Avatar

Ostatnie wypowiedzi na forum:

  • 19-06-2014

    Cześć dziewczyny, mam pytanie odnośnie leku Tamoxyfenem. Moja siostra dostała go na 5 lat jako terapia zabezpieczająca, żeby nic się nie pojawiło. Miała operację, ale nie ma przerzutów, mimo wszystko dostała hormony. Ma 22 lata. Martwię się, że nie będzie mogła mieć dzieci. Dzwoniłyśmy do kliniki leczenia bezpłodności - dr powiedział, że nie musi mieć zamrażanych komórek jajowych, bo nie powinno być problemu z ciążą. Ważne, żeby przez te 5 lat nie zaszła w ciążę. Czy są mogą pojawić się jakieś problemy z płodnością? Poza tym, jakie są najczęściej występujące skutki uboczne? Dzięki za odpowiedzi! Ulżyło mi, że nie będzie chemii, ale ta hormonoterapia jakoś do mnie nie przemawia...

    cały wątek

  • 02-06-2014

    Dyskusja zdecydowanie zmieniła temat z "III stopień złośliwości..." więc warto ją zakończyć Dziękuję za miłe słowa, za próbę rozjaśnienia mi sytuacji. Ale nie musicie od razu twierdzić, że ktoś kłamie, bo jego wiadomości są niespójne. Tak jak napisałyście - mam 22 lata, siostra rzuca mi strzępkami informacji, bardzo ciężko coś z niej wyciągnąć, z jej chłopakiem też nie da się dogadać. Ona jest uparta i myśli, że sobie ze wszystkim radzi i wszystko wie. I nie chce rozmawiać o chorobie, sama wszystko muszę zaczynać, w dodatku 'delikatnie' żeby się nie zdenerwowała że znowu ją wprowadzam w zły nastrój rozmową... Nie mam pojęcia dlaczego ta pani dr we wtorek zadzwoniła i powiedziała, że są wyniki, skoro ich nie było. Przypuszczam, że spojrzała na wyniki biopsji które nie były odebrane, nie spojrzała czy to biopsja czy hist-pat i zadzwoniła... Nie wiem ale w następnym tygodniu, po powrocie na pewno do lekarza pójdziemy . Skoro wizyta u chemioterapeuty jest dopiero 12.06 to do tego czasu i tak trzeba czekać. Ewentualnie w poniedziałek jechać do szpitala próbować dostać się na konsultacje wcześniej. magda2411 tak, 22 lata to nie jest wiek na ogarnięcie wszystkiego... Nie mamy z kim o tym porozmawiać, nigdy w życiu nie znałam nikogo z tą chorobą, nie rozmawiałam o tym, nie mam wiedzy na ten temat. Dlatego postanowiłam porozmawiać z Wami - co jak co ale wiedzę na temat choroby macie większą ode mnie Rodzice nam nie pomagają, mieszkamy same w Warszawie. Najbliżsi przyjaciele są również w naszym wieku i rzadko mieli styczność z tą chorobą. Gizi, braja dziękuję Wam za spokojne, rzeczowe wpisy

    cały wątek

  • 01-06-2014

    Witam, po pierwsze: przy biopsji gruboigłowej nakłuwa się taką igłą by wycinać kawałek guza - trzykrotnie wycinali? po drugie: niemożliwe jest by lekarze amputowali pierś bez wyników histopatologicznych - nie wierzę, a nawet jeśli - zawsze badają palpacyjnie tą pierś (przed operacją) i wyczuwają guzka - jeśliby nie wyczuli (czyli jak piszecie jakby zniknął) nikt nie amputowałby piersi! Zleciliby usg, mammografię by się upewnić. po trzecie: jeśli był rak, nie było chemioterapii przedoperacyjnej to niemożliwe jest to, by zniknął, czy się wessał! Takie rzeczy się nie zdarzają. Jeszcze Asia napisała: "tak długo badają, bo w badanym guzku nie mogą znaleźć komórek nowotworowych" - czyli jednak guzek był? czy się wessał? I jeszcze: "węzły chłonne czyste" - a mieli badać wartownika? tak? zbadali wszystkie? jak? I dalej: "jutro jedzie. upewni się, ze to co zostało jej przekazane przez telefon jest na piśmie" - (siostra) po wyniki... a za chwilę "siostrze nie chce się jechać po wyniki, 12 odbierze" - to jak? jutro? czy 12.06? czy " w następnym tygodniu musi iść po te wyniki"? Nie poleciałabym na wakacje nie wyjaśniwszy sprawy. Przed wtorkiem jest poniedziałek - cały dzień. Nikt z chorych, na poważnie, by nie odpuścił - tak uważam. Ktoś tu kłamie w tej historii. Nie byłam z nią na biopsji. Mówiła, że materiał miała wyciągany 3 razy. Na USG guz był, biopsja wykazała G3, chcieli wyciąć kawałek piersi, ale zdecydowali się na całą 'na wszelki wypadek'. Nie byłam przy tym jak dr jej mówiła wyniki, siostra też za bardzo nie chce o tym mówić tylko zapomnieć... To mnie denerwuje :/ Mówiła, że "rozłożyli guza na jak najmniejsze kawałki, szukają komórek nowotworowych ale nic nie mogą znaleźć". Miała wycicnanego wartownika - podobno przerzuty w pierwszej kolejności idą do wartownika, skoro w nim nic nie było, to reszta jest 'czysta'. Tak, miała jechać, ale jej się nie chce ( !!!!! :[ ) i powiedziała że tylko tam zadzwoni. Wiecie jak ja się czuję z tą sytuacją... Nie mam pojęcia co o tym myśleć. To nie jest śmieszne tylko dziwne... Chciałabym wierzyc, ze to cud, że organizm sam zwlaczył te komórki co nie zostaly wchłonięte przy biopsji... braja nie chce mi się wierzyć w to, że wyniki pomylili... ale pomyłki się zdarzają. Lekarze w swoim całym życiu wykonują mnóstwo zabiegów, czynności, nawet roboty się mylą, a co dopiero mówić o człowieku! Zaszywają chusty w brzuchach, przeoczą coś, źle odczytają wynik... Nie chcę ich oskarżać bo naprawdę wydawali się w porządku, ale mimo wszystko chciałabym 'zmusić' siostrę żeby temat drążyła... Albo źle zbadali materiał, albo zamienili próbki, albo komórki nowotworowe naprawdę zostały zniszczone....

    cały wątek

  • 01-06-2014

    Asiu, nie dziw się że jesteśmy podejrzliwe. Na forum działy się już różne rzeczy a my to bardzo przeżywamy. Ja generalnie wierzę ludziom bo chce wierzyć. Ale konkrety. Jeśli siostra upoważniła kogokolwiek do odbioru dokumentacji, a takie dokumenty musiała wypełnić, to ta osoba może wyniki odebrać. Chyba że nikogo nie upoważniła do odbioru dokumentacji. Ta osoba może też odebrać materiał pobrany do badań i zawieść do Centrum Onkologii na Ursynowie. Jeśli wyniki usłyszała tylko telefonicznie? no cóż, nie ufałabym takim wiadomościom. Papier trzeba mieć na ręku. Na gębę się nie wierzy. Może daj jej chwilkę, niech się nacieszy, odsapnie. Ale jak wyniki będziecie mieć to bardzo Cię proszę spróbuj sprawę przedstawić dyrekcji szpitala. Być może waży się teraz czyjeś życie. A obciążone sumienie czasem nie daje żyć. Widać że jesteś wrażliwą osobą. Jeśli badania siostry są ok. to nie ma mowy o chemioterapii. Jak wyniki się potwierdzą to będziemy się cieszyć. A wyniki trzeba odebrać - koniecznie. rozumiem Wasze podejrzenia bo w sumie to dość dziwnie brzmi... Ja jestem upoważniona do wglądu w dokumenty. We wtorek lecimy do Hiszpanii i nie chcę żeby siostra miała zły nastrój... Ale w następnym tygodniu musi iść po te wyniki, ja też wolę mieć wszystko na piśmie.... Ta dr powiedziała, że prawdopodobnie dostanie hormony na 5 lat. 5 lat łykania leków, sztuczna menopauza... No dobra, jeśli ten rak był to leki byłyby wskazane. Ale jeśli biopsja była zła to po co siostra ma te 5 lat leki łykać? Skoro mam dostęp do dokumentów, to zaniosę ten materiał z biopsji do CO.

    cały wątek

  • 01-06-2014

    Kochane, dziękuję za odpowiedzi. Nie, to nie jest wkręcanie, wybaczcie ale rak i siostra to tematy zbyt poważne, żeby sobie o tym tak o żartować... W ogóle rak to zbyt poważny temat żeby sobie z tego robić żarty... Gizi tak, była jedna biopsja i 3 nakłucia. Po 3 tygodniach badania wykazały G3. Po 4 dniach od diagnozy operacja. I po miesiącu wyniki - jak już wspomniałam, węzły czyste, guzek bez komórek G3. Wszyscy się cieszą, odetchnęli z ulgą. Ale ja tego nie rozumiem. Skoro na USG widać było coś podejrzanego, skoro biopsja gruboigłowa wykazała G3, to przez 3,5 tygodniach komórki nowotworowe zostały zniszczone? Sorry, ale dla mnie to dziwnie brzmi. W dodatku wyniki zostały przekazane telefonicznie, siostrze się nawet nie chce jechać po wyniki papierowe bo przecież dopiero 12 czerwca ma chemioterapeutę i wtedy sobie odbierze.... Mieszkamy w Warszawie, wszystko działo się w szpitalu przy Madalińskiego. Najgorsze jest to, że siostra nie chce rozmawiać o chorobie, gdy tylko poruszam temat krzyczy że przecież jest zdrowa, nie chce do tego wracać, żebym jej humoru nie psuła... Jej chłopak to samo, żebym przestała o tym mówić bo przecież siostra jest już prawie zdrowa, żebym go nie stresowała... A tu przecież mogło dojść do pomyłki wyników biopsji! Gizi wspomniałaś, że jakaś pani może się cieszy, że nie ma raka... Nikomu tego nie życzę, ale lepiej wiedzieć...

    cały wątek