mi onkolog powie po operacji (której mimo wszystko najprawdopodobniej się poddam) że teraz to w pierwszej kolejności chemia, to zamiast ucieczki gdzie pieprz rośnie, grzecznie podpiszę zgodę na leczenie... Niestety jest przeogromne prawdopodobieństwo, że jednak stchórzę. Aha, madzia_61 - nie mam zielonego pojęcia, jakiej guz był złośliwości. Wynik histopatologiczny był tak enigmatyczny, że nawet nie wiem, jakiej był on wielkości... "dwa fragmenty tkankowe, każdy o wymiarach 3x2x1cm (...tu opis jak wyglądały...) Drugi fragment z kruchym ogniskiem na dług. 1,5 cm, źle odgraniczonym". A przed operacją na opisie usg piersi miałam podane wymiary 15x13x12mm. A potem to już sama łacina - ze słownikiem to cholerstwo tłumaczyłam, żeby wiedzieć co ja tam właściwie wyhodowałam. A teraz uciekam razem z moim obolałym tyłkiem, żebyście go tylko nie kopały.

    cały wątek