Avatar

Przebieg choroby

Zaczęo się tak: dwa dni przed wigilią obudziłam się w zakrwawionej koszulce na prawej oiersi. Od razu pobiegłam do rodzinnego. Z mety dostałam skierowanue do onkologa... jednak wiedziałyśmy, ze święta itp, na pewno do końca roku nic nie załatwię... następnego dnia pojechała na usg- nibynic, powiększone przewody mlekowe, masa gruczolaków etc. Spokojnie czekałam na wizytę w onkologii. Tam trafiłam na świtnego lekarza, Macieja Kondratowicza-Kucewicza (pan hrabia, chyba), który stwierdził, ze to brodawczak, musimy to wyciąć, ale nic złośliwego. Umówiłam się na operację 5 lutego,  tak mi pasowało w pracy i w ogóle. Niestety, ojazało się, ze dzięki tej operacji wyszło na jaw, ze źre mnie cośduźo gorszego, inwazyjny rak naciekający, cudem wykryty w bardzo wczesnej fazie, na szczęście... Mój dr Maciuś, zaproponował mi spotkanie z doc, Stanisławkiem, poktórymdowiedziałam się o koniecznej mastektomii, ale teź, w przypadku, kiedy węzły będą czyste, o moźluwości jednoczadowej rekonstrukcji! Udało się! 27 marca, obudziłam się z podskórnym implantem, szału nie ma, nie wyglądam jak modelka, poniewaź szew mam na całej szerokości piersi, nie dało się inaczej usunąć miąźszu z chorobą, ale nie mam naleśnika! Myślała, źe juź po wszytkim, aź tu nagle, właściwie po msc zwolnienia i rekonwalescencji, dowiaduję się o koniczności wprowadze ia chemioterapii, dopiero wtedy się przeraziłam...ale nic to, nie ja pierwsza, nie ostatnia, odpocznę sobie pd pracy, chociaź, he he. Pirerwsza dawka za mną, bidy nie ma , na razie, w sumie pierwsz doba dopiero, ale dam radę!