Avatar

Ostatnie wypowiedzi na forum:

  • 04-07-2015

    Witajcie, jestem tu nowa, już jakiś czas temu śledziłam Wasza posty, dziś zarejestrowałam się. Moja mama była robiła mammografie, była u lekarza (niestety jej lekarz okazał się na urlopie) oglądał wyniki, były jakieś zmiany ale nic nie stwierdził - że to niegroźne. Po jakimś roku wyczuła guzki w piersi. Ponownie mammografia i znowu do lekarza - tym razem na swojego trafiła - on na cito do Gliwic... przeszła chemioterapie, mastektomie, na końcu radioterapie bo już przeszło na węzły chłonne pod pachą. Zaraz po zakończeniu radioterapii zaczęła odczuwać jej skutki - tak nam się wtedy wydawało... no, ale zaczęły boleć w krzyżu, brzuch. Po niecałych 2 tyg zrobiły jej się oczy żółte. Wizyta u onkologa za 5 dni więc pojechaliśmy na pogotowie - tam stwierdzono, że to nie żółtaczka, ale dla pewności zrobić badania. No, ale wiadomo zwyczajne badania krwi... Coraz słabsza, w końcu dzień wizyty u onkologa, przyjęcie do szpitala. Po 5 godz czekania - pierwsze badanie - po kolejnych prawie 3 godz - badanie usg brzucha. W końcu ją przyjęli. Po 2 dniach pobytu trafiłam na Panią Doktor, która podczas rozmowy powiedziała mi, że mama ma uszkodzoną wątrobę, nerki, nie będą jej leczyć, za 2 dni wypiszą do domu i będzie powoli umierać - to jej słowa. Na drugi dzień mojemu tatowi dodała, że dają skierowanie do opieki paliatywnej, a na chemioterapie się nie zalicza, bo zaśnie. No i za 2 dni tomografia, która potwierdziła przypuszczenia przerzutów - popołudniu wypis do domu na którym widnieje: rozedma płuc, rozsiew w wątrobie, niewydolność wątroby i nerek. Dodatkowo moja mama wcześniej chorowała na nadciśnienie tętnicze. Od wczoraj jest w domu leży, idzie tyle o do ubikacji, ledwo co je. I co ja mam teraz tak na nią patrzeć....?

    cały wątek