Avatar

Ostatnie wypowiedzi na forum:

  • 11-10-2021

    Dzień dobry. Słowem wstępu: mam 24 lata, od 4 miesięcy karmię piersią oraz przyjmowałam antykoncepcję hormonalną. 3 tygodnie temu miałam wykonaną biopsję gruboigłową (wyczułam guzka w piersi wiec poszłam na badanie usg, w którym wyszło birads 4b). Mieli do mnie dzwonić z poradni gdy będzie już wynik, ale nic takiego się nie stało wiec pojechałam osobiście. Okazuje się że wynik juz jest ale konsultację z lekarzem mam dopiero za tydzień, jednak pani z rejestracji pozwoliła mi zerknąć w wynik, a tam co następuje: "Rozpoznanie: fragmenty utkania gruczołu sutkowego z cechami łagodnej dysplazji (włóknienie)." Czy któraś z was otrzymała taką diagnozę i lekarz wytłumaczył co to dokładnie oznacza? Oraz jakie rokowanie? Wiem, że muszę czekać na wizytę u lekarza ale ciekawość mnie zjada. Pozdrawiam

    cały wątek

  • 11-10-2021

    Witam, nie mogłam się dzisiaj dodzwonić do poradni więc pojechałam osobiście zeby się czegoś dowiedzieć. Okazuje się, że wynik juz jest tylko muszę poczekać tydzień na wizytę u lekarza w celu konsultacji, ale pani z rejestracji pozwoliła mi zajrzeć do wyniku, oto on: "Rozpoznanie: fragmenty utkania gruczołu sutkowego z cechami łagodnej dysplazji (włóknienie)." Czy ktoś wie co to oznacza? Oczywiście wpisywałam frazę w wyszukiwarce ale może ktoś również otrzymał taki wynik i lekarz wytłumaczył dokładniej co to jest i jakie jest postępowanie? Pozdrawiam serdecznie

    cały wątek

  • 10-10-2021

    Magdaaa - bardzo dziękuję za ciepłe słowa. Mam nadzieję, że masz rację i faktycznie chodziło o to by nikt nie miał pretensji za brak skierowania. Dodałaś mi otuchy, dziękuję

    cały wątek

  • 09-10-2021

    Dzień dobry, uprzedzam, że będzie długo. Mam 24 lata i w maju urodziłam córeczkę, którą karmię piersią. Na początku lipca byłam u ginekologa na kontroli po połogu i miałam zbadane piersi (tylko palpacyjnie), i wszystko było okej. Dodatkowo na moją prośbę dostałam tabletki antykoncepcyjne (nigdy wcześniej nie stosowałam antykoncepcji hormonalnej). Na początku września wyczułam guzka w prawej piersi. Przerażona chciałam się umówić do ginekologa ale niestety były długie terminy więc umówiłam się do polecanej radiolożki na tydzień później. Podczas wizyty pani doktor mówiła, że faktycznie coś jest ale nie jest do końca pewna co to takiego bo czasami obraz u karmiących matek jest trochę utrudniony i wolałaby żebyśmy dokładnie się temu przyjrzeli żeby nic nie przegapić. Mówiła tez że po porodzie i przy karmieniu jest burza hormonów a ja jeszcze przyjmowałam antykoncepcję, więc lepiej sprawdzić. Powiedziała żebym zgłosiła się nazajutrz do szpitala na biopsję, bo ona akurat tego dnia tez tam będzie. Zapytałam czy mam załatwić jakieś skierowanie, powiedziała że nie bo będzie to dłużej trwało, tylko żebym się zgłosiła do niej jutro o 9. Po badaniu ubierałam się a ona wpisywała coś do komputera, po czym dala mi wydruk i powiedziała "do jutra". Do powrotu do domu byłam całkiem spokojna, ale potem zaczęłam czytać i się załamałam. Nie przytoczę co dokładnie było w opisie bo niestety ten wynik zostawiłam przy robieniu biopsji a zapomniałam zrobić zdjęcia, aczkolwiek pamiętam, że na pewno były informacje że guz ma 9 mm, węzły chłonne niepowiększone, druga pierś "czysta" oraz BIRADS 4a. W głowie najczarniejsze wizje, zwłaszcza, że czytałam ile niektórzy czekają na biopsje a ja miałam mieć zrobioną z dnia na dzień bez żadnego skierowania. Do tej pory się zastanawiam czy lekarka nie chciała mnie straszyć ale zobaczyła coś baaardzo niepokojącego czy po prostu jest tak empatyczną osobą, że chciała mi pomóc przyspieszyć cały proces. Następnego dnia stawiłam się w szpitalu, zgłosiłam się tej lekarce i czekałam aż mnie zawoła bo miała swoich pacjentów. Po pół godzinie zostalam wezwana do gabinetu zabiegowego gdzie miałam wykonaną biopsje gruboigłową. Na początku ta sama lekarka kazała mi się położyć i powiedziała, że jeszcze raz sobie zerknie na guza zanim przyjdzie chirurg. W międzyczasie przyszla jakas pielęgniarka i się mnie pyta gdzie jest skierowanie, nie zdążyłam odpowiedzieć a pani radiolog powiedziała coś w stylu "pani nie ma, ale bym chciała zeby Beatka wystawiła tak na szybko", wiedziałam że jestem tam na mega wkręta i lekarka się tak naprawdę dla mnie poświęca bo nie powinna nic takiego robić. Po chwili przyszedł chirurg, przywitał się i mówi do tej pani doktor "co my tu mamy?", a ona mu na to "4B". Jak to usłyszałam to zamarłam i nie potrafiłam się w ogóle odezwać. No bo jak to, dzień wcześniej było 4a i dlaczego nagle taka zmiana? Staram się sobie to wytłumaczyć i odpowiedzi jakie mi się nasuwają to: - lekarka za drugim razem zobaczyła że to coś gorszego i dlatego zmieniła zdanie, - lekarka dzień wcześniej napisala 4a bo nie chciała mnie straszyć (wydaje mi się ze to niemożliwe bo chyba etyka lekarska nie pozwala na okłamywanie pacjenta), - lekarka specjalnie zawyżyła żeby chirurg nie czepiał się że jestem wkręcona poza wszelką kolejnością. Ogolnie biopsja przebiegła w porządku, nic mnie nie bolało, po kilku dniach pojawił się tylko bezbolesny krwiak. Proszę o wsparcie, może któraś z was przeżyła lub słyszała podobną historię i zakończyła się pozytywnie . Ja niestety mam raczej negatywne myśli, przybija mnie to rozmyślanie co lekarka miała na myśli, dlaczego taka zmiana... Dodatkowo martwię się wynikiem tej biopsji (we wtorek będę dzwonić i pytac czy juz jest wynik bo akurat miną 3 tyg.) i tym, że w przypadku leczenia będę musiała zostawić córeczkę z narzeczonym, co nie jest samo w sobie straszne, ale moja córka ma 4 miesiące i nie umie pic z butelki (I nigdy nie piła mleka modyfikowanego). Martwię się jak oni sobie poradzą ogolnie, jak na taką drastyczną zmianę karmienia zareaguje moja córeczka, jak długo będę musiała być poza domem Martwię się jakie będą rokowania, jak będzie wyglądało ewentualne leczenie... Czy miałyście tak, że nawet przy 4B nie wyszło nic złośliwego czy jednak lepiej się nastawiać na tą gorszą wersję? Pozdrawiam

    cały wątek