Avatar

Przebieg choroby

    Witam Amazonki ale też wszystkich którzy szukają tutaj informacji, pocieszenia, wsparcia tak jak ja kiedyś i teraz i nie zawiodłam się. Dziękuje wszystkim, którzy przez swoje wpisy, pytania i odpowiedzi dodawali mi otuchy, dzielili sie swoją wiedzą i dobrym słowem. Dziękuję.

Mam na imię Monika.  A jaka jest moja historia? Podobna jak inne, ale może napiszę coś, co ......sama nie wiem. Zacznę od początku.

  Mam 41 lat, no prawie 42. Urodziłam się jakiś czas temu i żyłam sobie tak między pracom, domem, wychowywaniem dziecka czyli tak jak wszyscy, ale jednak nie. Moje życie zawsze odbiegało od standardu. Mój mąż od 18 lat choruje na raka i inne nowotwory, ma zespół VHL. Dlaczego o tym pisze? Bo chcę wyjaśnić moje podejście do raka.  Już dawno zrozumiałam że rak to choroba przewlekła i już dawno przestał mnie przerażać. Nie sztywnieję na słowo - Rak. W jakiś sposób go oswoiłam chociaż są chwile że wywołuje u mnie dreszcz emocji.  Nauczułam się z nim żyć i akceptować jego obecność. W ten sposób On nie paraliżuje całego mojego życia. Traktuje życie z Rakiem jak grę. On się chowa a ja staram się go znależć. Tylko że ta gra do tej pory dotyczyła mojego męża, a teraz On włączył do gry mnie. Przeszliśmy na wyższy etap.  Nie martwcie się wszystko z moją psychiką w porządku. Ale dobrze teraz popiszę coś o mnie, teraz to mój czas.

  Zaczęło się w połowie lipca. Upał, w moim domu gościnnie moja mama z wnukami. Wakacje, piękny czas ale bardzo zabiegany. Trzeba maluchom zagospodarować czas a mamie opiekę - akurat złamała nogę. Wariactwo. Do tego badania męża u różnych specjalistów i wizyta córki koleżanki ze stanów. Myślałam że tego nie ogarnę. Ale.......w jeden taki zabiegany dzień postanowiłam choć 15 min poświęcić sobie i wżiąść dłuuuuuugi prysznic. 

  Stoje sobie, woda spływa, robi się bardzo przyjemnie ale nudno. Myślę sobie zbadam piersi. Mam mastopatyczne piersi, całe w różnych guzkach, grudkach, co ja tam mogę wymacać? Ale macam. Sztywnieję. Co to jest? Niby takie jak inne guzki groszki ale jakieś inne, sama nie wiem dlaczego. Spokojnie myślę, jestem przed miesiączką, zespół napięcia, ale dlaczego akurat w tym miesiącu tak to wygląda. Jeszcze raz się uspokajam. Zobaczymy co będzie po miesiączce. Nie panikuj, mylślę, zajmij się czymś. Przecież jeszcze kilka dni temu, tego czegoś nie było. Rak rośnie wolno. Spokojnie.

  Ale codziennie obmacuje to miejsce. To coś nie znika. Nie jest to jakiś guz typu kuleczka. To raczej coś nieregularnego, taki groszek- fasola. Wyrażnie ograniczony. Zaczynam czytać literaturę fachową i utwierdzam się w przekonaniu że żarty się skończyły. Przychodzi miesiączka, COŚ nie znikło ani sie nie zmniejszyło.

 Przecież jestem wyćwiczona w tej grze - myślę. 

 Zapisuje się do poradni onkologicznej dla kobiet w Szpitalu Wolskim do dr Podolskiego. O dziękuje za tę myśl. Pani w rejestracji pyta mnie z czym się zgłaszam. Cały korytarz ludzi a Ona mnie pyta o takie rzeczy. Co mam powiedzieć, wszyscy wszystko słyszą. Mówie do tej Pani że nie powiem. On do mnie to proszę napisać. Podsuwa mi kartkę i długopis. Piszę - GUZ PIERSI. Pani w okienku - Proszę przyjść za dwa dni. Potem dowiedziałam się że normalny termin jest za 3 miesiące. Dziękuję tej Pani.

 Dr Podolski poważny lekarz mówi bez ogródek że guz mu sie nie podoba, żadne odkrycie mnie też nie. Dostaje skierowanie na mammografie, robię ją od razu /o dziwo/. Za parę dni są wyniki. Dr kieruje mnie na USG i biopsję cienkoigłową oraz RTG płuc. Płuca czyste. Wyniki biopsji odbieram po tygodniu - złe. Teraz myślę że ktoś na górze nademną czuwał że tak szybko udało mi się zrobić te wszystkie badania.

  W czasie tych badań o swoich podejrzeniach mówię mężowi. Mąż mówi że coś podejrzewał. Przytula mnie i mówi damy radę, przecież dajemy radę od kilkunastu lat. To co teraz robimy? A ja się popłakałam.

  Ze wszystkimi badaniami pojechałam do Centrum Onkologii. Przyjął mnie dr Tomasz Majewski. Przeczytał wszystkie wyniki, obejrzał cyca zrobił grożną minę i mówi:- Ma Pani raka. No cóż myślę sobie to żadne odkrycie wiem że mam Raka już od jakiegoś czasu. Mówię: doktorze chciała bym mastektomię obustronną. Dr zrobił duże oczy i mówi: Jak Pani chce to zrobię, ale ja bym usunął guza oszczędzając pierś. Teraz chce Pani żyć i dlatego tak Pani mówi ale operacja oszczędzająca jest bezpieczna. Przekonał mnie do tej metody i jestem za to wdzięczna. Dr zrobił jeszcze biopsję grubo igłową, dał skierowanie na badania krwi, broszurkę co zabrać ze sobą na oddział i jak się poruszać po CO. Wpisał mnie też do kalendarza na wstępny termin operacji 28 sierpnia 2013. Byłam szczęśliwa. Wpadłam w system. Ktoś za mnie podejmował decyzje i myślał. Prowadził za rękę. 

Za tydzień kończę radioterapię i tzw. intensywne leczenie. Zostaje leczenie antyhormonalne i badania kontrolne. Jak mogę podsumować te kilka miesięcy z mojego życia?

Poznałam wielu wspaniałych ludzi, nauczyłam się że rak uczy cierpliwości, a leczenie wymaga czasu. Przekonałam się też o najważniejszym w swoim życiu. Nie straciłam ani jednej osoby którą uważałam za swojego przyjaciela, byli, pomagali, zostali. Mąż też wytrwał i przetrwał. Bardzo im wszystkim dziękuję. Jest za co.